haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2008

Strasznie złachana jestem. No doprawdy. W prasie pierwsza zła recenzja, w domu burdel niemożebny, mało nie umarłam wczoraj śledzac drogę (i los niepewny) moich zaproszęń dla gości, w lodówce pusto – znaczy jestem chyba „de star” (dziecko karmię mac donaldem, przeciwko czemu dziecko nie ma chyba zbyt wielu pretensji). Co dziennie rano budzi mnie jeden mały, czarny, dość nowy, lekko nienormalny kot. Liżąc mnie po czole i oku. Lizanie oka przez kota, to nie jest zbyt fajne uczucie. Kot ma język troche BARDZIEJ, niż inne ssaki. Taki mi się wydaje.  Wiec się budzę. Więc kot uważa „SUPER!! BAWIMY BAWIMY”. Na co stary kot patrzy z dezaprobatą, i czasem nawet na jej dowód rzyga. Też rano. Nonszalancko. No to wstaję tym bardziej, bo posprzątać po sobie już ta harbinia nie sprząta. No to potem chce mi się spać.

I tak o.

Wyprowadziłam dziś na spacer moje nowe kozaki, (bardzo piekne, bardzo, tak piękne, że chyba nie lubią chodzić, tylko chcą być PO DZI WIA NE, co udawadniają przy każdym kroku) zjadłam choć jeść już nie miałam, a po robocie muszę zaprowadzić kozaki do rosmana po różne takie. Bynajmniej nie jakieś WYKWINTNE. Raczej po „do dupy” i inne proszki. Proza.  I tak o. De star – jak nic :-)) Aha i czekam na Ewkę i Baśkę. Już pojutrze. Doprawdy, fajną stroną tego filmu jest to, że widujemy się z dziewczynami z odstepami dwudniowymi dość regularnie, NAJSSSS. Nie chcę żeby to się skończyło. NIE NIE NIE!
 

UFFFF

26 komentarzy

czesc – ledwo zyje a wy? oni jeszcze śpia
a ja jakos nie moge
siedze w frankiem i czytam o traktorze i krowie
MUUUU

(wąż robi dla odmiany SSSSSSSSSSS )

powoli ze mnie schodzi
bo:

najpierw jakos malo sie denerwowalam
w sumie
bieg
pociag samochod gdynia warszawa
potem one mi powiedzialy
WEZ I JAK SIE TRZYMASZ JA MAM TAKI KAMIEN W BRZUCHU…
a ja ze nie
a one
WEZ A JA MAM ZAWAL DEPRESJE I JESTEM STRASZNIE ZDENERWANA STRASZNIE
a ja ze spoko
a one
WEZ JA UMRE
a ja ze…………..
……………………

…….o kurna faktycznie!!! JA TEZ

i poczulam
kamien
depresje
zdenerwowanie
(te wersje STRASZNE)

bo co jak…..

ale wiecie co?
SMIALI SIE ;-)))))))
smiali sie
naprawde!!!!!!!

nawet klaskali.

 

i tak o

otarłyśmy sie o świat

wielki

 

limo

 

 

 

 

 

 

 

i wróciłyśmy

no nic
zobaczymy co dalej
i jak dalej
w dalszych miejscach

jestesmy w gdansku
wszystkie
ewa w poznaniu

chodzcie :-)))
bedzie razniej!

…dawno mnie w stolicy nie było. Co nie? Tym bardziej, że w piątek i tak będę. No ale coż? Będę tak do piątku siedzieć bezczynnie? ALEŻ. Dlatego w poniedziałek wsiadam w PKP i jadę. Wynajeli nam z Baśką hotel. Telewizja. Myślicie, że w ramach iż obie jesteśmy starym dobrym pokoleniem CO TO WIE, jak to bywało w hotelach z gwiazdami, w dobrych latach 80, powinnyśmy stanąć na wyskości zadania i zrobić demolkę?

Jakaś palmę wywrócić.
Pokazać dzieciom, co zwykli pokazywać nasi idole rocka?
Wyrzucić telewizor z okna.
Zamowić kokainę w KFC?

