haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2002

22 komentarzy

- Nigdy już nie obejrzę ZACHODU SŁOŃCA NAD JASIENIEM! – wyrzucił z siebie dramatycznie młody padł na łóżko – Nigdy…..
- Trochę nie przesadzasz? – spytałam kontrolnie wychylając się zza framugi drzwi – tak odrobinę? Tak ciut, ciut aby?

Leżał w pozie artystycznie niedbałej i przewracał oczami. Jak nie przewracał, to wbijał te oczy w sufit.

- Cierpię – rzucił mi od niechcenia – Nie przeszkadzaj mi, bo cierpię! NIGDY JUŻ……

Wyszłam, bo co będę przeszkadzać jak mężczyzna cierpi. Nie da się ukryć, że w uprawianiu dramatycznego cierpienia mój młody jest mistrzem świata! Jak mówi moja mam – MA PO KIM DZIEDZICZYC TE ZDOLNOŚCI – noooo dziadek rybka (znaczy w kwestii znak zodiaku a nie KARP na przykład), mama rybka, chrzestna matka też rybka, wujek rybka…

A ryby jak wszyscy wiedzą nostalgię, dramatyzm, cierpienie i frustrację mają wpisane w charakterologię jak salceson ma przypisany ozór! Taki salceson bez ozora to MARNA PODRÓBA, a ryba co nie wywraca gałami i ciężko wzdycha TO ŻADNA RYBA!

Toteż całkiem spokojnie oddaliłam się do pokoju obok. Zza ściany dolatywały jęki, i jakieś dramatyczne – NIGDY..TO LEPIEJ MNIE PORZUĆCIE, MOŻE JA ZOSTANE I SAM PO NOCACH BĘDĘ SIĘ SOBA ZAJMOWAŁ, NIE POTRZEBUJE … i takie tam.

Wszystko związane z przeprowadzka, na która się w końcu zdecydowaliśmy.

- O kurde !! – plasnęłam się nagle otwartą dłonią w glacę – TOŻ JA TEŻ JESTEM RYBA! Jak nic mogę sobie pocierpieć też! I z tego cierpienia to nawet wskazane jest, żebym zjadła tą białą Princesse, co to ją kitram przed samą sobą już 3 dzień! Toż stress to cukier wypłukuje i ja mogę normalnie z tego stresu zapaści dostać i w ogóle to…

Mamrotałam zalewając już kawę i zdzierając opakowanie z Princessy. Po chwili malowniczo pierdzielnięta na kanapie wyrównywałam pieczołowicie bilans cukrowniczy w organizmie. Pielęgnując stres i moje imieniny, co akurat właśnie wpadły. Bo miały po drodze….

- Kurde kamień czy co…. – kontemplowanie imienin przerwało mi dobrze wyczuwalne językiem na zębie tak zwane CUŚ.
- No kurde kamień – pytałam dalej ładując elegancko palec do paszczy – No kurde kamień, kurde…..

I nagle – TADAM! WYDŁUPAŁAM PLOMBĘ! Żeby tylko plombę! Ha! Ja wydłubałam plombę z połową górnej dwójki. Cud, miód i malina – został mi ząb wychudzony jak panie reklamujące w gazetach magnetyczne, rewolucyjne i kosmiczne środki dietetyczne. Rewelacyjny jak dla stoczniowca – w sam raz do plucia przez zęby – niekoniecznie twarzowy dla damy!

Chwyciłam się za pysk, wpadłam do pokoju młodego..

- Cierpię – usłyszałam i ujrzałam kolejną wywrotkę gałami ocznymi genialnie wręcz zsynchronizowaną z głębokim – Ach…….
- Wychodzę – wysepleniłam – Ale wrócę….

Reakcji brak. Widać cierpi to i dobrze ma zajęcie – pomyślała lecąc już po schodach w kierunku gabinetów stomatologicznych.

No że piątek był i godzina 20.30 to fakt, no ale przecież stomatolodzy to prywaciarze, to lekarze, to kasę zarabiają, to klienta – kombinowałam biegnąc – to przecież walka o klienta, to rynek……

„URLOP DO 9 SIERPNIA”

– przeczytałam na drzwiach pierwszego gabinetu. No dobra no – NO NIE ZAROBISZ – powiedziałam głośno i skierowałam się do kolejnych drzwi..

„Z POWODU PRZERWY URLOPOWEJ…”

– no dobra TY TEZ NIE ZAROBISZ wrzasnęłam do stomatologa, którego ewidentnie było brak. Ciekawe czy się przejął.

