haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2007

Zaprawdę długo. Pogoda? Pfff. Ciemno? Pfff.

Koleżanki pisali: jak sobie radzisz z jesienna depresją?
A ja im na to: że co? Z czym? (bo jeszcze wiecie, zaraz by ktoś podciągnał to pod menopauze, że już, że może, że ja).

Że nuda i sromota? Pfff. Wielkie mi co. Książka, herbata, kocyk. Zimno? Ojtam. Zimno być musi. Aniołki, olejki, dżingel berry. Pomarancze i mandarynki. Dobre seriale, grube skarpety. Śledzik z jabłuszkiem.

No.

Az tu nagle…… niespodziewanie….. KURWA JAK MAM WSZYSTKIEGO DOŚĆ! JAK NIENAWIDZĘ WSZYSTKICH. CAŁEGO ŚWIATA. ŻYCIE NIE MA SENSU! JESTEM ZMĘCZONA. SAPIE IDĄC DO ROBOTY JAK NIEDZWIEDŹ. BOLI MNIE KRĘGOSŁUP. BOLI MNIE NOGA. NIE CHCĘ MI SIE UBIERAC! RZYGAM JAK MAM WSTAC W TĄ ZIMNICĘ I CIEMNICĘ! JAK WCHODZĘ NA ZAKŁAD MAM OCHOTĘ WYRZYGAĆ SIE PO RAZ WTÓRY! WCZORAJ ZMOKŁAM NA WYLOT! MAM STARĄ KURTKĘ NIENAWIDZĘ JEJ. ZIMNO MI W NOS! WŁOSY MI SIĘ NIE UKŁADAJĄ. MAM ODROSTY! WCZORAJ WYRWAŁAM Z CZASZKI KOMPLETNIE SIWY, BIALY WLOS!

I tak o!

Oraz mam taką terorię, że nasza-klasa to dzieło szatana. I kosmitów. I pewnego dnia pierdolnie stumieniem światła, oraz silnego promieniowania, prosto z ekranu w was wszystkich. I zginiecie. I tak o!

JA PO WAS PŁAKAĆ NIE BEDĘ!

ponioslo nas

6 komentarzy

Troche już mam święta. Dobra wiem, adwent te sprawy, glupi Amerykanie zaczynają w listopadzie, Polak nie. Ojezu no. To ja jestem Amerykanin, u mnie na kominku stoją już dwa anioly ( co prawda ze slomy, bo to slowianskie anioly, jak miś, ale są) i wszedzie rozpylam olejek pomarańczowy (w pracy tez, już sie prawie porzygali). Okazuje się jednak, że nie tylko ja już wiem i czuję że IDĄ (świeta). Inni też już trochę tym żyją. Na przyklad wczoraj, przy drinku, w modnym barze:

- W tym roku moj syn gra w jaselkach.
- Aha.
- I mowie mu, nie ważne, że nie grasz Józefa. Grasz króla.
- Król to nie jest zla rola.
- A on, że w sumie nie wie, bo jak się Dareczek poryczal, że gra osla , to pani mu powiedziala że osiol jest najważniejszy!
- Co za ściema! Uwierzyl?
- Chyba nie. Mówi, że czuje że to nie prawda. A ja mu mówię, nic sie nie przejmuj synu, obojętnie co bedziesz mówil, obojętnie kto bedzie Józefem, tatuś ci taki strój krola przygotuje…. no jak Jan III Sobieski tam wjedziesz!
- I dobrze!
- No! A ten mnie pyta, co to za krol byl ten Jan, no to ja mówię ze ważny, a on że co? nie ma ważniejszego?
- No i?
- No i myślę. Wychodzi mi na to, że no największym krolem w sumie, jednak, jednak byl … w sumie ELVIS, nie?
- Wlasnie!!! Nie moglby tam wejść jak ELVIS?
- Prawda? W koncu ELVIS.. ELVIS TO BYL KROL!!!!

A potem nas ponioslo. Okazlo sie, że w wersji ELVIS latwiej wytlumaczyc dziecku co to jest, a potem zagrać, KADZIDLO. Chcemy pani przedstawić alternatywny scenariusz jaselek. Bardzo autorski. Ale, że osiol najważniejszy…. no wiecie państwo…..

ps.
a aaa iiiiii słyszeliście? PODOBNO PODNIESŁY SIĘ. I będą pisać podobno. Jakby co – dajcie znać rodzinie :-)

jestem!

