haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2007

na weekend

9 komentarzy

dobra (wzdech wzdech)
nie bede juz przysmucac, chodźmy do domu
piąteczek

a na dobry początek
mam dla was coś najdziwniejszego na świecie

TO COŚ

co prawda to długie
ale po obejrzeniu nigdy nie będziecie już tacy sami

ja nie wiem co jadł ten co napisał scenariusz TEGO, ale szacunek dla niego..

Dobra z innej beczki.
Poważniejszej.
Taki mam nastrój.
Wcale nie najgorszy.
Serio.
Całkiem uśmiechnięty.
Serio.

Znacie Magdę? Madzie, no. Baśka jadła z Madzią barszcz w ODR LIPCE. To ją zna. Ja ją znam całe życie (no dwa lata w tym życiu jej nie znam, albowiem jest dwa lata młodsza, świnia jedna.mniej więcej TAK sie cieszylam z jej narodzin. kurde no!..)

Wiecie, tę Madzię która w dzieciństwie zawsze miała ładniejsze sukienki ode mnie, chude nogi jak patyki (a ja nie miałam takich nigdy) i pierwsza pocztówkę z pozytywką. I kochała się w Sowie, a ja w Śliwie. I miałyśmy psa Tropa, ona umiała skakać paszki, ja nigdy, a dziadek Cykbum budził nas chrupaniem bułki. I jeszcze mało kiedyś nie umarła ze śmiechu, jak położyłam sobie miskę z lodami calipso ODWORTNIE na kolanach, bo zagapiłam się na teleranek. Do dziś mi to wypomina.

No.

To już chyba wiecie o jaką Madzię mi chodzi.

No więc Madzia jest supermenem. Znaczy nie. Jest superwoman. Znaczy nie, w sumie nie, super woman jest przy niej miśkiem haribo. Wysiada. Batman to gumka od kaleson przy niej.

Aha, i słuchajcie teraz, Magda jest mamą małej supermenki. To znaczy nie, nie supermenki, tylko królewny. Prawdziwej. Serio. Chyba też wróżki. Czasem baletniczki, czasem czarodziejki i królowej disco tik taka.
Małej Lejdis.

Karolina ma imię drugie jak ja. I ma 3 lata. Zaledwie. Babcia nazywa ja FILOMENA, to znaczy, że chyba też ma tak na imię. Karolina urodziła się za oceanem, ma amerykański paszport, mieszkała w Szkocji, i wzrusza mnie bo wygląda jak mała Madzia, która wiecie… miała chude nogi i te sukienki, pocztówkę z pozytywką, kochała w Sowie i razem ze mną zbierała z Tropa pchły do słoika z wodą.

Karolina przyjechała w odwiedziny z tej Szkocji, do której ją zawieźli z tej Ameryki (no nosi moją Madzię, nosi po świecie, pewnie to przez ta pierwszą na ul. Dzielnej pozytywkę…) w zeszłym roku na herbatę. Gadaliśmy, na tej herbacie, że do przedszkola pewnie pójdzie w Hiszpanii, albo może i w Zanzibarze, jak ich będzie tak nosić dalej. Ha ha.

Karolina, o drugim imieniu jak moje, nie poszła. W dwa tygodnie trafiła do CZD w Międzylesiu. I została. Nagle. Bez sensu. Przecież nie miała nigdy kataru nawet. Ani kaszlu. Ani wysypki.

Za to miała guza.
W mózgu.
Złośliwego gnoja.
Pieprzonego.
Ścierwo jedne……

Ja tego kurwa nie rozumiem. Poza tym sie kurwa nie zgadzam. Przecież to wszystko jest bez sensu, i naprawdę kurwa nie tak miało być. Kurwa.

Wczoraj u niej byłam. Zobaczylibyście te dwie supermenki. Po drugiej już operacji. Po informacji… Po odroście. Po kilkunastu chemiach. Które nie dały wiele. Przed wyjazdem do Wawy na kolejne. Wcale nie końcu tej walki. W samym epicentrum tornada. Przed spakowaniem życia na 6 tygodni naświetlań. Po tych wszystkich informacjach, które radośnie serwują im lekarze. Po scenariuszach, które fundują rodzicom bardzo delikatni i dyplomatyczni prowadzący.