Potem wracając przeczytałam jeszcze ze 4 podobne komunikaty, na kolejnych drzwiach, kolejnych dentystów którzy postanowili NAGLE I NEISPODZIEWANIE ZNIKNĄĆ!

Ostatnia szansa – domek jednorodzinny a na nim PANI DOKTOR STOMATOLOGI NR TELEFONU……

Dzwonie! Bo w końcu niby 21 to fakt, no ale przecież stomatolodzy to prywaciarze, to lekarze, to kasę zarabiają, to klienta….

- Tak słucham – męski głos.
- Pani doktor?
- Jedna chwile….

Szum, wrzaski, w tle „Jadźka to do ciebie, mamo jeeeeszczeee ta walizkaaaaa, Stasiuuuu nie nie wezmiemy na wczasy twojego żółwia, ja oszalejeeeee jak zaraz nie wyjedzieeemyyyy”. Kroki i już damski głos:

- Tak słucham?
- Pani doktor bo ja, bo mi, bo WOGOLE MI WYPADŁA PLOMBA!
- Chętnie panią zapiszę, właśnie wyjeżdżam ale wracamy….
- Panie doktor ale MI WYPADŁA PLOMBA! Ja bez niej nie mogę żyć, ja nie mogę bez niej oddychać, ja właściwie WOGOLE JUŻ NIE ODDYCHAM, nie mówię nie jem! Potrzebuję morfinę na ból tak mnie boli A WOGOLE PANI JEST LEKARZEM I OPRZYSIĘGAŁA PANI NA TEGO PITAGORASA…
- Hipokratesa…
- No właśnie! Przecież ten Euklides mówił że PANI MUSI ŻYCIE RATOWAĆ, a ja w ogóle stoję pod pani domem i położę się przed samochodem jak mnie panii…
- NIECH PANI MNIE RATUJE – wrzasnęłam w końcu już nieźle zdesperowana.
- No dobrze założę pani fleczer, ale mąż mnie zabije – westchnęła głęboko pani doktor i wpuściła mnie do gabinetu.

I tak już skrobałam w drzwi od jakiś 5 minut. Leżąc już radośnie na fotelu pokazałam ząb. Pani doktor westchnęła po raz drugi co najmniej tak głęboko, jak moje cierpiące dziecko (też się przeprowadza czy co?).

- Przecież to dwójka, tu nie da rady włożyc fleczera to trzeba zrobić…
- Noooo – wysepleniłam radośnie.
- A jak pani już odsłoniła i tak sprzęt – kontynuowałam sama wpychając sobie do gęby co poniektóre sprzęty – to przecież CO ZA PROBLEM!
- Aaaaa i jeszcze jedno – uśmiechnęłam się jak umiem najbardziej czarująco z pyskiem pełnym ligniny – Mam tylko 50 zł ale przecież ten Demokrates i…..
- Echhhh – westchnęła jeszcze głębiej pani doktor i nie powiedziała nic.

Z góry słychać było „Jaaaadźźźźźźkaaaaa ja oszalejejeeeee gdzie są moje wędkiiiii”.

JA WAM MÓWIE A WSZSYTKO TO PRZEZ TE STRESY I TE ZNAKI ZODIAKU! TO CO W GWIAZDACH ZAPISANE, TO CO JA NA TO MOGĘ PORADZIC!

No

6 komentarzy

Wzięłam się i bezczelnie wyrwałam na urlop. Samowolnie i zupełnie bez pozwolenia.

Przed urlopem, co by na niego zasłużyć, wykonałam jeśli chodzi o dokumentacje różne – plan sześcioletni niedużej firmy na dorobku. No bo urlop miał być oszałamiająco długi – CAŁE BITE DWA DNI! Po prostu – sodomia, gomoria, rozpusta i wogóle….

Pracy działu graficznemu i chłopakom z IT zostawiłam tyle – co by im w razie czego na jakieś 34 lata starczyło i popędziłam na urlop korzystając ze mój szef również na takowym przebywał.

Podania mi nie NIEPODPISAŁ bo go nawet PODPISAĆ nie mógł– z przyczyn prozaicznie technicznych, albowiem mianowicie jeśli był na urlopie to go w firmie NIE BYŁO. Zasadniczo…..

Boże jaki to cudny był urlop, pełen mężczyzn – drobiazg taki ze 10 letnich i na dodatek TRZECH NA RAZ.

Przyleciałam po nim (urlopie a nie 10-latku) w poniedziałek na zakład w takiej kondycji fizycznej, iż nawet dla mnie pozostawała ona tajemnica.

