haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2007

Najpiękniejsze w życiu co jest, to niezobowiązujące nic nie robienie. Nawet się rano (czym zadziwiłam Motyla na gg – SPAC NIE MOZESZ? OSZALALAS?) chce wstać wcześniej, kiedy wiadomo, że nie ma nic do zrobienia. Dlatego w niedziele, ledwo wstał dzień byłam na nogach i szykowałam się do eleganckiego konsekwentnego gnuśnienia. Gnuśnienie polega na nie malowaniu się, nie ubieraniu, nie czesaniu i ogólnemu podejściu do dnia na „nie”. Gnuśnienie rozpoczęłam kubkiem kawy.

Nnajssss.

Potem wpadłam na pomysł, że zaraz zacznę gnuśnieć, ale tylko zrobię coś z tymi liśćmi w ogrodzie. Poszłam grabić. Co to jest za robota głupiego, to pojęcia nie macie. Człowiek zagrabi, ułoży w elegancką kupkę, obróci się a te zdziry jedne jabłonki SZAST PRAST się zatrzęsą. I znów na ziemi tryliard liści. No nic, człowiek grabi, obraca się i…. ta kunda Szara Reneta w 3 sekundy rozpierdzielą swoje liście na tym zagrabionym. Co to są za wredne… to słów nie mam.

Dobra ale miałam gnuśnieć.

No to olałam to grabienie po 56 okrążeniu, (DOBRA! WYGRAŁYŚCIE! ALE CIESZCIE SIĘ ŻE NIE MAM ODKURZACZA DO LIŚCI BO BYŚCIE W 3 MINUTY GOŁE STAŁY! JAK ŚWIĘTY TURECKI! WY! DURNE DRZEWA!!!) już miałam iść kontynuować plan nic nie robienia, jak se pomyślałam…. no szkoda tych jabłek nie?

(Bo mówiłam że kolejnym fajnym mykiem jest walenie w osobę grabiącą jabłkiem, owocem swych gałęzi, gdzie popadnie? Mówiłam?)

To zebrałam jabłka. Tryliard. Z jabłkami następuje to samo zjawisko co z liśćmi – obojętnie ile zbierzesz, jak się odwrócisz, na trawie kolejne pięćset leży. Jabłko to także opad trochę ciekawszy od liścia, bardziej boli jak się nim dostanie w łeb. Oraz jabłka, w przeciwieństwie do liścia trzeba przerobić. NA COŚ. A także te małpy sikorki, wróble, sroki wrony i chyba nawet sepy, potrafią wyskubać jabłko od spodu, I UŁOZYC TAK, na trawie, żeby udawało super fajne i dobre. Bierzesz a tam… fleeeeeeeeeeee

To zawlokłam wiadro jabłek na chatę. Już miałam iść gnuśnieć, jak pomyślałam a umyje je jeszcze, bo człowiek nie wie, co z takim owocem na chatę trafia (bardzo nie lubię tych ślimaków GLISDOWATYCH CZARNYCH, co se chałupy urządzają w moich szarych renetach). No to wyszorowałam wiadro jabłek. A jak skończyłam to mnie tak natchło ZROBIE SOK. Albowiem na hasło „naleśniki” moje kochające naleśniki dziecko, wrzeszczy jak opętaniec albowiem wie, że będą ALE Z JABŁKIEM. No to zrobiłam sok. Pycha. Niemniej produktu ubocznego, w postaci papki i strzępków, ogryzków i fąfli, jest cała kuchnia. Oraz okolica. Oraz blat. Oraz ……

No to posprzątałam i już miała iść jak…..

…. a to jeszcze pranie zrobię. Niby nic, robi się samo ale wywieś, załaduj…. A potem to już był obiad i w ogóle jakoś. Trzeba było nastolatka nakarmić. A potem przyszedł jeden taki, stary brzydki, z piłki i zapytał „Czy ja dostanę ghrzanki może?”. Dostał.

WYDAJE MI SIĘ ZE TĄ GODZINĘ W RAMACH CZASU JESIENNEGO NAM ODJELI ZAMIAST DODAĆ O!

I tak o.
Ma ktoś wypożyczyć świnię?
Na chwilę. Będa ją myć, troszczyć się, i czesać!
A ona zeżarłaby te resztę leżących jabłek?
Bo znów spadło tryliard tego gówna.
A może ktoś ma świnię, która uwielbia jeść liście?

