haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2002

26 komentarzy

Hmmm…

nullPojechaliśmy na plażę bo to niedziela była, nerwy jakieś takie w strzępach, przeprowadzka w toku, szkołę zmienia Adam po raz trzeci, remont w każdym kącie mieszkania, w pracy kongo a na urlop chce sie iść, rzeczy w rozpiz……

No pojechaliśmy na plażę generlanie.

Zbierając się już do wyjścia młody wrzasnął:
- Lece zamoczyć jeszcze nogi na chwile!
- Eheeee – mruknełam z głową w plecaku chowając ręcznik.

Po chwili jakoś bardzo szybko wrócił:
- Mamo – wyszeptał spokojnie blady jak ściana – tylko powiedz szczerze CZY JEST BARDZO ŹLE? I CZY PRZEŻYJE

I odchylił rękę spod której już i tak krew tryskała fontanną. Okazuje się – PIENIEK wbił się głowę. Zupełnie SAM….

Moim oczom ukazała się piękna bialutka kość czaszki, z pięknie rozchylonym czymś co pewnie wcześniej było czołem, z lekko furkotającą na wietrze płatem skóry z piekną i gęstą grzywką mojego syna…..

A przed nami – 1,5 kilometra plażą do samochodu, dziura we łbie wielkości śliwki, 40 kilometrów do jakiegokolwiek szpitala i na dodatek korek JAK TO NA PÓŁWYSPIE!. I cholera wie do którego szpitala bliżej tak naprawdę.

I może ja nie nadaję się na sanitariuszkę ale mój syn nadaje się na radzieckiego żołnierza.
Co to jak mu rękę i nogi obie urwie to jeszcze nie jest źle bo flaszkę da radę otworzyć zębami.

Powiem tylko że w szpitalu wojskowym na Helu Pan doktor pokazazać mi chciał:
- O widzi pani będziemy szyć najpierw tzw CZEPIEC CZASZKI bo poszedł na całej długości – to taka wewnętrzna powłoka o..
Tu wsadził paluchy w dziurę po knykcie
- O TU!

Zmiękłam i osunełam się na leżankę..

- Nic ci nie jest?? – zapytał rezolutnie młody wyglądając jak młody rzeźnik.
Albo co najmniej jak ofiara teksańskiej masakry piłą tarczową.
- Dobrze się czujesz – dopytywał ze stołu chirurgicznego…

Nie uroniwszy ani pół łzy dowcipkował w trakcie szycia i pytał co chwilę czy nie chcę obejrzeć jego czaszki. Szycia prawie godzina, a w trakcie:

- Przepraszam Panie doktorze czy mogę coś powiedzieć?
- Tak, Adamie?
- Auć, dziękuje to tyle w tej chwili.

Także ja idę, bo chwilowo mam dość. Jakiś próg wytrzymałościowy jest pewnie i dla Haniut określony. Chwilowo dobijam do jego granicy.

No więc..

22 komentarzy

Sprawy mają się tak:

- Pepsee ze swoimi piosenkami nie ma startu do Obłego. Obły nie dość, że śpiewa przez telefon to jeszcze gra, a na dodatek mówi UWAGA REFREN i jeszcze PUCIO PUCIO

- Bomba chemiczna się nie udała, mieszkanie nadal stoi. Na dodatek stoi puste i zaraz mnie w niem nie będzie.

- A tak poza tym, idę na urlop i pewnie będą na urlopie jak już pójdę na urlop. Zamierzam też być TU.

- Nie wierzę, że chomiki wybuchają! Nie wierzę :-) Baśka mówi, że idzie kupić jednego żeby sprawdzić.

To idę, jak wrócę to będę :-). Tęsknić mi tu ALE RAZ! BO SPRAWDZĘ!!

Telefonicznej mamy. Telefoniczna mama przedstawia – środa 10 rano. Telefon.

- Cześć kochana mamo!
- No cześć…
- Sie fajnie jechało do pracy MAMUSIU UKOCHANA?

Telefoniczna mam zna życie, a już napewno zna własne dziecko. Czuje, że o COŚ chodzi:

- Czego chcesz?!
- Kocham cie MAMO!
- Nooooo widze – CZEGO CHCESZ MÓW NIE ŚCIEMNIAJ!
- No bo….. mamy jakieś chemikalia w domu mamo?
- ?
- No wiesz – NAJLEPIEJ TRUJĄCE!
- ???? (w dwójnasób)
- I słoik mamy? No mamy przecież! Mogę wziąść?
- Ekhem, nooooo a po co ci?
- Aaaaaa no wieszzzz, nudzimy się……
- I potrzebne cie trujące chemikalia??
- NO! Najlepiej ŚMIERTELNIE!
- Ale…
- Oj mamo! NIGDY NIE ROBIŁAŚ BOMB CHEMICZNYCH!!?? Atomowe to przeżytek…. Kocham cie mamo! No moge wziąść słoik?!

