haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2003

ide

27 komentarzy

Nie ma mnie – jakby kto szukał siedzimy z ewka na molo.
Znak rozpoznawczy oczywisty. Jak każdy się może domyśleć – dwie przepiękne kobiety w czerwonym kabrio to właśnie my.

JAKIEŚ PYTANIA?

Aha to nie prawda, nie mamy psa w czerwonych szelkach z diamentami – wyjątkowo chcemy zlać się tym razem z tłumem i nie rzucać w oczy. :-)

Będziemy się szwędać nostalgicznie z haliną maliną – potencjalni murzyni z wielkimi pydami mile widziani. (POWIEDZIAŁAM TO NA GŁOS?).

:-)

26 komentarzy

Dzis mi sie już nie chce ryczeć, tak jak wczoraj. Wyryczałam się w nocy za wszytkie możliwe wyryczenia niespełnione. I TO PRZEZ SEN. Trza było mnie szturchać i trząchać w nocy bo bulgotałam. Mam nadziej, że nie odbywało się to Z BAŃKI!

No – wszystko dlatego że śniła mi sie….

No ale było, minęło. Dziś podoba mi się:

….no chodźcie sie wszyscy zapiszemy.

ściąga po polsku tu:

a za:

za to oddam siem, nerkę i moją poduszke z kotkami nawet! Co jej nigdy nikomu….. NAWET CZESIEK JEJ DOTYKAĆ NIE MOŻE. Nie ma siły, musze jechać do Kanady na zakupy. Do kogo wpaść na kawę? Przy okazji…

A narazie, już pojutrze, przyjeżdza do mnie Sosko moja (ta prawdziwa a nie ta skopiowana). Będziemy siedzieć sobie na molo w wiklinowych fotelach, palić fajki pijąc wino i patrzeć w dal w morze, gdzie silni mężczyzni łowią ryby spękanymi rękami. A słona sól Bałtyku smaga ich twarze…..

Fajnie :-)

PS.
aha
w domu kot mi sie popsuł – chce nowego
rudy ma być puchaty i miły
i misie endo chce – w dużej ilości
jeszcze mopsika z aksamitnymi uszkami
no i może jakiegoś konika pony
to se go poczesze
chyba chce ładną koze małą
i taka świnkę w łaty ale SZCZENIAKA
a jak nie dostanę…

TO SPALE WAM BUDKĘ Z PAMIĄTKAMI!

Chyba jestem chora…..

Mam taka szczególną zdolność wywoływania chorób. Nic specjalnego zwykła STREFA 11 TVN. Rachela mówi, że nie ma co się dziwić to normalnie nienormalne i tak sie ma, albo i nie ma. JA MAM.

Siadam i myślę
– dawno nie bolał mnie żołądek
i SRU BOLI.
Chodzę i zastanawiam się
- dziwne od dawna nie boli mnie głowa
3 minuty i SRU BOLI przez cały tydzień.

Co mam wam mówić dalej, powiem tylko CZYTAŁAM O OPERACJACH OSTATNIO… Nożem robionych na organizmach. Teraz boli mnie całe ciało i mam gorący cycek. Lewy! Jak nic mam biceps piersiowy chory. Dodatkow korpus mi drży i rwie nim. Czuje, że zaraz jakaś operację będę miała. Nie obejdzie się…

JAK NIC.

Albo chociaż się położę do lóżka, na wszelki wypadek i odpocznę na zapas. Mam taką wielką ewidentnie nieposkromioną potrzebę POBYCIA TROCHĘ BIEDNĄ. No tak się czasem ma i już.

Aha. Ciągłe w nocy walczę. To może dlatego.

Dziś znów:

- Misiu znów jęczałaś w nocy i musiałem CIE USPOKOIĆ DOTYKAJĄC GŁOWĄ
- Jak? Czym?
- No bo chyba znów miałaś złe sny i MUSIAŁEM CIE RATOWAĆ. Płakałaś chyba
- Aha, no miałam. Zepsuł mi się taki pistolet na ektoplazmę i… ALE JAK? CZYM MNIE USPOKOIŁES?
- No dotykiem. Zawsze działa. Uspokoiłem cię dotykając głową twojego czoła.
- ????
- OJEZU TAK TRUDNO ZROZUMIEĆ? – No uspokoiłem cię trochę Z BAŃKI.

