haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2001

I jak nic musze to tu wyrypać. Ojjjj bo mi się buzuje i kotłuje i wywalić trza. A tu publika jest to i artystyczny kryzys i scenę mogę odwalić. A nazbierało mi się A PRO PO .
A propo tych wszystkich co wiedzą lepiej. A jest ich od groma. Gorzej!Ja mam ich od groma w rodzinie!! Chodzą parami, trójkami, w szyku bojowym i generlanie wiedzą lepiej. Co by się im nie powiedziało to pomruczą powiedzą nostalgiczne hmmmm….. i dodadzą -

- No bo zasadniczo to i tak ty nie wiesz, sama siebie okłamujesz, sama sobie nie przyznajesz ….. ja wiem lepiej, chce dla ciebie dobrze – a jest tak! Zaraz ci powiem jak…..

I okazuje się, że mam problemy! Nawet jak mi sie wydawało, że ich nie mam to napewno mam i to cała stertę. Ba! Jeśli przypadkiem jakiś czasookres temu, jakiś kryzys miałam i sie nim NIEDAJBÓG podzieliłam to teraz to wszytko zostanie wywleczone – przeanalizowne w te i na zad i podciągnięte pod okres obecny. Na koniec skwitowane konkluzją:
- A nie mówiłam! Bo wg mnie….to….wtedy i wogóle i tak ja uważam, ja nie wierze i to że ty wierzysz to wogóle i najlepiej to NIE WIERZ! bo to nie tak jak uważasz….

A jeśli chodzi o tematyke w jakiej specjalizuje się moja rodzina to przoduje moje życie osobiste. DE NABER ŁAN! Ha! Bo to i piękny i nie nudny temat jest. Ciągle aktualizowany. I tak moja mam wie lepiej np ze ja pomimo iz szczęśliwa to na mur beton jestem nieszczęśliwa bo to co uważam za wolność w ziązku to NAPEWNO NIC DOBREGO – a genelanie SAMO ZŁO! I wcale mam sie tym nie cieszyć a zrewidować plan, i nauczyć sie cerowac skarpetki…. czy coś w tym stylu.

I tak se z Barbarellą postanowiłyśmy, co zamieszczam poniżej:

barbarella: (13:01)
Czyli co? Zaszywamy sobie na TRZY CZTERY i czekamy do 97 lat na IDEAL
barbarella: (13:02)
co przybedzie ze sperma rozpłodowa i obraczka na białym koniu pod okno nasze WPROST i z zaświadczeniem od ksiedza ze NADAJE SIE NA GLOWE RODZINY
Uzytkownik: (13:02)
dokładnie :-)
barbarella: (13:02)
czy na odwrot – sypiamy z kim się da ALE TYLKO JEDEN RAZ? i poźniej wypierdalamy z chałupy BO NIE DORÓSŁ DO ZWIAZKU?
barbarella: (13:03)
Aha, i jeszcze ten na koniu musi nam udowodnić ze jest dziewicą.

Może ktoś jeszcz? ma jakąś dobrą radę dla nas?? tak? TO NIECH KURDEMOLO SPRÓBUJE! a mieczem obusiecznym łeb urwe a jelitami owinę drzewa wokół domu!

Jeśli jesteś przygotowany, żeby regularnie wpuszczać nieco szaleństwa do swojego życia, nigdy nie oszalejesz naprawdę. To ludzie, którzy przez siedemnaście lat siedzą i patrza telewizor, chwytają strzelbę i ruszają na główna ulicę.

Tak se myślę, że juz czas. No bo i o dzieciach mowa to i może już czas poradzić jak być matką? Bo w temacie to jestem od 9 lat nieustająco :-)
I tak se myślę, że niektóre dzieci Pan Bóg ciężko doświadcza. Wtrynia je w ręce matek nader porządnych. Z odpowiednim przygotowaniem do macierzyństwa.Nie ma nic gorszego od naukowego podejścia do tematu „posiadania” dziecka. Matki takie nie pamiętają już jak to było, gdy miało się lat 4, 5 czy 2, natomiast WIEDZĄ, jak to jest. Więcej. One WIEDZĄ (ze statystycznych badań przeprowadzonych nad statystycznym dzieckiem w statystycznym wieku o statystycznej inteligencji, uwzględniając statystyczne potrzeby), co dziecko myśli, jak myśleć powinno, a także jaki system wartości owy przedmiot badań ma. Jeżeli ma. A powinien. Więc ma!