…co to za straszna choroba mnie rozlozyla. Chyba wirus. Byc moze z Filipin nawet. Czlowiek w koncu nie wie kto tu mu na bloga wchodzi, i jakie flory bakteryjne wraz z nim. Musi byc ze cos powaznego. No bo tak: przede wszystkim mam goraca twarz co szczypie, oraz bardzo, ale to bardzo, wyschnieta skore na rekach. Dodatkowo o godzinie 15 czuję przymus, imperatyw taki (i bog wie co, ale cos co robi ze mnie lunatycznego zombi) zeby przeniesc sie przed tv na kanape, wlaczyc AREOBIK NA CARAIBACH i elegancko na nim kimnac na godzine. Glebokim snem. Nie mam szans walczyc nawet, takie silne jest to. Wirus mna steruje.

Nie wiem czy ta chroba nie zostawia trwalego sladu w psychice.
I juz zawsze, ale to zawsze, na slowo „AREOBIK” bede wpadac w gleboki sen.
Taka reakcja podswiadoma.
Zakodowana.

(a jesli to taki nanowirus, to wiecie, to on jest taka masa mikroskopijnych mikro robocikow, co chodza w moim ciele, w moim organizmie, w moich zylach, obwodach, i mna steruja, i nie uratujecie mnie wogole juz nigdy, no chyba ze wyniesiecie taka mala atomowke na orbite, i odpalicie, i wtedy ona nas nie skazi, tylko impuls elektromagnetyczny, to on rozejdzie sie i wylaczy robociki w moim ciele, takie male, mikro robociki, co rozchodza sie po calym moim ciele i mna steruja i…. CHYBAMAM GORACZKE I CHYBA SIE POLOZE TO PAAAA)

9 komentarzy

Trochę pluje płucami, i żeby odwrócić od tego uwagę oglądam sobie Stargate Atlantis. To taki kanadyjski Star Trek połączony z Gwiezdnymi Wojnami. Znakomita produkcja. Kocham Kanadyjczyków (zgodnie z idea głoszoną przez South Park iż nie ma nikogo bardziej… niż…).

Bardzo mnie tez ta produkcja wzrusza. Najbardziej fakt, iż na wszystkich odwiedzanych planetach podstawowym krajobrazem jest SLOWIANSKI LAS. Drzewa liściaste, grzyby, choinki. Everywhere in kosmos.

Chociaż nie, nie, bardziej wzrusza mnie wzrusza mnie to ze prawie wszyscy mówią po angielsku. Nie, klamie, nie PRAWIE tylko – WSZYSCY. Nawet tajemnicza, złowroga mgła mówi po angielsku. Jak to upraszcza prawda? Dodatkowo wszędzie, na każdej planecie, w każdej galaktyce, jest atmosfera do oddychania i WOGOLE nie maja kombinezonów. Nie są potrzebne. nie? No dobra, czasem dl niepoznaki ubierają kombinezon i helm, ale to tylko po to aby przestraszyc obcych.

Postacie też są świetne. Gra kanadyjska wersja Lo Jo, oraz świetna postać RODNEY mc kay, który ciągle je (oczywiście ze w kosmosie, w każdej galaktyce, na każdej planecie, można dostać tabliczkę czekolady), nawet na 4 minuty przed TOTALNA KATASTROFA, oraz w każdym odcinku 10 razy ratuje życie wszystkim!

Jest też naukowiec z Czech oraz doktor ze Szkocji, który cały czas się nabija z Rodney`a (świnia!) .

Obce gatunki na innych planetach rożną się do ludzi głownie uszami. Czasem dłuższymi czasem krótszymi, oraz wszyscy ubierają się w szmaty i skóry. Po odnalezieniu TAJEMNCIZEGO SPRZETU zostawionego cywilizacjom przez PRADAWNYCH, zawsze ale to zawsze, możemy odnaleźć instrukcje do tego sprzętu, oczywiście napisaną po angielsku.

Podstawa pożywienia w kosmosie? Oczywiscie kanapka z indykiem. I kawa.

Statki kosmiczne do podroży między galaktycznych nie wcale nie muszą być wyposażone w skomplikowane kokpity, międzygalaktyczne kombinezony czy skomplikowany system dekompresji czy tam podtrzymywania życia. Pfffff. Uwierzcie mi. Lata się tym jak tramwajem, styknie wygodna laweczka do posiedzenia podczas podóży.

