haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2002

11 komentarzy

Bardzo ważne spotkanie. Mega istotne spotkanie. Spotkanie, na którym mówi do mnie Pan z Telewizora i jeszcze wie, jak mam na imię i mówi na temat.

- Bardzo proszę, przygotuj nam w związku z tym Haniu analizę i…

- Wrrrrrrrrrr, wrrrrrrrrrrr – rozlega się z mojej klatki piersiowej. Zdecydowane, mocne, regularne „WRRRRRRR”.

Chwila konsternacji, w czasie której uczestnicy spotkania zaczynają się intensywnie zastanawiać ILE TO JA MAM W SUMIE LAT i czy to możliwe, żebym już miała założonego baj passa i to w dodatku na baterię.

Ja się uśmiecham uśmiechem pt „Niby nic!”. Uśmiecham się intensywnie.

- W związku z tym konieczne jest, żeby Hania przygotowała nam analizę i zaprojektowa….
- Wrrrrrrrrrrrrr, Wrrrrrrrrrrrrr – rozlega się znów z mojej klatki piersiowej.

Pan w telewizorze zastyga wyczekująco i wbija we mnie wzrok. Uczestnicy spotkania też.
- Ekh, ekhm – staram się zagłuszyć warczenie – Ekhh Ekhhh

Kurwa, w filmach zawsze to działa. Tu jakoś nie. Strącam więc „niechcący” długopis ze stołu i daje nura pod blat.

- Młody nie teraz nie mogę MAM SPOTKANIE!
- MAMOOOOO ALE BARDZO WAŻNE!!!!
- Młody nie teraz nie MOGĘ! MAM SPOTKANIE!
- MAMOOOO!!!! ALE MEGA WAŻNE MAMOOOOO!!!!

Wyłączam. Wynurzam się pod krytycznym spojrzeniem kontrahentów, dyrektorów, strategów, projektantów I PANA Z TELEWIZORA!

- Długopis – mówię machając długopisem przed ich pyskami i uśmiecham się uśmiechem pt „Niby nic!”. Resztę spotkania spędzam z wizją:

- płonącego mieszkania i dziecka dzwoniącego do mnie ostatnia nie zwęgloną rączką
- dziecka dzwoniącego spod gruzu mieszkania, trzymającego telefon ostatnia nie przysypaną zwałami betonu rączką
- spienionych tabunów wody przewalających się przez moje mieszkanie i dziecka dzwoniącego do mnie ostatnia nie zatopioną nóżką
- czterech obleśnych ukraińskich morderców seryjnych i dziecka dzwoniącego do mnie trzymając telefon ostatnimi nie wybitymi zębami….

I mnie! odkładającej telefon ze słowami „NIE MOGĘ, MAM SPOTKANIE!”

Wypadam więc po spotkaniu z sali konferencyjnej i tratując kontrahentów, dyrektorów, strategów, projektantów I PANA Z TELEWIZORA, lecę pokonując korytarz w 4,5 sekundy. Wpadam do pokoju i w 2 sekundy wykręcam numer telefonu mojego przysypanego gruzem dziecka z wybitymi przez Ukraińców zębami i zwęglonymi kończynkami smętnie dyndającymi na wietrze…

- ADAM!!! CO SIE STAŁO!!!
- Mama? MIAŁEM WAŻNA SPRAWE!
- TAK!??
- MAMO! Jak mogłaś! Nie odebrałaś! To kwestia życia i śmierci!
- TAK!!??
- MAMO! JAK SIE ROBI KOGE MOGEL, MAMO!!?!?????

Dawno temu Tomek zwany Pepsee był i wziął i wyjechał na wakacje. W góry wyjechał. Z przyjaciółmi. Bo Tomek przyjaciół miał, nie bójmy się tego słowa, nawet bliskich.

Pewnego dnia poczłapał do sklepiku. Zwykłego sklepiku wakacyjnego, sklepiku GDIZEŚ TAM. A z Tomkiem poczłapał Tomka kolega, nie bójmy się tego słowa, nawet bliski.

