haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

19 komentarzy

Drogi pamiętniku, miałam nie pisać dziś, ale uniosłam się bardzo z samego rana, no mówię ci jak. Wszystko przez prasę poranną. Codzienną. No bo wchodzę ja dziś na zakład, trochę kuleję,…

(bo wczoraj zdarzyło mi się pobiec do autobusu, przeskakiwać kałuże i biec, i mam za swoje, mam, piotrek mi mówił: „Tereska błagam cię ty nie może biec, proszę cię, przecież ty KOMPLETNIE tego nie umiesz, co? Co robiłaś? Skakałaś przez kałuże? Na miły bóg!! Kobieto! Ty nie możesz skakać, ty TEGO nie umiesz. Ty nie masz tam takiego mięsnia ani pół jak normalni ludzie.” NO ALE POBIEGLAM TAK? I dziś mi się od tego noga skróciła trochę. Nie wiem. Chyba złamałam jakiś mięsień. Tylny. Ucieka mi noga w bok i jest krótsza i boli. Mam za swoje. )

… odpalam kawę oraz rytuał przeglądania codziennej prasy (pudelek, kozaczek, plotek, limeta, egoiści, kaprysy itp.). Lubię wiedzieć co się dzieje. Jestem w końcu poważnym człowiekiem, świadomym obywatelem, matką, twórcą, kochanką (biała kobietą z cyckiem?), a w prasie co?

TA MAŁPA PENELOPA CRUZ PODERWAŁA BONO!!!!

No kurna! A ja ją nawet kiedyś lubiłam, a dziewczyny mi mówiły: „Hanka ty jesteś taka naiwna, durna, weź! To jest niezły…”. A ja nie nie nie, ona Tomka kochała, jak go poderwała Nikoli, ona w ogóle jest taka piękna i ma takie oczy i zdolna jest i …..

No się doczekałam.

Nie ma świętości. Nie ma! ŻEBY KURNA BONO!!!????

Za chwile się rozpędzi i wpadnie na plan Kryminalnych i rzuci na Zakościelnego. Albo Mareczka z M jak miłość. Mówię wam. Żeby potem nie było, że zdziwieni. Albo nie wiem, poderwie nam innego polskiego znanego aktora….

NIEDOCZEKANIE!

Mówię wam. Uważajcie na Penelope! Nie znasz dnia, ani godziny, gdy twój ukochany zacznie uczyć się słówek po hiszpańsku, a zza drzwi sypialni łypnie wielkie, brązowe, lekko mokre, NIBYTONIEWINNE oko …..

..gadają że

8 komentarzy

a dzis dizewczyna z techniki (GRUPA TECHNIKA, PAMIETAMY) ma dla was cos w temacie:

PREMIERA FIATA

..japierdziu.

oraz prosze dla wszystkich ANEK
i HANEK zapraszam na torcik. Od mamy dostałam to sie dziele…

PRZESUNĄĆ STOLICE BLIŻEJ POLSKIEGO MORZA

Wyjazd do stolicy TEGO kraju, z północy TEGO kraju, to troche jak podróż na kamczatkę. Tanssyberyjska koleją.

Ja nie wiem.

Chyba odwołam całe to Euro 2012, bo mi trochę wstyd. Za to całe to PKP. Nie dość, że klasa pierwsza IC polega na BRAKU klimatyzacji, oraz nawiewu („paniii no zepsuła sie WIE PANI już zaraz za KRAKOWEM”), to zabrali mi pierniczka w pcozęstunku, a WARS cała podróż smaży kiełasę PO ZBOJNICKU. I to jedną, jedyną, aromatyzując cały skład. A temperatura jak wiemy, w ostani weekend osiągneła stopni około 50, w cieniu.

Hej.
Jestem wrakiem.
Toteż.

I tak o. Ewa przywitała nas armagedonem piorunami i jedzeniem. Baśka na drugi dzień jedzeniem (dla odmiany) oraz armagedonem, ale pomińmy milczeniem JAKIEGO typu. W niedziele na obiad zaprosiła nas ewy mama, kobieta która DZIEN WCZESNIEJ miała 41 stopni goraczki, i podała armagedon plus TAKIE MAŁE ZIEMNIACZKI, w formie 3 dania z ciastem, przystawkami i zasmażką. Umieram. Mój brzuch może w kinie polskim dublować ciąże 9 miesiąc, trojaczki. Albo słonia. Na kanale NASZONAL. Nikt sie nei skapuje, że to ja.

Co u was?

Bo np moja ŚWIATŁA WYKSZTAŁCONA MADRA I PIEKNA przyjaciółka od rana wysyła mi ZDJĘCIA DUCHÓW, wobec czego jest 12 w południe a ja miałam już 3 zawały serca!