Oraz na obcej planecie poruszamy się przy użyciu kompasu. Nie ma też co sie artwić temperaturą na niej, zawsze ale to zawsze, w każdej galaktyce obcy ląd przywita nas cieplą jesienna aurą.

Doskonała produkcja.
Nie mogę się doczekać Az pokażę Baśce.
Baśka też kocha Sajen fikszyn.

Skala kozka skala, i sie doigrala. Szczegolnie jak kozka po 35 roku zycia, a zachcialo jej się wyrywac chwasty w czasie wichury.

No i ma.

Antybiotyk ma.
I zwolnienie ma.

(co w sumie nie jest takie najgorsze, w tym wszystkim, moze zdarze poprasowac i napisze zalegle rzeczy, i nawet kawy sie napije na spokojnie, w pizame li tylko ubrana)

Oraz wszsytkich dziś chyba globalnie pogielo. Mowie wam. Was moze też?

Baśka od rana mi pisze że dzis nie kontaktuje, bo – „Nie spalam pol nocy. MIALAM POWIDOKI. Co chwile sprawdzalam czy norbert oddycha. STRASZNE TO BYLO.” a propo że duchy. Bo np u Ewki też byly DUCHY.

Co akurat mnie nie śmieszy.

Sama spędzilam sobotnia noc nie śpiąc, NIE WIEM czemu od 3 rano na na na na (moje imie RAZ DWA TRZYCZERYSZESC!!!), nagle wstalam otorzylam oczy (zasmialam sie po hebrajsku) i już. Potem siedzialam w pokoju przy kompie do 6 rano udajac NANANANAN nic sie nie dzieje.

Sie zdarza czasem.
Trza mieć respekt.

My – MY LEJDIS PRAWDZIWE PROTOTYPY – ten respekt przez NIEZBADANYM mamy. Troche nas to pokolenie badaczy UFO trafilo w czasie naszego dziecinstwa, troche piętno zostawily pierwsze horrory typu DUCH (nie śmiac sie, ja do dziś uwazam, że to najbardziej przerazajacy film świata), troche wychowane jesteśmy też na pierwszysm Mastertonie (matko ale to byla beznadzieja, jaka piekna beznadzieja) oraz Kingu Stefanie, jak jeszcze by w formie. Także wiecie o.

Ale że pogielo mialo być.
Wszystkich.

A mianowicie a propo oddychania.

Jakiś globalny dzień sprawdzania oddechów? Ja nie slyszlaam żeby Baska wczesniej sprawdzlaa N. Natomiast kiedy ona go, okazuje sie, sprawdzala, ja obudzialam się wrzeszczac. Albowiem, otwieram oko…

A NADEMNA WISI STRASZNA TWARZ!!!
3 cm ode mnie!!
OKROPNA WYKRZYWIONA!! Aaaaa
( a wiecie my LEJDIS przed niezbadanym mamy repsekt…)

juz miaam zejsc na zawal jak TWARZ SIE ODEZWALA:

- śpij śpij kochanie, ja tylko sprawdzam czy ODDYCHASZ, bo nie bylem pewien.

Chop mój. Konkubent. Osobisty. Calkiem znajomy.

Okazuje sie ROWNOLEGLE METAFICZNIE POLACZONY z Baska sprawdzal moj oddech, kiedy ona N. sprawdzala. Poczul imperatyw i wewnetrzny przymus. Sprawdzic. Doprowadzajac mnie, przy okazji, do ataku serca i wylewu krwi do mozgu ze strachu.

No bo wyobraź sobie… śpisz spokojnie, budzisz sie, a nad toba wisi….. 3 cm od ciebie….. nad toba… wpatrzona w ciebie TWARZ!

Aaaaa.
I jeszcze jestes wychowany na Duchu, masz respekt i nie bagatelizujesz NIENZANEGO.
aaaaaaa!!!!

Ludzie – proszę was – nie sprawdzajcie TAK czy ktoś oddycha. Juz wole te stara wersje w ktorej Gach budzil mnie szarpiac w nocy: TERESAAA ALE WEZ CHYBA NIE ODDYCHASZ!! OBUDZ SIE!!! A ODDYCHASZ! TO SPOKO! TO SPIJ!