- Poproszę – tu Tomek zastanowił się, o co właściwie mógłby poprosić w ten śliczny upalny dzień.
Rozejrzał się po sklepie. Zorientował. Kolegę zauważył, który to kolega, nie bójmy się tego słowa, dość bliski, w kąciku sklepu przycupnął nad stoiskiem z prasą.
- Proszę…. – ciągnął dalej Tomek – Proszę loda ROMERO.

Wydukał w końcu Tomek, bo i reklama się mu lodów rzuciła w oczy, i przypomniało mu się, że w upalny dzień nie ma jak zimny lód.

- Dziwne ma imię ten – powiedział kolega, nie bójmy się tego słowa bliski, kiedy wychodzili już ze sklepiku.
- Ehmmmmm – wymamrotał nieprzytomnie Tomek zrywając nerwowo folię z loda – Ehmmmmmmmmm, co mówiłeś?
- Eeee nic, niccc – powiedział kolega i poszli sobie daleko, daleko w las i w góry i w plener…..

Na drugi dzień głód pragnienie i potrzeba wygnały znów Tomka i kolegę do sklepiku. Tym razem Tomek przycupnął nad stoiskiem z prasą i zamyślił się nad kolorowym wydaniem Głosu Wybrzeża. A kolega, nie bójmy się tego bliski, stanął w kolejce do lady. Kiedy przyszła kolej..

- Poproszę chleb, masło i…. – zastanowił się chwilę kolega – i daj mi jeszcze drogi ROMERO jakiś owocowy jogurt….

Dziwne imię, dziwne imię – mruczał kolega wychodząc i idąc z Tomkiem, daleko, daleko w las, w góry i w plener – Dziwne imię w takim małym miasteczku…….

PS.
A jak będziecie grzeczni, a Pepsee pozwoli, i będzie jeszcze ładna pogoda, i wygram w toto-lotka, i Norbert się z Baśką ożeni, a Marceli przyzna kim jest naprawdę, a Wuj zagra, a Obły zaśpiewa to opowiem Wam jak Pepsee smażył cebulę , a potem woził Papieża swoim trabantem, co to ten trabant miał napisane na boku STEFAN…..

1. Wiadomość z przed-ostatniej chwili:

Mam rower. Że niby żadna rewelacja? Nooo możeeee…
Ale ja mam rower z dna morza w piątkową noc wyłowiony. Albowiem noc spędzawszy na molo do barierki podeszłam i paluszkiem pokazawszy powiedziałam:
- O rower….

Osobisty Meżczyzna Mój zapytał trzeźwo (bo za kierowcę robił, to i trzeźwy był aż nieprzyzwoicie):

- Chcesz?

- Eheeeeee…

Powiedziałam, bo mi się taki jeden przypomniał, co to lelije w bagnie zrywał dla takiej jednej a Noce były i Dnie w tle. Tym razem w tle było słychać tylko Wuja Raafa co na grzebieniu grał Dobry Jezu, jak to Wuj…

A Osobisty z barierki skoczywszy rower mi wydobył. Jak to mężczyzna. Z dna morza. U stóp położył…..

Mam rower. Z nostalgicznie skręconą kierwonicą i kołem jakby płaskim, ale z dzwonkiem działającym i dynamem. Nie byle jaki rower – bo rower z dna morza wyłowiony.

2. Informacja z ostatniej chwili:

Pakujcie się i uciekajcie. Będzie trzęsienie ziemi. Skąd wiem? Ano wiem, bo mam kota, a jak przeczytałam w gazecie koty wiedzą pierwsze. I mój kot chyba wiem – cały dzień siedzi w wannie i się wymownie patrzy. Także pakujcie się i uciekajcie, bo trzęsienie ziemi będzie…

Jakby co mogę pożyczyć rower…

Mam psa. Jeśli chodzi o szczegóły to – sukę. W ramach rodzieństwa dla rodzonego.
Bo ja zasadniczo leniwa jestem, pracuję ciężko cały dzień na zakładzie i jak już ląduję na kanapie w domu późnym wieczorem, to zdecydowanie wolę czytać książki niż rodzić dzieci. Z czystego lenistwa to wynika – TAK! PRZYZNAJĘ SIĘ.

Dlatego też młody dostał w ramach rodzeństwa psa. Pies jest śmieszny bo jak mówi Pepesee rase bitbulopodobnej, naprzemiennie łapo podajnej, siwo mordnej, pysko zrotnej krótko ogoniastej – a dokłądnie jest dowodem na to, iż miłośc silniejsza jest niż rasa. Znaczy krótko mówiąc – dziecko mezaliansu – znaczy KUNDEL.