No halo? I jak ja nie mam mieć OPERACJI!??????

15 komentarzy

recenzja, która pod SZOKUJACYM TYTUŁEM jest też:

leci mniej więcej tak:

„- Słuchaj nie jest źle – wrzasnęła Baśka po 10 minutach czytania – jest już trup, psychopata i farfocle skóry łopoczące na wietrze. Chyba DA RADĘ.
- No zobaczymy – stwierdziłam sceptycznie otwierając egzemplarz „Dotyku Zła” Pani Alex Kava – Nooooo zobaczymy…..

Na listach empikowskich pierwsze, w księgarniach innej maści też na wystawie, z banerów reklamowych łypie na co drugim plakacie, w co trzeciej gazecie okładką świeci – noooo pomyślałam – no przecież MOŻE AKURAT….

Do nie dawna miarę do dobrych kryminałów miałyśmy z moją przyjaciółką Baśką jedną. Brało się ją, tę miarę, i przykładało do egzemplarza na samym starcie.

ILOŚĆ TRUPÓW W STOSUNKU DO RODZIAŁU PIERWSZEGO.

No bo nie czarujmy się nie o życie płciowe owadów ani piękne opisy nadbiebrzańskich parków narodowych w gatunku tej akurat literatury chodzi. Trup ma być, krew ma się lać, flaki owijać okoliczne drzewa mają artystycznie. A jak nam w pozycji z tym trupem zwlekają, jak przeciąga i nic nie utłucze taki pan autora na początku samym, to niech za balet się weźmie może a nie za kryminałów pisanie.

No.

W imię tej miary „Dotyk Zła” został przez nas komisyjnie oceniony.
No nie jest źle mili państwo. Rozdziałów od zarąbania, a już w pierwszym małe kruche ciałko nieletniej ofiary leży. I gołą klatką piersiową łypie. Rany cięte są, psychopata lata a zagadkowe okaleczenia paraliżują strachem połowę amerykańskich komisariatów.
Ba!
Autorka dorzuca nam promocyjnie, do opisu egzekucji – spowiedź mordercy co księdzem wstrząsa. Pięto odciska i sen zgania z powiek na CO NAJMNIEJ 400 kolejnych stron książki.

No.

No to zapomnijcie o reszcie rozdziałów książki. I o owych wyżej wspomniany 400 kolejnych stronach. Matko jedyna jak pięknie można schrzanić, tak pięknie rozpoczęta historię.

Co prawda w momencie, w którym zorientowałam się, że JUŻ WIEM KTO i DLACZEGO zrobiło mi się nawet miło. Aha – pomyślałam (a było to w 34 minucie czytania książki) – jestem niezła. Jak zwykle zresztą – dopowiedział mi mój, szczególnie skromny, głos wewnętrzny.

Już miałam dumnie rozeprzeć się w fotelu i zobaczyć jak to INNI NIE WIEDZĄ a ja JUŻ WIEM i autor nas zwodzić teraz będzie a MNIE I TAK SIĘ NIE UDA oszukać. Kiedy….. Kiedy na miłość boską Pani autor postawiła, że ona TEŻ WIE.

Co więcej – wie i nie ma zamiaru nie powiedzieć.

Oho! I powiedziała. Na miły bóg, jakby jeszcze tego było mało. Pani autor znów podrapała się piórem w głowę i postawiła, że ONA JESZCZE WIE o szeryfie i agentce. I to nadzwyczaj specjalnej agentce.

I tak, po 45 minutach czytania rozpoczyna się bardzo romantyczny, bardzo mega wstrząsający, paraliżująco gorący, porażająco pożądliwy ROMANS.

Boże chroń królową i nas od takich opisów – chce się wrzasnąć.