27 komentarzy

wrocilam!!
ja i moj PROFESJONALNY makijaz
nie zamierzam go zmywac do czasu premiery
uwierzcie mi
NIC NIE WIEM O MAKIJAZU
co mi dzis udowodniono rysujac twarz od nowa!
anka mowi ze za duzo gadalam!
byla moim audytem i moim wsparcim
wiec nie wiem co marudzi!!!

potem wypilysmy wino w towarzystwie polityka
(lekko juz pase ale coz!)
oraz zjadlysmy tapas
ale bez chleba WIEC DIETETYCZNIE
i o
jestem w Gdyni
choc wydaje mi sie ze bylam w stolicy
:-)

wasz
wuj mat z podrozy

4 komentarzy

no chyba jednak nie jest ze mną TAK ŚWIETNIE jak mi sie wydawało. A wydawało mi się. A tymczasem:

- Świetnie, że bedziesz.
- No to sie cieszę.
- I wiesz co? Będzie bardzo dobry operator jutro…
- No to fajnie.
- …i w zwiąkzu z tym, ja też jestem operatorem przecież, to sie bardzo dobrze składa, bo we dwóch jakoś postaramy się FAJNIE cię oświelić. Zdziałamy cuda.

No super. Znaczy jeden by nie dał rady. NIBY CZEMU? Znaczy, jak nic, zbyt duże wyzwanie. Taka ja. No nic. Nie jestem sama. Ewa jak była to..

- Panowie, ale odejmijcie mi z pięć lat co? PLIZ!

Chwila kosternacji i zza kamery padło:

- Hmmm…a może jednak lepiej Z SIEDEM?

Ide sie zastrzelić. Tylko Baśka ma PRZEDWOJENNA urodę. Ocenili. Znaczy, wygląda na 60 lat? Tak to sobie tłumaczę, w każdym bądź razie…

7 komentarzy

Wiadomo że kobiecie nie dogodzisz. Kobieta wybredna jest. Kobieta marudzi. Wie co chce. Albo wręcz odwrotnie, nie wie czego chce – jak utrzymują stereotypy.

- Teresa pojdziesz pomoc mi kupic kurtke?
- JASNE!!!

Po 3 godzinach turne sklepowego.

- ta?
- nie
- taka?
- nie
- i to też nie
- i nie taka
- o nie!
- no cośty!
- bynajmniej
- o w życiu!
- ta? oszalas?
- nie nie nie nie!
- za modzieżowa
- o nie! ten okres mam za soba!
- jaka? jak ją zobacze to bedę wiedzial ŻE TAKA!

Wrócili. Z zakupami. Póltora kilo udek od kurczaka. Spodnie dla nieletniego. Trzy żele pod prysznic. Fajki oraz przegląd sportowy? Kurtka? Chyba żartujecie :-)))

Mamy dzisiaj taką refleksję z Anką o duszy (nie mylić z dupą). I domach. Oraz blokach. Wyszło nam na to, że bloki nie mają duszy, a domy owszem. Dodatkowo domy, wnioskując po naturze, są z reguły kobietami. Pięknymi, dużymi, pękatymi kobietami z mentalnością hrabinji. Czy ocieplone czy nie, snobistyczne czy nie, otynkowane bądź nie.

No bo czy blok powiedziałby: „Nie idziesz do roboty moja kochana oj nie idziesz, nie kłoć się. Trzy-cztery ZAMARZAM furtkę i tak nie wyjdziesz!!”

Albo finezyjnie wyłączałby piec w środku nocy. Nie nie, nie psuł. Wyłączał. Przy moim piecu np. trzeba ustawiać warty. Bo czuje się samotny w nocy. Nie znosi kiedy śpimy, i nikt do niego nie przychodzi. Nawet nie zajrzy. Nie poklepie. Wtedy bierze się pod boki, nadyma i wyłącza. Trza wstać pójść, pogłaskać, zagadać, przełączyć, i od razu wszystko jest ok.

Natomiast dziś, furtce i piecowi pozazdrościł kibel. Niby nic, ale zdecydował że dość, nie zepsuje się nie nie, bynajmniej, za to od dziś nie będzie zwykłym kiblem. Od dziś będzie za przeproszeniem Niagarą, strumieniem o sile 67 kilo ton, rwącym potokiem górskim.

I tak o.

W pracy mamy natomiast na tapecie ŚLEDZIE. O śledziu, na śledziu, po śledziu. Śnieg za oknem, śledź w rozmowach. Omawiamy zupy śledziowe, śledzie korzenne, śledziowe tatary i śledziki smażone na chrupko. Przeszukujemy strony. Wertujemy przepisy (owszem, mamy zajebiście dużo pracy, zawaleni jesteśmy projektami, terminy gonią), wspominamy śledzia naszego dzieciństwa. Czasem w necie trafiamy na perełki:

„Jeśli jesteś facetem z jajami, bierzesz śledzia za ogon i zjadasz „na raz”. Natomiast gdy jaj nie posiadasz bądź jesteś przedstawicielką płci pięknej, dostajesz matjasa pokrojonego w kawałki.”