Po okresie kadencji 9 miesięcy – jak to w porządnej rodzinie – pojawił się kolejny członek rodzeństwa. Siedział przy piaskownicy z kartką dyndającą na szyi:

„Jestem miłym czystym kotkiem domowym proszę się mną zaopiekować”.

Siedział i się gapił. Ja jestem przez mamusię nauczona, że jak proszą nie wypada odmawiać….

I tak młody legitymuje się inwentarzem sztuk 2.
Psem kokainą i kotem Pychą. Śmiesznym psem na przemiennie łapo podajnym, psem skaczącym na wysokość 2 metrów, psem non stop radosnym, psem upierdliwym na maksa, psem z zespołem niedogłaskania, psem który napewno nie jest kręgowcem tylko ewidentnym strunowcem (mistrz świata w zwijaniu sie i rolowaniu), psem który potrafi nurkować po kamienie z dna jeziora, psem który z zamiłownaia jest kaczką i rekracyjnie pływa w każdym napotkanym zbiorniku wodnym, psem którego młody sadza i mówi:

- Jezuuuu kokaina ale ty durna jesteś – a pies się cieszy.

Jest właścicielm psa. I jest też właścicielem kota.

Małego, szarego, dachowca pospolitego, niepozornego, lekko wyleniałego. Kota. Kotkę właściwie. Dokładnie KOTKĘ MORDERCĘ.

Nie – to nie pomyłaka. Pamiętacie papugę w dalmatyńczykach której sie wydawało że jest rotwailerem? No to ja mam takiego kota…

Mój kot postanowił, że jest władcą trawnika w promieniu 100 metrów, granica chodnika to granica jego terytorium. W dodatku mój kot postanowił jeszcze, że jest bulterierem mordercą, mastifem wystawianym do walk, czy innym dobermanem krwiopijcą. Postanowił i konsekwentnie realizuje swój plan oczyszczenia trawnika. Lezy więc cały dzień na nim (a że mieszkam na parterze to nie sprawia mu to trudności) i czeka… a nuż jamnik jaki, rotwailer, wilczur czy inny pies wejdzie na jego posiadłość. Jak już jaki idota nie zauważy i postanowi powąchać krzaczek, skubnąć trawkę czy CO GORSZA obsikać drzewko, mój kot zakasuje rękawy i idzie ze stoickim spokojem zamordować delikwenta. Jamniki lecą w wióry, rotwailery w drzazgi, na wilczurach jeździ na oklep, wielkość psa nie gra roli. Jak tylko uda się go spędzić ZA CHODNIK, mój kot równie spokojnie z tym samym stoickim spokojem odmaszerowuje na swoje uklepane w trawie miejsce, co by się położyć i połapać motylki. Dać się powygniatać i pomiętolić dzieciom, co jakiś czas tylko spojrzy na leżącego na balkonie mojego psa i znacząco puści oko.

- Widziałas stara jak się z gówniarzami postępuje….

Mam więc pod balkonem najczystszy trawnik świata. Żadnej psiej kupki, nawet śladu po obsikanym drzewku. Kiedyś pewien pan przyjechał z sliucznym uczesanym w warkocze konikiem, chciał dzieci pwowozić na tymże koniku. I tenże konik, idota ciężki wszedł był kopytkiem na trawnik mojego kota……..

- Zamknij okno – powiedział Mój Osobisty Łysy – Zamknij i nie przyznajwaj się i miejmy nadzieję, że nie przywlecze tego zagryzionego konia na nasz balkon….

PS. Wiadomość z ostatniej chwili – Kot postanowił ze jak jest psem to bedzie chodził na spacery razem z koką. Jak tylko słyszy brzdąkającą smycz psa to już stoi radośnie pod drzwiami i czeka. Jeśli tylko uda nam się się wyjść bez niego leci rozpaczliwie do okna i stara się przecisnąć. Jeśli tylko mu się uda rzuca się galopem i nas goni po całym osiedlu. Jeśli tylko mu się uda dołacza i spaceruje dunie obok psa na smyczy. O wzięciu na ręce nie ma mowy – przy każdej próbie patrzy z oburzeniem cedząc „WIDZIAŁĄŚ KIEDYŚ ROTWAILERA NA RĘKACH NIESIONEGO? OSZALAŁAŚ??”. Po drodze zagryza każdego mijanego psa….

