haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2002

Wczoraj…

64 komentarzy

- Hankaaaaa – darła się Baśka przeraźliwie – Hanka no zrób coś! Zgubiłam, albo kurde nie mogę znaleźć albo PO PROSTU NIE MAM!
- Spokojnie – starłam się bezskutecznie uspokoić Baśkę, co mogło się równać tylko poddawaniu huraganu kuracji muzykologicznej celem wyciszenia.
- Spokojnie, po kolei, jeszcze raz. Co zgubiłaś?
- No !- piekliła się – no ją! Ponoć ją mam, a przynajmniej mieć powinnam! Ale nie mogę znaleźć, no! Może w jelitach siedzi co? Albo pod tapczanem?

Miotającą się nerwowo Baśka na chwilę umilkła. Przekrzywiła małą kształtną główkę, zmarszczyła brew i spojrzała mnie wymownie:

- I powiem ci – zaczęła stanowczo szturchając mnie pod żebro- Że ty ją też masz! I powiedz mi jak taka jesteś mądra GDZIE ONA SIEDZI? Bo ja nie mam zielonego pojęcia! To może ty wiesz gdzie ją masz?
- Ale CO!!!???- tym razem to ja się wydarłam – ALE CO?!!!

Baśka spojrzała na mnie z dezaprobatą i rzuciła na mój monitor strzęp papieru. Stuknęła pomalowanym na czerwono pazurem i syknęła:

- Nie CO a KOGO. Masz czytaj! I odpowiadaj ale raz! GDZIE JA JĄ MAM!

Przeczytałam:

„To, że kobieta jest ułożona, kulturalna, ma klasę wcale nie znaczy, że nie jest wyuzdana i bezpruderyjna. Największe suki kryją się za grubymi okularami, skromnymi ubraniami i mądrymi książkami. W każdej kobiecie żyje mała kurewka, która to na zewnątrz jest mniej lub bardziej widoczna, ale siedzi i czeka na ten moment kiedy swobodnie będzie mogła się ujawnić.”

- No? – dopytywała dalej – No? To gdzie ja ją mam? Bo w ogóle nie mogę znaleźć a pisze wyraźnie, że KAŻDA MA? To co? Ja jakaś wybrakowana jestem? A ty gdzie ją masz?
- Eeee… – zaczęłam inteligentnie – noooo jakoś wychodzi na to, że ja też nie mogę jej znaleźć! Ale czekaj – starałam się rozpaczliwie ratować sytuację – może to chodzi o DIOPTRIE? Że taka „mała kurewka” to np DIOPTRIA! Moja mam zawsze mówiła „o kurwa wzrok mi się pogorszył mam dioptrię w oku!” To ja mam ich w sumie…

Szybko zaczęłam liczyć używając odwiecznego liczydła w jakie wyposażył mnie szczęśliwie nasz drogi stwórca, a mianowicie 10 tłustych palców, w tym jeden wyposażony w pierścionek z brylantami:

- No mi wychodzi jak nic, że ja mam w jednym oku ICH 6 a w drugi oku mam 2,5. To ja mam w sumie tych „małych kurewek” co we mnie siedzą – całe osiem i pół!

Popatrzyłam na Ankę pełna nadziei.

- Taaa – zastanowiła się Baśka, bo Baska jest specjalistą i ekonomistą to się zastanawia poważnie nad liczbami – to może w sumie tak być. To ja mam ich siedem! No to jesteśmy uratowane, w sumie mamy cały mały niezły burdel. Bo jakby wyszło, że nie mamy to wiesz….
- Wiem, wiem! – przerwałam jej szybko – wiem, wiem! To znaczy, ze życie erotyczne mamy na poziomie dorsza leżącego na ladzie Auchan trzeci dzień. a tak BTW – powiedziałaś „BURDEL”Anno?

- No wiesz – obruszyła się Baśka poprawiając sprzączkę przy szpilce z krokodyla – No wiesz co? Co ci do głowy przychodzi, gdzie ja bym powiedziała „BURDEL”, no masz też pomysły…..

Zasadniczo

13 komentarzy

Że mi się zasadniczo nie chce to już pisałam. I w sumie jest to najprawdziwsza prawda. Uratowana jednak kawą czarną i mocną, oraz batonikiem z wódką, dałam jakoś radę odkleić pysk od blatu biurka. Jakoś się ocknęłam i póki nie padnę – czyli gdzieś tak do czasu drugiego batonika i drugiej kawy, postanowiłam sobie przypomnieć (bo coś robić trzeba, nie?). Przypomnieć jak ja kupowałam telefon komórkowy BO PIEKNA TO HISTORIA I POUCZAJĄCA.