Madzia wygląda ślicznie. Żartuje, usmiecha, opowiada. Martwi się o innych. O Franka Sosko sie martwi. Pyta o znajomych, wypytuje. Chce pomóc. Interesuje się. Nie, na pewno to po niej nie spływa. Ja, która łaziłam po drzewach wyżej, na pewno nie dałabym rady. W dupie bym miała znajomych. Reszte świata. A ona nie. A co w kinach, pyta. A wiesz, czasem wyję – mówi. Nalewa herbatę – z miodek wez z miodem zdrowy. Mówie ci, jak mam dość – dodaje, usmeicha szeroko i podsuwa ciastka.

Nie nie wiem jak ona to robi…. Nie wiem. Podziwiam ją.
Jest bohaterem moim.
Mówie wam.
Superbohaterem.

Karola?

Po wybudzeniu z kolejnej narkozy przywitała lekarzy amerykańskim „JOŁ”. I mówi jak jest „niebo” po angielsku. Wczoraj wykończyła mojego Piotrka tańcami. Na koniec pytając go czy WIE ŻE JEST TROCHĘ BRZYDKI?

Wygrała konkurs na miny, zabiła nas paroma tekstami. Umie śmiać się jak wiedźma. Serio. Wy nie umiecie, zapewniam was! Na koniec zapytała mnie czy puszczam bąki?

PUSZCZANIE BĄKÓW CIOCIU jest BARDZO WAZNE!
PAMIETAJ.

Nie usiedziała chwili, latała w skrzydłach (jestem wróżką), latała na palcach (jestem baletnicą), „już napradwdę nie moge CIAGLE SIE TAK ZMIENIAM, zmeczyłam sie”. Starała nauczyć nas pana Tik Taka po niemiecku. Byliśmy beznadziejni. Żegna się robiąc ŻÓŁWIKA I JOŁ. Zapytajcie ją jak się nazywa? KAROLINA HANNA odpowiada tak poważnie, że wierzcie mi, chce się ją pocałować rękę. Bo to dama. Przypominam.
Lat 3 i 3 miesiące.

Nie mamy do niej startu.

Najdziwniejsze że w całym tym ….. Karola jest taką wielką bańką dobrej silnej energii i takiej siły walki…. nie uwierzycie.

Jesteście zdrowi prawda? Zakład, że ta mała, chora, biedna, masakrowana chemiami wróżka, wykończy was w 5 minut?

Nie macie do niej startu. Nie mamy. Kładziemy się z katarem, i ała ała. I że głowa, że ojezu ale jestem flak. Jesteśmy flak. Ja jestem flak. Nie mam startu do Karoli. Ona też jest bohaterem. Moim. superbohaterem.

A jej mama jest supermenką.
Aha, i jeszcze tata.
Oczywiście, wcale nie zapomniała.
On dopiero jest supermenem…
…ale to nawet nie uwierzycie jakim.
A mała, mała jest strongmenką w skrzydłach wróżki.

Moja rodzina :-))))

Chciałam to napisać.
Jakoś nie wiedziałam czy mogę.
Czy jak to napisać. Nie wiedziałam.
Czy i po co wam taki smutek.
Jakiś.
Cudzy.
Ale przecież nie zawsze to musi być notka o niczym prawda?

I się podzielić.
Chciałam.
Z wami.

Choć czasem, czasem jest bardzo smutno.

dobra

10 komentarzy

zarządzam zmiane klimatu! tak własnie! Dziś pielegnujemy dół. Kto ze mną? Palec do budki.

Siedze wczoraj w nocy w domu, troche jestem flak, starego nie ma (no jakże by inaczej), oglądam horror (znaczy nie oglądam, trzymam wstrzymany na 5 minucie, i sie zastanawiam czy dam rade, czy jednak nie dam rady), w przerwie więc gadam z Kaśką Szantal na komunikatorze jedynym słusznym:

- piękna pogoda
na co ja:
- tak cudowna jesień, ciepło, uroczo, tylko jakaś flakowata jestem, no nie wiem czemu…
na co ona:
- o tak, to przesilenie, kasztany, złote liście, zrównanie dnia z nocą, odlatują ptaki, JESTEŚMY O ROK STARSI….

Kurwa. Ta to potrafi człowieka wprawić w DOBRY nastój. Doprawdy.

Potem w TV poszła reklama. Chyba funduszu emerytalnego? czy coś.

WIEK NIE MUSI CIE OGRANICZAC!