I tak zaczynają swoje „posiadanie” od nawiązania kontaktu głosowego, wydając przy tym dźwięki powszechnie stosowane w tresurze stworzeń człekopodobnych. „Guu gu gu bu bu ple ple” – toczą z gardeł niezmordowanie, jednocześnie piejąc zachwytu przy podziwianiu wszelakich wydzielin, wydalanych z ciałek swoich pociech. Etap ten w procesie wychowywania jest na tyle prosty, iż nie wymaga podejmowania poważniejszych decyzji metodą zerojedynkową. Schody zaczynają się dopiero w momencie, gdy dziecko stara się uświadomić matce-krowie swoje człowieczeństwo, ona zaś w zamian udowadnia mu, iż to ONA właśnie jest PANEM BOGIEM NIEOMYLNYM. Jako rodzic stosuje tutaj słynną metodę negocjacyjną pt. „tak, bo tak; nie, no bo nie!, bo ja tak mówię”.
Dzieci, jak to naiwne istoty, starają się pomóc swoim mamom krzycząc „mamo! – ten papierek, sznurek, gumka to KOSMOS! One ważniejsze od prasowania, zmywania i czystych porteczek, ta kałuża to wszechświat! – cóż z tego że brudzi!”. W takim wypadku należy drogą zerojedynkową niezmordowanie powtarzać „nie, bo nie! Bo ja tak mówię”. Sukces uwarunkowany jest tu od jak najbardziej ograniczonej liczby odpowiedzi (broń Boże nie dopuścić do pozwolenia dziecku, żeby dowiodło, że ma rację – jeśli nawet ma! STARSZY MA RACJĘ I JUŻ) tudzież stosowaniu debilnych norm dotyczących ludzi dużych do ludzi małych. A już największe problemy mają mamy, gdy należy wytłumaczyć (choć może raczej – wpoić), że nie wolno mówić cioci, która gupia – że gupia, że nie podoba się rowerek – choć nie podoba, że sweterek, na widok którego chce się dziecku wymiotować – jest śliczny, a kaszka choć obrzydliwa – to zdrowa - bo MAMA tak mówi; całowanie wujka jest przyjemne i WYPADA – bo MAMA tak mówi itd. Tutaj jednak też skutkować będzie osławiona metoda „tak, bo tak, nie bo ja tak mówię!” – należy ją jednak stosować ze zdwojoną częstotliwością.

I walczą niezmordowanie te MATKI POLKI zabijając w dzieciach wszelaką inność czy też indywidualność, porównując je do Zosi-Franka-Zdzisia-Heni. Proces ten nazywają wychowywaniem, które na całe szczęście czasem im się nie udaje, choć pokłon ku ich wytrwałości i niezmordowaniu w niezmienianiu poglądów się należy.

Himalaje szczęścia osiągają, gdy jako babcie na fotelach bujanych, spoglądają na własne pociechy wychowujące już swoje dzieci i rozważające życie w kategorii „WYPADA CZY NIE WYPADA… E NIEEEE WYPADA”

dla ludzkości mówiła Haniuta…. pokłony dla kolegi chrabjego właściela tekstu. Krwio pijcy i wyda fcy!

Nooo…

31 komentarzy

Bylismy w Rekowie. No i wróciliśmy. A generalnie to DZIAŁO SIĘ, i tak:

1. nie wiem czy wszyscy wiecie co to są BIFRY ?
2. nie wiem czy wszyscy wiecie, a Tru wie napewno, że gra w karty to sport ekstremalny
3. nie wiem czy wszyscy wiecie, że pomimo iz Bezo zalicza zejścia kazdorazowo o 22 to jednak koniak pija o 5 rano!
4. nie wiem czy wiecie jak bardzo towarzyscy jestesmy – bezo z asia wiedzą :-))) i przekonali sie kiedy to o 2 w nocy przyszliśmy do ich pokoju i wogole nam nie przeszkadzało że śpią
5. nikt nie umie tak krzyczeć po wojskowemu jak Adam
6. RESTOFPIS – to znaczy ni mniej nic wiecej a RESZTKI GROSZKU NA TALERZU
7. nie wiem czy wiecie JAK się kibicuje Polakowi walczącemu z Niemcem kiedy się nie wiem który to Polak …. okazuje sie iz wogóle to nie jest istotne – grunt ze wygraliśmy
8. Ha! no i gwóźdz programu – czy wiecie ze jednym z wcieleń Peseego jest SELER ?? a jego przyjaciel z dzieciństwa mówi po niemiecku?

A cały wyjazd powinien mieć tytuł … w oczekiwaniu na Chrabjego …. Bo CZEKALISMY! CHRABJO!

PS. Aaaa i jeszcze – łabędzie nie znaczą NIC …… a wg Bezo – PERLATOR to nic innego jak tylko agresywny poławiacz pereł….