Czy widział ktoś kagańce dla kotów?

W ramach rozluźnienia nastrojów, szef kuchni poleca – z serii jakie to ludzie mają problemy I CO WY WIECIE O METALACH?:

LISTA DYSKUSYJNA PORTALU DZIEWCZYNA – IZA PYTA:

Chlopak-metal (635 odp.) Iza16 2002.01.21 00:09
Ostatnio chodzi za mna po szkole taki jeden metal. Wsumie nie jest brzydki, ale slyszalam o nich rozne dziwne rzeczy… Moi koledzy, ktorych lubie i szanuje (sluchaja Enrique i Britney) wolaja na niego „ty brudasie” i sama juz nie wiem co mam zrobic. Kolezanka z klasy mowila mi, ze podobno te zespoly, ktorych slucha sa satanistyczne a ja jestem z ortodoksyjnej rodziny katolickiej… Pomozcie mi…

Głos w dyskusji zabrał(a): She 2002.01.21 00:22
Wypytaj sie delikatnie jego kolegow czy nie jest satanista (czy nie meczy zwierzat), zapytaj sie o zespoly i dowiedz sie od katechety czy nie sa satanistyczne i wypytaj sie czy nie pali marichuany (moze miec Aids!). Buziaki, powodzenia!

Głos w dyskusji zabrał(a): lol 2002.01.21 00:24
mylisz sie od mriohuany nie dostanie aids, co najwyzej trypla

Głos w dyskusji zabrał(a): Emi 2002.01.21 00:29
No tak, racja, zarazic aids sie mozna tylko od brudnej strzykawki, ale skad wiesz ze on sobie tej marichuany nie wstrzykiwal brudna igla?

Głos w dyskusji zabrał(a): 2002.01.21 00:36
Ale on ubiera sie na czarno i ja uwazam, ze to nie jest normalne. Normalny czlowiek nie bedzie caly czas chodzil ubrany jak w zalobie i naszywal soebie na rzeczach jakis latek z satanistycznymi symbolami. Na wilkiej orkiestrze widzialam go tez jak na koncercie tych ich muzyki bil sie z innymi metalami pod scena… A potem wszyscy przestali i zaczeli skakac – jak malpy – dziwne towarzystwo…

Głos w dyskusji zabrał(a): Cane 2002.01.21 00:39
Zrezygnuj, dobrze Ci radze. Jak ubiera sie na czarni to na pewno jest satanista, zobacz czy nie ma pentagramu (to taka gwiazda w koleczku). Metale podobno czesto sie bija, tak im kaze biblia sztana.

Głos w dyskusji zabrał(a): wujek dobra rada 2002.01.21 07:58
Mam propozycję: następnym razem jak go spotkasz, podejdź do niego i powiedz, że też słuchasz metalu i tu od razu podaj mu nazwy 100 zespołów metalowych (Offspring, Metallica itp.). Chłopak będzie pod wrażeniem twoich gustów i na pewno zacznie z toba chodzić.

Głos w dyskusji zabrał(a): ZeroG 2002.01.21 13:37
Droga Izo. Musisz bardzo uważać. Ktoś, kto nie słucha Britney anr boskiego Henia.. upss…. Enrique, chciałem powiedzieć, nie zasługuje na bliższe zainteresowanie. Uwagi przedmówców o marihuanie, także ten podawanej dożylnie, również są godne uwagi. W żadnym razie nie spotykaj się z facetem, który wtrzykuje sobie marihuanę – jeszcze Cię do tego namówi, albo, nie daj Boże (którykolwiek) – do wąchania LSD albo wpatrywania sie w heroinę!

I teraz przyznac mi się tu uczciwie: kto wpatruje się w heroinę, kto jest metalem, i dlaczego wydaje mi się, że WUJEK DOBRA RADA to Marcyś?

PS. Jakby kto pytał cała dyskusja liczy sobie ponad 635 postów!