Znaczy – wleźć na pięto nie dałam rady, drzwi otwierałam sapiąc jak parowóz, jak klapnęłam na krzesło to nie mogłam się podnieść jakieś 3 godziny, a jak już kalpnełam to owiłam sie malowniczo wokół klawiatury i trenowałam unoszenie dłoni ponad nią jakieś kolejne 3 godziny. Przez korytarz firmy przemieszczałam się udając amebę pełznącą po podłodze.

Niemniej misja, jaką niósł urlop, została wykonana: TRZECH UPIORNYCH DZIESIĘCIOLATKÓW przez Trójmiasto przewleczonych zostało. Po czym wyposażeni we wszystkie ulotki z kina, we wszystkie jadłospisy, ze wszystkich pizzerii (co to brali na pamiątkę KAŻDY PO TRZY), bo zryciu wszystkich możliwych nadbałtyckich plaż, pojechało dalej w świat.

Taka MISZYN IMPOSIBLE to w ogóle bułka z masłem! A taki TOM KRUZ czy inna TOM RAJDER Z CYCEM to w kompleksy mogli by wpaść widząc mnie w akcji!

Pomyślałam se więc wpełzając do firmy – pójdę na jakiś urlop i odpocznę po tym urlopie wypoczynkowym.

Na zakładzie natomiast przywitał mnie radośnie mój ukochany kierownik dyrektor menadżer i przekaz decyzje mojego innego ukochanego dyrektora menadżera kierownika, który to dyrektor kierownik, POSTANOWIŁ DOCENIĆ MOJĄ WIEDZĘ UMIEJETNOŚCI I DOŚWIADCZENIE i dowalił mi kolejny serwis i kolejny projekt! Także odpocząć po urlopie, idąc na urlop, mam szanse w jakimś 2015 roku!

TO I TAK DOBRZE ZE WTEDY – pomyślałam se szybko – A NIE NP. W 2020, BO DOBRZE WIEM ZE METEOR PIERDZIELNIE W 2019 I CI CO MAJA URLOPY ZAPLANOWANE W 2020 TO WOGOLE BUUUHAAAHHAAAA!

I w ogóle dobrze mi tak! Bo poszłam a nie pytałam I KARA SIĘ NALEŻY! Bo jak mówią:

- Jedenaste – i nie będziesz na urlop se łaził OT TAK!

z powodu zmiany planów
życiowych
w dobre ręce oddam
mieszkanie……

ładne, grzeczne, lubi dzieci, dobrze wychowane, nie marudzi, nie trzeba wyprowadzać na spacer…

I chociaż miałam pojechać zupełnie gdzie indziej, to pojechałam właśnie tam.

Tam, gdzie za wodą 200 rycerzy z armat waliło. Siebie też walili, radośnie i nawazajem. W pełnych zbrojach i z bronia okrutną, pacholętami bezmyślnymi obok i łbami zakutymi. I Szlachetego Office`a pokonał Jan Gradoń z Warszawskiej Ligi Baronów. Nie dziwne bo najpiekniej pieśni rycerskie śpiewał Trybunałowi Miłości, wdzięcznie w pełnym rynsztunku sambę tańcząc…

A w oddali barki przycumowane na Nogacie, błyskając światełkami choinkowymi i zapachem smażonego dorsza nawołując, Rycerzy Zakonu na kolację zapraszały.

Gdzie zaraz obok średniowiecznego płatnerza wesołe miasteczko Golcem z Ich Troje tłum edukowało muzycznie.

Dziwne to miasto było.

A dzień wcześniej o 4 rano idąc przez śpiące miasto, gdzieś na końcu świata, gdzieś przy torach, gdzieś gdzie spały drewniane domy lekko szemrząc sypiącym się próchnem.

Daleko, daleko za zabudowaniami miasta.

Tam właśnie zaraz na samym końcu 3 godzinnego spaceru, gdzieś przed samym świtem – znalazłam kawałek ławki pod parasolem, pana za barem w ogrodniczkach i Keitha Jarrett`a w tle.

I nikt nie gonił, i nikt o nic nie pytał, i tylko uśmiechał się stawiając Żywca na stole. A Keith razem ze cierpiącym na bezsenność świerszczem improwizowali świt….

Dziwne to miasto było. Nie moje miejsce a podobne bardzo.

