haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2002

13 komentarzy

Jest fantastycznie. Kolorowo, porywająco i wesoło. Ekscytująco, dynamicznie i bosko.

Jest?

No właściwie PRAWIE mogło by być, gdyby nie:

- gdyby nie śmieciarze którzy o 6 rano MUSIELI wymienić śmietniki, i gdyby nie fakt iż owe śmietniki MUSIAŁY stać pod oknem mojej sypialni
- gdyby nie lekka anomalia pogodowa, która ewidentnie ma WYBITNE ASPIRACJE w kierunku zmiany późnej polskiej jesieni w szarą i mokrą około biegunową PORĘ DŻDŻU
- gdyby nie dziecko, które ZAMIAST rano pogalopować radośnie do szkółki (jak te pierdolone pszczółki) obróciło się w łóżku na drugi bok, komentując moją próbę wywalenia go z wyra jednym krótki „CHYBA ŻARTUJESZ”
- gdyby nie fakt iż jest piątek trzydziestego, dzień RAPORTÓW, a ja niczego tak nie uwielbiam jak raportowania stanu prac (no chyba tylko TAK kocham rosół z OKAMI w popisowym wykonaniu mojej byłej teściowej)
- gdyby nie tatuś dziecka a mój były, który miał a jakoś nie dał rady (raptem 3678 raz w tym roku) wziąć dziecka na weekend w celach zorganizowania pojednania z bratem przyrodnim, podczas gdy ja pojednałabym się z jakimś wielkim murzynem na ekranach Silver Screena wpieprzając 56 kilogramową torbę pop kornu (zupełnie 0 kalorii – toż pop korn to z warzyw jest a warzywa jak każdy wie NIE TUCZĄ)
- gdyby nie paznokieć co MUSIAŁ mi się oczywiście złamać rano
- gdyby nie fakt iż jakoś na moim koncie NIE MA (nie wiedzieć kurna czemu) 456 000 dolarów, które zupełnie lekką ręka mogłabym wydać kupując TE WSZYSTKIE łańcuchy, światełka migoczące, lampki grające, puszki z ciastkami z pozytywką, świeczki dymiące, wiklinowe mikołaje, świerkowe renifery, bombki malowane, bombki tkane, bombki dmuchane, bombki dymane…. CZYLI TO WSZYSTKO z czym Osobisty wywaliłby mnie na zbity pysk
- gdyby nie…..

Nie no generalnie jest strasznie fajnie i wesoło! Postanowiłam więc spędzić weekend z książką, której oczywiście nie mam (BO JUŻ WSZYSTKO PRZECZYTAŁAM) pod kocem i z herbatą. Wszystko to, bo TAK WŁASNIE LUBIĘ.
Co oznacza że około godziny 14 w sobotę zacznie mnie szlag trafiać, miotać mną i wyginać – bo COŚ by się, tylko kurna nie wiadomo co!

W ramach protestu postanowiłam zacząć dzień od zostania KRYMINALISTKĄ. Przecież nie będę zakładać strajku głodowego i odbierać sobie ostatnich przyjemności w tym życiu! No chyba że strajk głodowy można założyć jednocześnie dostając dyspensę na wędzonego łososia….

Aaaa miało być o kryminalistce. No więc – pewnym krokiem wkroczyłam dziś rano do sekretariatu i skorumpowałam WSZYSTKIE TRZY sekretarki. Po czym wydarłam im klucz do kuchni zarządu. Tam, pogwizdując marsyliankę (całkiem głośno), zrobiłam sobie BARDZO POWLI I PEWNIE kawę z ekspresu, co nam nie wolno bo dla PREZESÓW I HAERU. Ha! Wymaszerowałam z tego przybytku ciastek, ciasteczek, śmietanek i pachnących kaw KROKIEM REWOLUCJONISTY, czując iż właśnie w tej chwili stałam się czarnym bojownikiem o wolność przekonań, kaw, i równo uprawnień.

Tak! TO JA! NELSON MANDELLA, BOJOWNIK O WOLNĄ KAWĘ

Trochę mi lepiej…..

PS. Aha. Jeszcze: szczypie mnie oko, Osobisty wczoraj wypił moje wino, nie zrobili mi 5 części gry Alone in a Dark, nie ma wogole ŻADNEJ fajnej gry, bardzo kurwa lubię leniwe niedziele w domu (takie stabilne nie zaskakujące bez szaleństw), szczypie mnie już DRUGIE oko, musze napisać dokument…. generlanie KOCHAM ŚWIAT!