Po zachłyśnięciu się opisem jego: który to męski ale chłopięcy, mądry ale skromny zbudowany z prześwitującymi mięśniami i muskułami a ona: młoda i życia pełna, smutna i piękna, ale urody nieświadoma, krucha ale silna psychicznie WPADA W JEGO SILNE RAMIONA choć oczywiście nie chce, a pani autorka pisze, że

ON MOWI DO NIEJ:

„Nawet jeśli nie będziesz mogła zasnąć, zamknij oczy i odpoczywaj. Wyobraź sobie, że jest murem, który chroni przed wszystkim, co mogło by cię zaatakować.”

NA CO ONA:

„Jak mogła spać, kiedy jej ciało ożyło, ogarnięte ogniem jego dotyku”

No to Państwo wybaczą, ale koronki na jedynkach mi się poluzowały.

W odruchu samoobrony rzuciłam za siebie książkę i splunęłam 4 razy za lewe ramie. No halo! Miał być kryminał a oni tu walczą DESPERACKO z własną erekcją i niepostrzeżenie rozchylają rąbki szlafroka ukazując ud aksamity. OCHYDA!

- Odwołuuuujeeeeee – wrzasnęła Baska rzucając egzemplarzem w kota – ODWOŁUUJE!
- Taaaaaa – odpowiedziałam wychylając się z łazienki – Bo?
- Bo Pani Alex Kavie chyba strasznie się zachciało siku – rzuciła znad lodówki – Po jakimś 25 rozdziale już i NIJAK NIE MOGŁA WYTRZYMAĆ. W związku z powyższym musiała pisać szybko szybko szybkooooo byle się już zdążyć wysikać. Rozumiesz nie? Aha – i masz coś do żarcia? Zgłodniałam od tych trupów nieletnich.

Dlatego droga Pani K. – masz pani 3 gwiazdki za farfocle i trupów siekanie, ale już proszę nie przejmuj się nigdy więcej tym, że dzieło wydawane jest w oficynie Wydawnictwo Harleqiun Enterprises.

Albo przynajmniej informuj :

Uwaga!! Śmiertelny dla koronek zębowych wątek miłosny. Czytelniku czytasz na własną odpowiedzialność

.

Nooooo ale znów byłam sfrustrowana nie? :-)

PS. BONUS!!!
Urywek jak szeryf obmywa rany agentce:

„Zakręciło mu się w głowie, miał erekcję. Jak ma teraz dotknąć Maggie i nie pragnać jej więcej? Ależ idiota z niego. Musi się skupić, chociaż raz musi zapomnieć o erekcji”

Aaaaaaaaaaaaa TRZYMAJCIE MNIE!!

Czytelniku – czy um iesz chociaż raz zapomnieć o EREKCJI?

Jutro

13 komentarzy

…jedziemy do Rekowa, skład mocno okrojony. Bardzo czilałtowy. Pepse mówi żeby wziąść jakieś fajne laski –

HEJ FAJNE LASKI – JEDZIECIE? HALO?

aaaaa więc mnie jutro nie ma.
Wredną recenzję do książki, bardzo sfrustrowanej recenzentki GRAFOMANKI -

chcecie dziś czy jak już wrócę? No?

.. że ja ostanio fatalnie śpię.

Morduje, siekam, wrzeszczę walcze i biegam w te i na zad w tych snach. Rano wstaję zmordowana. Standardowo jeszcze budze się, od dłuższego czasu, o 2 w nocy PUNKTUALNIE i potem sie męczę w dwójnasób. Koszmar.
Boje się kłaść spac BO WIEM CO SIE BEDZIE DZIAŁO.
A dziś…..
Dziś cała noc śniło mi się, że siedział obok mnie Obły i rysował mi miśki i inne rysunki na dobry sen. I spałam DOBRZE i nie obudziłam sie PUNKTUALNIE!

Normalnie wzruszyłam sie, że Obły jest taki przyjaciel PEŁEN POŚWIĘCENIA.