Aha! No to już poooszłoooooo. Genialnie z górki. Torpedą luz.
Bo:

dziewczyny dziś na planie

pośrod gwiazd i sław
kłaniajacychm im się w pas

piją już pewnie szampana na śniadanie

malują już oko

A ja?

ja mam dola
jestem z prowincji
wszyscy mają mnie w dupie wogóle
nie mogę być na planie
bo zapierdalam na zakładzie
i nie zapowiada sie że się wyrwę
ani dzis
ani jutro
ANI NIGDY JUŻ KURWA NEVER!
Jeszcze fuchę wezmę żeby dorobić
Moze jeszcze zacznę na osiedlu mleko rozwozić?
Jak głupi Felek na Zaspie w 80 roku?
Ktory zbierał butelki na helikopter!
KTO WIE!
Być może własnie tak!
Tak skończę!

Siedzę w domu i bucze
jak syrena
oraz latarnia
nienawidzę piłkarzy
nienawidzę partenrów życiowych
nienawidzę że jestesmy tacy wogole …. WOGOLE NO!

za oknem leje
w ogrodzie gnija mi jabłka
(przynajmniej ładnie zagrabione, ale gniją, bo znów spadły i co ja mam z nimiz robic pytam się co? znów do garów? gotowac? ja?)

w łazience śmierdzi mi z rury
kotu śmierdzi z ucha
dziecko śmierdzi po wf-ie
ciąglę gotuje obiady
moje życie składa sie z GOTOWANIA PRANIA I ZAMIATANIA!

i nie powstrzymujcie mnie
zamierzam popielegnowac jeszcze tego doła
podlewac i przycinać
a co?

TAK BEDE LEZEC!!!!

a jeszcze wczoraj byłam taka inna, pełna wiary, ufna i radosna, i cieszyłam się na felietony dla działu film, i czułam doceniona że zaproponowali, i świeciło słońce, i pierwszy raz mam kozak zapinajacy się na łydce, i alegro przeglądałam z uśmiechem, wstałam rano i umyłam głowę, i chciałam być dzielna i sama obejrzec horror, i miałam pomysła na kolejny błyskotliwy tekst, upiekłam ciastka z jabłkami….

A DZIS TAK BEDE LEŻEC!
O!

i wogole LEJDIS SREJDIS!

ps.
Upadku ciąg dalszy – włsanie poszłam i wziełam w bufecie 2 bułki na śniadanie! Same weglowodany posmarowane tłuszczem GRUBO SEREM obłozone. Dziewczyny za ladą mało nie zemdlały. A co! Własnie ze zaczne wpierdalac bułki ZNOW! tak! I NIE PODNOSCIE MNIE Z TEGO ŁEZ PADOŁU! O!

takie tam …

2 komentarzy

update:
dobra tam. lejdis srejdis. pfffff

mam cos fajniejszego ladną piosenkę

a jaki teledysk!
jakim cudem ja jej nie znalam!

Taki miałam sen ładny. Oj mówię wam!

Nad ranem mi się przydarzył.

No więc (nie zaczynamy od no więc, wiem ale nie wiem kto to ustalił wiecie może? Jakiś chyba buc! Co się nie zna. „No więc –” – to bardzo dobry poczatek. Wszystkiego)

wiec dziś rano jak zasnęłam nad samym ranem
przyśniło mi się ze mieszkam w takiej chatce lepiance
brud smród i ubóstwo
a ze mną taki facet
i to był chyba mój facet,

bieda była ale on był TAKI CO DAJE CI COS INNEGO
niż kasę (co za bezsens totalny!)

i ten facet mi obiecał konia (kurna na kiego mi koń, ktoś mi wyjaśni?)

wszystko zawirowało zrobiło się sepiowo i nagle byliśmy w pokoju w którym
piękna dziewczyna (matko no ale kicz! jeszcze jelenia i zachodu słońca brak, nie?) trzymała za uzdę konia dość sympatyczny był to koń.
Łagodny.

