haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2003

4 komentarzy

Nie żebym ja była jakąś rasistką CO TO TO NIE ale zemścił sie na mnie JAPONEK.
Własny japonek sie zemścił za to, że go wykąpałam. No trzeba było mówic, że NIE KOMPAĆ JAPONKA bo sie wścieka i złośliwie zaczyna obcierać koralem.

Szlag by – mam obtarte kopyto, znaczy stopę. I to tę z tatuażem

A JAK MI SIE WYTRZE TAUAŻ?? OD TEGO JAPONKA?…… CHOLERNY ŻÓŁT…..

Poza tym śnił mi sie taki jeden, co mnie szczypał cała noc w cycka. Nie lubie go. Ma czaszke w kropki. Jestem niewyspana, chce do DOMUUUU!!!

Jesteśmy rodziną, która się bardzo kocha (jak widać w notce poniżej). Kochamy się strasznie i okrutnie jak te cztery słonie z dizajnerską kokardą na ogonie (sosko mówi, że nie wolno mi stosować porównań do słoni BO JESZCZE SOBIE KTOŚ ZWIZUALIZUJE).

Miłość nasza do nas samych i do siebie nawzajem (w imię prawdy życiowej: przyjaźń nasza do was i przyjaźń wasza do nas jest nasza przyjaźnią wspólną i ŚMIERĆ KIEŁBASIŃSKIEJ) objawią się w dość szczególny sposób:

KIEDY MY SIĘ KOCHAMY NO TO ŚPIEWAMY

Wtedy ci naokoło maja dwa wyjścia – albo doceniają naszą przyjaźń do nich i TEZ ŚPIEWAJĄ albo przyjaźń ich do nas nie jest naszą przyjaźnią i NIE ŚPIEWAJĄ bo dziwni są i :

1. nie potrafią

albo

2. są potwornie nudni i tacy jacych DROBNOMIESZCZAŃSCY i o 4 rano raczej śpią a nie drą ryjów jak my (DZIWNE NIE?)

Ale nie o tym miało być, chciałam zapoczątkować pisanie śpiewnika rodzinnego, na zasadzie:

„ZAPROPONUJ – MY WYKONAMY”

– ba! Nie dość że wykonamy GŁOSOWO to jeszcze możemy to zrobić RUCHOWO, albowiem nic nam tak nie wychodzi jak UKŁADY CHOREO (szczególnie spierniczanie się po pijaku z ławek i stołów jakże artystyczne…)

Dziś w repertuarze istnieją między innymi takie utwory jak:

- Nie miałeś nic prócz dwojga rąk – wg mnie piosenka inwalidy, ofiary sieczkarni, lub jak kto woli piosenka o samotności onanisty
- Do zakochania jeden krok – piosenka impotenta albo pacjenta po paraliżu kończyn dolnych
- Bidet – cover utworu Majkela Dżeksona bardzo realistyczny sanitarny utwór łazienkowy
- Uluuuloooookolukolokooooo mołszyn – piosenka australijska słońcem lekko spalona śpiewana DOŚĆ WYSOKO
- Łot e filetttttt – cover hitu z lat 80-tych wykonywany jako piosenka nadmorska z wyraźnym akcentem bałtyckim z naciskiem na połów dorszy
- Kiedy góral umiera to sine kury chylą nad nim głowy – utwór góralski nostalgiczny wykonywany na cześć Barbarelli – fanki KUR i przemysłu drobiarskiego
- Kto stworzył mrugające gwiazdki – silnie zaawansowany choreograficznie hit

A teraz w komentarzach MOJE ZNAKOMITE PRZYJACIÓŁKI I PRZYJACIELE PODADZĄ DALSZĄ CZĘŚĆ LISTY REPERTUAROWEJ….

Z tej Warszawy zasadniczo wróciłam już.