Mam taką przypadłość rodzinną, jak siostrę pracującą u operatora. Telefonicznego operatora – nie mylić z operatorem narzędzi chirurgicznych – znaczy chirurgiem. No i dzięki tej siostrze, jako ta uprzywilejowana postanowiłam zakupić telefon w salonie operatora. Co by ten król norweski, i szach perski mogli się dodzwonić jak im dynastę trza będzie ratować.

Operator w salonie czekał, wiedział że ja siostra jestem – to przeczesał palcami żel na czubku głowy błysnął zębem i mrugnął okiem porozumiewawczo znad blatu biurka:

- Heeeee, przyjdzie nie? Się obsłuży ją poza kolejnością. Od naszej Madzi w końcu jest – Tu wystartowała w moim kierunku dłoń wielkości bochna chleba – Stanisław jestem, hę?
- No, a ja zasadniczo nie – powiedziałam wyciągając rękę z miażdżącego uścisku – Zasadniczo nie Stanisław…
- Nooo, wiem – zabulgotał właściciel żelowego wicherka – Hanka nie? Madzi siora nie?
- No ta – zauważyłam rezolutnie – zasadniczo ja bym chciała…
- Telefon kupić, nie? – plasnął w blat Stanisław – Się wie! Toż to nie kiosk nie? ja mięsa nie mam buuuhhhaaaaaaa…. pytanie brzmi JAKI?

Nieśmiało pokazałam na pierwszy lepszy aparat w katalogu:
- Ten?
- Ten do dupy – powiedział Stanisław robiąc minę speca.
- To ten?
- Ten do dupy tym bardziej – radził dalej pęczniejąc w granatowym jak noc garniturze, żel na czaszce zabłyszczał fachowo.
- Tooo…ten? – próbowałam dalej.
- Hanka, no – zarechotał Stanisław – ten? nie żartuj – ten dla odmiany jest DO DUPY FEST!

Po trzydziestu próbach ewidentnie nie zaliczyłam testu. Każda z wybranych przeze mnie opcji rysowała się podobnie: DO DUPY, DO DUPY FEST, NIE BEDE CI MOWIŁ ALE TEN JEST DO DUPY, TEN? ŻARTUJESZ, TEN JEST CAŁKIEM DO DUPY.
Poddałam się:

- To może, może… – zaczęłam nieśmiało i zatrzepotałam rzęsami – może byś mi doradził?
- No i trzeba było tak od razu! – wrzasnął Stasiu waląc po raz kolejny ciężką łapą w stół. Spojrzał mi głęboko w oczy.
- Mężczyzna to wiesz, zna się z założenia i mam dla ciebie….

Nastąpiła chwila ciszy, megę dać se uciąć łapę że w tle zza kartonowego pingwina zagrały werble:

- I mam dla ciebie – stękał tajemniczo Stasiek grzebiąc pod biurkiem – Mam dla ciebie…..
- TELEFON! – wyryczał w końcu radośnie i wynurzył się spod blatu niczym wielka, tłusta łódź podwodna – Taaaa dammmmmm…….

Na moich kolanach wylądował dokładnie ten sam aparat, który wybrałam jako pierwszy. No ale ja się nie znam – ja jestem filozof! Może rzeczywiście był inny – bo był w kartonowym pudełku koloru beż.

- I wiesz co? – ciągnął dalej mój Osobisty Doradca zniżając głos do intymnego szeptu – Mam jeszcze dla ciebie….
Tu podłubał paluchem w klawiaturze stojącego na biurku komputera.
- Mam dla ciebie całkiem fajny numer!
- Ojej noooo – nie mogłam wyjść z podziwu – numer też? Nie za dużo to już, bo mam mi mówiła ze nie mogę….
- No przestań – protekcjonalnie walnął mnie w plery – Klient nasz pan! A numer ci sam wybrałem w komputerze! To słuchaj masz tak: sześć na dziewięć, nie? buuuhaaaaa haaa kumasz, nie o co chodzi? No i ten, nie? Potem siedem osiem siedem osiem! Że niby rocznik urodzenia taki, nie? Siedem osiem, buuuhahaahhaaaa.

Stasiek widać był dumny z siebie i swojej szczodrości niebywale. Mnie zaś zawsze uczyli, żeby nie brać od obcych, żeby nie chcieć za dużo, że się generalnie aż tyle nie należy…

- Czy to nie za dużo? – zapytałam oszołomiona – Bo może….
- No przestań – na moich plerach po raz kolejny wylądowała łapa – Od naszej Madzi jesteś, nie? A w ogóle klient nasz pan!
Stachu zniżył głos do szeptu:

- I ten, no – wyszeptał mi w ucho – ja kumam, że ty nie jesteś rocznik 78. Ale wiesz, nie? Może inni się nie skapną….