Tak se siedzę i sobie myślę, że w większości moje życie – a konkretnie rozwiąznia w nim wszelakie – zarówno zawodowe, jak i osobiste, to mniej więcej wygląda tak :

ARTUR
I co teraz?

BEDEVERE
Teraz Launcelot, Galahad i ja poczekamy aż zapadnie zmrok. Następnie wyjdziemy z królika i zaskoczymy Francuzów. Będą nie tylko zaskoczeni, ale również nie uzbrojeni.

ARTUR
Kto wyjdzie?

BEDEVERE
Launcelot, Galahad, i ja. Wyjdziemy z królika i… i…

(Artur i Launcelot łapią się za głowę, pozostali kręcą z niedowierzaniem głową)

ARTUR
Och…

BEDEVERE
A gdybyśmy tak zbudowali wielkiego, drewnianego borsuka?

(Artur uderza dłonią w hełm Bedevere’a; w tym samym czasie w ich kierunku zza murów zamku wylatuje wielki, drewniany królik)

WSZYSCY
Wiejmy! „

bo nie wiedzieć czemu wykazuję życiowo podobny stopień zorganizowania. To co? Kochacie mnie jeszcze jeśli JUŻ WIECIE, i nadal chcecie spędzić ze mną SYLWESTRA ?

Obawiam sie bowiem, że ten film w którym gram to reżyserowało:

40 SPECJALNIE TRESOWANYCH
EKWADORSKICH LAM GÓRSKICH
6 WENEZUELSKICH LAM CZERWONYCH
142 MEKSYKAŃSKIE LAMY SZALEJĄCE
14 PÓŁNOCNOCHILIJSKICH GUANACOS
(BLISKICH KREWNYCH LAMY WŁAŚCIWEJ)
REG LAMA Z BRIXTON
76000 ELEKTRYCZNYCH LAM PRODUKOWANYCH POD PARAGWAJEM

Jestem zmęczona. O jezu JAK! Wszystko dlatego, że przeżyłam dwa najbardziej traumatyczne dni w moim życiu….
Ale może od początku:

- Haaaaankaaaaa! – wrzasnął Osobisty w sobotę rano – Chcesz kawę?
- Nooooo – przeciągnęłam się w łóżku – PEWNIE ZE CHCE!? Bo niby czemu nie? Co ja jakaś bleszczata jestem czy co…
- TO SIĘ UBIERAJ – wrzasnął Osobisty – ALE SZYBKO!

Oho! – pomyślałam – esteta się znalazł jeden, moje bokserki w kratę mu do kawy nie konweniują. No patrzcie go, mamrotałam dalej szukając klapek pod pościelą. Właściwie jednej klapki bo na drugiej spał kot i nie śmiałam mu jej wydrzeć z pod futra.

- Zakładaj – usłyszałam i na łóżku wylądowała kurtka.
- Co? Mam pić kawę w kurtce? – wymamrotałam spod pościeli. Klapek nadal występował w roli zaginionego.
- Zakładaj, bo jedziemy na kawę – Osobisty tupał na mnie nerwowo noga – ALE RAZ!
- Do kuchni?
- Nie! Jedziemy na kawę do Baśki.

Nie, no fajnie. Bardzo kocham Baśkę i ona ma w ogóle taki fajny ekspres do kawy, wobec czego ucieszyłam się niebywale zakładając kurtkę na piżamkę. Coś jednak mnie nurtowałao, jakby taka intrygująca myśl w głebi czaszki…

- No ale – zaczęłam nieśmiało
- CO ALE ??! NIE PODOBA CI SIĘ POMYSŁ?
- No podoba. Zasadniczo. Ale… co ja tu chciałam powiedzieć – Osobisty wciskał mi na nogi kozaki

– No ale… MAREK! ALE ONA MIESZKA W ŻYRARDOWIE!

Olśniło mnie nagle jak błysk flesza gwiazdę jaką! Filmową zresztą.

- A to chyba JAKIS KAWAŁEK OD GDYNI CO??!

- O jezuuuuu – Osobisty zawiązywał mi nerwowo szalik na szyi – I dogodź tu kobiecie, zaproś taką na kawę, to zaraz jej się Żyrardów nie podoba!
- NIE NO WSZSYTKO MI SIĘ STRASZNIE PODOBA – wrzasnęłam zapobiegawczo i pobiegłam do samochodu.