Nie koniecznie w czasie deszczu dzieci się nudzą….

Jest 14.32 – ciekawe czy mam po co wracać? Może bomba chemiczna się udała?

Czyli Haniuta poleca. Kto pamięta?;-)

„- Twoja głupota jest większa niż to urwisko! Masz być cicho i tyle,
ty truflo!! – ryknął Antoni i skoczył.

Przez chwilę zawisł w powietrzu,
spojrzał w dół, zamachał wszystkimi łapami, puscił nosem trochę
dymu z ogniem i zaczął spadać.

- Ty, on leci – stwierdził z zainteresowaniem Smok Zygmunta.
- Ale pionowo – zauważył ponuro Wincenty.”

Bo ja to nie dość, że pamietam to jeszcze tę książke TEN TEGES, conajmniej jak Pepsego (jezus maryjo powiedziałam na głos, ze ja Pepsego TEN TEGES?? Eee chyba nie!)

Wszystko przez Obłego! Powinien się czuć winny! Wszystko przez niego, no bo…..

Osobisty mi wieczorami dezerteruje do Gdyni, nieustająco. Chłopak jest nader fantazyjny bo zanim zdezerteruje ładuje sobie na maksa kartonów do samochodu, potem wciska tam siebie (samochód trzeszczy mało się nie rozpęknie) robi „NO TO PA” i sruuuuuuuuuuuuu tyle go widziałam.

Zostaje sama…. Zostaję sama na NOC! W dodatku zostaję sama na noc bez szpilek z krokodyla (BO JUŻ W KARTONIE Z KASZAMI I RESZTKĄ ZUP W PROSZKU W GDYNI) bez sukienki wieczorowej (BO W KARTONIE Z GARNKAMI I ODKURZACZEM JUŻ W GDYNI) i bez futra z soboli (W WORKU Z TOSTEREM KSIAZKAMI I ZABAWKAMI MŁODEGO DO PIWNICY, JUŻ W GDYNI). Pozostaje mi tylko zrobić dramatyczne PA DE na kanapę i cierpieć. Cierpię malowniczo, albowiem nijak zasnąć bez łysego nie mogę. Jakoś się przyzwyczaiłam, czy CUŚ…

No więc cierpię i wzdycham. Przewracam gałami, przewracam ciałem (znaczy z boku na bok), wydaję jęki, i normalnie już, już prawie czuję się jak porzucona hrabinia. Jak ta od przeminęło z wiadrem kiedy dwór ojców opuszczała. Jak Zbyszko z Bogdańca, co Malbork musiał opuścić. Jak Reksio, kiedy musiał oddać budę tej głupiej kaczce co to się wykluła, w tym odcinku co to…. NO CIERPIĘ! ZASADNICZO!

Do pełni szczęścia brakuje mi tylko jakiegoś malowniczo dramatycznego smsa do mężczyzny w ODDALI. Najlepiej poety. Najlepiej MŁODEGO POETY SFRUSTROWANEGO, a jeszcze lepiej MŁODEGO POETY SFRUSTROWANEGO NIESPEŁNIONEGO OBIECUJĄCEGO ZAPOMNIANEGO NIEZROZUMIANEGO CIERPIĄCEGO!

W związku z czym piszę do Obłego:

„Piotrek, zasadniczo nie mogę zasnąć. Nie obejrzałbyś ze mną kryminału? Dają na 4 – Hong Kong, no! 80 lata”

A Piotrek, ten nieczuły burak, ten cebularz gruboskórny, ten dyletant emocjonalny – w ogóle nie wyczuwa dramatyzmu sytuacji i NIE ODPISUJE! NIC A NIC! I niby go to tłumaczy, że to 2 w nocy??!!!! NIE SĄDZE!

W związku z czym, przez Obłego, zamiast krymianłu obejrzałam program o wychowaniu seksualnym! Powinien się wstydzić! Bo przez niego przez godzinę z rozdziawioną gębą oglądałam trzy tłuste brzydkie baby które tłumaczyły jednej ładnej:

- Proszę Pani, NASZE STATYSTYKI wskazują że życie w czystości – tu wydęcie ust – jest na zachodzie bardzo popularne. A poza tym rząd zamiast wydawać pieniądze na dofinansowywanie środków antykoncepcyjnych może jednak SPOŻYTKOWAŁBY JE INACZEJ!
- Na przykład na literaturę na temat odpowiedzialności w rodzinie – wrzasnęła druga mega brzydka, mega tłusta baba.
- I na podręcznik o ojcostwie – wtrąciła skwapliwie druga zasuszona – a nie na AUTOMATY Z PREZERWATYWAMI!