Uwaga!

6 komentarzy

Komunikat:

Przerwa konserwacyjna stacji – przesilenie wiosenne. Tłumacząc z ludzkiego na ludzki: nie chce mnie się…

Dziękujemy, koniec komunikatu. Prosimy nie regulować odbiorników.

Jakoś tak się składa, że uczę się na filozofa. Z założenia ucze się na bardzo STAREGO FILOZOFA – bo młodym wogóle nie wypada być. A zawód „filozof” to bardzo fajna robota – mało się kurzy, warsztat pracy weźmiesz wszędzie a i okoliczności sympatyczne – bo filozof wino pić musi i na łonie natury pracuje mu sie najlepiej (znaczy – zasadniczo tylko nie w okresie zimowym!). A i jeszcze jeden jest podstawowy warunek bycia filozofem – czyta sie to co napisali tacy starzy, co umieli się zachować i umarli. Potem sie zgadzasz albo i nie. Ja się z reguły zgadzam – bo ja z natury zgodna jestem.

Jeden taki stary filozof, co nie żyje powiedział np.: „Wszystko było okej dopóki jeden filozof nie sfiksował i nie wymyślił socjologii” i ja się z nim na ten przykład też zgadzam. Bo kocham, kocham miłością ogromną wszystkich wkładajacych do pudełek, wszystkich dłubiących w człowieku i przykładających miarkę:
- Panie Kaziu mamy elementarzowy przykład (tu pada bardzo trudny wyraz) nie sądzi Pan?
- alez skąd Panie Bogdanie toż to ewidentny (tu pada wyraz jeszcze trudniejszy)..

Bo schrzaniliście drodzy państwo – schrzaniliście nam człowieka, latami psychoanalizy nauczyliście go myśleć schematami. Posegregowaliście ludzi i ponaklejaliscie etykietki – jak Pani Zosia plwając na rewers i przyklejając je do czoła egzemplarza. Organizujecie sobie teraz różne takie spotkania, którym dajecie WYMIAR, obojetnie jaki ale WYMIAR. Zasadniczo WYMIAR NAUKOWY i perorujecie na temat. Każdy jeden co ma conajmniej jeden tytuł naukowy może zakwalifowować sobie jakieś ZJAWISKO. A jak ma dwa tytuły to i ze dwa zjawiska.
Najpiekniejsi sa ci co to naukowcami są ale niby MIMOCHODEM, tacy hej_do_przodu_jaki_jestem_kul – oni się wypowiadają na tematy KONTROWERSYJNE. Bo oni kontrowersyjni sa z założenia – i kwalifikują sobie takie np BLOGI, taki np NET, takie np SPOŁECZNOSCI NETOWE. Hej! Tych kocham najbardziej – z zasady poznaje sie ich po tym, że w opisach ich dokonań występuje jakieś spektakularne hobby.

Przykład? Proszę bardzo: 34 doktoraty i 16 fakultetów, w wolnych chwilach kolekcjonuje ślimaki i skacze na bungee (to że niby taki luzak), kocha swoją żonę i 5 córek (to, że taki rodzinny przy okazji), ma psa i 12 kóz (no że taki pro-ekologiczny), kocha ser tylżycki i herbate junan (to, że człowiek, nie? Że je i pije jak każdy z nas). Wypina taki brzuch, albo wypina taka cycki i kwalifikuje, rozważa nakleja etykiety, paczkuje, wrzuca do słoika i zakręca. I na półke, i na półkę. I powiem wam – wcale nie musi być dobrym kucharzem – bo te przetwory mają jej wyjść z założenia BARDZO DOBRE bo ona/on z założenia SIĘ ZNA! MA PAPIER, NIE?

E, wiecie co? To ja sobie posiedzę z Baśką w kącie tego słoika, bo ja mam POCZUCIE, że wypowiedzieć to ja się moge za jakieś skromne 20 lat. A tymczasem porysuje diabołki w zeszycie i popatrzę. Taki Platon to na przykład wiedział co robi, jak w dzienniczkach swoich uczniów pisał długopisem Zenith: „A wypowiadać to mi sie kochany będziesz mógł, jak skończysz Akademię i poczekasz se z 15 lat”

No…

46 komentarzy

No o anonimowości będzie. W Internecie zasadniczo. Anonimowości w Internecie. I może ja nie będę perorować i chrzakając mądrych zdań toczyć. Co by okrągłe były, nafaszerowane wyrazami, których nikt nie rozumie i ekstremalnie skomplikowane. Bo zasadniczo to mi się nie chce, to może ja powiem tylko, że wczoraj…

7.00 rano – godzina, która wg mnie nie istnieje, bo nigdy jeszcze jej nie widziałam. To znaczy mój budzik jest w nią standardowo wyposażony i nic pozatym. JA TEJ GODZINY JESZCZE NIE WIDZIAŁAM. Do wczoraj nie widziałam, bo wczoraj o 7.00 rano zadzwonił telefon…..