..w państwie duńskim. Że tak powiem. Ot może, tylko że od dni paru za cholerę nie mzoemy sie wyspać. I nie o sex tu chodzi. Bynajmniej. Targa nami i miota. Co noc. Rzuca po wyrze i wgniata. Nikt nie śpi. Ani ja, ani gach. Nawet kot (nie tomasz). Pewnie wyrzuty jakieś po mordzie. Czy już nie wiem sama. Pocę się, marznę, przykrywam, odkrywam. Do kompletu pękł mi kręgosłup, i boli ramię od tej strony DO SPANIA. Komar gryzie, sumienie gryzie, sąsiad piłuje drewno o północy. Ptak, pies, budowa, alarm. A już da radę zasnąć, to nad ranem jak trzeba wstawać. Albo też z cudownym snem na pokładzie pt. ZEPSUŁY MI SIE OKULARY NIE UMIEM ICH POSKLADAC (moj koszmar najgorszy) MAJA TAKIE MAŁE WAJCHECZKI I ŚRUBKI, ergo jestem ślepa kura (mój koszmar totalnie najbardziej przerażający). Albo dziś. Jak już zasnęłam, przyśniło mi się, że zapomniałam języka polskiego. No wiecie – jak się mówi po polsku. Słówka, składnia, gramatyka. Nic. Żadnego ajem czy hał macz. Świetnie. Bomba. Tym bardziej, że jakby innego języka nie znam i generalnie dupa!

Kot (nie tomasz) chodzi po domu na maksa niewyspany. Obija się o ściany.

No zmora. zmora jak nic wlazła nam do sypialni.

Dlatego też pakuje majtki na zmianę, oraz brokat, i jadę sprawdzić jak tam ze zmorami u was w stolicy.

Oraz jaki wpływ na bezsenność ma hiszpańskie wino, w ilości dużej, plus pełznący ser, w ilosci jeszcze większej. Plus dwie moje przyjaciółki wariatki i ich cudowni mężczyni.

To co?
to do zo.

ps.
o i świetnie.
Postawilam se tarota na onecie a propo ŻE JAKA FJUCZER mnie czeka. I pokazują mi sie te karty: RYDWAN podejmij wyzwanie, zmierz z przeciwnościami, dasz radę, wszystko w ogóle super, duży rozwój, i że przyszłość, osoba ustawiona KROL MONET poprze, popchnie, a ty inwestuj, ryzykuj potem czeka cię CESARZOWA co znaczy spełnienie dostatek, twórczy płodny okres w pracy (WSZYSTKIE ZAJDZIEMY W CIAZE???), i zaprowadzi do WALETA MONET który znaczy zmiana profesji, podjecie nowej pracy, rozwój zycia w innym kierunku…

…no najs, najs, słiiitt…. (jak mawiał eryczek)

…a na koniec wyskoczyło mi PODSUMOWANIE:

WISIELEC – zmiana natury duchowej badź psychicznej(SFIKSUJEMY, WIEDZIALAM OD POCZĄTKU CZUŁAM, ZAMKNĄ MNIE), rezygnacja z czegoś, poczucie straty, a nawet krzywdy, uzbrój sie w cierpliwość poczekaj na lepsze czasy (ŻE KURNA CO???!! HELOŁ? NA CO?)

zdenerwowali mnie normalnie
no!
ze nie powiem wkurwili
co to ma być?

cacy, cacy BUCH PO GLACY?
TAK?

i tak o!

kurde!

10 komentarzy

Kurde! O której śpią te ochujałe ptaki?? Bo mi wychodzi że wcale! W dodatku u mnie w ogrodzie wszystkie jadą chyba na pigułach! Takie pobudzone i jakis kurna entuzjazm nienaturalny! Oraz SKAD KURNA W LIPCU WRONY? Bo jak nie wrony to kto robi mi za oknem KRA KRA??? Sąsiad?

PS (update ze środy)
ha! wiecie jakie to sa kundy przebiegłe jednak? Tym razem nie KRAKAŁY. Tym razem nauczyły sie szczekać. Cała noc, kurna, na drzewie za oknem sypialni szczekał mi pies! Jeszcze chwila, a przysięgam, zagadam z P. sosko który mi to wszystko pieknie, ta cała przyrodę, napalmem wyrówna.