A nuż się rozmyśli i będę musiała odwalać na nowo cały ten cyrk z szukaniem, oswajaniem, poznawaniem, przyzwyczajaniem nowego faceta. A tak ten stary (znaczy Osobisty) to już jest i całkiem oswojony nawet. A ja leniwa jestem…..

I tak, już po jakiś 4 godzinach dojeżdżaliśmy do pięknego modrzewiowego domu Baśki. Baśka stała w oknie.

- Sikuuuu – wrzasnęłam i wcisnęłam jej w łapy 3 butelki Chilijskiego wina.
- Obiaaaaaddddd – wrzasnął N. w odpowiedzi lekko już przymierając głodem.

I tak zjadłyśmy z Baśką obiad i jakimś dziwnym trafem obok mojego i jej fotelika znalazło się około 89 pustych butelek po winie.

Pięknie było, bo dopóki nie było SOSO I TSZECIEJ, bo panowie jakoś w ogóle nie wykazywali zainteresowania mną i Baśką i mogłyśmy przerobić wszystkie możliwe traumy w te i na zad i jeszcze raz w poprzek. A potem przyjechała SOSO i przywiozła TSZECIA – wobec czego panowie NATYCHMIAST I W REKORDOWYM TEMPIE pojawili się obok mocno prężąc swoje około 40 letnie klatki piersiowe! Ba! Z szafy nagle i znienacka wyszedł MOTYL! Że niby przechodził obok, zupełnie przypadkiem i po drodze miał…

Także trauma. Zdążyłyśmy tylko z Baśką stwierdzić, ze to wszystko dlatego że ONI PEWNIE BIORA NAS ZA TRANWESTYTKI, albo generalnie ZA STARE JESTESMY, albo może dlatego ŻE NIE UMIEMY TAK TANCZYĆ JAK TSZECIA, albo nie mamy TAKICH NIEBIESKIECH OCZUjak SoSo …… i przy 89 butelce tym razem już mołdawskiego wina wyszło nam

ZE MOŻE JEDNAK JESTESMY PO PROSTU PIEKNE A MĘŻCZYZNI BOJĄ SIĘ PIĘKNYCH KOBIET ZASADNICZO…..

- Ta jest!!- wrzasneła Baśka otwierając kolejne wino, chyba niebieskie. Albo zielone. No nie pamiętam zasadniczo…

I dziwnym trafem, nagle i tajemniczo, nie wiedzieć jak zresztą, znalazłam się u MOTYLA! Jak nic trans for ma cja

***

Dalszy ciąg traumatycznych przeżyć zafundowała mi na drugi dzień SOSO. KOCHAM JA BARDZO!

Zabrała mnie bowiem na kawę do sklepu o jakiejś skromnej powierzchni 78 hektarów, gdzie to cudownie i bardzo skrupulatnie zgubiłam się w drodze do kibla.

Kiedy po 4 godzinach biegania w kółko udało mi się jednak ZUPEŁNIE PRZYPADKIEM odnaleźć, przyszedł Pepseee i następne 3 godziny pytał mnie z częstotliwością 5 sekund

- ALE PO CO WOGOLE HANIU PRZYJECHAŁAS TU?

Trauma, jak nic! Udało mi się jednak wciągnąć w kolejną traumę SOSO!! Złośliwie i podle zresztą. I zupełnie przypadkiem. Pomógł mi nieświadomie Pepsee, okazało się bowiem że PEWNE przeżycia z dzieciństwa, którymi to zarówno i JA jak i SOSO i Obły możemy się pochwalić – to w ogóle nie są takie popularne! I wyszło na to że jesteśmy jakieś dziwne… No i ja, i SOSO…

I tak jakoś nas do zbliżyło. Nawet tak bardzo, że Soso zabrała mnie w solidarności tej do BARU EMILKA co nazywał się BASIA i był mały, nie można się było zgubić i pan palił cygaro…..

Nawet się specjalnie dla mnie wywaliła na schodach! Żebym się już taka całkiem traumatyczna, zagubiona i słoniowata w tej stolicy nie czuła.

Ale potem dowaliła mi złośliwe piękną podłogą w swoim mieszkaniu i rybą na kafelkach w kiblu. Kochana Soso……

A potem zabrali mnie do domu. Odetchnęłam….

