haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2002

Uwaga! Dla zmiany nastroju chciałam wam powiedzieć że….. Maciek miał być już we wtorek, a nie ma go do dziś….

Mam kryzys:
- nie moge pracować
- nie mogę oddychać
- nie moge myśleć
- nie boje się langolierów
- wszystko mi wisi
- życie nie ma sensu
- świat się i tak skończy w 2059 (Pepsee ma dowody)
- WOGÓLE MI SIĘ NIE CHCE….

Bez Maćka……

DOBRA!

201 komentarzy

Spokój już tam poniżej z tą lumpiatiadą krzyżową! Teraz dla zmiany tematu chciałam wam przytoczyć rozmowę jaką obdarowuje mnie niejaki napalony 15 latek. Oto ona:

„[13:03] hello
[13:03] sie masz
[13:03] co porabiasz
[13:03] ???
[14:32] hello
[15:37] hanus
[15:37] jestes tam
[15:38] halo
[15:38] hanus
[15:38] jestes
[15:38] halo
[15:38] a
[15:38] b
[15:38] c
[15:38] d
[15:38] e
[15:38] f
[15:38] g
[15:38] h
[15:38] i
[15:38] j
[15:38] k
[15:38] l
[15:38] m
[15:38] n
[15:38] o
[15:38] p
[15:38] r
[15:38] s
[15:38] t
[15:38] u
[15:38] w
[15:38] x
[15:38] y
[15:38] puk puk?
[15:38] skąd stukasz?
[15:38] nie chcesz ze mna rozmawiać?
[15:38] halo?
[15:38] hej!
[15:38] czesc!
[15:38] skąd stukasz?
[15:38] hej
[15:38] sie masz?
[15:38]
[15:38]
[15:38]
[15:38] ”

a potem następują jakies 34 entery. Ktoś chętny? przekazać namiar?

PS. a tak BTW – zagadka – gdzie pracuje Haniuta jeśli po wejściu na serwis http://tarot.onet.pl – po rozłożeniu kart defoltowo za każdym razem wychodzi Karta ta oznacza, że niedługo stracisz pracę , wpadniesz w tarapaty finansowe, zbankrutujesz, zachorujesz na jakąś straszną chorobę tropikalną, zeżrą Cie szerszenie, twoja matka okaże się być Andrzejem Piasecznym Piaskiem…itd. Za każdym razem…. – szczęśliwy zwycięzca wygrywa kolację która spędzi w przuroczym towarzystwie Haniuty i będzie mógł uiścić rachunek!

….

80 komentarzy

Troche mnie się dziś zebrało nostalgicznie. Odrobinę, a jako że mam już trzydziestkę (już za chwileczkę już za momencik – SZIT!), i pozostało mi zaledwie 10 lat życia, bo jak powiedział pewien pan – Każda sznującą się kobieta, powinna po czterdziestce się zastrzelić (zdaje się, że ten pan nazywał się jakoś idotycznie na 3 litery YSL, na dodatek miał jakieś 60 lat i orientację seksualną zupełnie jak ja! znaczy w kierunku chłopców…)
No to zebrało mi się na wspomnienia, że zasadniczo już nikt nie będzie mie budził bułką. Tak – bułką. Chrupiącą bułką……
A gdyby jednak znalazł się ktoś, ktoś chętny – to może ja wyjaśnię jak TO SIĘ ROBI, a więc:

Swego czasu część lata spędziałam z moja siostrą – oddana na przechowanie do dziadków. Nie tak daleko od domu, niemniej dla mnie i siostry był to kawał drogi od cywilizacji. Oddawano z nami brata – ale on się w tej opowieści nie LICZY – bo na drzewa nie właził, nad rzeczka na linie nie wisiał, nie umiał zjeść glizdy i nie całował się z chłopakami (w związku z czym dziś jest robotykiem, z dyplomem politechniki, świetnym facetem, fachowcem, pasjonatem, specjalistą – a ja studjuję permanentnie kolejny rok, pracuję wykonując rzeczy dość niepoważne jak na dojrzała kobietę, pisze bloga, a jak skończe studia to nie będę żadnym fachowcem a felczerem filozofii – ALE TO TAK NA MARGINESIE…. a siostra to poważna kobieta – lata w gumiakach po błocie z kijem w ręku, kredkami rysuje mapę, i bada pogodę, TO ZNACZY SIE JEJ WYDAJE Z BADA….)