Czas w niej spędzaliśmy, zasadniczo, na nostalgicznym LEŻENIU i metafizycznym wzdychaniu. Strasznie fajnie się leży w tej Warszawie. A to na klinkierze soso, a to na trawie, a to na piasku, jak się człowiek obali tańcząc na stole.
W wolnych chwilach przebywaliśmy w APARTAMENTACH. A to na Wilanowie, a to w Żyrardowie, a to w posiadłościach wiejskich……
Trochę też pojeżdziliśmy ekskluzywnymi FURAMI, ale tylko troche bo byliśmy strasznie znudzeni i spaleni słońcem. Panowie spędzali czas z niezłymi LUFAMI, podobno obrotowymi nawet.
Kobiety natomiast w tej Warszawie też wyjątkowe – jak idą po szpinak na obiad do sklepu, to wracają z lakierem YSL „duże opakowanie proszę bo mam koleżanki”.
Jak już nie mielismy co robić, to obrzucaliśmy się prezentami i rozgrywaliśmy mistrzostwa świata w grach logicznych. Albo też oglądaliśmy Wielki Błękit – wersja reżyserska z celulitisem pani głownej bohaterki jak KRATERY – opychając się wędzonym węgorzem i śledziem w śmietanie. bo wrażliwi jesteśmy i tak nas nastrajał ten film. Niektórzy ryczeli krwawymi łzami na Dirty Dancing też. Conajmniej ze 6 razy ryczeli.
Mężczyzni nie mieli tym ryczącym za złe, bo sami ronili gęsto łzy na Rocky 1 Rocky 2, Rocky 3.
Prawdziwi mężczyźni w tej Warszawie nie wstydzą sie swojej wrażliwości. No….

I tak, strasznie czułabym się luksusowa w tej Warszawie, gdyby nie to, że od 3 dni nie mogę wciągnąć brzucha, frecz mi zaszedł błotem, mam pobijany gruz w pięty I KTOŚ NA IMPREZIE OBLAŁ MNIE I CAŁA RESZTE WODĄ Z KUBŁA W KTORYM WCZEŚNIEJ MOCZYŁA SIE KARKÓWKA! OBLAŁ RAZ A POTEM jeszcze się z tym kubełm pełnym wody potknął na tłum 456 razy…..

…..strasznie was kocham: soski, józefiny tszecie, haluszki, baśki, przemki, bubusie, obleńce, motylice, beziaki (coto deklarują sie jako ANTY pianiści) i bajki, pepsownice, zebry, anity, nawet tą babcie, co nam wczoraj w parku pokazywała loki dla księżnej anny i majtki co sama szyła…..

CZEKAMY TERAZ Z CZEŚKIEM W GDYNI jakby co…

dziś

6 komentarzy

….jade, i powiem wam w sekrecie że POWIERZYLI MI PILNOWANIE BILETÓW

Ale spoko – udało mi sie je dziś zgubić tylko 4 razy, i za każdym razem je znalazłam!! Teraz schowałam je CHYBA dla pewności do torebki. Nieźle wykombinowane, nie? CWANIAK JESTEM.

Aha – kto wytłumaczy Cześkowi Dużemu, że jak mówi na mnie per „dżajant gonzales” to wcale nie brzmi to pieszczotliwie. Bo upiera się ze to PIEKNY PSEUDONIM i taki czuły……
No on już wczoraj, jak wrócił do domu PÓŹNO, i z maślanym wzrokiem mówił:

- Byłem Niuśka oglądać miejsce twoje na stadionie, jakie będziesz mieć na meczu Arka-Wisła, przeeeeepięeeekneeeee ach….

to już mnie sie wydał ciut podejrzany. Ale nic, przynajmniej dowiedziałam się, że idę na mecz – cieszycie się?

WSZYSTKO WAM OPISZĘ ZE SZCZEGÓŁAMI – tylko nie wiem czy Czesiek mnie wtedy nie rzuci….. muszę to najpierw skalkulować…..

do zobaczenia w Warszawieeeeeee!!!

wasz
dżajant

ech

12 komentarzy
najbardziej nie lubie tych
co to nie potrafia się śmiać
z siebie samych
tych co to brak im dystansu
i za grosz go nie mają
i nie potrafią być PONAD
nie mówię bardzo
mówię TAK TROCHĘ
a już starczy
NIE JESTEŚ PĘPKIEM ŚWIATA
mówiła mama Putana..
wiesz?
TROCHĘ POKORY
mówił Pepsee
wiesz?
LUK AT JU
rzucił czasem majk
wiesz?

Tak – do ciebie mówię, do ciebie też i do pana w kapeluszu, i do tej nudnej pani z torebką skajową…

A teraz idę jechać do Warszawy. Ewa pilnuj tego smalcu!Jeszcze tylko posłucham Eryki Badu i już zaraz będę….

Normalnie mnie ten upał odmóżdża, was też? ŻE NIBY WAS NIE? e tam….. nie wierzę….. a jak jesteście tacy niby niezamuleni to proszę bardzo – zagadka:


Odwracam głowę i iść możesz wedle chęci.
Odwracam znowu i nie pójdziesz, aż do śmierci.
Nie mam twarzy, lecz ucha pustą przestrzeń.
Na me nierówne zęby, kimże jestem?