Matko. A ja taka leniwa jestem.


Ten rok, naprawdę, niesie z sobą zmiany. 
 
I jest inny.
Czuję to. 
 
W domu, w zagrodzie, w okolicy.

Bynajmniej nie chodzi tu o nowego członka rodziny. W postaci kota. Kota fetyszysty – dodam, jeśli chodzi o jego namiętność do skarpet (które jak dorwie, to nosi w  pysku pół dnia, z taką maślanką w oczach, że nie wiem, zaczynam się bać). Kota strunowca – kręgosłupa toto nie ma, sądząc po tym, jak bardzo potrafi się wokół takiej skarpety owinąć (i walczyć, walczyć). Nie tej zmianie mowa. Chodzi o coś więcej. 

O inny kaliber chodzi.
O zmiany totalne.
Dowód?

Proszę bardzo – moja przyjaciółka, która na widok igły ucieka do lasu, lekarzy nie uznaje, Rutinoscorbin i Polopiryna S mogłyby dla niej nie istnieć, na widok witamin krzyczy „APAGE”, w poniedziałek zagaiła: 

- słuchaj, tak jakby moja siostra poruszyła temat botoxu. Szukają chętnych do ampułki. Zgłosimy się? Oj wiem, wiem, zastrzyk w twarz ale cóż… takie życie! 
 

Hę?
Ona?
Świat się kończy.
Zaprawdę. 
 

W dodatku np. nie działają żadne metody z lat poprzednich – a propo premiery. Albowiem mam karę. Za spożycie wiadra smalcu w sylwestra. Sama sobie tę karę dałam i wyznaczyłam. Żadnego chleba, żadnego masła, same pożywne, i PYSZNE (ach jakie sycące ach) trociny plus warzywa.

I co?

I normalnie, bez jakiś wybitnych efektów. Zazwyczaj, po 3 tygodniach, miałabym trochę bardziej wklęsły bęben, niż bęben wydęty. A tu nic.

Idą zmiany.

Poddałam się i skończyło się na gorsecie, który wciska brzuch gdzieś w okolice skrzeli, i chowa wątrobę pod płuco. Ale działa. Dieta działać przestała. Znaczy coś się kończy, coś zaczyna…… gorzej, że zaczyna się okres pt: „nie działa biologia, działa mechanika”.  Co kolejne? Metaloplastyka żeber?

(jest jeszcze taka opcja, rozwiązująca problem zrzucenia w tydzień 10 kilo – wychodzi po 2 dziennie. Znaczy tak: w poniedziałek amputacja jednej ręki. Ze dwa kilo będzie. Wtorek noga prawa. Tez ze 5 nawet, w środę…….)
 

Jeszcze coś? Proszę bardzo – chłop mnie wyciąga – chodź pójdziemy sobie zrobimy turne po sklepach. HELOŁ? Albo mi chłopa podmienili, i się nie zorientowałam (krótkowidz w końcu ze mnie), albo zaprawdę coś się zmienia w tym 2008. Totalnie.
 A dziś dodatkowo chyba zaczęła mi się menopauza, albowiem obudziłam się spocona jak pies, w mokrej piżamie, w pokoju gdzie wcale nie było za gorąco (u nas szwedzki chów, plus 17 na chacie, to upał).  Niemniej największa zmiana, mili moi, to fakt iż zaprawdę mam to w dupie J))))). I jakaś durnowato zadowolona jestem.

Choć w pracy zapierz, a końca pożaru w burdelu nie widać. 

Nie ukrywam jednak, że  zaczęło do mnie trafiać:

– A CO JEŚLI WAM SIĘ NIE SPODOBA?

Bo tak jakby, już za tydzień, na ekranach kin.
 

 

- PIĘKNĘ ZDJECIA! W ŻYCIU BYM CIE NIE POZNAŁA.

jak również:

- ŚLICZNIE WYSZŁYŚCIE. ZUPEŁNIE NIE JESTEŚ DO SIEBIE PODOBNA!