Mieszkam na parterze. Zasadniczo bardzo lubię mieszkać na parterze, bo to nisko, bezpiecznie – ziemia blisko, dziecku bułkę przez balkon w rękę dam a i kotek na trawnik sobie wylezie jeśli zechce.
I to są zalety mieszkania na parterze.
Są też i wady – bo tak, jak kotek na trawnik sobie z domu lubi wyskoczyć, tak z trawnika do domu lubią włazić wszelkie takie gówna co to niby natura, ekologia i żywe istoty. Parami, czwórkami, kolumnami, pod rękę i pojedynczo, z rodziną i w poszukiwaniu rodziny, z bagażami i dobytkiem, z kartka „młode małżeństwo na dorobku”…….

NO GENERLANIE KURNA JAK SIĘ DA!

A potem…

- Marek!!! Tam jest zwierze! – sparaliżowana strachem wyrywam z lektury Osobistego.
- Gdzie? – zapytuje Mój Łysy leniwie odrywając wzrok od artykułu.
- No tam!! – uciekam na drugi koniec pokoju i wbijam palec wskazujący w punkt pt. „TAM”
- To pająk – wyjaśnia protekcjonalnie i wraca do lektury.
- ALE ON SIĘ PATRZY! COŚ CHCE! WYRZUĆ GO!
- Kochanie – Osobisty już lekko zdegustowany spogląda na mnie z politowanie – uspokój się i nie panikuj. Nikogo nie będę wyrzucał – to tylko środowisko naturalne, ekosystem, nie jesteś sama, natura…
- CHYBA TWOJA – mruczę pod nosem konstruując jednocześnie MEGA DŁUGIPATYK z MEGA ODLEGŁĄ ODE MNIE MEGA BEZPIECZNĄ TRAMPOLINĄ dla pająka.

A bywa też, że…

Leżę już wieczorem w łóżku, pod dociskającą mnie do podłoża wielką kudłatą łapą Osobistego. Tak szczerze mówiąc to zastanawiam się do dziś, gdzie jest klu tego jego PRZYCISKANIA mnie do podłoża, a właściwie WCISKANIA w podłoże, jakie stosuje kładąc się spać. JAK CIĘ SPŁASZCZĘ TO BĘDZIESZ CHUDSZA? Czy może JAK CIE PRZYGNIOTĘ I SPŁASZCZĘ TO NIE ZWIEJESZ?

No więc leżę POD ŁAPĄ i nagle słyszę: wredne, przejmujące, o sile rażenia dźwiękiem startującego odrzutowca, histeryczne i złośliwe

BZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZ.

- Neeeee – myślę sobie – już zasypiam, możesz se latać, wisi mi to.

A gówno tam! Okiem wyobraźni widzę już wielką, tłustą, brudną muchę w znoszonych pepegach i zatłuszczonych okularach. Ma uświniony ryj a z pyska zwisają jej resztki jedzenia (A WIECIE CO ONE ŻRĄ?? NO? WIECIE?), ma strita i na pewno zaraz wyląduje mi na twarzy, beknie i zajrzy prosto w oczy!

- MUCHA! – mówię do Osobistego wiercąc się – MUCHA LATA!
- Noooooo – bełkocze do poduszki i przyciska mnie zarzucając na mnie nogę – Noo muchy latają. Mają skrzydła
Dodaje inteligentnie, ze niby taki znawca natury!
- Ale ona ma owłosione nogi, strita i zaraz na mnie wyląduje! – dorzucam rozpaczliwie.
- Ja też mam owłosione nogi, i zaraz na Tobie wyląduje – mruczy Osobisty przez sen.

Dobra śpię. Znaczy staram się. Bardzo się staram. Zaciskam oczy. Liczę. 1….2…3…4….

- BZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZ

O nie kurde! O nie! Wyrywam się heroicznie spod Osobistego który już posapując śpi. Lecę po packę. Nie ma. Lecę po klapka. Jest. Lecę z klapkiem po całym mieszkaniu demolując co mi wpadnie pod rękę. Pół chałupy wygląda jak po tornadzie, Osobisty szuka mnie łapą w łóżku bo obudziły go odgłosy demolki…. Wtedy ZNAJDUJĘ SPRAY

- Bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz
- KONIEC Z TOBĄ! – wrzeszczę zapominając się i morduję muchę SPRAY`EM – TORA TORA!

Łysy obudzony już na całego siada w rozkopanym wyrze i głośno zdecydowanie ogłasza:

- Idę napisać do „Przyjaciółki”, do „Halo to ja” lub innego „Życia na Gorąco”! Że jestem narażony na śmierć przez zatrucie, że chcesz mnie zamordować spryskiwaczem na muchy! I że mordujesz bezlitośnie rozpylając toksyny środowisko naturalne! DOIGRAŁAŚ SIĘ!