Ładna i zadbana baba starała się coś wyjaśnić:

- No ale, proszę Pań, no ale przecież….

Prowadzący w rekordowym tępie wyrwał jej jednak mikrofon i oddał publiczności. A dokładnie jednemu pryszczatymi. Pryszczaty zaczerwienił się po czubki butów, zebrał się w sobie i wrzasnął:

- My młodzi nie chcemy edukacji seksualnej! Tych pornograficznych książek plakatów, seksu w mediach! My młodzi nie chcemy środków antykoncepcyjnych, My młodzi chcemy życia w czystości, środki antykoncepcyjne to NAMAWIANIE NAS DO GWAŁTÓW! My młodzi…..

Oklapł nagle wyczerpany nadludzkim wysiłkiem. Publiczność zaczęła bić brawo.

- O oo! Właśnie – tłuste baby wydęły znów wargi – o o o! Wąłsnie!
- Ale, proszę państwa – zaczęła znów ta ładna i nerwowo rozejrzała się po sali – Ale, przecież, badania…
- NASZE BADANIA SĄ LEPSZE – wrzasnęła szybko ta zasuszona co z tłustymi trzymała i dodała autoratywnie stukając się w pierś suchym palcem – AMERYKAŃSKIE SĄ! WIEM JESTEM NAUKOWCEM!
- Noooooooo – zamruczały tłuste – jest naukowcem, noooooo
- No ale – ładna walczyła jednak dalej – no ale JEŚLI JEST PANI NAUKOWCEM, to niech Pani sama powie. Czy edukacja kiedykolwiek komuś zaszkodziła!!??

Na sali dał się słyszeć nerwowy szmer. Tłuste nerwowo zaczęły się rozglądać. Jedna wertowała pilnie swoją broszurkę. Druga wyłamywała palce i przygryzała język usilnie starając się znaleźć dobry przykład… Już, już zbliżała się do ładnej racja, już prawie dali by jej się wypowiedzieć dalej. Aż nagle Sucha co trzymała z Tłustymi i była naukowcem wrzasnęła:

- TAK TAK TAK!!! Ja jestem naukowcem i robiłam badania i powiem pani, BO MAM DOWODY, że jak badałam dzieci i czynniki wpływające na wpadanie dzieci w narkotyki i patologie to WYSZŁO MI CZARNO NA BIAŁYM ŻE NAJGORSZYM ZAGROŻENIEM DLA DZIECI SĄ MATKI WYKSZTAŁCONE NIE PRAKTYKUJĄCE RELIGI! A nie proste kobiety które poświęciły się religii a nie karierze naukowej O! CZARNO NA BIAŁYM! I przed nimi należy dzieci strzec!

Ładna zdębiała. Sucha wypięła pierś, tłuste wymruczały swoją mantrę:

- Ooooo, właśnie ooooooo

Publiczność zaczęła bić brawo. Ja zapomniałam z tego wszystkiego ciężko wzdychać, cierpieć i przewracać gałami. Bo chwilowo wbiłam te gały w Suchą i zaniemówiłam….

Sytuację uratował telewizor i sam się wyłączył. Widać nie zdzierżył! A wszystko to przez Obłego – przez niego takie programy oglądam! A mogliśmy kryminał Hong Kong obejrzeć – z 80 roku!

Jeszcze parę dni tego pakowania i sami przyjadą po mnie i zawiozą na odwyk! No bo pakuję się…..

Pakowanie wygląda mniej więcej tak. Wieczorem do domu wpada Osobisty z 30 milionami kartonów poupychanych po kieszeniach.

- PAKUJEMY! – wrzeszczy radośnie od drzwi i spogląda na mnie z wyczekiwaniem.
- Nooooooo – rzucam znad książki zgodnie, bo ja z zasady zgodna jestem. I wracam do lektury.

Osobisty stoi i się patrzy. Po czym wyjmuje z plecaka butelkę czerwonego wina i metodą TAŚ TAŚ GĄSKI macha mi nią przed nosem, stopniowo odsuwając co 10 cm w kierunku kartonów.

- Paaakujemyyyyyy – mruczy wabiąc korkociągiem – taś taś…pakuuuuujemyyyyyyy

I tak spakowałam już jakieś całe ze DWA kartony i wypiłam z 34 litry wina czerwonego TYLKO I WŁACZNIE W CELACH ZDROWOTNYCH! No bo ma dużo witaminy „W” – jak nie wierzycie zapytajcie Baśkę!