A tak to, to co ja mialam powiedziec? A ze mam goraczke to pewnie bredze, ide lykne antybiotyk i odpalam zelazko.

ps. a jakby kto pytal na co jestem chora na „OMATKO”. Tak powiedzial lekarz. Ja mu gardlo a on „OMATKO”. To niewiem. Ciekawe jaki ejst kod w NFZ na „OMATKO”.

…i jeszcze powiedzial mi cos: „OAMTKO JAK PANI WIDAĆ KRATAŃ!! PANI POKAZE JESZCZE RAZ. OMATKO!!! NIEBYWALE! EMEJZING! PANI JESZCZE RAZ POKAZE..”

To ja nie wiem! Teraz mam dylemat – chyba juz nigdy nie zajrze sobie do gardla! I dentyście tez nie dam! Weźcie! – KRTAN! – to nawet brzmi jakos tak ….ohynie no!

Ja rozumiem jakby mi bylo widac majtki, ale KRTAN????

….

15 komentarzy

….i normalnie mówie dziś do dziewczyn – posuchajcie starszego, i pod rozwagę weźcie, nawet najbardziej slodkie i śliczne, najbardziej rozczulające i puchate, pewnego dnia zmienia się w wielkie i kudlate.

Zaprawdę uwierzcie mi.

Dlatego – ty Anka ty sie zastanów.
A ty Ewka – zaznij szybko podawac Frankowi wódeczkę w malych porcjach, systematycznych to moze przestanie rozsnąć.

I tak o powiedzialam, i poszlam grabić liście. A wiatr wial a deszcz padal…

Baśka mówi, że mam pisać. Że mam wejść pod wannę. Albo pod biurko. Oraz, że mam pisać. I dawać relacje on line. Zanim nas zburzą, i rozniosą na butach. To nie wiem co mam robić. Przecież się nie rozdwoję. Ale mówi PISZ DOSTANIESZ NAGRODĘ ZA BLOG WOJENNY. No nie wiem.

A wszystko bo (bo ciebie kooochammm…) mamy tu takie małe spotkanie towarzyskie obok pracy. Derby. Wydarzenie sportowe. Ucztę dla kibiców. Mianowicie – mecz Lechia – Arka, co to wiecie, nie było takie go od lat… ilu? A jak wiadomo, obie te drużyny nie za bardzo się kochają. Oj nie. Oj nawet po czwakroć (co to za słowo w ogóle?) nie. A stadion to wiecie, mamy jakby za rogiem. Zakładu pracy. Oraz wszyscy ci ONI, te cudne chłopaki z siekierami, ten kwiat młodzieży w kominiarkach, szczególnie ten co to go bynajmniej piłka najmniej interesuje w całej tej imprezie, wracać będą kolejka SKM razem ze mną (ajeeejaaa jeee a joooooooo), albowiem kończą mecz, kiedy ja kończę pracę. Chyba, że zatrzyma ich coś na mieście. Jakieś palenie domów. Albo pacyfikowanie parkingów.

I tak. O.
Baska mówi NIGDZIE NIE IDZ WCHODZ POD WANNE (zawsze tak radzą w filmach o HURAGANACH albo o trzęsieniach ziemi, nie pamiętam, żeby WEJSC POD MEBEL albo STAĆ WE FRAMUDZE DRZWI) I WYJDZ ZA TYDZIEŃ.

Oraz w domu mi chłop oszalał. Do reszty, Nie, nie idzie na mecz. Nie, nie, nie w temacie sprawa. Oszalał w Internecie. Nie, nie na stronie czarodziejki.com. Bynajmniej. Niemniej nie mogę się dopchać do kompa za cholerę. Albowiem siedzi tam, 12 godzin dziennie, na serwisie NASZA-KLASA.PL. Matko jedyna coś mu się stało. Skanuje sześć miliardów zdjęć i prowadzi akcję poszukiwawcze. Co chwilę podskakuje i krzyczy JEST ZNALAZLEM! I że ma ambicje odnaleźć wszystkich. I to nie z licem (ja za cholerę nie pamiętam z liceum, o Dorotę pamiętam, bo z nia pracuję, i ooo Magde), nie , nie , nie – z podstawówki! HELOŁ? Kto pamieta ludzi z podstawówki. Ten pamięta. I z przedszkola. I szuka. Węszy, prowadzi śledztwo. Rozłożył na biurku 8 miliardów dokumentów, oraz swoje odznaki WZOROWY UCZEŃ (nie wiem, u mnie chyba takich nie dawali, nie było czy cos, w życiu nie widziałam takiej na oczy!) odchodzi od komputera tylko na siku i fajkę.