I wogóle nie jest jakoś do śmiechu. Młody przed moim wyjściem do pracy upewnił się:

- I uważaj, nie?
- Na co?
- No rozglądaj się dokładnie.
- No dobrze, no dobrze ale za czym?
- No jakby szedł ktoś i widać było, że ma w kieszeni siekiere. Wiesz jak wygląda siekiera? Na pewno poznasz?

A mój Osobisty Łysy właśnie tam, i właśnie wtedy egzaminował. Wywalał za drzwi ściągających – bo wrogiem jest. Uczciwy jakiś taki niemożebnie. Mówiłam, że się doigra. Na Politechnice Gdańskiej profesorów dzielą – SIEKIERĄ…

15 komentarzy

Prawda jest taka, że pracuję w Holandii, małej bo małej, ale jednak Holandii. Dowód? Proszę bardzo – prosze przyjść i policzyć liczbę wiatraków w moim i Pepseego pokoju.
Jakieś skromne 7 wielkich wiatraków stojących na tykowatych nogach, plus z sześć bzyczków na biurkach. I co? I NIC! Jak wlewali kisiel oknem tak wlewają.
Dyrekcja w dodatku nie chce (nie wiedzieć czemu) ulec sugestii, że jak już pracujemy niczym ten Anglik w kolonii indyjskiej to może skorzystalibyśmy z dobrych sprawdzonych metod i zaczynali dzień od szklanki dżinu.
A bo ja wiem czy ja w tym upale jakiejś ameby nie złapię? Malarii? Albo innego tropikalnego żuka, co to pod skórę włazi i galopuje pod tą skórą GÓRA -DÓŁ – DÓŁ – GÓRA.
Anglik głupi nie jest i już wiele lat temu wiedział jak zapobiegac takim przypadłościom. Anglik mówił – DŻIN PIJ Z RANA, W POŁUDNIE PIJ, A DZIEŃ ZAKOŃCZ DŻINEM – a żaden robal czy inna ameba tak dobrze odkażonego organizmu nie tknie.

To co ja będe z tradycją wielu pokoleń zrywać? Wyłamywać się mam?
Ja tam pełna pokory jestem dla odkryć i mądrości ludzkiej – ja poproszę już o ten Dżin jak mi ten kisiel zamierza się wlewać jeszcze jakiś czas. Jakby co, jakby się kto bał żuka, czy ameby – zapraszam na szklaneczkę do małej Holandii.

TYLKO UWAGA NA WIATRAKI!

37 komentarzy

Bycie telefoniczną mamą ma swoje uroki. Zasadniczo posiadanie telefonicznej mamy ma jeszcze większe uroki niż bycie telefoniczna mamą.Telefon.

- Tak?
- Cześć mamo!!
- No cześć
- Zrobiłem sobie śniadanie!
- Rewelacja. Zjadłeś kanapki, które Ci zostawiłam rano?
- Noooo…..w sumie…
- Tak?
- W sumie zmodyfikowałem skład!
- Kanapek?
- Noooooo… w sumie….. SKŁAD ŚNIADANIA!
- Niby jak?
- No wziąłem z lodówki to całe duże opakowanie lodów, wrzuciłem do garnka, polałem polewą czekoladową z szafki, ale że było mało – to polałem jeszcze tą malinowa polewą, co ją schowałaś i myślałaś, że ja nie wiem gdzie. Potem wysypałem na to cała paczkę wiórków kokosowych i pomieszałem. REWELACJA!
- Nooooo…
- No co „NOO??”. Chcesz to zrobię ci dziś na obiad jak wrócisz! To zobaczysz! Mamo..
- Tak?
- CZY TY SIĘ WOGÓLE NIE CIESZYSZ, ŻE JA UCZE SIĘ GOTOWAĆ!!????

Mam pytanie – ile kalori może mieć pudełko 2 litrowe lodów? Wrzucone do garnka, polane dwoma ćwierć litrowymi butelkami polewy (przypominam: czekoladowa i malinowa) plus cała paczka wiórków kokosowych. Oczywiście pomieszane. Pewnie niewiele, co? Jakieś 34 czy 56?

Wczoraj..

7 komentarzy

- Jezuuuuu ale jestem wykończony – powiedział, wszedł i PADŁ.