- Jezuuuuuu WOJNA! – wyrwało się Osobistemu razem z wyrzuconą kopem w powietrze kołdrą – Haaaankaaaaa UCIEKAJMY!
- Taakk i prosze zapakować te czerwone groszki w takie małe srebrne pudełeczka, zanieść na ostatnie piętro i ……. – odpowiedziałam rezolutnie przecierając zaklejone snem oczy.

Spod kołdry wypełz oburzony kot i spojrzał na mnie z widocznym obrzydzeniem. On również jeszcze nie widział w swoim życiu godziny 7.00 rano.

- No wiem…. – mamrotałam łapiąc kontakt z rzeczywistością. Rzeczywistość wyraźnie się brzydziła tego kontaktu, pewnie też nie widziała jeszcze 7.00 rano
- No wiem! wiem! Nie bywam o takiej porze gwiazdą w pełnym makijażu, no dobra no – odgarnęłam włosy z pyska i spojrzałam na świat okiem JUŻ otwartym – CO JEST?!

Siedząc na przeciwko wymownie gapił się na mnie kot, rzeczywistość nadal się brzydziła, Osobisty zaplątany we własną kołdrę zamarł i też się gapił…..

- NO CO JEST??- zapytałam dyplomatycznie – AŻ TAK ŹLE WYGLĄDAM? HĘ?
- Noooo nieeee – bąknął Osobisty wskazując palcem w kierunku przedpokoju – ale DZWONI!!! TELEFON! I JEST 7 RANO!
Przetkałam sobie szybko ucho przyciskając do niego z całej siły dłoń i bardzo elegancko wpakowałam do środka palec. Zaspane ucho zadziałało.

- JEZU! DZWONI TELEFON – wrzasnełam sama zasokoczna swoim oszałamijącym refleksem – TO KONIEC! WOJNA! ŚMIERĆ! KONIEC ŚWIATA!! UUMARŁ KENNEDY! NIE WIEM – BOMBARDUJĄ??? ZRÓB COŚ!!!! – darłam sie nieprzytomnie w stronę osobistego – JA SIE BOJĘ!
Telefon dzwonił dalej.
- To może, ten no… – zastanowił się Osobisty drapiąc się po łysej czaszce – Może odbierz co?
Po czym szybko zakopał się głęboko w pościel. Na chwile wystawił rękę i jednym zdecydowanym ruchem wciągnął pod kołdrę oburzonego kota.
- Ja muszę uspokoić kota!

No tak – pomyślałam – znowu cała ludzkość zależy od jednej kobiety. Jedna drobna, subtelna, niewinna, eteryczna istota (NO DOBRA – PRZEGIEŁAM Z TA DROBNĄ! NO DOBRA – Z NIEWINNA TEŻ PRZESADZIŁAM! NO DOBRA NO – W SUMIE TO Z TĄ ETERYCZNĄ TEŻ PRZESADZIŁAM!) waży w rękach losy świata. DOBRZE PONIOSĘ TEN KRZYŻ – mamrotałam wlekąc sie w kierunku telefonu – HISTORIA, HISTORIA MNIE DOCENI…..
Podniosłam słuchawkę

- HALO!!!?? No dzwonię i dzwonię – wydarła się w słuchawkę Cicia Krysia – Śpicie czy co?
- Taaaaaa to TY? – mój patos sytuacji gruchnął o glebę aż zadudniło.
A już miałam nadzieje usłyszeć głos Króla Norweskiego który właśnie dzwoni prosić mnie o ratowanie dynastii i urodzenie potomka, lub chociaż tajemniczy głos tajemniczego prezydenta, który zamierza powierzyć los swego małego kraju moim pieknym dłoniom….
– Nie wogóle nie śpimy, z reguły o 7 rano gramy mazurki Szopena na 4 ręcę. Stało się coś? CHOCIAŻ JAKAŚ TRAGEDIA?? I MOGĘ URATOWAC ŚWIAT?
- No tak – ciągneła dalej oburzona Ciocia Krysia – NO TAK! To obcy ludzie daja mi adresy i ja już to nawet widziałam ale znów mi nie działa! A ty nie odbierasz telefonu! A ja dzwonie!
TO MOŻE DAJ MI ADRES SWOJEGO BLOGA DOKŁADNY!