Lub też takie:

„W Ksiedze Tobiasza Archaniol Ga¬briel radzi: Wez serce śledzia i spal je w ogniu, a odpędzisz wszelkie czary. Żółcią jego przetrzyj oczy, a ujrzysz światło”.

Lub też:

„Jesli niewiasta traci miłość męża, niech trzyma śledzia pod pacha, lub w innem miejscu sekretnym przez godzin kilka, a potem niech spali w ogniu, zas szczyptę popiołu dosypie do wina i da mezu wypic, a wnet afekt odzyska”

Czy:

„Niemieckie panny wierzyły święcie, ze w Andrzejki po zjedzeniu dużej ilości solonych śledzi, ujrzą we śnie narzeczonego. Potem, mdlejąc w czasie wieczerzy wigilijnej, szukały wsparcia na ramieniu wybranego kawalera szepcząc, ze to z pragnienia po słonym daniu. Śledź przez te kłamstwa długo płakał i dlatego ma czerwone obwódki wokół oczu.”

Wzrusza mnie ten plączący śledź!

NIEMIECKIE PANNY! NATYCHMAIST PRZESTAŃSCIE KŁAMAC!!!!

ps.
il like it the red water come out

….

5 komentarzy

siedzę sobie, oglądam cośtam, grzeje noge na kaloryferze, aż tu nagle:

- wyjrzyj za okno – rzucil mlody.

a tam:

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

NO DOPRAWDY!!!
…nie wiem jak mam to rozumieć…

Tylko dlatego, że dziś zdecydowaliśmy iż Wigilia u nas? I tylko dlatego, że z moim kolegą rugbistą pól dnia gadaliśmy o żarciu wigilijnym? A potem on polecial po mandarnyki, bo nam sie tak jakoś zrobilo… Tylko dlatego, że od 4 miesięcy pytam – „SPADL SNIEG??”, rano wstając? Że Piotrek dziś mówil, że KOLEJNA WSPÓLNA ZIMA zaraz? I że ciekawe jak z odśnieżaniem w tym roku?

NIE NOOO!! ktoś tu sie za bardzo przejąl oprawą! PROSZE TO ZLIKWODOWAĆ ALE RAZ!

….

4 komentarzy

.. codziennie rano, jak wstanę, zrobię kanapki do szkoły, i śniadanie włochatemu, kopnę go nogą WSTAWAJ, i napuszczę na niego kota IDZ IDZ OBUDZ ADASIA, szybko lece do sypialni na przysłowiowe JESZCZE 15 MINUTEK.

(bo ja wychodze później, oni wcześniej)

Z tych WCALE NIE SPIE WCALE budzi mnie Piotrek wychodząc:

- TERESA IDE CZEŚĆ. JUŻ MUSISZ WSTAĆ. RAUS.

Wtedy dla porządku, lipiec, sierpień, czy maj, pytam (żeby pokazać, że wcale nie śpie wcale, tak tylko leże):

- Pada śnieg?

Chłop patrzy na mnie jak na czubka, puka się w głowe i odburkuje:

- Oczywiście że nie. Wstawaj już! No.

I tak o. Może i owszem to głupie pytanie ale zawsze załatwia temat, że rozmawiam, a nie śpie. Jednak.

Natomiast dziś zachwiany został cały mój spokój i cała harmonia. Cały układ poszedł w pizdu. Niby jak zwyle, niby nic sie nie, śniadanie, kot, kop w młodego, wyro, śpie, udaje nic sie nie dzieje ……aż tu nagle….

- TERESA IDE CZEŚĆ. JUŻ MUSISZ WSTAĆ. RAUS.
- Pada śnieg?
- PADA!

I tyle. I wyszedł. Ja do okna a tam… PADA! Aaaaa i co teraz? Bo może jak pada, to ja nie musze już udawać, że rozmawiam? Może w takim wypadku, nie idę jednak do roboty?

Aaaa WIEDZIALAM ŻE COŚ JEBNIE!
COŚ JEBNAĆ MUSI!

(a baśka wczoraj mowiła: dziewczyny, nie cieszcie się za wczasu że producent napisal miłego mejla, jak nic jutro deszcz meteorów zmiecie nasz kraj z map świata, albo i inny armagedon nastapi….)

Ponieważ w środę byl taki mały piątek, trochę, (no bo wolne a przed wolne to zawsze jest piatek) w czwartek była mala sobota to w piątek, wychodzi na to, że…. No właśnie! Rozregulowałam sie kompletnie. Dodatkowo ta jedna NIBY dodana godzina w tygodniu. No ja nie wiem. Starzy ludzie potrzebują planu dnia. Nie wolno przesadzać starych drzew. I takie tam.