No tak. No tak… Znikąd zrozumienia!

- Ty zdrajco! – gadam sama do siebie chowając TOKSYNY w szafce – Ty podły męski zdrajco, z kim ty trzymasz! Dwa lata, dwa lata mojego życia ci poświęciłam a TY MNIE ZDRADZASZ Z JAKĄŚ MUCHĄ!??

16 komentarzy

Mam taki defekt genetyczny, zaraz obok tego defektu „łososiowego”, że czytam namiętnie wszystko co wpadnie mi w łapy. Książki, gazety, broszury, ulotki, etykietki….

Zasadniczo mógłby ze mną wejść w układ jakiś Ośrodek Badań, co to bada poziom w społeczeństwie czytania książek. Zupełnie nieodpłatnie, razem z Baśka, wyrobiłybyśmy im średnią europejską w dwa tygodnie. A jakby i materiałów podrzucili to i Polskę, naszą biało czerwoną, na szczyty notowań wyciągnąć dałabym radę. POLSKA MISTRZEM POLSKI – jak mawia wuj…

Od kiedy jednak, pewien łysy wielbiciel nastolatek postanowił dopełnić wystroju mojego mieszkania wprowadzając się, zauważam pewne zatrważające zmiany w swoim zachowaniu.

Coraz częściej moja ręka wędruje w kierunku czerwonego flamastra wyżej wymienionego łysego. Wiem, koszmarne zapędy. Obawiam się, że to jakaś choroba wirusowa jest, nigdy wcześniej nie łapałam się na chęci wprowadzania poprawek GDZIEKOLWIEK.

Nigdy wcześniej nie czatowałam na chwilę, gdy z dziką rozkoszą wydrę się:

- HA!!! MAM CIĘ!!! Powiedziałeś PIERSZĄ, a nie PIERWSZĄ.

Bo to, że Mój Osobisty namiętnie mówi mi patrząc w oczy:

- Kochanie nie PIENIENDZY, a PIENIĘDZY. Jeden zero dla mnie.

To wydaje mi się już zupełnie normalnym. Baśka tłumaczy mi, że to takie oświadczyny, i że oni na politechnice właśnie w ten sposób mówią KOCHAM CIĘ.

Następne pół dnia ja spędzam czatując na Niego, kiedy to On chlapnie jakimś rodzyneczkiem.

To jeszcze nie wszystko okazuje się, że z czytania etykietek też można wynieść coś konstruktywnego. Kiedyś odbywało się to na zasadzie” jak leci”, a teraz… – Czy wy wiecie, że na etykietce można wyczytać coś takiego jak MASA WŁAŚCIWA PO ODSĄCZENIU?? Brzmi potwornie, prawda?

A jednak. Osobisty tłumaczy mi, że jak się już czyta wszystko, to warto to wykorzystać. Wstrząsające! I tak wiem (choć cholera wie po co), że szprot wędzony w oleju szprotowi wędzonemu w oleju NIERÓWNY! A fasola czerwona ustosunkowując się do innej fasoli, BTW również czerwonej, potrafi spektakularnie wstrząsnąć klientem.

I czytam te etykietki i odkrywam nieznane mi dotychczas rejony literatury spożywczej, jak dorzecze Amazonki, co dzień nowy strumyczek. I szczerze mówiąc, nie za wiele z tego wynika, bo jakaś cudownie niereformowalna jestem :-).

A kiedy ostatnio Moje Dziecko Własne wrzasnęło na kolegę z podwórka:

- Nie mówi się „nie” na końcu zdania? NIE WIEDZIAŁES? TO CO TY WIESZ!!

Zaczęłam się poważnie zastanawiać czy ten wirus nie rozłazi się po chałupie zbyt szybko. Może trzeba nas kocem przykryć, posypać wapnem i podpalić? A potem zakopać 17 metrów pod ziemią i postawić wszędzie żółte chorągiewki z napisem UWAGA EPIDEMIA!?

Bo może następny etap to to, że wraz z Młodym na modłę Łysego, zostaniemy wielbicielami nastolatek? A tego to już bym nie zniesła…

PS.
Tak drogi pamiętniczku, mieszkam z POTWOREM! Jest wielki, łysy, ma włosy na plecach i wie co to całka. Czyta opakowania z sardynkami, wie jak wiesza się prawidłowo pranie i że nie należy wrzucać resztek jedzenia do zlewu.