…… tylko Czesiek mowi że

GUZIK GO OBCHODZI TAKI MOJ SEN CO OBŁY JEST PRZYSTOJNY I SIEDZI CAŁY CZAS KOŁO MNIE CO TO DO CHOLERY MA ZNACZYC

…droga przyjaciółko? O co temu chłopu chodzi zasadniczo? i dlaczego nie cieszy sie że SIE WYSPAŁAM, KURDE NO?

…..

20 komentarzy

Myślę drogie Panie, że nadszedł czas najwyższy żebym oprócz ratowania świata NOCAMI, kształtowania gustów czytelniczych ZA DNIA, kreowania trendów w stajlach POPOŁUDNIAMI, oraz wytyczaniem ścieżek i metod jak być lejdis WIECZOREM….

Czas żebym zajęła się jeszcze taką ważną dziedziną naszego życia jaką jest:

DIETETYKA

Nie uważacie? Nie? No to i tak się zajmę. Ktoś musi.

Co prawda miałam zebrać te zasady żywienia w jedną piękną książkę, którą to miałyśmy potem z soso podbić Amerykę.

(ONA TAM BYŁA DWA RAZY – ZNA SIĘ, MOWI ŻE ONI TO ŁYKNĄ).

Oczywiście za gruby mega szmal miałyśmy to zrobić, ale cóż…..

Czego się nie robi dla ludzkości.

Wobec czego JUŻ DZIŚ macie szansę zapoznać się z najważniejszymi zasadami diet etyki wg haniuty i soso.

A mianowicie:

ZASADA NUMER JEDEN- TO CZEGO NIE WIDAĆ TEGO NIE MA

W duchu tej zasady, jeżeli przykryjemy liściem kapusty czy innej sałaty kanapkę – MA ONA ZERO KALORII. Albowiem jak mawiali starożytni – czego oko nie widzi….. Pizze na ten przykład możemy złożyć na pół, wtedy nie ma nic na wierzchu. A co nie jest na wierzchu , to jakby tego w ogóle nie było. Omlety złożone na pół, przykryte pomidorem schaboszczaki i gyros w ŚRODKU bułki – są to potrawy zupełnie pozbawione kalorii. Wręcz zdrowotne! Zapamiętać – zapisać, nie kwestionować mi!

ZASADA NUMER DWA – JEDZMY DUŻO WARZYW

Staramy się żyć zdrowo i jeść dużo warzyw, bo one mają witaminy i te tam no….. minerały czy coś. Wobec czego przyglądamy się potrawom ze zdwojoną uwagą.

Taka na przykład czekolada – niby niezdrowa i dużo kalorii….
A JEDNAK!
Nic bardziej mylnego. Jak się przyjrzeć dokładniej dochodzimy do wniosku, że czekolada to nic ponad KAKAO, które wiadomo jest ze ROŚNIE – ergo jest WARZYWEM; dodatkowo są w niej migdały które – WIADOMO rosną na drzewach – ergo są OWOCAMI. Do tego dochodzi trochę mleka – WIADOMO BIAŁKO, no i nie bójmy się powiedzieć – cukru. A cukier moim mili – kojarzycie już? – CUKIER ZASADNICZO ROŚNIE zanim będzie cukrem – ergo jest…. no? No? NO BRAWO! – CUKIER JEST WARZYWEM! Dlatego czekolada jest bardzo zdrowa i nie ma kalorii albowiem jest z WARZYW I OWOCÓW.
Lecimy dalej
CZIPSY – czipsy jak wiadomo są z … no? No? No to jest już bardzo proste – S.A. Z KARTOFLi – a kartofel jak wiadomo to WARZYWO, dlatego tez chipsy są bardzo zdrowe i maja duzo witamin i ZERO KALORII.
No? Pojęli? No to proszę w domu rozłożyć na czynniki pierwsze w imię tej zasady TORCIK KOKOSOWY Z POLEWĄ CZEKOLADOWĄ.
No?

Trochę wam pomogę – kokos jak sama nazwa wskazuje jest – OWOCEM a mąką do torciku zasadniczo rosła na polu więc – JEST WARZYWEM. Dalej poradzicie już sobie sami…….