Później tylko wzmaga się ruch telefoniczny. Jak rzadko kiedy dzwonimy do siebie. Co najmniej jakby jacy zakochani:

- Hmmmm jakby tu powiedzieć – zagaja nieśmiało Osobisty – udało mi się dziś spakować w karton skarpetek Twoja Kartę identyfikacyjną z WP. Znaczy, jest jakby co w Gdyni i czeka.

- Taaaaa – odpowiadam spod drzwi firmy bo bez karty NIJAK mnie drzwi wpuścić nie chcą – No nie szkodzi, bo ja mam dziś Twoje dokumenty i mapę co to dzisiaj pilnie potrzebowałeś! JEDEN JEDEN!

- Mamoooo! – drze się za chwilę w słuchawkę młody – zapakowałem kota w karton i obkleiłem tą szarą taśmą, żeby nie zapomnieć zabrać. Trochę się darł ale po godzinie mu się znudziło………

Także, jeszcze parę dni tego pakowania i…

Gabriel jest chory. Jest chory na śmierć. Dlatego się żegna. Gabriel się żegna, bo nie wie, jak długo jeszcze będzie mu dane:

„Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię.
Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.
Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie.
Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią.
Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę.
Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości!
Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie.
Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).
Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi… Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę.
Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią, po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze.
Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.
Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył.
Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.
Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem.
Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym „kocham cię”, a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.
Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.
Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.
Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć „jak mi przykro”, „przepraszam”, „proszę”, dziękuję” i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni.Prześlij te słowa komu zechcesz.

Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj.
I jeśli tego nie zrobisz nigdy, nic się nie stanie.

Teraz jest czas.

Pozdrawiam i życzę szczęścia!!!”

Do widzenia Panie Marquez, dobrej drogi.
Dziękuję za 100 lat, i za opowieści o innych demonach, za miłość w czasach zarazy i za raport z pewnego porwania.

Dobranoc Panie Gabrielu.

Plan..

1 komentarz

Niczego nie pamiętam tak dobrze, jak zapachu tamtych wieczorów, kiedy sucho trzaskając zapałką zapalała starą lampę naftową. Potem osłaniając dłonią płomień przed wiatrem, wychodziła na ganek domu. W jej perkalowej i szeleszczącej spódnicy lekko przeciągając się, zaczynały budzić się opowiadania.

Pamiętam też, jak opierając rękę na papuziej główce swojej parasolki, przekrzywiała głowę wsłuchując się w noc. Tylko ja wiedziałam, że kiedyś spłynęła na tej parasolce wprost z nieba na moje podwórze. Nigdy jednak nie spytałam Skąd Dlaczego i Kiedy. Wiedziałam, że na te pytania nie mogło być nigdy odpowiedzi.

Dlatego zamiast pytać, każdego wieczoru stukając bosymi piętami o drewnianą podłogę, wybiegałam szybko za nią na ganek. A potem nic nie mówiąc kładłam głowę na jej kolanach i czekałam.

Ona wyplatając z moich warkoczy brudne kraciaste wstążki, zaczynała powoli wplatać w nie historie kobiety o palcach z cukru, opowieści o Święcie Cieni, tajemniczym parku i siostrach myjących księżyc.

Cicho szumiąc nad naszymi głowami przelatywały kolorowe plejady znaków zodiaku, pod stopami wyrastały wyrysowane na chodniku kredą tajemnicze ogrody.

Na ulicy Czereśniowej numer osiemnaście w oknie przysiadał mówiący szpak. Na dole, przy furtce, stała Mary Poppins, ubrana w płaszcz i kapelusz, z dywanikową torbą w jednej ręce i parasolką – w drugiej.

„A ty, Mary – spytała, wiedząc, że jest to bardzo śmiałe pytanie – gdzie masz swój dom: na Wschodzie czy na Zachodzie? Dokąd idziesz, kiedy cię tu nie ma?- Każdy potrzebuje swojego domu.. tak dziś powiedziałaś? – Michaś też był bardzo odważny. Mary spoglądała na nich zamyślona, a one czekały wstrzymując oddech. W niebieskich oczach pojawiła się mała iskierka, a dobrze znany tajemniczy uśmiech ukazał się ich spragnionym odpowiedzi twarzom. – Jestem w domu – rzekła – wszędzie, gdzie jestem. „

I zgasiła lampę.

… tak jakoś mi się dziś przypomniało, pewnie z tego lęku ogromnego, przed utratą własnego miejsca na lampę…


  • RSS