:-))))))

ps.

z daleszej seri mojej ulubione – najbardziej de best z debest
(to na pewno efekt popularosci!!
wiedzialam że kiedys ta chwila 
nadejdzie :-):

16:32] <mezz>
moze mialaby Pani ochote na wspolna domowa saune
http://www.tvmarket.pl/index.asp?tn=productview&c=&c2=&pid=51153


:-))))))))))

aha w nowym roku przywitaliśmy styczeń
bogatsi o nowego członka rodziny
 
nasza stara kotka dostala małego czarnego okurwieńczyka
w promocji
 
ktory urodzil sie na klatce schodowej
pewnie ze 2, albo 3 miesiace temu
i brali go
to ci
to tamci
a w efekcie miał wylądować w schronisku,
albowiem zamykany na cały dzien w łazience
żeby nie szalał
(łazienka ma metr na metr)
i wypuszcza po 9 godzinach troche dostawał szału
kompletnie
i ciągle latał
nie do opanowania żywioł
„chory psychicznie jest ten kot”

 
wzielismy ją
bo mamy serca miętkie
 
chyba

mała
jest śmieszna ciagle chodzi za starą, a stara kocica nasza
Pysia

patrzy na nia z obrzydzeniem

(no ale to jak Bonifacy na widok Filemona, prawda?)

stara fuka 
udaje że małej nie widzi

ale spoko
małej to kompletnie nie zraża
jest nachalna na maksa

ofuknieta przylazi dalej
jak bumerang

biega jak mały okurwieńczyk
śpi z młodym
młody przestal grać i ciagle sie zajmuje małą
karmi, kładzie spać, trenuje, i w ogole jak uslyszal że w opcji jest ze MIALA ISC DO SCHRONISKA NA MRÓZ
to sie malo nie poryczal

(aczkolwiek martwimy sie trochę, jednak o jego orientację seksualną, jak nic bedzie albo artystą albo…)

mała nie ma imienia,
wyglada jak mały czarny szczur,
ma długi cienki ogon, chuda jak wiór
(wiec żre non stop i wylizuje miski: swoja i starej, i wszystko, co znajdzie, i co sie da wylizać)

liże nas po rekach
i gryzie i liże
na zmianę
i lata do drzwi jak dzwoni dzwonek
nosi w zębach bombki z choinki
i szyszki takie z pętelką
i łańcuch nosi w zębach z choinki
i
i jest prześmieszna na maksa walnięta

bardzo ja lubię :-)

dokumentacja

psota
chce mnie czy nie, i tak ją podejdę
 - SPOSOBEM!
psota2
..naprawdę trudno mnie uchwycić w miejscu…
psota3
…. bo musze ciągle gryźć i lizać i lizać i gryźć!!!

oraz biegać :-)


Właściwie powiedziano już wszystko o sylwestrze. Wygadała się moja przyjaciółka, moja siostra w tłuszczu. Wiec wiecie, „Tłuszcz mój przyjaciel”, „Moje życie z tłuszczem”,  „Kiedy tłuszcz poznał Sally”, „Sex, tłuszcz i kasety wideo”. Sześć dni sylwestra,  powiem wam, to nie jest lekka robota. Głownie,oczywiście – p
isałyśmy. Leżałyśmy i pisałyśmy. 

Potem leżałyśmy, oraz pisałyśmy
(i jadłyśmy).
W różnych konfiguracjach kanapowych.

 

Aczkolwiek, raz nawet poszłyśmy na spacer. O mało nas tlen nie zabił, po tych przesiedzianych 3 dniach. Taki szok. Ale jak dotarłyśmy do wsi, dzieci wyganiali to sołtys, to stolarz. W najlepsze kurtki ubrane,  żeby nas witały. Jeden taki obiecywal mi, że bedzie dla mnie chodził na rękach „JAK ŻABA” (oni tam musza mieć, jednak, dziwne żaby, na tych Mazurach). Oraz rozłupać chciał stalowy pręt zębami. („sześć skrzynek orzechów robię w godzinę! jak wiewiórka!”). Ząb pękł, co mnie trochę przeraziło, ale nie ma się ponoć co bać, po cebuli i czosnku mu odrastają. Serio! Ale to tylko dlatego, że nigdy ich nie mył!