Czwartek…

8 komentarzy

Siedzę na przeciw Ptaha. Przekazujemy sobie wzrokiem niezmiernie ważne rzeczy… non stop, cały dzień. Po drodze jednak zmieniają się one w całkiem zmierne…. tudzież wymierne.

Wymierzone zostają dokładnie i po spakowaniu wysłane do Portugalii. Gdzie hodowcy ogórków kiszonych zrobią z nimi porządek. A zaczęło się całkiem spokojnie. Taki niby zwykły dzień.

Dziekuję Panie Allen – życie bez pana to jak salceson bez ozora.

A tak BTW – chyba skończę z braniem antybiotyku…… szkodzi mi?? Czy jakoś tak….

Jakby kto pytał to JESTEM! Tylko tak mało intensywnie jestem. Ewidentny brak witaminy W co to Anna wie gdzie ona jest, ja też wiem, ale …. No! Ale poprawie się! Jadę na kurację do Rekowa co stolica jest winnnic kaszubskich, nawet w pażdzierniku. Gdzie to defoltowo sie mówi po francusku i pilota ma do pogody. Gdzie beznadziejnie śmierdzi sosna a jemiołuchy drą mordy od rana :-)

A wogóle to sie mi dziś snił ząb i sie mi przypomniało jak kiedyś – jakies 100 lat temu – blondynką będac do dentysty poszłam. A leciało to jakos tak:

„Korona ci z głowy nie spadnie” – powiedziała mama. A spadła. Nie mama a korona, nie z głowy, a z zęba, ale spadła!
- Hura! – krzyknęłam – ząbek mleczny! I prędziutko pobiegłam do stomatologa po pastę blendamed i odznakę Klubu Wiewiórki.
- Hm – powiedziała pani doktor – nie mleczny to i nie ząb, i nie odznaka a sto złotych.
Klejem koronę posmarowała, pieniążki skasowała, i zastanowiła się. A zastanawianie to szło jej nieźle. Nie bez powodu fach stomatologiczny sięga korzeniami swymi do średniowiecznej sztuki zwanej Inkwyzycją – nie wypada tedy, żeby z gabinetu z taaakimi tradycjami wychodzić zbyt szybko. Posadziła więc mnie na fotel i wszystko, co pod ręką miała do szczęki mi ładuje. Szczypce, nożyczki, wiertełka, kij do golfa, sweter z angory, waciki w uszy, waciki w nos i wszelkie tworzywo co zmieścić się dało.
- A teraz – mówi – porozmawiamy.
I porozmawiałam. Wstawić plastik postanowiły my – bo modny, porcelanę – bo wypada mieć serwis rodowy, a i pani doktor nowy fiat punto się przyda, więc solidaryzując się z służbą zdrowia leczenia zębów zdrowych podjęłam się.
A kiedy po dniach paru zabrakło mi pieniędzy, zębów nie przybyło, a pani Doktor zaledwie na opony i karoserię zarobiła, pomyślała: „ciężki to fach ta stomatologia – ile to wysiłku intelektualnego włożyć trzeba żeby pacjenta zdobyć, zęby zdrowe mu popsuć, przekonać że sztuczne lepsze, krwi napsuć, cierpienia zadać i na samochód zarobić”.
I pełna podziwu poszłam wydłubać dziurę w zębie psując go czekoladą – co by pracy im nie zabrakło. NIECH ŻYJˇ!!!!

Taaaaaaaaaaaa jakby co to tego tekstu właścielem jest również chrabja co go wydarł ze mnie jak każdy inny :-)) z krwiom i flakami ku uciesze gawedzi :-)

Do kina chadzam tylko na te filmy w których zabijają albo sajens fikszyn. I to też tylko dlatego że pornoli jeszcze nie graja w naszych kinach.

- I ma chłop rację….. jak zwykle znów, zresztą – powiedziała Haniuta wychodząc z kina po bardzo intelektualnym filmie.