No i daje mi tego konia (w końcu dla mnie był tak?)a potem podchodzi do mojego faceta który mówi do mnie:

WIDZISZ NIE MOGE DAC CI REALNIE ALE MOGE DAC CI NIERELANIE WIECJ NIŻ INNI

(kolejny bezsens, oraz piramidalna bzdura, oraz kicz) za chwilę jednak spogląda na dziewczynę…

(te co tego konia, nie? Przyprowadziła. Aha no i jeszcze wielkie też okna były w tym pokoju i łóżko, i ona, ta dziewczyna, siadła na łóżku obok faceta i tam gadała)

i on mówi: TO TY?
a ona: TAK TO JA PRZYSZŁAM CI PODZIEKOWAĆ
a on uśmiechnął sie i
powiedział: NO WIDZISZ…………

i tu moi drodzy, mamy zmianę tempa akcji i nagle taki fleszbek na ziemie
SPADAMYYYYY W DOLLLLL
jak f16
PĘDZIMY

zatrzymujemy się……

…..w tym domu lepiance
brudnym syfiacym
tam na ziemi ta dziewczyna od konia
zakrwawiona leży na takim sienniku brudnym na maksa
ma oderwana nogę, rękę rozszarpana też odrobinę.
flaki krew.

i ten facet
tnie nożycami jej twarz
(ALE NA MAKSA TO REALNE BYŁO O JAPIERDOLE JAKIE ZBLIŻENIA)
ona drze się (kto by się nie darł w sumie nie?)
ale na maksa
strach na maksa
sama sie bałam w tym śnie

facet nic, spokojnie, metodycznie wciska jej elektrody w ta pocięta twarz
podłącza prąd, ona się drze, ZBLIZENIE (bleee), gruchocze jej zęby, potem ręka wyrywa jej brzuch i tez tam wsadza te elektrody, jakieś piły czy coś, szczypce chyba.

(odjazd w drugim pokoju za taka górka węgla czarnego siedzi ojciec dziewczyny
i płacze, mamrocze ALE TAK TRZEBA TAK TRZEBA)

wracamy do faceta i dziewczyny
(ZBLIZENIE ble!)
odcina brudnymi nożycami krawieckimi powieki dziewczyny a potem policzki

aaaaaaaaaaaa
jakie to było na ohydne
mówię wam
dobrze dobrane kolorystycznie ujęcia, takie szeroki plan i dobre zbliżenia
O HY DNE

Musiałam się obudzić bo nie dałam rady

I teraz pytania, droga przyjaciółko co znaczy KOŃ? Koń sni mi się już trzeci raz a ja specjalnie do tego zwierzęcia przekonana nie jestem. Oraz po raz kolejny śni mi się zagłada morzem na ląd,. W sensie wielkie spienione fale zalewają nas, nikt się nie uratuje.

Baśka mówi ze KOŃ TO KARIERA. No nie wiem. Mi to raczej wyglądało na zagładę. Oraz zęby, szczególnie pogruchotane, nigdy nie znaczą nic dobrego.

Nigdy.
Never!

Baśka się jednak upiera że KOŃ TO KOŃ, KARIERA JAK NIC! Na mój rozum….. no dobra, niech jej będzie, ale wychodzi na to że …..

MOŻE I KARIERA ALE UZALEŻNIONA OD ZAGŁADY.
AJM SORY.
ZAGŁADA BYĆ MUSI!

I tak o.

Okazuje sie ze przemysl filmowy ma ogromy wplyw na ogrodnictwo w tym kraju.

Mowie wam.

Poszlam ja bowiem wczoraj na ten festiwal, wiecie, filmow fabularnych. Najpierw byl bankiet i podawali wino, pasztet i ryba wedzona, te sprawy. Potem projekcje. Czy powalily mnie na kolana? No nie wiem. Wiem za to, że byla jedna z najwiekszych LEJDIS w tym kraju. Nazywa sie Danuta Szaflarska i nie wiem co robi, ale chce wyglądac i miec taka kondycje. Jak ona. W tym wieku. Tak grac. Niesamowite.

Fajny film. Taki cieply.

Owacja jaka zgotowala publicznosc pobila chyba wszystkie. Sama klaskalam, aż mnie rozbolaly rece. Potem byly inne filmy, a potem nie bylo juz papieru w toalecie na dole. No nie wiem. Duży przerob mialy te celebrity, chyba. Może to ten bogracz, co rządzil w bufecie?

No ale nie o tym miala.

Powiem wam. Albo nie. Kto siedzial obok, kto za mną, a kto gapil mi sie w dekolt. Kto robil miny ala wielka gwiazda. A kto ala brad pit. Moze ja za stara jestem, moze jakas cyniczna, ale nie zemdlalam z zachwytu. Za to rano, pelna tego blichtru i blasku, wzielam grabie i jak poszlam w dlugą w ogród…..

To byl pogrom.
Masakra i eksterminacja.