No a w drodze powrotnej, wokół nas, chłopaki  popylali na motorynkach. Że niby nic. Tak se na rpzejażdzkę wyszli. W minus 10. Ojtam. Ewa mi to potem wyjaśniła:

 

– Wiesz – powiedziała Ewa – Bo my tu jesteśmy taką ich Dodą. Oni wiedzą, że trochę robimy w filmie. No cóż, jaka Doda taka wieś. 

 

No to nasza wieś miała 4 chatynki i nie ma jej na mapie. Ale jest! I wielbiciele som! Najbardziej, jednakowoż, podobało mi się kiedy radośnie hasając po lesie, całe w brokacie, trochę już spietrane bo zapadł zmierz tak, JAKOS NIESPODZIEWANIE, podzieliłam się z koleżankami spostrzeżeniem, że niby wieś mała, a jednak rozrywkowa! O np. cały czas już strzelają ze sztucznych ogni, a sylwester dopiero pojutrze!

 

- Panie uważają!!!– przerwał mi wyłaniający się z lasu drwal – bo tu polują! Przecież! Nie słyszą panie?

O tu:

Photobucket

 

O jakiego my speeda dostałyśmy w drodze do domu. Pojęcia nie macie. Nie wiedziałam np. że Baśka umie tak szybko chodzić. I widziałysmy ufo. Po drodze.

Photobucket

 

I tak o. Potem był kulig, na którym koń cały czas na mnie, za przeproszeniem, pierdział. Jak się dowiedziałam, że jest w ciąży, to chciałam za  niego iść w zaprzęgu. Z Ewą! Jak to matki solidarnie. Baska nie chciała, bo zamarzła już. Chyba. Na kamień. (nie było ciepło oj nie! bynajmniej).  A pan woźnica, dla rozrywki, rzucał od czasu do czasu:

 

- o tu na tym odludziu, na przykład….
 - Gdzie? Tu nic nie ma!
- Tu tu, tam w tej chatynce w środku lasu, to hodują konie. Wynalazki!

- Takie ładne, tak? Kundelki?

- NIE. TAKIE POKRZYWIONE. KLONOWANE. ŹLE ROZMNAŻANE. DZIWNE!!!! WŚCIEKŁE!

 

A potem po tej informacji zawiózł nas do bunkru. O.

Photobucket

 

Dobra. Wlazlam tam. Było jak w horrorze! Bąska nie wlazla, speniala. No nie wiem czemu.

Potem wróciliśmy, i pokonaliśmy jedną wieś na fajerwerki. Całą. Tylko nasza chałupa! A potem drugą wieś. A potem trzecią. Dziewczyny śpiewały, a ja z oddali usłyszałam rozmowę chłopaków:

 

- Zjedz Piotrek kiełbasę, co? 

- Nie, nie mogę już….

- Ale weź ja zjadłem,  zjedz ty też, do końca,  tam leży….

- Nie ..no…

- ZJEDZ MOWIE CI, BO JAK MY JEJ NIE ZJEMY, TO JĄ TEŻ ONE ZEŻRĄ!!!!!

 

Jezu no. Czepiają się. W ogóle doszłyśmy do wniosku że faceci maja coś z transformersów, wytwarzają takie pole, co wszystko uderza, przewraca, stuka, szura, chrząka, i robi hałas. Ja nie wiem jak oni to robią, ale we trzech, w 4 minuty, roznosili cała chaupe. Jakby przemarsz wojsk. Toteż ich wywalałyśmy rano na wycieczkę, i w tym czasie, same, w błogiej ciszy… ZARŁYSMY ZARŁYSMY ZARŁYSMY…..

 

PS

W przyszłym tygodniu, kupcie lutowy Twój Styl. No.
Niespodzianka. Bedzie.

a tu
http://film.wp.pl/cid,1679,id,26477,film_clip.html

bonusik (kurna jak sie wstawia linki w tym nowy panelu?)

i dwa
http://film.onet.pl/zwiastuny/0,3002755,267,1,filmy.html

 


  • RSS