Razem z patosem o glebę pierdzielnęła moja szczęka. No, bo żeby o 7 rano, której do dziś nie było nigdy, no bo żeby chociaż świat uratować dali mi o tej godzinie, a tu nie…..
Adres bloga mam rodzinie podawać….

- No wiesz – zaczełam pertraktacje – bo w sumie to jestem tam anonimowa i nie każdy….
- Chyba oszalałaś – wrzasneła ukochana moja skądinnąt Ciocia – jaka anonimowa? No twoja matka to już czytała, ja dostałam adres od K. bo oni to dostali go od B., a wiesz jak tamci mają to w sumie Ciotka Zośka to…… Tylko ja chyba coś źle wpisuję bo od wczoraj mi zniknęło…..
- HANIUTA.BLOG.PL – wydarłam się rzucając słuchawką.

- Coooo? – dobiegło mnie spod stery pościeli – Coośss mówiłaś?
- Śpij śpij – uspokoiłam Osobistego – i uspokój kota, to nie koniec świata tym razem to tylko MEGA DEKONSPIRACJA
- No patrz – mruczał zasypiając Osobisty i zagarnął mnie łapą pod swoją brodę – nie wychowana ta DEKONSPIRACJA, żeby tak dzwonić o świcie, a ma chociaż 16 lat, Rosjanka może? Blondynka aby? Bo ja zasadniczo…..

No…

14 komentarzy

Ja to się chyba ewidentnie marnuję i na dodatek MARNUJĘ SIĘ W JEDYM MIEJSCU. Nieciekawie geograficznie się marnuję.
No bo ja statystyki mam i normalnie to z tych statystyk wychodzi jak NIC, że ja bym się mogła marnowac GDZIE INDZIEJ. Bo i z Irlandi ktoś mi tu włazi (pewnie król norweski in cognito), i zez Szwajcarii mnie tu ktoś zagląda (pewnie król norweski in cognito jak na nartach jest), z Chorwacji, Australii, Francji, Szwecji (no to juz napewno król norweski), BA! są tacy co to z Korei Południowej i Tajlandii.

To ja się pytam prosze państwa – co ja tu jeszcze robię? To ja to wszystko to moge opowiedzieć na żywo! Takie opowiadanie to mi najlepiej wychodzi np: w Londynie, Wiedniu, Oslo albo i jakim Sztockcholmie. No dobra – może być Ladek Zdrój…..

Także ja tu posiedzę – bikini z kapsli od mleka mam spakowane, ręcznik i butelkę czerwonego wina też – na drogę zasadniczo. To jak? Kto chce sobie wylosować na wakacje Haniutę? W promocji dorzucę Kadarkę, Rosentaler ofkors….

Wszedł i nonszalancko rzucił na stół kilo łososia wędzonego w plastrach. Ja myślę, że to były oświadczyny i zwyczajnie się przejęzyczył mówiąc SMACZNEGO zamiast powiedzieć WYJDŹ ZA MNIE. Anna mówi, że to przez nieśmiałość.
Zaznaczam że pierścionek zaręczynowy już mam – do wglądu – 7 brylantów AUTENTYCZNYCH co to Rachela przemyciła w plombie od zęba z Ameryki. Właściwie to już tylko 6 brylantów, bo ja zdolna jestem niebywale i jednego, po roku noszenia pierścionka, zgubiłam. Nie wiem jak, nie wiem kiedy ALE DAŁAM RADE. Zostało mi 6 – na kolejne sześć lat.

No ale o łososiu miało być. Kilogramie łososia.
Jakby ktoś miał ochotę to zapraszam – festiwal trwa. Zupa pomidorowa z łososiem, kawa z łososiem, pasztetowa z łososiem, łosoś z koperkiem, koperek z łososiem, tort z łososia i rachuchy ala łosoś, w wolnej chwili deser z łososia i przegryzka z łososia…..