Tysiące gatunków, miliony istnień odelszy w niepamięć. Obawiam sie, że osierocilam tysiace malych, jędniutkich, niewinnych ślimaków. Trudno. Szlam jak maszyna. Jak tornado i kombajn bizon. Jak rok nie moglam pójść, tak dziś mnie wzielo. Jakby to jaki ekolog zobaczyl, to mam przesrane. Ale mam ogród. Mama kawalek ziemi po ktorym, po dobrym roku hodowania dziczy, można przejsc sucha, nieodgryzioną przez zmutowana skorzonere nogą.

(Jakby N. Baski zobaczl JAKIE mam glizdy wypasione, tluściutkie, metrowe, usmiechniete, to by oszalal. To mu pare zostawilam. Rozpolodowcow.)

Naaajjjjssssss.
Czuje moc.

Oraz okazalo sie, że mam orzechy. Czujecie? Masę wlasnych, brudnych, mokrych, fajowskich orzechów. I miliard jablek. Zaraz zrobie z nich pulpe. Taką jablkową (jak znam ide, jak to przeczyta, chwila moment i bede miala przepis na nalewke z orzechow, albo jablek, albo chwastow, ida ma przepisy na nalewke z WSZYSTKIEGO).

I tak o. taka notka o niczym.
Napisala ją gwiazda. Jedna. Z czarnoziemem pod pazurami. O taka wlasnie. Z badylem we wlosach.

Fajnie :-)

..ksiażke mam od Baśki:

” – To przecież Twojego męża zamierzamy poćwiartować i wyrzucić. Jesteś pewna, że to zniesiesz?
- Jestem – odparła Yayoi, a na jej wargach znowu igrał blady uśmiech. – Właściwie, to dobrze mu tak.
- Jesteś przerażająca…
- Ty także.
- Mylisz się, dla mnie to nie to samo.
- Dlaczego?
- Ponieważ traktuję to poprostu jak pracę.”

O przyjaźni. Damskiej. Polecam.

” Ostateczne wyjście” – Natsuo Kirino.

O tym, że trzeba mieć przyjaciółki, żeby dać radę poćwiartowac męża i porozrzucac go potem po śmietnikach.
Okolicznych.

zadko ogladam filmy dwa razy
ale
Grindhouse: Death Proof obejrzalam dwa razy
wiecej
obejrze trzeci raz :-)

nikt tak nie rozumie kobiet jak Quentin :-)

hej Stuntman Mike ….

19 komentarzy

Goga masz rację. Nic nie pisze, co poza tym filmem. Ale uwierz mi, dziewczyno, NIC. Naprawdę. Mam wrażenie, że moje życie składa się w wielkich „NICÓW”. Taka nuda, no. Słaba jestem w atrakcjach. Atrakcje zdarzają się moim znajomym. Może to moja wina w sumie. No bo przecież, dostajemy to co chcemy, nie? I to na co sobie zapracujemy. Widać ja pracuje na NIC.

Bo na przykład jeśli…

… mamy środę, to mój chłopak gra w nogę. W przeciwieństwie np. do wtorku, czy czwartku, czy soboty, nie? Czy niedzieli. Kiedy dla odmiany – gra w nogę. Zaprawdę. Oni mają coś w mózgu innego. Ci samcy. Pomijając fakt iż naprawdę po 5 latach jakoś nie specjalnie odbieram to jako afront(„chyba ucieka od ciebie, wiesz”), i najmniej do szczęścia na chacie potrzebny mi on, już (jako i ten młodszy. Nie zawsze tak było. Nie zawsze. Nie wiem, ale to uczucie przychodzi w chwili JEDNEJ TAKIEJ, w życiu i zostaje człowiekowi, i już), to jednak nie sądzę, żeby to było normalne. U starszego pana – ha ha ha, szczególnie. No i nie wiem czy to takie zdrowe, nie? Jak piździ na dworzu i leje na łeb. Mówi że tak. Że to najfajniesze. Ale bynajmniej. Nie rozumiem. Przynajmniej ja, ja tak nie mam.

Mi potrzebna jest praca.
Jakieś zadanie.
Będę sie ofkors spalać, panikować, i trzymać za brzuch z nerw.
Że nie zrobię.
Ale jak nie mam zadania zauważam rodzinę.
Jak ja widzę to… no coś bym się przypierniczyła nie ukrywam.
I wole sama.
A może nie wolę, tylko się przystosowałam?