Krotko mrowiąc lekko ochu..ja…
Chyba.

I tak oto prawdziwą sobotę, (która wychodzi na to że jest mala środą?) przywitałam o 5 rano, w kuchni, kiedy to wpadłam na pomysł posprzątania w szafkach (no bo co robić o 5 rano jak człowiekiem tylko miota i rzuca w wyrze) . Kot sie na mnie obrazil i zapytał na glos – „kobieto ochu..ja… aś?”, niemniej szynka w misce go troche ulagodzila.

Dziecko, które znalazło mnie rano (chyba trochę obudziłam pol domu szorując blachy od ciast w wannie) klęczącą w tornadzie wywalonych rzeczy z szafek, myjącą piekarnik, z oklejoną przyprawami piżamą (w przyprawach tez postanowiłam posprzątać) chciało zapytać : „Matko czyżbyś ochu…la?” Ale nie zapytało, kulturalne jest, tylko zrobiło dziwne oko, machnelo ręką i poszlo spać dalej.

Nie wiem. Nie wiem czy nie powinnam przejść na jakieś psychotropy, albo niewiem inną kokainę. Albo nie. Na emeryturę. O tak! Na emeryturę. Zawsze mi się przypomina że mogłabym już! Szczególnie, kiedy nadchodzi zima, rano czarno, o 17 czarno, trzeba dojeżdżać, przyjeżdżać, telepać się w deszcz, żeby niby robić na zakładzie karierę. Czy coś. Właśnie! Bo w sumie, tej kariery nie robie. Przecież. To co? Co ja tam robie? Szczególnie zimą i jesienią.
Czyżbym ochu….ja..a?

I tak o.
O 8 rano, w piżamie, bylam pod delikatesami Alma, czekając aż otworzą. Albowiem koniecznie, ale to raz, potrzebowalam czekolady gorzkiej lind o smaku Early Grey. Żeby jakoś się nie rozsypać calkiem. (albowiem o 5.30 wpierdzielilam cala o smaku liczi – cokolwiek to znaczy – też gorzką lind, i zdecydowanie musialam nabyć drugą, natychmiast nal, dla zmiany smaku ofkors).

I jeszcze wam powiem o słowie. Najbardziej znienawidzonym słowie. Jakie mam. Mianowicie – „najlepsza”. Kiedyś to slowo pokroje w plastry, zakopie pod ziemia, posypie wapnem i podpale.

A czemuż to – zapytacie?

Albowiem za każdym razem, w każdej sytuacji, przy każdej okazji, w chwilach złych i w chwilach dobrych, kiedy mam dość, kiedy nie mogę na siebie patrzeć, kiedy mam wrażenie że zaraz się rozpęknę, albo wyrwę komuś flaki, kiedy wali się, albo kiedy pali, kiedy pożar w burdelu, albo zwyczajnie boli mnie jestestwo, kiedy chciałby człowiek usłyszeć coś budującego, coś fajnego, coś… NO COŚ …..mój osobisty partner mówi:

- TERESA TY JESTEŚ NAJLEPSZA.

No ja pierdziele!
Ja tu w lzach, albo w furi a ten…
Nożesz kurna no!
Zawsze.
Always.
Ze swieca by szukac innego komplementu.
Albo pocieszenia, czy slowa otuchy.
Dupa.

- Dobrze wyglądam?
- TERESA TY JESTES NAJLEPSZA
- Mam dość!
- TERESA TY JESTEŚ NAJLEPSZA
- Zestarzałam się w tym roku strasznie….
- TERESA TY JESTEŚ NAJLEPSZA
- Boże jak mnie bolą plecy…
- TERESA TY JESTEŚ NAJLESZA
- Co jemy dziś na obiad?
- TERESA TY JESTEŚ NAJLEPSZA
- Nigdzie nie wychodzimy, nic nie planujemy, nasze życie jest takie…
- TERESA TY JESTEŚ NAJLEPSZA
- Kurwa mać! Kot naszczal pod stolem widziales?
- TERESA TY JESTES…..
itd

Także wiecie. Któregoś dnia, nie wytrzymam i po którymś „TERESA TY JESTES…” albo się rozpęknę, albo wejdę do pokoju cala w gumowy fartuchu z ugotowanym świńskim łbem w całości. Na tacy!

I zobaczymy kto wtedy będzie najlepszy!

Niby taki mistrz riposty nie? Niby taki bawidamek, taki błyskotliwy żongler metafor, dusza towarzystwa, a w rzeczywistości proszę państwa …. Zwykła ciamciaramcia. Ten mój gach. Pffffff.

i jeszcze mnie napierdziela leb. O. Mowie wam. Idzie zmiana pogody.


  • RSS