ZASADA NUMER TRZY – MIĘSO

Przede wszystkim podstawą tej zasady jest zachowanie pewnych PRAWD OCZYWISTYCH. Jak dowiedli amerykańscy naukowcy – mięso kurczaka, jak sama konsystencja jego wskazuje, to SURÓWKA. Niektórzy starają się dowieść jeszcze ze TO RYBA. I to także jest do przyjęcia. Indyk zasadniczo różni i się od kurczaka , prawda? Mniej więcej przypomina konsystencją bardziej – LIGNINĘ. Czyli reasumując – Indyk to SURÓWKA TROCHĘ BARDZIEJ.

Dlatego też taka np. SHORMA w Sfinksie co nazywa się KURCZAK Z SEREM PLUS FRYTKI to nic innego jak:

- odrobina warzyw (frytki rosną przecież wcześniej tak? na polu!)
- surówki (kurczak)
- i białka (SER), które niezbędnego wapna do kości dostarcza.

W SUMIE KALORI NIE MOŻE MIEĆ BO NIBY W CZYM? Kto tam wrzeszczy ze W OLEJU? Że smażony?
Halo – wróćmy do zasady WARZYW – olej jak każdy wie zanim był olejem rósł na polu tak?
WIEC jest……….
NO! To lecimy dalej..

WAŻNA ZASADA NUMER CZTERY – FIZYKA

Pamiętamy o zasadach fizyki, a pamiętając o zasadach fizyki nie zapominamy o zasadzie PÓR POSIŁKÓW. I tak , zgodnie z tą zasadą – posiłek po godzinnie 22 FIZYCZNIE NIE ISTNIEJE. A jeśli fizycznie nie istnieje nie ma FIZYCZNEJ możliwości żeby posiadał kalorie. No jak to tak? Jak może mieć coś czego w sumie nie ma, bo ani to śniadanie, ani kolacja, ani obiad? Prawda? Proste? POJELI?

To tak z grubsza, albowiem istnieje jeszcze zasada CHLEBA I MASŁA i tego że smalec NIE JEST Z MASŁA a wiadomo to masło tuczy, a nie smalec tak? I jeśli jemy 7 kanapkę ze smalcem a WCZEŚNIEJ NIE SMARUJEMY JEJ MASŁEM to jest to kanapka dietetyczna i…….

W sumie martwię się o nas wszystkich, o siebie i ewke też.
Czy my aby nie przesadzamy z tymi DIETAMI i tym całym ODCHUDZANIEM?

Tak się katować no matko moja miła……

A teraz…

4 komentarzy

wszyscy grzecznie idziemy do sosny na serwis książkowy, zobaczyć co też tam ta haniuta durnowata

szybciuteńko!

No bo….

22 komentarzy

Najsampierw w sobotę okazało się, że zgubiłam dziecko. No to moje własne co mam je od 11 lat. Jak zaczęłam je szukać, to zaraz zgubiło mi się to drugie dziecko, co je jeszcze nie mam a ciągle mi się wydaje, że je mam. No pewnie je kiedyś mieć będę jak nic. To drugie to się zgubiło definitywnie. Za cholerę znaleźć nie można jak się takie oba dzieci zgubią NARAZ i jeszcze świat wokół taki WIELKI. Jak każda matka dostałam szalu, wydawało mi się ze COS IM SIĘ DZIEJE ZŁEGO na pewno akurat teraz wyłazi z krzaków psychopata co je pociąć ma na plastry, a jak je potnie na plastry, BO JA NIE ZDAZE ICH ZNALEŹĆ TO……

Po drodze duża czasu zajęło mi zabicie psa, który strasznie pogryzł mi ręce. Strasznie gryzł i składał się głownie z paszczy. Jak go ścisnęłam to wyszły mu flaki i musiałam walić ta jego paszczą o chodnik. Bardzo czerwone miał te flaki…..

- Wyspałaś się misiu – zapytał Czesiek rano zrywając się z lóżka świeży jak skowronek.
- A weź…… – udało mi się tylko wymruczeć spod poduszki i naciągnąć kołdrę na łeb – A weźź… cała noc robotę miałam…. i bolą mnie pogryzione ręce….