NO WIĘC:

Każdego ranka, budzono mnie i moją siostrę chrupaniem bułki do ucha. Nasz dziadek, który nas totalnie, ekstremalnie, potwornie i na maksa rozpuszczał, leciał rano do piekarni i budził nas przystawiając do ucha każdej BUŁKĘ, i CHRUPIĄC nią. A jak się już obudziłyśmy to Dziadek pytał
- Zgadnijcie co dla was kupiłem!
A my:
- Czereśnie!
A dziadek rzucając nam na łożko 15 kilo czereśni:
- Tak, I CO JESZCZE?
A my:
- Wiśnie
- Tak i co jeszcze?
- Truskawki
- Tak, i co jeszcze?
- Jabłka!
- Tak i co jeszcze?
- Pomarańcze!
- Tak, i co jeszcze?
……
I tak po wymienieniu całeg asortymentu rynku w Gdańsku Wrzeszczu, dostawałyśmy do łapy po wielkiej kostce LODÓW CALIPSO plus najświeższy Świat Młodych. Codzinnie!!! Ku zgrozie i przerażeniu babci, która chciała nas karmić sniadaniem i niekoniecznie dopierać pościel z: lodów calipso, wiśni, czereśni, truskawek … Z bratem z założenia miałyśmy się podzielić, ale wiecie… różnie bywało, bo on glizdy nie potrafił zjeść, z chłopakami się nie całował, na linie nad rzeczką nie gibał…..

A dziś, jakoś już nikt nie umie budzić chrupiąca bułką, a dziadek? Dziadek, przeszedł na druga stronę. I żyje w swoim świecie. Trzy razy w tygodniu przyjmuje Kardynała Glempa, Piłsudski udziela mu wywiadu na suficie, je porzeczki prosto z krzaka za kaloryferem. Zostało mu poczucie humoru.
Ostatnio dziadek rozmawiał o 3 rano ze swoim przyjacielem z Wilna panem Kobusem.
- Tato – mówi mama wpdając do pokoju dziaka – tu nikogo nie ma, z kim rozmawiasz?
- Z Kobusem – mówi dziadek – właśnie wróciliśmy z ryb
- Tato – mówi mama przykrywając dziadka – śpij…..
- Oj wiem, wiem – prostuje dziadek – tylko mi się przyśniło pewnie….
Mama wyszła z pokoju, a za chwilę…
- Wyłaź panie Kobus – słychać konspiracyjny szept dziadka – wyłaź już, już poszła. ALE ŻEŚBY BABE NABRALI CO??? Tak już zawsze jest z tymi żonami. No dawaj pan te ryby, dawaj…. A i karty pan rozdaj, kardynał to zawsze oszukuje….

Ech……

PS. a tak BTW – „Amores Perros” też bardzo sympatyczna produkcja. Może nie mistrzostwo świata ale, smutna taka opowieśc o miłości. To może mnie trochę tłumaczy to przynudzanie wyżej… że byłam widziałam i się nawzruszałam.

….że „Moulin Rouge” to dla mnie mistrzostwo świata…. i tyle

A teraz to wam wygarnę! To przez was nie pójdę na film „Inni”! Przez was! Bo sama się boję, a jakos nikt mi się nie wyrywa żeby ze mną iść…

No! Proszę się zastanowić nad sobą!

PS. Wybaczam wam tylko dlatego, że udało mi się używając uroku wewnętrznego (którego wy nie zauważanie i jakoś nie chce ze mną do kina chodzić!), więc korzystając z UROKU – wyłudziłam 64 mega ramu plus Dracula2 Sanktuarium! I ide do domu ratować świat od wampirów! AAA i wyłudziłam jeszcze 6 filmów na divix`ie – także jakby co – TO JESZCZE NIE ZRYWAM!

Trafiło mnie. Lekko mnie trafiło, nieznacznie, subtelnie – ale jednak. Wieczorem mnie trafiło, przy radiu. Nocą.
Koło godziny 23 niejaka pani, w niejakim (zreszta ulubionym poniekąd) radiu numer trzy, audycje prowadziła. O Harry Poterze.
Goście byli, słuchacze wydzwaniali, a ja se włosy z głowy rwałam.