Jak nic rośniemy na samotników. Znaczy ja wyrosłam. On wyrósł. Teraz hoduje samotnika kolejnego. Nastoletniego. Nie wiem czy to dorbze. Nie wiem. Nie znam się. Przynajmniej może chociaż bezpiecznie, co?

A właśnie! A propos. Dziecko mi się psuje.

Najpierw że wzrok, że:

- MÓWIŁEM CI MAMO ŻE ŹLE WIDZĘ. MÓWIŁEM!!!

Oj mówił, ale oj tam, tyle było zajęć. I w końcu miał okulary. Ale że za słabe? Ale ojtam…. Poszliśmy jednak zrobić soczewki, to zbadaliśmy przy okazji. Faktycznie nie widział.

ALE ŻYŁ, TAK?

Jednostka jest w stanie przystosować się do różnych warunków. Taki kret też nie widzi i jakoś żyje, nie? A że pod ziemią? Szczegół. Dziecko też może się nauczyć żyć w świecie plam i kolorów. Wiec ja nie wiem jak on się teraz odnajdzie w tych nowych okularach, i tych soczewkach, co dostał jako, że już dorosły. (super, mówiłam że to nic fajnego? to nie, nie wierzył. a teraz, co rano, mamy walkę z: „ Otwórz oko! Patrz gdzie wsadzasz!!!! Nie zamykaj! I wytrzeszcz! Wytrzeszcz się! Wytrzeszczyć się nie umiesz???). No jak załatwiliśmy oczy, to wyszło kolano.

MÓWIŁEM, ŻE BOLI, MÓWIŁEM!???

Ale ojtam. Pamiętam czasy jak miał okresowe paraliże. I np. paraliż łokcia miał popołudniami, i nie mógł odrabiać lekcji. Albo np. dołu ciała miał, i za cholerę, choć chciał, nie mógł się zwlec rano z wyra do szkoły. Bardzo chciał, bardzo. Ale fizycznie nie dawał rady. Wlókł odwłok po podłodze do łazienki patrząc mi w oczy jak zbity pies: „chcesz mnie tak wyrzucić na dwór tak? Do szkoły tak? Jedynaka swojego tak?”. Po czym faktycznie jakoś przechodziło, jak wychodziło, że mnie paraliże nie ruszają.

To wybaczcie, kolanko pobolewające? Pfff.

No ale poszłam. Zakochałam się w ortopedzie, co wygląda jak z rodziny Adamsów, wiec jakiś plus jest wizyty. W dodatku panu doktorowi uciekają oczy do tyłu i wywracają białkami, jak z miłością w głosie mówi o pękających rzepkach w kolanach, suwających chrząstkach, roztrzaskanych jakiś tam ciałach. Że to takie pokolenie. Super to wygląda. Jakby wieszczył. Tymi oczami. No i tłumaczył mi, że teraz dzieciaki maja jedną nóżkę bardziej. Czesto. Znaczy, w sumie, mniej. Jedno kolanko mniejsze. Takie popularne to ostanio. Ale można z tym żyć. Młody żyć będzie. Dostał leki na miesiąc, jak nadal będzie bardziej, to znaczy mniej, to jakaś rehabilitacja, czy coś. Młody dumny jak paw

A NIEM MÓWIŁEM MAMO NIE MÓWIŁEM.

Pfffff. Paraliż wyleczyłam, w okresie szkoły podstawowej, klasyczną metodą niezauważania, to by i z tym kolanem też mi wyszło.

I tak o Goga, widzisz, nic. Nuda i Nic. Wczoraj robiłam leczo. Dziś je odgrzeje. Może coś obejrzę. Stary gra (dla odmiany).

O i załapalam fuche :-)
Całe szczęscie.

zdradze wam

10 komentarzy

.. takąjedna tajemnicę.

O Baśce.

No więc Baska (nie zaczynamy zdania od „więc”, nie zaczynamy) bardzo chciala mieć w „Lejdis” psa. Jamnika konkretnie. W ktorejś scenie. (awanturowala sie, upierala, awanturowala). Ponieważ życie nie jest sprawiedliwie (ale odkrycie, ale odkrycie) nie dostala psa. Bynajmniej. Ale ponieważ producent nie jest potworem (wcale nie jest, wcale), na otarcie lez dostala kota.

Rozebranego Kota.

O.


  • RSS