Potem w niedziele okazało się, że całym światem rządzi MEGA SZAJKA. Normalnie byli wszędzie. W rządzie, w samorządzie podwórkowym i w kolejce po mielone do ratusza. Bo w ratuszu rozdawali ludziom mielone, bardzo fajne, pachniały trawą i miały takie żelki w środku. Jak zwykle tylko ja zrozumiałam, że tak NIE MOŻNA, że to niebezpieczne i JAKTOTAK. Moja najlepsza przyjaciółka była instruktorką SZAJKOWĄ i robiła z szajki SEKTE. A to już nie są przelewki, bo gdybym wam powiedziała CO ONI ROBILI W TEJ SEKCIE. I to małym chłopcom to robili. Ktoś musiał temu zaradzić.

Oczywiście tylko ja wiedziałam, że WIEM, a im się wydawało, że nie wiedzą że JA WIEM. Potem to już tylko musiałam uciekać po kanałach labiryntach i małych włazach w ratuszu. Bo gdybym wam powiedziała że chcieli mi zrobić to co ROBILI MAŁYM BIEDNYM CHŁOPCOM NIEWINNYM……

Po drodze musiałam zabić jedną babę. Strasznie trudno zabijalna była i oporna na śmierć. Musiałam na niej siedzieć i ją tłuc okropnie długo. A w sumie czasu nie miałam zbyt wiele, bo jeszcze trzeba było przecisnąć się przez klapę w ratuszu. Ciemno zieloną zgniłą klapę…..

- Misiu wstawaj– wrzasnął radośnie Czesiek z rana i wsadził mu kubas kawy w nieprzytomną rękę – Wypoczęłaś? Idziemy na spacer?
- A weź…… – wymamrotałam tylko – A weźź… cała noc musiałam ratować ten świat, robotę miałam…. i bolą mnie ręce od tłuczenia baby….

W poniedziałek zaś to już nie ludzie a matka natura wzięła i wściekła się na świat. O jak ją poniosło. W parku, we Wrzeszczu koło ulicy Dzielnej, waliła wielką falą i sypała jednocześnie piachem. Biegały tez takie DRZEWO-KOZŁY bardzo złe i świszczące. Jak zwykle pogubiłam dzieci.

Po drodze musiałam jeszcze poszukać mojej matki która z kolei zgubiła helikopter. Ja nie wiem jak można zgubić taki wielki kawał żelastwa! Jak się dobrze rozejrzeć to od razu okazało się że ogon wystawał mu z jednej zaspy śnieżnej. Oczywiście to ja musiałam odkopać i wywlec to barachło z ziemi. Cholernie trudno odkopuje się helikopter, kiedy matka natura wali cię falą w łeb , jeszcze nie wygodniej wlecze się go potem na MIEJSCE ciągnąc za ogon.

Aha no i ta świadomość, że dzieci pogubione a ojciec z matka siedzą w jakimś okopie i zamiast zająć się helikopterem, i tym że koniec świata BLISKI, nic tylko maja jakie pretensje. No i jeszcze ludziom trzeba wywrzeszczeć w twarz ze TO KONIEC I ZROZUMCIE TO PATAŁACHY BO……

Po drodze musiałam zadeptać takie glizdy brazowo czarne co mnie ciągnęły w dół, i nijak nie mogłam odkopać helikoptera bo właziły mi pod rękawy i chciały wyssać krew. A potem jak wywozili mnie wagonem NA SMIERC to jeszcze ten facet. Też nie chciał się za łatwo z życiem żegnać, i okropnie musiałam mu wydłużyć szyję i wyciągnąć z niej flak taki niebieski i….

- Misiu wyłaź z gawry – Czesiek jak zwykle wypoczęty i świeży szturchnął mnie w bok – No Teresko mała, wyspało się dziecko?
- A weź…… – naciągnęłam kołdrę na łeb – A weźź… nie rozumiesz że świat się kończy i tylko ja tylko ja…… no i bolą mnie ręce od noszenia tego helikoptera….