Najpierw Pan, który więcej chrzakał niż mówił – myśle se O HO HO INTELEKTUALISTA JAK NIC! – no i nie pomyliłam się. Pomiedzy chrzaknięciami Pan wyperorował:
- No prosze państwa, zwrócmy uwagę na genialne operowanie w książce symbolika, jaka to wyrafinowana gra. I ta satyra na obecne stosunki społeczne w Wielkien Brytani. Nie wiem czy państwo zwrócili uwagę (on jest intelektualistą MY NIE, to nam wyjaśni)- jak genialne wpleciony jest przekaz podświadomościowy dla czytelnika o wyższym progu percepcji.

Całe studio chrząkało, ciamkało, mruczało i mówiło: HMMM OOOO OHO HOOOO
A pani redaktor dodała:

- Tak, właśnie tak. Zdecydowanie to co pisali pan Andersena, Braci Grimm czy Alicja w Krainie czarów…

HALO!! Se pomyślałam – to Alicja coś napisała? Bo, że bracia Grimm to wiem, Andersen wiem, ale że Alicja?… No cóż, ja intelektualistą nie jestem, to sie może nie znam!

Ale wiem jedno. Trza być ignorantem i historii literatury dzieciecej nie znać, żeby doszukiwać sie epokowego wydarzenia w wydaniu Harry Potera. Że książka miła, że dobrze napisana, że wesoła, że ciekawa – OKEJ! Ale żeby zaraz robić z tego takie HALO?? Ja rozumiem, ze panowie od marketingu wykonali genialną robotę, że panom od promocji należy się nagroda za zrobienie w balona rzeszy „intlektualistów”. Ale, drodzy państwo może by tak nadrobić braki, co? I poczytać Karolcie co czarowała koralikiem, Czarnoksiężnika z Ozz, „Marry Poppins”, „Pięcioro dzieci i coś”, czy choćby „Gałkę od łóżka”! I nie doszukiwać się w czerwonym kapturku pierwszej opowieści o menstruacji.
Może to tak ciężko uznać, że zwykła książka dla dzieci jest ZWYKŁĄ książką dla dzieci – dobrze napisaną i rzetelnie skonstruowaną. Ale żeby zaraz przekaz podświadomościowy? I ta satyra na społeczństwo?? No halo?
- Nigdy nie spotkałem się z tak zdecydowanie CZARNYM nakreśleniem postaci rodziny bohatera – wychrząkał Pan Intelektualista.
- Wiesz Pan co – powiedziała haniuta – wiesz Pan co? weź se pan Kopciuszka, a jak pan nie masz to ja osobiście panu zakupię.

I weź mi pan zinterpretuj cytat z jednej z moich kultowych książek – o -O TEN. I znajdź mi pan progi podświadomościowego przekazu:

Sam wydał się sobie godnym pożałowania, żeby więc nie poniżać się więcej tymi jękami, sięgnął po wiśniówkę, odbił ją zręcznym ruchem, upił przyzwoity łyk i z miejsca mu zaszumiało w głowie.
- Pączki przywiozłem Lutka – wołał już teraz do okna, bo nabrał nagle pewności – Pamiętasz jak z „Leninem w październiku” tu byłem? I mówiłaś że kochasz i że zawsze tylko ja? A potem „Rio Bravo”, pamietasz?… Czego ja ci nie przywoziłem? Poza rozdzielnikami filmy brałem… I pączki…Jakie to noce były Ludka! Nie, nie dość mam tego!
Zakręcił resztą wiśniówki, żeby jej tempo nadać e drodze z butelki do gardła, i z zadartą ku gwiazdom głową pił długo i wytrwale, bo już tylko w utracie zmysłow widział ratunek przed straszną deogą powrotną. A łykając rozmyślał jeszcze, że oczywiście wódka rujnuje zdrowie i demoralizacja z niej płynie, i przestępczość, i skaranie boskie, ale wszystkie te hasła dobrze wymyślać, kiedy się w cieple siedzi, nie zaś na mrozie i ze śniegiem w skarpetkach. W rozpaczy, bez wiary w człowieka. Oto skąd alkoholizm się bierze: z kiepskich stosunków miedzy ludźmi, z niewiary w człowieka, w uczucia w miłość, którą mają za nic…
I tak się dokumentnie zaprawił Miecio Król.
- Co pan pił – zpyta z troską Ruchomy.
- Wiśniówkę na miodzie.
- Tak przypuszczałem – pokiwał głowa Ruchomy – Ale się dziwię. Światowy człowiek z pana, a życia pan nie znasz. Kiszki tylko czsytą można płukać….”