…jak nie zgadniecie to idziecie na TORTURY, a jak sie wam uda zgadnąć, to możecie wtedy przeleźć przez most, którego strzeże mnich Żałoba, i wtedy już łatwo będzie wam wleźć do klasztoru, gdzie czeka na was Mnich Sadza i…….

Dobra, więcej potem. KTO ZGADAŁ? A KTO NIE?

….

13 komentarzy

Dziecko nam wróciło do domu….. Cosik jakby odmienione. Duży Czesiek mówi, że to HORMONY, albo że się zakochał, albo że sie przygotowuje do zakochania. Mi się jednak wydaje, że to wina żarcia genetycznie modyfikowanego….

Bo np ma słownictwo jakieś-takieś…..

Telefon:

- Słuchaj – zapiał w słuchawkę – kto niby sugerował że parówki w mikrofali trzyma sie 2 minuty? Chwilowo cał dom jest w dymie albowiem wybuchnąłem je na pół kuchni…
- ??????
- Jesteś tam kobieto? Zrobię sobie kanapki bo nie mam opcji już na te parówki ani inny posiłek? JESTEŚ TAM?
- Noooo – wydukałam – jestem…..
- Aha i jeszcze jeśli mógłbym wtrącić kwestię – o której wraca Duży Czesław z roboty?
- Nooooooo nie wiem ……. a co?
- Cholera no! Bo wałśnie zrobiłem mu kawę już, taka opcja……..
- KAWĘ?!! A po co? Jak?
- No wiesz, zlokalizowałem ekspress do kawy i testuję sprzęty w domu……

Matko jedyna. Chce mieć jednak córeczkę, w różowej sukience z koronkowym kołnierzykiem, mała mało mówiącą i NIE TESTUJĄCĄ SPRZĘTÓW DOMOWYCH.

Na wszelki wypadek oddałam dziś małego Cześka na przechowanie do mamy mojej Putt Anny – trochę się boje CO BY JESZCZE PRZETESTOWAŁ! Jak znam życie z babcią odwalą nie takie numery, ale przynajmniej TAM a nie TU.

Komputer kupie tanio

może być 6 z miotu – NIE RODOWODOWY, normalny jakiś do roboty, NIE BĘDE WYKONYWAC NA NIM OBLICZEŃ NASA narazie….. także styknie jakiś taki kundlowaty.

Macie jakiś? W szufladzie? Dajcie znać, a ja tym czasem sobie:

Już parę razy słyszałam – TA HANIUTA NIC TYLKO MĘDZI I NARZEKA – FRUSTRATKA , dlatego też se pomyślałam że co by was nie zawieść sromotnie, se dziś pojojcze.

Bo tak, pisać mnie się nie chce, jest upał, poniedziałek i w związku z tym trza tyrać na zakładzie, komputery udało mi się w domu zepsuć OBA , już się nie mogę doczekać czwartku kiedy to pojadę do moich lejdis – znaczy KOCHANYCH MISIÓW PATYSIÓW, coś w nocy straszyło i WYŁAZIŁO COŚ Z CZEGOŚ wobec czego musiałam cała noc trzymać Cześka dużego za nogę i trochę za kadłub, i……….

No generalnie to co mam se nie ponarzekać , co nie? Jak mi to tak świetnie idzie…..

Bo jeden – dziecko odebrałam z obozu……

- Słuchaj – poważnie zaczął Czesiek zanim przyjechał autobus – Słuchaj mnie kobieto teraz uważnie i skup się…
- Noooo – wyraźnie starałam się skupić, że by nie wyszło ze jestem ignorantka.
- No więc słuchaj, jak dziecko nam wysiądzie z tego autobusu i przyjdzie do nas i powie coś w stylu „CZESC MAMO CZESC CZESŁAW – TO JEST MOJA DZIEWCZYNA I CHCEMY ŻEBYŚCIE NAM……”
- Co???????? – trochę mi skupienie przeszło w oszołomienie – ŻE CO?
- WEŹ SIĘ KOBIETO W GARŚĆ i SKUP POWIEDZIAŁEM, TAK? – Czesław podniósł na mnie brew – Więc jeśli tak powie, to wtedy ja podejmę rozmowę, tak? Ja tu jestem mężczyzną i rozumiem takie sprawy jak nikt!

Co mi pozostało, skupiłam się w dwójnasób, wzięłam w garść i zaczęłam CZEKAC NA TO JAK NAM DZIECKO WYSIĄDZIE Z AUTOBUSU. Wysiadło…..podeszło. Na szczęście samo, jakieś takie brudne i kostropate, trochę większe niż pojechało, trochę chudsze niż oddawałam do tego lasu, głos taki jakiś jakby mutacja…..