W nawiązaniu do tematu DZIWNE ZAJECIA W WEKEND chciałabym powiedzieć, iż ja też pozwoliłam sobie na drobną ekscentryczność. Przedarłam się bowiem w japonkach przez chwasty w ogródku, nadmiemy że wielkości drzew (a wiecie co tam mogło siedzieć, wiecie, te wije ochydne, co zjadają myszy i ludzkie nogi na jeden kęs, o takie), dotarłam do jabłonki (odkryłam też, przy okazji, iż O MAMY WISIENKE, co prawda dziką jakąś i kwaśną jak cholera, oraz obżarta przez te gnoje, co mi się o 4 rano drą za oknem, ale mamy, i nie dwie a 3 jabłonki) by pozrywać porzeczki.

Tak, porzeczki.
Czerwone na dodatek.

Albowiem ja już mam takie mutacje w ogrodzie, że porzeczka mi girlandami zwisa z drzewa i tnie się ją jakie winne roślę. Że ja jeszcze jakiej dotacji za ten ogród eksperymentalny nie dostałam, to nie wiem……

Przywlekłam te dary na chatę i wykonałam 4 blaszki ciastek z porzeczką. Jedną francuskich, trzy drożdżowych. Wszystkie wg przepisu Pt: „modyfikujemy, modyfikujemy, i robimy z tego co mamy, niekoniecznie z tego co napisali”.

I co?
I wyszło.
I to jeszcze jak.

Zżarłam póki ciepłe (rodzinie kazałam czekać bo im zaszkodzi nie?), a potem skonałam z bólu brzucha (rodzina oczywiście nie skonała bo, czekała).

Wobec czego do moich notatek biologa ogrodnika i kulinarnego eksperymentatora, dołączam odkrycie iż ciastka drożdżowe są zrobione ze smażonego sandacza. Przynajmniej ja, po dokonaniu niezbędnych zmian w przepisie, dokonałam cudu i wykonałam rybę z drożdży. (dowód – BAŚKĘ bolał brzuch po sandaczu w sobotę, mnie po ciastkach – ergo musi być ze jedno ciało sandacz – ciastko).

A poza tym co? No nuda. Oglądam taki serial, co chłop mi co chwilę przez ramię kontrolnie spogląda O CO CHODZI, bo w jednym zdaniu używają 90 razy „fuck” i wszyscy się nazywają KAKSAKER.
No co ja poradzę – dziki zachód nie?
Film się nazywa DEADWOOD, i jak nienawidzę westernów (i muzyki country, oraz rege), tak ten trawię bardzo przyjemnie. Bardzo dużo trupów, bardzo fajne dziwki tłuste, bardzo śmierdzące plenery, i aktorzy AUTENTYCZNIE ujebani błotem i wszelkim innym syfem. A jak wiemy, wg podstawnego kryterium kolegi Bezo, film dobry rozpoznajemy po tym czy aktorzy są ujebani autentycznie, czy ucharakteryzowani.

Ci są.
Nawet mam wrażenie obsikani też autentycznie.
I jakie mają fatalne fajne zgniłe zęby.
O matko.

Pyzatym kocham się w Calamity Jane, co mi Piotrek mówi to była WIELKI ZWIADOWCA REWOLWEROWIEC DZIELNY AUTENTYCZNA POSTAC, a w moim filmie jest straszną pijaczką, okrutnie brudną, usyfiałą, zarzyganą i kochaną, degeneratką. Co się wykąpała dopiero w sezonie 3, a i tak jak ja wsadzali ją do wanny darła się „O FUCK POPARZYLAM SOBIE KURWA TYLKO CIPE JU KAKSAKER!”

Film dostał chyba 8 nagród, a aktorka grajaca Calamity Jane Grammy dla najlepszej postaci drugoplanowej, wiec wiecie, kulturalna rozrywka.

Juu kak ….saker

ps. z ostaniej chwili
..a jak mój chłopak mówi CHODZMY NA SPACER – jednostki słabsze fizycznie powinny wiać! wiać byle dalej. Właśnie wrociłam. uffff. legia cudzoziemska powinna sie o mnie bić. a mojemu staremu dac order za trening.

..bo i co tu pisać. Rzuciłam się natomiast na ksiażki. Jak pies na chudą babkę (mówi sie, nie? RZUCA SIĘ JAK PIES NA KOŚCI). Pisać mi się nie chce, mam przesyt, i nawet nie umiem chyba już, jestem w chwilowej DUPIE TWÓRCZEJ. I tak o.
Za to mam niedobór czytelniczy.

Chodze i macam książki, i się ślinię.

A teraz czytam, pewną cudną ksiażkę na ten przykład, (), w takim naszym, z baśką, ukochanym klimacie.

Jest w niej bezzebny dziadek, któremu na klozecie najlepiej myśli się o sexie. Sa duchy, jest zbuntowana nastolatka se podcinajaca żyły (to znaczy nie daje rady podciąć bo dra sie pod łazienką ILE MZOESZ TAM SIEDZIEC!! WYLAŹ JUZ! WIESZ ZE DZIADZISU MUSI CZESTO SIKAC!!). Kot, który szcza na wszystko, i matka co wdaje sie w perwersyjny romans. Taka codzienność. Bardzo urokliwa.