I siedzę tak sobie radośnie wieczorami i rąbię łososia aż trzeszczy. Macham se nogą w porwanej skarpetce, i czytam pod tego łososia różne takie co pod ręke wpadną. Bo ja zasadniczo dużo czytam, właściwie wszystko czytam co się w okolicy pojawi i ma litery. I co? Okazuje się, że nie ma wdzięczności za mój trud. Atakują mnie. Z gazet atakują. Atakują zdjęciami: MEGA SZCZUPŁYCH, MEGA PIEKNYCH, fotkami pośladków spinanych klamerkami do bielizny, pysków naciągniętych liftingiem, cyckami skorygowanymi za JEDYNE 4000 dolarów. Tłuszczem mnie atakują odssysanym skąd się tylko da. Nalot moi drodzy, jak nieprzymierzając dywanowy w wojnie nad zatoką: na pierwszy ogień lecą diety, kolorowe, cudowne, EXTRASKUTECZNE, na drugi ogień leci z wywalonym jęzorem WALKA Z CELULITISEM, zaraz za nia DBAJ O SWOJE POŚLADKI – MASAŻ; potem HIPERMODELUJĄCE ćwiczenia i NACIAGAJ ZMARSZCZKI (kurde na co? tak BTW – na plecy?). Na koniec grunt już urobiony jedzie wyrównać kawaleria z ciuchami najmodniejszymi na ten sezon – rozmiar 34 o powierzchni łacznej 46 cm kwadratowych materiału, sandałkami co to w nich nogi można sobie ozdobić złamaniem otwartym w 5 miejscach, workiem bielizny super seksownej przeżynającej drogi rodne, i makijażem którego wykonanie trwa 6 godzin tylko po to aby go potem widać nie było.

A ja siedzę sobie, macham nogą w porwanej skarpetce i wcinam łososia aż trzeszczy. Bo moi drodzy – co z tego że mam celulitis? Jak się przyjrzeć odpowiednio to całkiem przypomina mi marmur. A marmur to HO HO HO! Szczególnie różowy. Pysk swój lubię nienaciągnięty – bo jak sprawdziłam naciągając palcami skórę – po naciągnięciu wygląda ten mój pysk, jak nieprzymierzając eskiomos chory na zapalenie spojówek. I mam taki szczytny cel pomarszczyć się na stare lata – coś trzeba w końcu robić, ja na ten przykład się pomarszczę. Do tego ćwiczenia fizyczne bardzo mi szkodzą – dowód: pocę się i męczę. Nadwagę mam, i owszem, ale ja sentymentalna jestem i nie rozstaję się tak łatwo z czymś, z czym przebywam już tyle lat każdego dnia i każdej nocy. Pozatym ciekawe, co by te wielkie pisarki i poetki pisały, jakby tak siedziały w kawiarniach nad miską płatków fitness, zamiast nad mała czarną i torcikiem wiedeńskim? I jeszcze na ten przykład widział kto Królową Angielską jak lata w kolorowych leginsach i przepoconym pod pachami podkoszulku po parku? No widział kto? Bo ja chyba nie…

- No i co z tego?? – pytam kolorowe czasopismo patrząc mu prosto w oczy.
- Co z tego? Oświadczył ci się kto kiedy kilogramem łososia wędzonego w plastrach, hę? A brylanta zgubiłoś kiedyś ty czasopismo wredne?

Dam sę rękę urżnać że skuliło ogon pod siebie ;-)

Toteż siedze sobie, macham nogą w porwanej skarpetce i wcinam łososia aż miło, a na palcu mam 6 brylantów ! Się jest damą, nie?

A propo

31 komentarzy

A propo notki poniżej to jeszcze powiem tylko, że mam:

- tatusia, co na polowania chodził a potem mieliśmy w domu całe stada wiewórek, borsuków, jeży i jednego wychudzonego wyżła – co właśnie znalazł i należało uratować
- siostrę, młodsza o 12 lat, co jest 20 cm ode mnie wyższa i donaszam po niej ciuchy
- siostrę Madzię co ją wszysycy kochają a jej mąż jak mnie widzi mówi OJEZU TO ILE MASZ LAT? 50? BO WYGLĄDASZ NA 65 – i ja go też bardzo kocham
- siostra Madzia ma psa co się boi wody mineralnej, ale za to ma rodowód i nazywa się GIENIA
- ciocię z Ozorkowa, co uciekła od rodziny w wieku 65 lat do Puław z kochankiem
- jedną pania Genue z Nowego Yorku co się odnalazła po 40 latach
- jednego osobistego łysego
- zaginiona siostrę rodzoną babci co nikt nie wie co się z nia stało a ja ją lubię, choc na oczy nie widziałam
- wujka Heńka z Ameryki, co dziadka bratem był i dostał order od Królowej Angielskiej OSO BI ŚCIE, ale już umarł (jakaś królowa chyba też…)
- dziecko, co mam z byłym mężam, który to mąż ma inne dziecko z byłą żona mojego przyjaciela
- sąsiada Zdziśka co mówimy na niego PENIS – bo ma bardzo podobne nazwisko

I jeszcze by się trochę znalazło i to wcale nie jest na niby i ja się ich nie wypieram, wystarczy na mnie spojrzeć BYM NAWET NIE MOGŁA – TO MOŻE NIECH MNIE EIA NIE PROSI ŻEBYM JEJ OPISYWAŁA KŁÓTNIE!