Zgniata kartony i puszki i selekcjonuje śmieci. Poprawia błędy czerwonym flamastrem w gazecie i generalnie wie JAK NALEŻY. Gorzej – on umie policzyć różne trudne wzory i jakieś belki co naciskają na coś.

Gorzej drogi pamiętniczku – lubię tego POTWORA. Czy to znaczy, że nie ma już dla mnie ratunku?

A może on dlatego jeszcze ze mną wytrzymuje, że ma MISJĘ. A ja takim cudownym materiałem dla misjonarza jestem. Z 300 lat Hiszpańskiej Inkwizycji i może naucze się co to PRZEWIDYWANIE, PLANOWANIE, PRZEZORNOŚĆ i inne takie na P. :-)
Spokojnie wystarczam za całkiem spore pelmię maoryskich indian, żyjące od 150 lat bez cywilizacji w głębokim buszu kambodżańskich dżungli półwyspu indonezyjskiego.

Wszysyc biora psy i idą do kiosków, dać psom w pysku nieść. A potem odpowiadamy sobie szybciutko na pytania:

1. kto jest socjograbarzem
2. kim z zawodu jest Marcel
3. co to jest Bek Dor, i w co przeistaczają sie treningi Babilończyków
4. kto wystepuje gościnnie w roli smoka

Szybko! bo nakład mały a już słyszę szelest skaradających się babilończyków, co to podstępnie chca wykupić wszystkie egzemplarze.

Droga Matko Naturo, zmieniam zdanie!!

Ja jednak wolę być długonogą blondynką. Zasadniczo. To możemy zamienić to co mam na długie nogi, wzrost powyżej 175, płaski brzuch i blond loki? Tylko jak już, to takie do pasa conajmniej. To ja jeszcze poproszę cycki jak cytrynki, paznokcie jak migdałki, oczy jak kalafiory (upssss to chyba nie tak, wrrrróóóććć!), no generalnie poproszę oczy niebieskie.

sopot27.jpg

Znaczy zasadniczo, już nie chcę mieć ust ala murzyn papuas, łydek ala bohaterka kreskówki w której kochał się Królik Rodżer i jeszcze nie chce już robić głupich min do aparatu fotograficznego. Tylko takie dystyngowane uśmiechy!

A jak już bym miała ponieśc ten krzyż jakim bedzie, droga Matko Naturo, ta uroda co mnie nią obdarzysz w NADMIARZE, to ja już moge hurtem jeszcze podźwigać tą karę boską i cierpienie jakim jest NIEPRZYZWOITE BOGACTWO.

Jakoś mnie tak wzięło dziś wolontariacko…. w końcu każdy coś dla świata i ludzkości zrobić powinien.

***

Pisanie petycji przerwał mi telefon:

- Gdzie jest moje trzy złote??!!
- Aaa dzień dobry dziecko moje jedyne..
- GDZIE JEST MOJE TRZY ZŁOTE! Się pytam. Na myszołowa potrzebuję.
- Na co?
- Na myszołowa! Na ptakach się nie znasz??!!
- Noo..aleee… trzy złote??
- Umówiłem sie do weterynarza, to potrzebuję, nie?!
- Ale…nooo.. myszołów?? My mamy psa, kota ale MYSZOŁÓW?!
- O Boże! Ja nie mam czasu, nie dość że się na ptakach nie znasz, to jeszcze nie wiesz, że one lataja i czasem SPADAJĄ??! Idę…

Trzask słuchawki. Ciekawe co można u weterynarza za 3 złote załatwić. Baśka mówi że plaster na pewno! A poza tym… ja się chyba nie znam.

To ja poproszę, droga Matko Naturo, do tych blond loków jeszcze takie małe szpileczki z krokodyla, takie sandałki, no takie jak Baśka miała w Sopocie w 96.

9 komentarzy

- Obejrzysz ze mną film? – zapytał Osobisty
- Nie no, bardzo chętnie – powiedziałam odpalając komputer i szykując Vplayera – masz coś fajnego?
- Acha, ale w samochodzie – rzucił wychodząc z domu.

I wrócił za chwilę. Z telewizorem pod pachą wrócił.

I tak skończył się u nas w domu 2 letni okres bojkotowania telewizji, zamieniliśmy go na inny – tym razem nie lubimy telekomunikacji polskiej sa (boże święty powiedziałam to na głos?). Zawsze coś. Ciekawe kto następny…

W związku ze związkiem pojawienia się w domu pudła grającego udało mi się kiedyś je włączyć, a w pudle nadawali program ogólnie mówiąc publicystyczny.