W tej oto ksiażce dziś wstrząsnał mną pewien ustęp. W kolejce SKM wyczytany:

„…wysypał zawartość jej trebki i zastanowil sie nad tym, co kobieta potrafi upchać w torebce: szminka, romans do czytania, podpaski,
chusteczki, TEKTUROWE STOZKI DO SIKANIA NA STOJACO…”

HELOŁ!!!??
ŻE CO???
TEKTUROWE CO????

No i cały dzień szukałyśmy z baśką TEGO CZEGOŚ. I o Takie cudo!, . Przydatne podobno na łódkach.

Zaprawdę.
Świat mnie nie przestanie zadziwiać.
Już ja wiem czmu ja jakoś tak długie zęby mam do sportów wodnych.
Do jachciarstwa już na maksa!
No bo wiecie.
JESZCZE BY MI KAZALI SZCZAĆ ZA PRZEPROSZENIEM DO TEKTUROWEJ TUBKI!!!

aaaaa!!!

raz jakiś a jakąś powie, że dziecko źle wychowuję że przy komputerze siedzi, że sport spacery, i przyroda. To mu pokaże właśnie artykuł ten.

ha.

ma jeszcze rok

a potem zaczynam zabierać odpowiedni PROCENT. Teraz ide mu pokazać że nie TIBIA i miecze, a zabijanie ludzi i noże (tudzież bazooki).

a tymczasem we ftorek mam dla was o taki otworek:

genialne. jeszcze nie wiem czego to zajawka, niemniej niesamowita. na każdej ulicy, w każdym domu, przeróżne historie, najdziwniejszych ludzi.

HBO sa mistrzami świata.
jednak.

Dobra. Wspominki były, notki o Armagedonie poważne też, było o przemyśle filmowym, o weselach międzynarodowych, jakieś tam o dzieciach … no nuda sama była, nie?

No to może jakiś byśmy na warsztat wzięły, siostry, temat życiowy. Bo np. w pracy mam w pokoju codziennie poważne dyskusje życiowe. Ja i moje chłopaki, bo jak pamiętamy, chłopaki u mnie w pokoju przednie. Same zdrowe, jędrne 24 latki. Jeden był w reprezentacji w rugby, drugi sędzia sportów motorowych, z garażu wyjeżdża na motorze 240 na liczniku (potem się na trasie już tylko rozpędza), trzeci, moje panie, też nie od parady. No i bardzo życiowe chłopaki to są, toteż tematy mamy na warsztacie co rusz poważne. Że tak powiem ISTOTNE. Dobra, bądźmy szczerzy – generalnie O DUPACH.

Różne takie mamy przemyślenia i refleksje.

O np. taką iż w życiu wybieramy sobie na partnerów dokładnie, ale to dokładnie, NA ODWRÓT. Na odwrót niż nam się wydaje. Przynajmniej. I jak marzy nam się taka milcząca wysoka bruneta, na bank zwiążemy się z mała kłótliwą blondynką. Ot przekora, czy co?

Hmmm zastanówmy się…. Zawsze mi się wydawało np. że w moim typie są chude studenciaki, z wiszącymi na tyłku dżinsami, w obcisłej koszuli z rękami, wiecie takiej opiętej na kurzej klacie, z torbą na skosie prze ramie….

Aha.
No doprawdy.
Faktycznie.
Wiedzieliście mojego Czesława?
Hmmmm..

A może nam się tylko wydaje, ze wiemy co lubimy? Bo potem np. się okazuje, że ślinię widząc o takiego kurduplastego bruneta. Włosy mi stają na karku. Jak go widzę. (chyba przestanę golić nogi, żeby mi ich stawało więcej). CZY ON NIE JEST NAJPIEKNIEJSZY? Choć kompletnie mi do wzoru nie pasuje…. Taki chuligan. Zaden tam intelektualista z torbą na skos. Niegrzeczny, kurduplasty. Krótkie nogi. aaaaaa!! Przecież ja nawet nie specjalnie lubie jego przeboje. Jakoś. A kiedy drze sie „MIII AND MAJJJ MANKIII” to spiewam razem z nim. Jak jaka gupia. No i umówmy się, rozwala mnie jak małolate jakąś.

(WOBEC CZEGO – KOMUNIKAT: wszytkie od niego WON! Proszę się odfrancować. Jest mój!)

Ciekawe nie?
O taki mam temat.
Na sobote.
Gupi aczkolwiek sympatyczny :-)))


  • RSS