Pochodzę z rodziny. No niby każdy pochodzi z jakiejś RODZINY, ale ja zasadniczo pochodzę z TAKIEJ właśnie rodziny. A jakiej? Nooo……. właśnie z TAKIEJ a nie INNEJ. I nic na to nie poradzę, że np taka Cicia Krysia:

Ciocię Krysię znają wszyscy. Tylko Barbarella udaje, że jej nie zna. A ZNA PRZECIEŻ. Ciocię Krysię zna się z ZASADY. Ciocia Krysia bywa spektakularna. Np spektakularnie wielbi od lat Piaska.
Moją Ciocię zna nawet Piasek sam. Nieświadom tego, co go czeka wylazł był kiedyś na scenę w mieście Cioci Krysi. A Ciocia Krysia ubrawszy się ładnie, zakupiła bukiet róż. Przedarła się potem przez tłum rozhisteryzowanych lasek waląc je po łbach parasolką i dumnie wkroczyła na scenę. Wyrwała zdecydowanie, aczkolwiek dystyngowanie, mikrofon prowadzącemu koncert – powiedziała ładnie PRZEPRASZAM i statecznym, spokojnym krokiem obutym w obowiązkowe u Cioci szpilki podeszła do Piaska.
Tłum wył, Piasek wybałuszył gały, prowadzący mdlał, nastolatki zamilkły:
- Kocham Pana bynajmniej – powiedziała dystyngownaie Ciocia Krysia wręczając róże Piaskowi
- To tyle. teraz może pan śpiewać dalej – dodała i wyszła równie dystyngowanie jak weszła.

To jest właśnie Ciocia Krysia. Ciocia Krysia, która wlazła do mnie na porodówkę, na oddział zamkniety – zdecydowanie żądając od szatniarza wydania fartucha i robiąc po drodze obchód. Wyszła równie spokojnie jak weszł – omyłkowo trafiając przy okazji do prosektorium co nie wybiło ją wcale z równowagi. Policzyła na oczach zdębiałych studentów i pielęgniarzy zwłoki, sprawdziła czystość fartuchów i udzieliła nagany. Wychodząc równei dystyngowanie i zdecyownia jak weszła.

Ciocia Krysia ma siostrę – Moją mamę, poniekąd osobistą. Moja mama potrafi zrobić krokodyla z zakrętek od dezodorantów, cycki cyganki z piłek do tenisa i cała scenografię z 3 rolek bibuły i kubków po jogurtach. Moja mama, w dziciństwie zrobiła nam na podwórku naturalnej wielkości statek piratów, stół czarnoksiężnika NAPRAWDĘ MAGICZNY i teatr lalek z pudełka po herbacie (5 zmiennych scenografi, 14 postaci wielkości zapałki ze zmiennymi kreacjami, plus sztuczne oświetlenie i efekty specjalne – wszystko w tym pudełku od herbaty, madras zresztą). Moja mama, która jak ma usmażyc kotlety to jak w banku obtoczy je w cukrze pudrze zamiast w bułce, a jak ma upiec ciasto to napewno nie będzie w nim ani jajek ani mąki – bo właśnie w trakcie pieczenia robiła rosyjskie ikony orginalne z XIII wieku. Z pudełek po kefirze zapewne…….

Moja mama, w wolnym czasie urodziła mi brata. Mój brat wygląda jak sam wielki reżyser władcy pierścionków i daje 100% gwarancję ze ma owłosione stopy! Mój brat ma 30 lat (no dobra! 27 ale to JAKBY MIAŁ 30) i w żydowskiej dzielnicy Krakowa pokazywano go sobie palcami jako atrakcję turystyczną (O!O! JEDNEGO ZOSTAWILI!), jakiś zagraniczny poprosił go potem o oprowadzenie szlakiem przodków. Mój brat ma 30 lat (NO DOBRA, NO PRAWIE) i z mieczem w opończy lata po okolicznych lasach bo mu się wydaje, że jest DRIUDEM. Nie sam lata. Z kolegami i kolezankami wróżkami. Mój brat jest inżynierem magistrem bardzo wąskiej specjalizacji i zajmuje się sztuczną inteligencją, a w wolnej chwili kolekcjonuje filmy o plastikowych potworach – typu POWRÓT MECHA GODZILLI KONTRA GAMERA. Mój brat wygrywał liczne konkursy informatyczne, ale programy jakie projektował gineły zapisywane na karteluszkach z napisami „kup masło, cukier i 30 deko mielonego” i za każdym razem w osłupienie wprawiał go fakt że komisja konkursu nie przyjmuje takich dokumentów. Kiedyś zgineła tajemniczo na tydzień para jego ulubionych skarpetek – jak się później okazało – mój brat założył na nogi dwie pary i zapomniał. Mój brat zjadł w dzieciństwie ćmę bo bał się ze go zaatakuje znienacka……..