Matko jedyna.

Oraz liczy na to że KASIA KOMOROWICZ – wiecie ta od Hju Granta – przypomni sobie ze chodziła z nim do klasy, wejdzie na serwis NASZA-KLASA.PL i napisze – „Piotrze szukałam cię latami, szukałam cię po Europie, szukałam cię w innych mężczyznach, szukałam cię w gwiazdach filmowych, a ty tu jesteś!!! Jakie to piękne!”.

I wtedy pokaże chmielowi, swojemu przyjacielowi, że – TEN SPACER Z KASIA KOMOROWICZ NAD KACZA O KTÓRYM MOWI CHMIEL TO BYŁO NIC!!! TAK NAPRAWDE (wiecie, nie ważne ze 6 klasa to była ale ważna jest męska rywalizacja i ambicje).

I tak o.
A ja na wojnie.
Chyba jednak wejdę pod tę wannę.
Jak myślicie?

ps
o kurna… to juz nie sa żarty!
pod firma mam NIE ZARTUJE
telewizje Al Jahira
czy jak to sie pisze
ALDZAZIRA
jakaos tak….

AAA aaaa aaaaa!!!!

15 komentarzy

No co za zbieg okoliczności. No co za. Z okazji przyjazdu Baśki do mnie, nad to nasze morze nasze morze, na osiedlu otworzyli mnie delikatesy. No bo nie wiedze innego powodu. A w tych delikatesach – 3 stoiska z przeróżnymi kiszkami. A to kiszka pilska, a to kiszka krakowska, a to kaszubska kiszka podwędzana. Kiszkowy szol. Peljada kiszek. Galaktyki kiszkowe. Wybory miss kiszki świata.

Ech.

Chyba już wiem, jaki trend obierzemy na ten przyjazd. Kulinarny. (owszem jest stoisko z przepiórkami, owszem sa trufle, owszem widzialam bażanta cień, ale wiecie co….. kiszka mon amur!) W dodatku obok kiszek przycupnely smalczyki. Ze skwarkami, z cebulka, z jablkiem majerankiem. U ich stóp ogóry kiszone. Krakowskie, kaszubskie, z „kredensu”.

Napisala do Baski o wydarzeniu. Co pisze moja przyjaciólka? Światowa? Kobieta, która z niejednego baru na świecie jadla? W niejednym restaurancie obslugiwali ja w pas przygięte garsony?

A no odpisala:

- Yesss!! Zrobimy pizze z kiszką, spagetti z kiszką, i suszi z kiszki. A na deser kiszkę w cieście, drożdzowe z kiszką oraz marmeladę z kiszki.

Ta. I każdej kiszce nadamy imię i rozpiszemy drzewo genealogiczne.

Kiszka mon amur!

no to

8 komentarzy

Ciotka Kryśka mnie zawsze pyta, jak dzwoni, „A JAKIE PLANY NA WEKEND”, na co ja niezmiennie odpowiadam „ZADNE”, na co ona mówi „JESTESCIE BEZNADZIEJNI JA JAKBYM BYLA W WASZYM WIEKU, a jestem te 6 lat starsza, TO DOPIERO DALABYM OGNIA”.

No.

To postanowiam na te smutki, szarość, marność, i żal, oraz oraz depresje spowodowana DRASTYCZNYM zalamaniem wszelkich idealow (czytaj WPIERDALANIEM CHLEBA NA NOWO) pójść na wódkę. Co by ciotki Kryski nie zawieść. I poszlam. 400 kilometrow poszlam. I wrocilam. 400 kilometrow wracalam. Co prawda nie wódka a wino, oraz jakaś DYNIA Z CZIWASEM (helol??). Wczoraj jeszcze tu, potem tam, i dziś tu. W promocji pocalowalam sobie paru aktorów polskich. Krajowych.

Zastanawiam sie czy nastepnym razem nie pocalowalabym sobie jakis zagranicznych…

Dobra ide spać albowiem mówiac dyplomatycznie: PADAM NA RYJ.

a hoj
(„a huj?”)


  • RSS