***

Poleciałam szybko do sklepu ZATOKA – wlazłam do środka, okręciłam się ze 4 razy I SPOKOJNIE ZNALAŻŁAM WYJŚCIE. Poleciałam do Galerii Centrum we Wrzeszczu – zjechałam winą, wjechałam windą, zjechałam, wjechałam I SPOKOJNIE ZNALAZŁAM WYJŚCIE.

Ech…. Ja po prostu jestem z małego miasteczka. No może ono rzeczywiście trochę wali rybą. Dorszem, zatoką, śledziem i makrelą. Ale jakoś tak łatwiej z się w tym mieście znaleźć w drodze z kibla….

Dodam nieskromnie na marginesie, iż nawet ZAINWESTOWAŁAM w tego Sylwestra, co to będziemy się razem bawić do kupy wszyscy, całe 18.90!

Zakupiłam bowiem płytkę Barry White`s Greatest Hits.

JEST PIEKNA! Niech mi który, albo która powie, że jak słucha Barrego to nie czuje, że choć z raz w życiu Z RAZ TYLKO chciałaby lub chciałby być:

murzynem w takiej świecącej rozchełstanej koszuli z cekinami, z takim grubym łańcuchem złotym na torsie nagim, w obcisłych złotych spodniach brokatowych ….

I tak se stanąć z raz, choć Z RAZ W ŻYCIU TYLKO, na podświetlanej podłodze pod migoczącą kulą, zrobić wypad biodrem i zarzucić swoim afro! I zamruczeć jak Barry „mraaaaaaaaaaaaaaa uuuu bejbe bejbe your sweetness is my weakness….”

No niech mi która lub który powie, że nie chciałby TO I TAK MU NIE UWIERZE.

Tak to prawda, jestem PODŁA PODŁA PODŁA jak powiedział mój wieloletni przyjaciel Pepeee, ale nie jade jednak z NIMI na Słowację, bo jak sie okazuje żaden autobus czy tramwaj z Gdyni tam nie dojeżdza. Więc:

TAK, TO PRAWDA ROBIMY Z OSOBISTYM SYLWESTRA
NA JAKIES 300 OSÓB LEKKO

Parkietu jest tyle, że jezioro łabędzie w zespole 56 osobowym można odstawić. Nie ma więc problemu – możecie zabrać ze sobą matki, żony i kucharki, teścia, listonosza i wujka Bogdana. Miejsce jest też fajne bo cetrum centruma Gdyni, 10 minut spacerkiem i można rzygać do morza – JAKBY KTO MUSIAŁ. Towarzystwo będzie przepyszne, albowiem mój dyrektor kierownik, producent obiecał przyprowadzić cały zespół Ujawnień Piłkarsko Artystycznych BABILON JUNAJTED ubrany tylko i wyłacznie w korki do gry w nogę i wplecione we włosy wtęgi w kolorach klubowych. Obiecał i sie teraz nie wykręci!

Aha! i Halina, co jest dziewczyna jak malina, obiecała ugotować NAJBARDZIEJ SMRODLIWĄ SKWIERCZĄCĄ I DYMIĄCĄ potrawę świata. Trochę się boję o Martuchę, co to obiecała że pozmywa…

W ramach czipendejls wystąpi Bezo – żywa legenda bloga, skamielnielina romantyzmu, kwintesencja frustracji i tęsknot nastoletnich dziewic.

To co? Zapraszam do komntarzy które występują dziś w roli listy obecności – NO JUŻ, JUŻ SZYBCIUTEŃKO!

Tak, tak assasello, stara dupo – TY TEŻ!

Taaaa…

11 komentarzy
Wspomnień czar:
Klikać mi tu, bo to jest link!
(tak, tak mamo, ty też!)
Czy ktoś to pamięta jeszcze?
Czy może tylko ja jestem taka stara?

29 komentarzy

Jeszcze chwila a sfiksuje! Orusztowali mi firmę i w związku z tym za oknem mam faceta z młotkiem! Zamiast pić coca cole i prężyć nagi tors – smarka w rękaw i wali młotkiem w okno! Ja jestem wyrozumiała dla ciężkiej pracy sektora fizycznego – ALE KURNA ON TAK WALI 5 GODZINE W JEDNO MIEJSCE!

Bardzo możliwe że zaraz wstanę uśmiechnę się słodko i wyrwę mu jelita po czym owinę nimi okoliczne drzwa. A ostrzegam – ! I drzewa i jelita, podejrzewam też się znajdą jak pogmerać w trzewiach…..

To może zmienię temat, na wszelki wypadek – CO POWIEDZIELIBYŚCIE NA SYLWESTRA U MNIE?! Ha? Ktoś chętny?