- Cześć – podało Cześkowi dużemu rękę zdecydowanym gestem – Cześć, jestem już….

Poczym powłóczył nieprzytomnym wzrokiem wokół i zauważyło JAKIMS CUDEM i mnie. Już miałam otwierać ramiona i wrzeszczeć SYNKU ALEŚ WYRÓSŁ, i wszystkie takie inne, kiedy usłyszałam

- A taaaaaa – zapytał mały Czesiek Dużego – Weź mi przypomnij jak miała na imię? Kasia? Asia? Chyba…… aaaaa CHYBA MAMA. CZEŚĆ MAMA!

No…… to jeden, a dwa…do kina poszliśmy.

Matko jedyno, miałam się bać a z nudów zeżarłam tylko całe opakowanie mmsów. Mam tylko nadzieję że Czesiek usunął z nich wcześniej kalorie jak obiecywał.

Najpierw pół godziny pokazywali wszystkie możliwe kombinacje filmowe klonów matrixa , tylko tytuły zmieniali I TEŻ NIE WIADOMO PO CO.

Obojętnie czy film o przyrodzie, czy o celi śmierci, samuraju czy kowboju, jelonku babmi czy prostytutce – za każdym razem aktor musi się przeleć po ścianie biegnąc W POPRZEK, kamerzysta obejść wokół plan niczym lisek koło drogi robiąc poklatkowe zdjęcia i powiesić z 15 minut nad samymi łbami bohaterów.

Fajnie jest se jeszcze machnąć jakimś mieczem w trakcie filmu, obojętnie czy pasuje nam do scenerii i klimatu czy nie…… I jeszcze tak się powili okręcić robiąc parę razy przerzutkę przez plecy ooooo i KONIECZNIE ale to koniecznie zrobić takie HYC na 56 metrów w górę z podwójnym axlem od niechcenia machniętym…… Bo inaczej to normalnie NUDA GRAĆ W FILMIE jak nie ma takich scen…..

Taaaaaaa…… no to jak już poleciały reklamy to faceci zaczęli biegać z karabinem za wilkołakiem, biegali, biegali, krzyczeli, rozrzucali swoje flaki i już już myślałam, że WYJĄTKOWO NIE BĘDZIE NIC O MATRIXIE……

…jak pan sierżant wypalił w kuchni nad miazgą, co została z jednego kapitana co się lał z wilkołakiem na pięści:

– TERYZ NOŁ SPOON…..

Aha – wrzasnęłam – mam cię. Normalnie nie wytrzymał, no musiał chłopak.

No to po drugie… a po trzecie…..

Po trzecie to, TO JAK MNIE KIEDY PIORUN Z JASNEGO NIEBA NIE PIERDYKNIE to będzie cud nad cudy. Albo dowód na to ze Pani Bóg jest leniwa jak mało kto… albo ma za mało piorunów CZY CUŚ. I to chyba sama się gwizdnę komisyjnie za gadanie i STAWIANIE SĄDÓW, tym razem za Gdynię. No bo tak, dawno temu wydyma łam wargi i wywalając gały deklarowałam:

- W życiu nie chciałabym mieszkać w Gdyni. Phiiiiii – ŚLEDZIOWO!

I tak mnie się to przypomniało w sobotę, kiedy siedząc na plaży o 1 nocy miasto tętniło życiem niczym jakie Beverly Hills czy inne San Trope, pijąc zimne piwo oglądałam pokaz laserowy na największych jachtach świata.
A potem już tylko pół godziny sztucznych ogni, i pięć minut drogi z plaży do domu……. Nieee no EWIDENTNIE nuda, nic się nie dzieje – ŚLEDZIWO! Oczywiście było mi 567899 miliardów lepiej mieszkając na końcu gdańska gdzie do kina wyprawa trwała godzinę ……..

Normalnie jak nic, sama się grzmotnę tym piorunem za gadanie po próżnicy kiedyś…

NO! To może w związku z tym wezmę się do roboty….. Aha?

A komu po czytać znów NIDZIEBĄDŹ, bo mam fajny fragment….

Dziś popierając akcje CAŁA POLSKA CZYTA DZIECIOM, Hania poczyta wam bajkę.