No to siup…

13 komentarzy

Tak se siedzę w domu i tak se odbieram takie różne reklamówki co mi tacy różni w różne miejsca wtykają. I tak se myślę, zainspirowana tematyka owych już śwatecznych reklamówek – a może to już czas? Poradzić jak to spedzić święta? BO JA WIEM! Równie dobrze jak być żoną – wiem jak spędzić świeta! A roboty jest sporo! To może czas zacząć?
Zaczynamy – mamy początek grudnia i jako najwyższej klasy specjaliści wiemy, że najwyższy czas rozpocząć przedstawienie! Ha! Czekaliśmy na ten moment od początku roku, ale nie dajemy tego po sobie poznać – zaczynamy powoli jak mistrz Hiczkok tkać swoja misterną pajęczynkę bożonarodzeniowego nastroju. Delikatnie, pomału, ale po mistrzowsku doprowadzając naszą rodzinę do histerii i wielkiego GRAND FINALE 24 grudnia.
Punkt pierwszy: zaczynamy siać panikę pt „BOŻE BOŻE SWIĘTA TUŻ TUŻ A TU TYLE OPŁAT I PRĄD NIE ZAPLACONY”, dzieciom tłumaczymy „Kochani umówmy się, że w tym roku przyciśniemy pasa (gwoli wyjaśnienia w zeszłym i jeszcze zeszłym i ze trzy lata temu mówiliśmy to samo) tylko tym razem WYJĄTKOWO”. Po czym dodajemy „No nic pomarzymy, pomarzymy sobie jeszcze, cóż nam dzieci pozostało, może tatusiowi uda się jeszcze JAKOŚ zarobić pieniążki, choć ten jeden raz”. Tu posyłamy JADOWITY wzrok w stronę męskiego członka rodziny.
Punkt pierwszy planu za nami…
Powoli mija grudzień, a cały ten miesiąc poświęcamy na jazgotliwe ” JEZU KIEDY JA ULEPIE TE CHOLERNE PIEROGI” lub też ” BOŻE JAKBY NIE MOGŁO BYĆ ŚWIĄT BEZ TEJ IDIOTYCZNEJ RYBY PO GRECKU” albo też „NOO TAK, KTO MA ŚWIĘTA TEN MA, A KTO MUSI TE CHOLERNE USZKA ROBIĆ, TO…” Gdzieś tak około połowy miesiąca wprowadzamy w życie punkt trzeci planu – TAAADAM:
ZAKUPY!!!!. O misterne to zadanie, nie każda z nas doskonale wyczuje porę, kiedy to market będzie pełen, ale to dosłownie pełen po brzegi podobnych nam mistrzyń ceremonii. Wtedy to zaopatrzone w wyjące dzieci pijącego piwo męża (oczywiście wypija on już 5 puszkę wprost z półek marketu) ruszamy do boju z naszą niezawodną maszyną bojową w postaci wózka za dwa zety! Rzucamy się na półki naszych SUPERMARKETÓW jak portorykański plejboj na bogate wdowy, jak pies na kiełbasę podwawelską, jak Michael Jackson na 7-latka w skórzanym przebraniu nowojorskiego policjanta. Wszystkie zaoszczędzone pieniążki, i te które to nieopatrznie mogłyby być wydane na prezenty dla naszych milusińskich wydajemy na CUKIER, TONĘ MĄKI i KONIECZNIE z 34 SŁOIKI MAJONEZU. Jeśli zostanie nam jeszcze jakiś zaskórniak natychmiast kupujemy za niego 67 kostkę masła, 45 pojemnik z solonymi śledziami, no i kolejnego karpia – choć od lat wszyscy w rodzinie wymiotują na widok tej szacownej ryby.
Idzie nam dobrze. Wręcz REWELACYJNIE. Dzieci już płaczą oglądając reklamy z zabawkami, my w ich trakcie dorzucamy zjadliwie „widzisz synku, co byś mógł mieć, gdyby tatuś więcej zarabiał” albo „taaak takie zabawki dostają dzieci od Mikołaja w domach, gdzie tatusiowie kochają swoje rodziny a nie jak twój tatuś WSZYSTKO NA PIWO WYDAJĄ”. Nasz małżonek rzeczywiście w tym czasie pilnie stara się wspierać przemysł piwowarski w kraju, bo na trzeźwo nie jest w stanie znieść naszego misternie tkanego nastroju świątecznego.
Aż w końcu nadchodzi dzień BOŻEGO NARODZENIA nasz:
GRAND FINALE! Oczywiście na ten dzień zapraszamy całą rodzinę ze szczególnym uwzględnieniem: cioci Zosi i Wujka Stefana (wiadomo bowiem, że nie cierpią się oni szczerze od lat, kiedy to ciocia zarwała żonę wujka i założyła z nią komunę lesbijska, i bez burdy się nie obejdzie), kuzynki Joli (co ją wszyscy będą pytać, czemu jeszcze za mąż nie wyszła, a ona dostanie ataku histerii, bo wydelikacona po ostatniej skrobance jest), stryjenkę Zenobię (co alkoholiczka jest od 45 lat i wypija w kiblu wszystkie perfumy) no i jeszcze parę znienawidzonych od lat członków rodziny.