Piękne studio, brzydkie panie i grubi panowie prowadzili bardzo zażartą dyskusję. Dyskusja polegała na tym, że właściwie wszyscy się zgadzali ze wszystkimi, a przeciwników akurat zabrakło. Pewnie nie dojechali.

O celibacie dyskutowali mianowicie.

- Drogie panie – zaczęła bardzo brzydka pani – drogie matki.
- Oho! – se myślę – Oho! To do mnie!
- Drogie matki – kontynuowała więc pani ubrana w zgrzebny worek – pamiętajcie, że matka boska była matką, i była tez dziewica. I w jej dziewictwie najważniejsze było macierzyństwo..

Dobra – jeszcze nadążałam za tokiem myślowym Pani.

- I tak jak w dziewictwie matki boskiej najważniejsze było macierzyństwo TAK DLA WAS MATKI NAJWAZNIEJSZE W WASZYM MACIERZYŃSTWIE JEST WASZE DZIEWICTWO!

O w mordę!! Zatkało mnie! Sok porzeczkowy rzucił się mi do gardła i postanowił mnie udusić! Tego się nie spodziewałam, albo nie rozumiałam, albo NIE WIEM CO! To ja dziewica jestem??

- Dlatego też największym darem jaki możecie dać swoim partnerom, mężom i mężczyznom jest CELIBAT! Podarujcie im prezent w tym nowym stuleciu – ciągnęła dalej pani rozanielona jak sam Gabriel Archanioł – Zróbcie im niespodziankę.

Poszłam i szturchnęłam kolanem osobistego co akurat czytał gazetę w kuchni.
- Ty! – zaczęłam czule – może ja ci jakiś prezent niespodziankę powinnam co?
- Nooooo – zachwycił się pomysłem – nawet mogę z Tobą pójść po ten prezent razem do nocnego. To co? Białe czy czerwone?

***

No i to by było tyle w temacie Celibatu. A wczoraj niechcąco włączył się mi znów program, co gorsza ten sam.

Tym razem 34 facetów w dobrze skrojonych garniturach perorowało na temat ciąży i badań prenatalnych. Każdy jeden opowiadał co to by on i jak by on urodził i nie zawracał lekarzowi co i tak ma pracy TYLE NA GŁOWIE, gitary jakimiś badaniami. A te baby to….

- To może Pani, Pani Halinko – powiedział prowadzący trzymając się za brzuch w którym to donosiłby bez pytania i zawracania gitary i 5 raczki – Może nam Pani opowie o sobie.
- Tak, no wiec ja – zaczęła nieśmiało Pani Halinka – miałam zaświadczenie, że kolejna ciąża zagraża mojemu życiu. A mam już troje dzieci, które musze wychować. Z tym skierowaniem poszłam do endokrynologa i jednego profesora a oni spojrzeli na mnie i po 30 sekundach bez oglądania wyników zdiagnozowali że nie ma problemu mam rodzić nie marudzić…
- Ja bardzo panią przepraszam, ze pani przerwę – zabulgotał pan doktor z wysokiego stoła dyskutanta – w czym problem? PRZECIEŻ PRZEŻYŁA PANI, TAK??! A jak, ja bardzo przepraszam, pan doktor profesor powiedział TO CHYBA WIEDZIAŁ CO MÓWI TAK!!??

Nie now sumie, pomyślałam, no w sumie jak profesor i doktor to pewnie na oko okiem zbadać umie.

- No ale ja mam teraz….. – starała się wbić w słowa Pani Halinka.
- Pani wybaczy – przerwał prowadzący – Chciałbym przedstawić Basie! Basia jest niewidoma nie ma gałek ocznych, jej mąż jest niewidomy a mama Basi to nigdy nie chciała by usunąć Basi! W dodatku Basia adoptowała niepełnosprawne dziecko , które to dziecko jakąś matka jakby zrobiła badania nie wiadomo czy by nie zabiła!

Na sali brawo. Panowie lekarze się prawie kłaniają. Pan prowadzący wypina brzuch. Basia pokazuje gałki oczne, których nie ma. No szkoda, że nie było na sali pomidorów jajek i sałaty to by panią Halinę obrzucili!

- Ale tu chodzi o coś innego – zaczęła nieśmiało inna pani z krzesła dyskutanta – żeby kobiety mogły…..
- To ja przepraszam ze pani przerwę – rzucił się w jej kierunku prowadzący – to może ja pokażę Pani materiał filmowy o tym jak wychowuje się dzieci nie pełno sprawne i jak wiele radości i że KTOŚ JE KOCHA.
- Tak ja się zgadzam , nie kwestionuję – ciągnęła pani ale mikrofon już jej wyrwali prawie – ja tylko chciałam powiedzieć że kobieta ma prawo…..