Siadać mi równo w kucki, nie ciągnąc Tszeciej za szwy na brodzie i nie szturchać soso… Motyl przestań się bić z Marcelim i oddaj bezowi wywrotkę. No już?? Już? Pepse wyjdź już w końcu z tej ubikacji i siadaj, tak tu, tak zaraz obok Martuchy I PRZESTAŃ GADAĆ! Hala wytrzyj nos i skup się, i obudź Bajkę TO NIE CZAS NA LEŻAKOWANIE.
Ja już normalnie tracę nerwy do tej dzieciarni – wiesz Baśka?
No ? Już? Gotowi?

To czytam:

„- Do ciebie – powiedział.
]
Pan Vandemar nie lubił telefonów.

- Tu Pan Croup – rzekł Croup, a potem ciągał uniżonym tonem – A, to pan.
Przerwa.
- W chwili obecnej, zgodnie z pańskim życzeniem, wędruje swobodnie, wolna jak ptak. Obawiam się, że pański pomysł z ochroniarzem nie wypalił jak zapchany muszkiet….Varney? Owszem, nie żyje.

Kolejna przerwa.

- Przyznaję, ze mamy pewne problemy z osiągnięciem roli, jaką odgrywamy z moim wspólnikiem w tych harcach.

Nastąpiła kolejna przerwa. Pan Croup stał się bledszy niż zwykle.

- Nieprofesjonalni? – spytał łagodnie – My?
Zawinął dłoń w pięść i z całej siły rąbnął w ceglaną ścianę. Jednakże tonu głosu nie zmienił gdy rzekł:

- Proszę pana, czy z całym szacunkiem mógłbym przypomnieć, że Pan Vandemar i ja spaliliśmy Troję? Sprowadziliśmy czarną plagę do Flandrii. Nasze ostatnie zadanie polegało na zamęczeniu na śmierć wszystkich mieszkańców klasztoru w 16- wiecznej Toskanii. Jesteśmy całkowicie profesjonalni.

Pan Vandemar, który zabawiał się, chwytając małe żabki i sprawdzając, ile zdoła zdoła wepchnąć do ust, zanim będzie musiał zacząć przeżuwać, powiedział z pełnymi ustami:

- To mi się podobało……
- O co mi chodzi? – powtórzył Pan Croup, strzepując ze swego wyświeconego czarnego
Garnituru wyimaginowane pyłki i całkowicie ignorując rzeczywisty kurz – Chodzi mi o to, ze jesteśmy zabójcami. Mordercami. My zabijamy.

Przez chwilę słuchał w milczeniu.

- …. Przestraszyć ją? Jesteśmy zabójcami, nie strachami na wróble i wrony – Przerwa. Pan Croup odetchnął głęboko – Tak, rozumiem. Ale to mi się nie podoba.

Lecz osoba po drugiej stronie odwiesiła już słuchawkę. Pan Croup spojrzał na telefon. Potem postawił go na dłoni i zaczął metodycznie rozbijać aparat na kawałki plastiku i metalu, waląc o ścianę.

Podszedł Pan Vandemar. Przed chwilą znalazł wielkiego czarnego pomrowa o jaskrawopomarańczowym brzuchu i żuł go teraz niczym czekoladowe cygaro. Ślimak, nie wyróżniający się specjalnie inteligencją, próbował spełznąć po brodzie Pana Vandemara.

- Kto to był? – zapytał Vandemar.
- A jak, do diabła sądzisz?

Pan Vandemar przeżuwał z namysłem, po czym wyciągnął ślimaka do ust niby kawałek, galaretowanego czarno-pomarańczowego makaronu.

- Sprzedawca strachów? – zaryzykował.
- Nasz pracdwaca.
- Właśnie miałem to powiedzieć.
- Strachy – splunął z niesmakiem pan Croup. Jego nastrój zmieniał się, z oślepiającej wściekłości przechodził w śliską, szarą frustrację.

Pan Vandemar przełknął to co miał w ustach, i otarł ręką wargi.

- Najlepiej wystraszyć wronę – rzekł – podkradasz się do niej i obejmujesz rękami jej małą wronią szyję. Naciskasz tak długo, aż przestanie się ruszać. To naprawę je przeraża….

A potem umilkł. Usłyszeli dobiegające z wysoka krakanie wron.

- Wrony. Rodzina Corvidae. Rzeczownik, liczba mnoga – zaintonował Pan Croup, napawając się dźwiękiem swych słów. – Morderstwo.”

Dzisiejszą bajeczkę sponsorował nam Pan Neil Gaiman i jego książka „Nigdziebądź”.

To co? Poczytać wam jeszcze?

a dla grzecznych dzieci:


  • RSS