PS. A tak na marginesie – moje dziecko lubi Harrego – ale odjazd ma na Edka Nizurskiego. Aż się boję pomyśleć co ten Edek przekazuej podświadomie w „Panu Samochodziku”(WIEM WIEM PAN SAMOCHODZIK TO NIENACKI ALE TO TEZ NA „n” nie??)!

PS – OBŁY – to przekaz podswiadomu – JESZCZE „JUTRO KLASÓWKA” o tym jak chłopaki nie chcieli klasówy z matmy i rozgrywali to grajac w hokeja :-)) to akurat mamy na topie :-)

No uwaga – będzie nudno! Bo znów o dzieciach będzie, i gotowaniu, praniu, sprzątaniu, zmywaniu i generalnie o życiu kobiety typu kura domowa – marki brojler zębaty. Czyli znów o mnie będzie! Jak pieknie ;-) – bo jak ja sama o sobie nie napisze to KTO? KTO?

Tak już jest, że w każdej rodzinie istnieją jakieś znaki szczególne, po których poznaje się dziecko że nasze a nie sąsiada np. I tak:
1. liczymy pieprzyki na łopatce i krzyczymy O! O! JAK U WUJKA ZENONA! (przeważnie za liczenie pieprzyków zabierają się właśnie wujkowie, a liczyć chcą 17 letnim kuzyneczkom „chodź do wuja na kolana Jadwiniu, wuj policzy..”)
2. porównujemy zeza naszej pociechy z zezem babci Władzi
3. oglądamy dziurki w brodach i walimy suchym paluchem w zdjęcia z albumu: O TEN, TEN I TAMTEN TEŻ! (potem zastanawiamy się czy ABY i Kirk Duglas…. bo noc ciemna była a moze to własnie był ON)
4. porównujemy grzywke 3 miesięcznego oseska z pożyczka na głowie ojca – OOO ZUPEŁNIE JAK TATUŚ……
5. wykonujemy 345 innych czynności porównawczych, na które sama bym nie wpadłą a wiem ŻE SA!

A JA?
U mnie w rodzinie też jest taka cecha charakterystyczna, którą objawia każde dziecko narodzone. Wcześniej czy później wyjawia ją – tą cechę- i po niej to, jak kopciuszka po bucie, a krowe milke po kolorze, świstaka po sreberkach a łyżke po niemożliwe poznajemy dziecko JAKO NASZE! A wygląda to tak:
Przeważnie w godzinach późnonocnych dziecko zwleka z łożka i komunikuje z zaspanymi oczami:

„Acha! Mamo! i zapomniałem – na jutro muszę mieć do szkoły strój świerszczyka/ kogutka /pokemona /wróżki /królewny /tramwaju/ transatlantyka (nieporzebne skreślić), na 8 rano. Na ocenę. To ja ide już spać…

Dopuszczalne są jeszcze opcje:
1. muszę mieć na jutro rano karmnik dla ptaków – rzeźbiony
2. muszę na jutro mieć makietę oceanu Atlantyckiego
3. musze na jutro mieć wulkan z żarówką i bateryjka i żeby lał lawe
…..

Wczoraj narodziło się moje dziecko, jako dziecko moje, z mojej krwi, mojej rodziny. I produkowałam o godzinie 23 strój diabła. Ale nie jakiegoś tam DIABŁA tylko ARCY DIABŁA z HEROES IV jakby kto pytał, takiego co ma artefakty czy inne gówno…..

PS. A swoją drogą, moja matka, która wiek ma odpowiedni, potrafi zrobić raz na jakiś czas akcje zbierania np ZAKRETEK OD DEZODORANTU FA ALE TYLKO TYCH ZIELONYCH GLUTOWAYCH…. a dlaczego? A dlatego, że trzeba zrobić oczy smokowi a zakrętki najlepsze. Kiedyś cała rodziną lataliśmy w te i na zad po mieście, szukając odpowiedniej piłki gumowej, nie byle jakiej, tylko takiej, która byłaby IDEALNYMI CYCKAMI CYGANKI. Ani za duża, ani za mała a DOBRZE DYNDAJĄCA. Bo moja mama z zawodu jest lalkarzem – taki zawód w sam raz dla statecznych 50 letnich pań…..
No i czy ja mam szanse mieć normalne życie? i Normalny zawód? I to nie miłosny? No chyba nie ma co się czarować :-))))

Co ty wiesz Panie Adomas – tak swoją droga o zabijaniu …… My byliśmy pierwsi – może i ukilasz ludzi lista top, ale któż jak nie MY ukililiśmy Karinke…… I to w jakim stylu ech!