No…

13 komentarzy

Czytam.
Pewnie już kiedyś mówiłam, że czytam dużo, wszystko i do końca. Tak? No to nie będę się powtarzać, bo jak mawiają wielcy „powtarzam się tylko i wyłącznie w sytuacji gdy kupuję bilety do Baden Baden…” Powiem tylko że zmieniłam środek lokomocji, przewożę teraz moje szacowne 30 letnie D. kolejka SKM.

Ooooo piękny to i nadobny środek lokomocji, w sam raz dla kobiet w moim wieku. Zasiada się bowiem wygodnie na przepięknych skajowych siedzeniach w kolorze blu w Gdyni i ma się jakieś 30 minut na dowolne zajęcie. Szydełkowanie, medytację, usuwanie cyst jajników, wychowywanie dzieci przez telefon, tkanie kobierców, tatuowanie pośladków stoczniowca wiszących AKURAT nad twoją twarzą, no co kto lubi…..

Ja czytam, bo czytam dużo, wszystko i do końca…..

Otwieram tedy dziś gazetę i czytam – ŚWIAT NALEŻY DO 20 LATKÓW. Nooo dziękuję serdecznie, nie jestem już 20 latką i bardzo miło, że mi to pani redaktor tak od rana wytyka, SERDECZNE BÓG ZAPŁAĆ.
Swoją droga, to właściwie może i dobrze? Bo szczerze mówiąc na cholerę mi takie POSIADANIE ŚWIATA? Karmić to pewnie trzeba i sprzątać po nim, dbać o to i zainteresowanie wykazywać. Eeeee niekoniecznie mi się śpieszy do takich ceregieli, leniwa jestem. Wystarczy mi, że mój kot od rana uważa, iż to właśnie ja należę do niego i mam ZARAZ NATYCHMIAST W 38 SEKUND dać mu żreć, bo jak nie to będzie uprawiał slalom gigant pomiędzy moimi nogami wyjąc jak syrena alarmowa.

Przewracam stronę…

DOPIERO PO 50 ZROZUMIESZ SAMĄ SIEBIE. Oooo no już lepiej – myślę se – ale żebym miała jeszcze 20 lat czekać? No halo? No a może, może…..(czytam dalej, czytam ciągle, czytam do końca ) może jednak – W MORDE WYSZŁO MI ŻE MAM 50 lat! No bo tak: to co trafiłby mnie jeszcze 10 lat temu ostrą depresją, teraz w sumie daje mi żyć. Do kina chodzę sama i nie specjalnie wpędza mnie to w doła. Pogodziłam się z tym że miss polonią już nie będę i spokojnie spoglądam w lustro, nie wydaje mi się też żeby od jednej zerżniętej dupy musiał kończyć się związek dwojga ludzi. No dobra, od dwóch też nie. Generalnie w pracy się realizuję i zajmuję czymś, czym pewnie jeszcze 10 lat temu zajmować się bym nie mogła. W sumie to daje mi to satysfakcję. Dziecko mam takie, że do kina ze mną chodzi i herbatę rano zrobi, pewnie niedługo pójdziemy razem na piwo.

NO MOŻE PRZED TYM ZAKWALIFIKOWANIEM DO 50 latków RATUJE MNIE JEZCZE TYLKO TO, ŻE NIE TAŃCZE W ZESPOLE FLAMENKO…. Bo ja leniwa jestem…..

Nie, styka. Dość tego, przewracam stronę….

MĘŻCZYZNO CZY PANUJESZ NAD SWOIM PENISEM? Oho- pomyślałam – zaraz się okaże jeszcze, ze mam penisa! Bo w sumie wiem, czego chcę i umiem to sobie wziąć. Wychodzi na to, że nie dość że czytam wszystko, do końca i dużo to jeszcze się identyfikuję zbyt mocno. No bo widział kto kobietę 50 letnia z penisem w wieku 30 lat?

Całe szczęście pojawiła się jak wybawienie stacja GDAŃSK WRZESZCZ i trzeba było opuszczać nadobny przybytek wyposażony w przepiękne skajowe fotele w kolorze blu….

PS 1. Aha – a mówiłam, że lubię mieć 30 lat? Nie? NO TO MÓWIĘ TO NA GŁOS.
Może mi już nie jestem, że cyniczna i wredna bywam. Może mi jako komplement główny podawać INTELEKT a nie JĘDRNOŚĆ POŚLADKÓW jakbym na ten przykład czasem wolała. Ale nie zmienia to faktu, że LUBIĘ MIEĆ 30 LAT.