Mam jeszcze dziadka, co to spłodził mamę i ciocię w między czasie. Dziadek rozmawia z Piłsudskim, który to przemawia do niego z sufitu. Przyjmuje kardynała Glempa na balkonie. Łowi ryby z Panem Kobusem i hoduje porzeczki za łożkiem. Jego żona, a moja babcia doprowadzała natomiast do szału moją prababcię – śpiewając jako dziecko na przyjęciach więzienne piosenki. Na przyjęciach mojego pradziadka, który to miał kancelarię przy rządzie Litewskim i panią Muchę w przybudówce. Bo moja babcia, choć miała 900 metrów kwadratowych salonów i 2 hektary parku projektowanego przez 9 ogrodników, wolała wdrapywać się na mur przy więzieniu i uczyć od pracujących tam złoczyńców piosenek. Potem jak moja babcia musiała uciekać z tego Wilna tych 900 metrów i 2 hektarów parku pełnego orchidei, to uparła się zabrać nie kosztowności, srebra, obrazy – a tylko zegar. I nie było by problemu, gdyby nie fakt, że zegar ma ponad 2 metry wysokości. Ma – bo do dziś stoi u nas w domu. No ale miała moja babcia fantazję – pewnie dlatego, że była wnuczką prapradziadka, który to z kolei rzucił wszystko i uciekł z aktorką z WODEWILU (co wiem od niedawna bo się o nim generalnie NIE MÓ WI ŁO) a potem umarł z przedawkowania złota.

No i ja pochodzę – geralnie stamtąd.

I BASKA SIĘ DZIWI, ŻE JA CHCE JECHAĆ DO OPOLA ALE TYLKO Z RÓŻÓWYM AUTOBUSIE SIEDZĄC W WIELKIM SREBRNYM PANTOFLU PRZYCZEPIONYM NA DACHU AUTOBUSU I CHCE MIEĆ TAKI SREBRNY STRÓJ WĘŻA DO TEGO I POWIEWAĆ BIAŁYM BOA DŁUGOŚCI AMAZONKI (RZEKI AMAZONKI OFKORS)

13 komentarzy

A dziś z okazji wiosny będzie zupełnie niezobowiązująco intelektualnie. Bedzie frywolnie i dowolnie. Scenka będzie. Wiosenna poniekąd:

Wysiadłaby na tym przystanku i nigdy bym go nie poznała, ale drzwi automatyczne ścisnęły go i przytrzymały w ten sposób. Jechał taki ściśnięty drzwiami do następnego przystanku, bo dopiero tam te drzwi puściły. Twarz miał już na zewnątrz, więc wychyliłam się przez okno, bo była piekna pogoda i zaczeliśmy rozmawiać:

- Nie boli pana?
- Nie, prosze pani.
- A dlaczego taki pan czerwony na twarzy?
- Bo sie szybko opalam.
- Ile ma pan lat?
- 36. A – pani?
- Ja? Ja mam dwa…. dwa imiona: Maria Anna.

Manna. Wtedy mnie nazwał Niebieską Manna, bo byłam na niebiesko. Ślicznie, prawda? No i się okazało, że z tej kieszeni, co była wewnątrz wozu, okradli go w czasie naszej rozmowy. Więc pożyczyłam mu na kino, a on mnie zaprosił i tak się zaczeło. Szczęśliwa jestem ogromnie, bo on i dla męża będzie dobry.

Zaczyna nucić:

Bądź dobry i dla męża
dla męża serce miej!
Miłości nie zawężaj
do sprawy mej i twej!

Jeżeli swoje usta
z moimi łączyć chcesz,
to męża mi ubóstwiaj
i dbaj o niego też.

Na spacer go zaprowadź
Wódeczkę postaw czasem,
a gdyby zachorował
poczytaj na głos prasę.

- Czy to miejsce jest wolne? – pytała wskazując na miejsce pomiędzy Panami.
- Wolne. Ale od chwili, w której usiądzie pani na nim, nigdy już wolne nie będzie.
- Dlaczego?
- Bo chłodne drewno tej ławki zawsze już tęsknic będzie za ciepłem pani dotknięcia.

Ech…… No co? Wiosennie miało być…


  • RSS