Co się dzieje? Jakieś wybuchy na słońcu? Anomalia? Urodziły się gdzieś trójgłowe cielaki?
Albowiem dziś blog.pl spływa krwią – wredny, mały, wrzaskliwy latler pogryzł własnego pana. Po wywieszeniu niejakiej listy, która nie jest listą Szwidlera, a szwidlem okazuje się być ewidentnym (ale co mi tu oceniać ;-) obserwuję się masowe samobójstwa blogowiczów. Jak kupy na wiosnę pojawiające się radośnie spod śniegu, tak w liście wpisów pojawiaja się coraz częściej mesedze o tytule „SKASUJ BLOGA”.
No halo? Nie dość, że wydaje mi się to niekoniecznie adekwatnym do rzeczywistej liczby odwiedzin na danych blogach, to powiało jakaś zgrozą i paniką. Pakują toboły i uciekaja.
Halo! Prosze Państwa – to ponoć dla waszego dobra! A może nie? Może rzeczywiście to się zaczyna mijać z celem?
Panie Adomas- weź Pan ten miecz obusieczny i przestań Pan rombać – bo nie dość, że rombiesz pan na oślep – jak tam Panu popadnie, to na dodatek jakoś publika nie wyje z radości.
Albo weź Pan i zapytaj może, czy kto chce być na tym top sri, bo są tacy co widać że się im podoba i piszczą i już autografy rozdają, norki odkurzają i poprawiają loki, ale sa i tacy co odrazu: dramat, kryzys, czaszki, kości i pleśń……
to może nie uszczęśliwiaj Pan ich na siłe, tak? Jeden taki też chciał wszystkich uszczęśliwić i zbawić i wogóle i powiem panu Panie Adomas, że chyba skończył jakoś efektownie ale nie koniecznie dobrze…..

Że jednak można. Można nakręcic film , nienachalny intelektualnie, nie zobowiązujący moralizatorsko, nie debilny komediowo, nie wykładając 200 mln dolarów na efekty specjalne, nie pokazując co chwilę gołej dupy jakiejś super sexownej aktorki płacac jej za tą gołą dupę, a nie talent, następne 100 mln dolarów i w dodatku NIE PROBUJĄC powielić pomysłu filmu Matrix – BO DOBRZE SIE SPRZEDAWAŁ.
Można! Można jeszcze na dodatek super, ekstremalnie, na maksa przetłumaczyć tytuł angielski na polski.

I tak można zrobić niezobowiązującą komedię: śmieszną, ciepłą, lekką łatwa i przyjemną i wcale nie jest to odrazu Pamiętnik Brydżet Dzons 2!
Można.
A jak? Bierze się:
1. Warren`a Beatty, w którym się kocham bo w końcu się postarzał, a młodego to ja nie kochałam

2. Diane Keaton – która kocham i to bez względu na wiek, okoliczności czy COKOLWIEK miłością bezkrytyczną i stała od jakis 300 lat!

3. żeby było wesoło bierze się Goldie Hawn – która się nie wysila a jest smieszna

4. bierze się jeszcze: Andie MacDowell, Nastassja Kinski i do kompletu niejaką Dharme od Grga bez Grega.

Puszcza się niezobowiązującą muzykę, lekki taki jazz i się generalnie GMATWA! Gmatwa się w związkach i przegania w te i we wte Warrena ubranego w adidaski :-). I udawadnia się widzom że sie oglądało filmy w latach nie tylko 90-siątych a i w 30-dziestych, i nie tylko Matriź a starego dobrego Woody.
I się umie. Umie się skonstruować intrygę robiąc z tego kina moralnego niepokoju. No bo po co, komu niekpokój – w niedzielę i przy kawie.
MMNIAM!

A my bierzemy paczkę ciateczek z rodzynkami i płatakmi owsianymi, jedną kawę w kubku plastikowym, i siadamy w kinie – gdzie na cała salę tylko dwie pary poutykane po kątach i MY. A właściwie JA ;-). Aż się wam dziwie, ze znów byłam sama w kinie i żadne z was nie poszło ze mną – WASZA STRATA :-))

PS. Zapomniałam dodać ze do pełnego szczęscia ktoś jeszcze tytuł „Town & Country” tłumaczy „Romansidło”. MOJE GRATULACJE – jakby co……


  • RSS