UWAGA! Wstajemy 24 grudnia o godzinie 5 rano budząc całą rodzinę okrzykiem „NO PEEWNIE!!! ŚPIJCIE ŚPIJCIE!! JA ZROBIĘ WSZYSTKO SAMA!”

Potem rzucamy się szorować podłogę szczotką ryżową (to nic ze mamy linoleum – nie rzutuje), nastawiamy wszystkie, ale to wszystkie garnki na gaz (dodatkowo wyciagamy kuchenke turystyczna) myjemy okna, rozbijamy bombki, kopiemy psa, biegniemy po 75 kostkę masła do sklepu, płaczemy, wyzywamy rodzinę, parzymy się gorącą blachą z makowcem KTÓRY OPADŁ, dostajemy histerii, no i robimy wszystko, co nam jeszcze przyjdzie do głowy BYLE DUŻO I HAŁAŚLIWIE.

Przede wszystkim: nie zdążamy, generalnie NIE ZDĄŻAMY Z NICZYM. Z umyciem głowy, ze zdjęciem karpia z gazu, z nakryciem stołu, z rozwodem planowanym od 4 lat.
A kiedy zejdą się już wszyscy goście wywalamy się z tacą pełną smażonych śledzi, siadamy w kuchni na podłodze i wybuchamy niekontrolowanym płaczem…

JESTEŚMY WIELKIE! UDAŁO SIĘ!

..I tak dzieki Haniucie – możecie zacząć trenować już dziś!………..

PS. Pierwym właścicielem tego tekstu jakby kto pytał był i będzie zawsze ociec nasz i matka czyli – CHRABJAAAA TAAADAM! I ON to stojac nad nami jak ten kat – takie oto zwierzenia z nas wyciskał swego czasu.

31 komentarzy

- O, Królik jest mądry – powiedział Puchatek w zamyśleniu.
- Tak – przyznał Prosiaczek – Królik jest mądry.
- I ma Rozum – rzekł Puchatek.
- Tak – zgodził się Prosiaczek – Królik ma Rozum.
Nastąpiło długie milczenie.
- I myślę – ciągnoł Puchatek – że on właśnie dlatego nigdy nic nie rozumie.

Kiedy odrzucisz arogancję, komplikację i kilka innych rzeczy, które wchodzą Ci w paradę, wcześniej czy później odkryjesz te prostą i mistyczną tajemnicę, znaną dzieciom i innym Nieociosanym Klocom: Życie jest Radosne.

PS. Nie za patetycznie i mądrze jak na wtorek? Jakby co zwalcie to na to, że siedzę w domu mam 39 stopni gorączki i właśnie nieustająco umieram! a Pepsee na polecenie POŻEGNAJ SIE ZE MNĄ – powiedział krótke ADJE z gęba pełną kanapki z jajkiem! Także dochodzi mi do choroby jeszcze Krzyzys!!

Pokolenie…

8 komentarzy

- Hanka jesteś silna jak słoń. Dasz rade! – powiedziałam do siebie, siedzac nad talerzem rosołu u byłej teściowej – To tylko rosół! No już! GOŁ FORYT! – dopingowałam się dalej przywołujac w pamięci jednoczesnie wszystkie postacie które „dały radę” – rokyI, rokyII, rokyIII, król jan sobieski, brus łylis, kopciuszek – generalnie „peszyn and glory” jak mawia mój dyrektor.
I co? I nic! Dupa! Rosół wystawił wielkie kły a ja stchórzyłam. W pieknym stylu dałam się pokonać, nieelegancko mówiac dałam dupy. Tak…..pomyslałam sobie – są rzeczy silniejsze od nas w obliczu których zwycięstwo nie nadchodzi. I nadejść nie może.. czas pogodzić się z porażką – westchnełam ciężko odsuwając talerz a wraz z nim sympatie byłej teściowej.
A w tym samym czasie moje 9 letnie dziecko zmagające sie z tym samym gastronomicznym wrogiem powiedziało zdecydowanie:
- Są może czekoladowe CZOKAPIK?- i wywołując konsternację całej rodziny wsypało do rosołu pół opakowania.
- Nooo! – powiedziało z nieukrywaną satysfakcją – No! Teraz to ma jakiś smak! – i wrąbało cały talerz rosołowego czokapiku.
I co? Jaki wniosek? Że można prosze państwa! Okazuje się że można jaknajbardziej mozna - tylko nie desperacją, poświęceniem waleniem się w pierś i krzyczeniem Bóg, Ojczyna, Krew, Czaszki, Kości! a przebiegłością i pomysłem! Ale to nowe pokolenie, nowe….. i nadzieja w nich!


  • RSS