No a dzisiaj…….

NO BO MILI MOI JESZCZE TYDZIEN A SKONCZE SIĘ JAK TEN FACET W OPOWIADANIU ALANA EDGARA POE CO SIĘ NIESPODZIEWANIE SKOŃCZYŁ. NO A WTEDY – NO KTO B EDZIE NAD WAMI CZUWAŁ I RATOWAŁ WAM TEN ŚWIAT?

Daltego przepraszam, faktycznie dzisiaj wzięłam wolne. Pół nocy nie spałam. Starałam się też pamiętać, że nie ma mi się nic śnić. Nic ponad małe puchate śliczne wróbelki, które razem z małymi myszkami i misiami Endo, na przypiecku w moim ślicznym małym domku z zielonymi okiennicami, razem z papużką i aksamitnym mopsikiem już już miały przytulić się do mnie i zaśpiewać cienkim głosikiem jakąś melodyjna piosenkę.

Już te rozkoszne świnki w łatki miały zatańczyć na swoich raciczkach a Czesiek podać mi piękny brylantowy pierścionek na dowód że…

Kiedy nagle WSZYSTKIE SPŁONEŁY W PIECU I STRZASZNIE SIE WIŁY KRZYCZĄC………..

OKAZAŁO SIE TEŻ, ŻE ZNÓW ŚWIATU GROZI WIELKI CZARNY ZŁY DRZWO-WIERZB I KTOŚ NAPRAWDĘ MUSIAŁ MU UCIĄĆ GŁOWĘ I RĘCE ALE W TYM JEDNYM MIEJSCU I TAK ŻEBY WYSZEDŁ MU RDZEŃ TAKI KRĘGOWY LEKKO SINO NIEBIESKI KTÓRY POTEM TRZEBA BYŁO WYRZUCIĆ I OKAZAŁO SIĘ ŻE……

Strasznie zarobiona jestem……

CIELISTO….

6 komentarzy

Jeszcze do nie dawna bałam się otworzyć lodówkę. Nie tak dawno ostrożnie otwierałam też klapę od kibla – bardzo powoli, w pełnej gotowości do odskoczenia w TYŁ i podjęcia obrony niczym czarna pantera. Czujna byłam co najmniej jak nóż rambo …..

Za każdym razem potwornie bałam się, że NAGLE I NIEPODZIEWANIE otwieranego sprzętu wyskoczy mi Pani Masłowska.
Z pełnym szacunkiem dla literatury, twórców, projektantów dresów, i okolic Wejherowa – jej pojawianie się, z częstotliwością obrazów matki boskiej na oknach banków PKO, czy innych pniach wierzb, przyprawiać zaczynało mnie o lekkie torsje, zdzielenie okolic twarzowych i nerwowy tik prawego oka.

Do niedawna myślałam, że już nigdy nie zadrżę otwierając śmietnik podwórkowy czy inny sprzęt wyposażony w KLAPĘ DRZWICZKI POKRYWĘ czy nakrętkę…..

Do niedawna…..

Od jakiegoś miesiąca ulicami przemykam przyklejając do ścian. Kibli śmietnikowych nie otwieram, lodówka wywołuje we mnie paniczny lęk, a klapa od ubikacji otwierana jest kijem od miotły. Słoik twist off starszy niczym Fred Kruger. BOJE SIĘ! Co prawda nie wyłazi mi już spod wykładziny i framug podłogowych Pani Masłowska. TYM RAZEM JEST GORZEJ.

Wszędzie leży CIAŁO!

Otwieram jogurt – CIAŁO, przeglądam gazetę – CIAŁO, włączam telewizor – CIAŁO, pod swetrem mam – CIAŁO, w kaloszach odnajduje – CIAŁO, na płytkach CD – CIAŁO, na drzwiach autobusu PKS – CIAŁO, spod siedzenia kolejki SKM jak nic wyłazi – CIAŁO……..

Albo ja sfiksowałam, albo reszta świata albo może tylko moje CIAŁO.