Panowie warknęli. Zbombardowali panią wzrokiem i przydusili nim do krzesła. Pan doktor starała się jeszcze Pani powiedzieć ŻE CO ONA TAM WIE O CIĄŻY JAK TO JEGO SPECJALIZACJA, pewnie chce usuwać wszystkie niewidome dzieci a przecież Basia nie ma gałek ocznych, a ……

- Zapraszamy na materiał filmowy o rodzinie, która kocha dzieci niepełnosprawne – wrzasnął radośnie prowadzący – adoptowała ich sześcioro (czy ośmioro nie pamiętam), które pewnie żyją dlatego że ich matkom nie dano wykonać badań……

Wyłączyłam…. bo co tam ja wiem o rodzeniu jak to nie moja specjalizacja. Chcialam tylko jeszcze zadzwonić do Pani Co to chciała wytłumaczyć ze przecież nie O TO CHODZI, że głupia jest! I się nie zna, a przynajmniej nie zna podstawowej zasady jaka wpajała mi moja mama w dzieciństwie – „Mów do słupa a słup jak…..”, się nie tłumaczy proszę pani słupowi pewnych spraw, no i jeszcze „Nie ucz śledzia latać” – Ci panowie i tak LEPIEJ SIĘ ZNAJĄ.

PS. Oj wiem, wiem Marek – no czym się tu emocjonować – toż to tylko TV. Toż to takie było w tej telewizji Corect (znaczy to słowo od KOREKTORA) i wogóle…. no ale nie lubie buców i nie muszę a i pisać jest o czym :-)

Chciałam powiedzieć tylko, że najmniej poważni ludzie, to ludzie przed trzydziestką. No w sumie po trzydziestce tym bardziej. Bo tak:

- Fiolke na plaży znalazłam ja, choć zakochali się w niej wszyscy a ona jadła zupę z rybiej skóry i oka. Skóra miała celulitis – oczywiście skóra ryby z zupy a nie Fiolki z plaży.

- Wuj Raaf w okularach słonecznych ala Barbara Cortland i z koszykiem na ramieniu w kształcie kota potrafił wstrzymać ruch na Grunwaldzka Strit o 3 nad ranem, krzycząc Z KOTEM IDE Z KOTEM, HALT!, choć w monopolowym Bezo i tak kupił 4 jogobele DUŻE!

- Forkas to nie Forkas, tylko O`Rafał, zdecydowanie jest NASZ, choć z Motylem chodził po molo za rękę,

- Marcyś to poważny Prezes, który za pomocą latarki i słomianego kapeluta potrafi odstawić z Wujem KAŻDĄ część Gwiezdnych Wojen, chociaż w okienku na pół Sopotu wykłóca się z panią, że ma ZIMNĄ KIEŁBASĘ,

- Nigdy nie wiadomo kiedy Pepsee zacznie wieszczyć i lepiej żeby nie wieszczył, choć i tak wieszczył w nocnym przy kasie na głos!

- Gra w butelkę na środku mola siała ogólną CHEĆ PRZYŁACZENIA SIĘ, i pomimo zbulwersowania sprawa była nader bezpieczna bo przywlekłam TADZIA z serwisu zdrowie.wp.pl – BO TO LEKARZ!

- Pepsee puszczał na niebie sztuczne ognie specjalnie dla mnie i Fiolki, choć gwiazdą i tak była Fiolka, a gdyby ktoś wątpił to Pepsee może mu wykręcić rękę z całej siły do tyłu.

- Rachela umie policzyć każdego i rozbić go na trójkąty – NIEWIEDZIEĆ CZEMU FORKAS MIAŁ TYCH TRÓJKĄTÓW NAJWIECEJ.

- Z dorotakiem udało mi się pooglądać godowy taniec Motyli, choć przeszkadzały im jakies Marcysie, a Rachela nas zdemaskowała.

Ogólnie mówiąc – najmniej poważni ludzie to ludzie zaraz po i ledwo przed trzydziestką!

I DOBRZE!

PS.
A poza tym ugryzł mnie glon albo inna ośmiornica jak szłam brzegiem morza. Mam zdrętwiała stopę 3 dzień. Rusza się ale igły można w nią wbijać – czucia brak! Byc może odpadnie mi za jakieś dwa dni. Czy to wirus?


  • RSS