Padł z wielkim łomotem, padł na podłogę, padł tak jak stał. W pełnym rynsztunku.
A obok niego solidarnie padły: dwa miecze z desek prawie nówka, co je sam znalazł i gwoździem pozbijał; piłka co to nią z drużyną FC Jasień wygrali 3 do jaja; półtora kilograma piasku, co to się w butach przyniósł; dwa plastikowe dinozaury, co to je z Szymonem wymienił za 4 drakulce.

Leży i wzdycha ciężko. Leży….

- Tyyyyy – szturchnęłam czubkiem klapka zezwłok na dywanie – tyyyyy…. ŻYJESZ?

Westchnął. Przewrócił oczami i znów ciężko westchnął.

- Kobieto, dała byś mi lody z polewą, ale tą malinową?

Powiedział i spojrzał wyczekująco.

- Wykończony jestem, interesy załatwiałem i w końcu wygrałem. O nasza przyszłość szło kobieto!! Dostane te lody? – dopytywał już lekko zniecierpliwiony.
- Z polewą.
- ???? – inteligentnie wybałuszyłam oczy – Interesy?
- Nooo – wyjaśnił łaskawie zbierając miecze z wykładziny – wygrałem przetarg. A nie było lekko. No wiesz co to jest przetarg?
- Noooo wiem
- NO! Bo Jacka wujek mieszka na wsi i Jacek dostał cynk (no dobra! PODSŁUCHAŁ TATĘ), że wujek kupować będzie 40 świń!

Rozejrzał się nerwowo za 2 dinozaurami wymienionymi, przeszukał psi pysk, aż w końcu znalazł je pod pół kilogramem piasku, co to się z buta wysypał.

- Nooo i ja zagadałem z Jackiem – ciągnął dalej zbierając z podłogi piłkę co to nią z FC Jasień wygrali.
- Żeby Jacek zagadał z wujkiem, żeby ten wujek nam jedną świnię pożyczył. No i wtedy wyobraź sobie Szymon z Mateuszem ukradli mi ten pomysł i zaczęli Jacka naciągać, żeby Jacek z nimi tę świnie pożyczył a nie ze mną Wyobrażasz sobie?

- Noooo – przysiadam aż z wrażenia – CO ZA CHAMSTWO!

- No masz! Ale Jacek powiedział, że woli ze mną BO JA MIESA NIE JEM I JAKBY CO TO NIE ZEŻRE MU TEJ ŚWINI, a z Szymonem nie wiadomo, bo Szymon ciaglę kanapki z szynką je. A przecież jak się ją już rozmnoży, tą świnię, to trzeba będzie oddać wujkowi. Poza tym ja napisałem już plan biznesu.

Tu wyciągnął z kieszeni niemiłosiernie wymemłaną kartkę papieru w kratkę, splunął na nią i rozprostował „prasując” dłonią.

- Patrz. Jedna świnia to jeszcze nic, ale jak ja rozmnożymy to się potem sprzeda całe stado. Tu mam plan ogrodzenia. Jak się sprzeda rozmnożoną świnię to się kupi byki. Kumasz?

Spojrzał wyczekująco. Ledwo, ledwo ale nadążałam. Nawet kumałam.

- Kumasz nie? Byk jest większy od świni, jak się rozmnoży byka to już w ogóle kupa mięsa jest. To sprzedamy byki i kupimy wtedy jakieś osiedle mieszkaniowe, albo bank jeszcze nie wiem….

Przestałam nadążać, zrobiłam mądrą minę i poczłapałam do kuchni w celu przygotowania lodów z polewą. Co najmniej podwójną! w końcu o naszą przyszłość chodzi….

- Mamooooo – odleciało do mnie z łazienki – Ja tak patrzę, my mamy taką dużą łazienkę i ja tam myślę czy TU BY SIĘ JAKAŚ JEDNA ŚWINIA NIE ZMIEŚCIŁA??? Kumasz nie? Na początek zanim rozruszam firmę i wybuduję jakieś zagrody……

Postanowiła skupić się na polewie, malinowej. Świnia. W łazience.
No ale w sumie taka jedna, całkiem malutka… może…..

Pamiętajcie – prawdziwe ptaki nie rzygają…

gesi.gif


  • RSS