Zaczęłam się sama podejrzewać o fascynację CIAŁEM, albo co najmniej jakaś zdrową manie prześladowczą. NO I SIĘ PODDAŁAM bom kobieta jest słaba. Skopana promocja, szturchana wizualizacja, dźgana przekazem pod progowy i cała resztą OSZAŁAMIAJĄCYCH CHWYTÓW MARKETINGOWYCH (w skrócie OCM) dotarłam w końcu do kina. No i mili Państwo:

NO HALO!

No fajny film, miły ładny i pachnący. Lekko zagrany, obsadzony niezobowiązująco. Na dodatek bez PAZURY (jest wieklką zaletą). Trochę rysunkowy, muzycznie miły dla ucha, fabułą opatrzony nie głupią.

Ale też żadne Himalaje kinematografii.

Dobra robota, rzemiosło jak trzeba, wygodny i łatwy w obejściu. Na pomysłach klasycznych oparty trochę – jak się ma widz śmiać to pokazuje mu się faceta przebranego za zakonnice, babcie za mordercę, i jednego złego co OCZYWIŚCIE PRZEGRAĆ MUSI. Aha i seks bomba jest blond. Pogania się załogę trochę w takim filmie w te i na zad, pozabiera i pochowa przedmioty
(w tym wypadku martwego Królikowskiego – PANIE REŻYSER JAK PAN MÓGŁ OBIĆ TAKIEGO ŁADNEGO KRÓLIKOWSKIEGO?? no mili państwo, przyznaj się pan , no trochę żal go nie było?)
Histria nie za trudna, żeby widza nie zmęczyć, a nie za prosta żeby nam nie ziewał w kubeł pop kornu.

NO I GITES.

No i było by gites gdyby nie te wrzaski wszędzie ŻE WOGOLE SUPER JEDYNA I NAJLEPSZA i ze SZANSA NADZIEJA I ŚWIATEŁKU W TUNELU.
Dobra i tyle…….
Dobra ale bez wodotrysków.
Dobra solidna i porządna.
Dobra i miła.
Dobra – ale nie śmiertelna – nie żeby mi żyłka pierdząca pękła od śmiechu….

I chyba nie taki zamiar był panów szefów od tego filmu, żeby zabijać śmiechem i powalać NIEWIADOMO JAKIM mistrzostwem świata w kategorii DZIEŁO KINOWE.

Media zaś przyłożyły się mocno i teraz – z kibla, z lodówki, ze śmietnika i z hamburgera, z tostera i opakowania po śmietanie – wyłazi i łypie na mnie okiem CIAŁO.

Jeszcze chwila a dostanę jakiego fiksum dyrdum jak mi bóg miły….

No bo chwilunia – TO JEST AŻ TAK ŹLE? Z naszym kinem? Żeby robić aż takie HALO z takiego zwykłego porządnego filmu niedzielno popołudniowego?

No?

No chyba jednak FAKTYCZNIE jest AŻ TAK ŹLE……

PS.
Aaaaaaa potem to jeszcze byłam na takim filmie ŁADNYM DOŚĆ co grał ten PSYCHOL AMERYKAŃSKI. Łady film był – stalowy, szary i niebieski. I z pistoletami ładnie tańcowali – dużo ładniej niż w matrixie. I sens miał lepszy niż matrix i pokazany jakoś zgrabniej. Nie przeładowany wcale ani naszpikowany technologia jak indyk słoniną. I mniej aktorów mieli za GRUBE MILIARDY, i budżet pewnie o niebo mniejszy. I z tej biedy wyszedł im film oglądalnie ładny –. Orwelem tak trochę zalatywał ale nie nachalnie. Totalitarnie oszczędny. Smutny trochę, straszny trochę, wtórny bardzo ale RZEMIEŚLNICZO DOBRY……

dla ludzkości z kanału 78 mówiła haniuta

- a na CIAŁO idźcie, chociażby zobaczyć jak fajnie miotają jednym aktorem W TE I NA ZAD i, że nie zawsze trzeba sie do roli tekstu uczyć i grać TWARZOM żeby zagrać fajnie….


  • RSS