Powiedziałam to na głos? Tak? Kurde, ja to chyba muszę być już komletnie ZTENTEGOWANA na tę starość :-)

PS 2. aaaa drogi motylu, marcelu, tszecia i pepseju dziękuję że dzwoniliście do mnie se pogadać o godznie 0.30; 1.20; oraz 1.30 W NOCY; ale i tak was pobił Osobisty dzwoniąc z wyznaniem o 2.55.

Ja kumam, że on mnie kocha – ALE CZEMU O 3 W NOCY??!! toż ja mam 30 lat i daleko mi do nastolatek!!

25 komentarzy

Albo ja mam jakieś pieprzone DE ŻA WI ,albo wczoraj tak samo siedziałam, w tym samym miejscu, o tej samej godzinie, przed tym samym monitorem, przy tym samym biurku!!!!

Jezuuuu jakie życie jest beznadziejnie powtarzalne, chyba kupię dziś 15 kilo wędzonego łososia i popełnię nim samobójstwo z tej rozpaczy!

PS. BTW – kto pamięta jak należy postąpić w stytuacji kiedy KTOŚ ZAATAKUJE CIĘ ŚWIEŻĄ MORELĄ? albo na ten przykład BANANEM??

Jesień

11 komentarzy

Jesień to piękna pora roku. Liście spadają. Kasztanki też. Przymrozek maluje na biało gałązki drzew. Kupy na trawnikach zamarzają i rzadziej przyklejają się do naszego obuwia. Piękna pora roku. Czas wyciszenia, pojednania, przygotowywania się do świąt. Rodzinny…

Taaa…. Jesienią w Gdyni zamiast złotych liści lecą DOK TO RA TY. Jezu jak pieknie lecą, wraz z kolejnym etapem mojego związku z Osobistym.

Kolejny etap nazywa się KOŃCZYMY PRACĘ DOKTORSKĄ. To znaczy nie ja kończę, gdzieżby tam MI! On kończy. Permanentnie kończy, nieustająco. Wraz z doktoratem skończyła się też spłuczka w kiblu, zlew w kuchni i wino w kredensie.

- ZLEW- powiedziała Hanna wymownie i dystyngowanie wskazując palcem na nostalgicznie opadające resztki owego.

- DOKTORAT – powiedział Osobisty równie dystyngowanie wskazując na 30 000 rozgrzebanych dokumentów, nostalgicznie opadających na wykłądzinę w pokoju dużym.

- DOKTORAT – powiedziała po jakiejś godzinie Hanna wbijając palec w rozgrzebane dokumenty i terkoczący komputer.
- SPŁUCZKA – odparował radośnie Osobisty wynurzając się zza drzwi przybytku, gdzie owa dyndała smętnie.

- MAM CIE ZBIĆ ŻEBYŚ SIĘ ZABRAŁ DO PRACY? – dodała groźnie Hanna.

Osobisty zmrużył złośliwie oczy.

- KSIAŻKA, ARTYKUŁ! – strzelił celnie z dwururki – MAM CIE ZBIĆ ŻEBYS ZACZEŁA PISAĆ?

I tak oto, pisanie doktoratu polega na cowieczornej wyprawie po wino, żeby wenę jakoś obudzić bo nijak nie chce na trzeźwo działać. Pijaczka jakaś.

Jesień. Spadają z drzw liście złote, kasztanki, doktoraty, spłuczki, zlewy, artykuły… Jesień żesz kurwa mać!

PS. Poza tym jest tak, że pracuję ciężko w bardzo poważnej firmie. Firmie ogromnej z wielkim partnerem, kapitałem, pieknymi telefonami i pachnąca siedzibą. W tej firmie jest wiele działów, tysiące pokoi, dziesiątki zepołów projektowych. I w tej oto wielkiej i poważnej firmie mój pan dyrektor kierownik producent powiedział nam dziś:

- Słuchajcie jest tak, że mamy KOSĘ z „rozrywką”, ale z „techniką” mamy ZGODĘ. wiecie jakie mamy idee DUMA WOLA WLAKA – także jakby co to ty pepsee, bo jesteś z techniki, powiesz „rozrywce” jak przyjdzie czas SZACUNECZEK DLA WAS ŻE PODJELISCIE WALKĘ

Jesień kurważ mać….


  • RSS