Właściwie powiedziano już wszystko o sylwestrze. Wygadała się moja przyjaciółka, moja siostra w tłuszczu. Wiec wiecie, „Tłuszcz mój przyjaciel”, „Moje życie z tłuszczem”,  „Kiedy tłuszcz poznał Sally”, „Sex, tłuszcz i kasety wideo”. Sześć dni sylwestra,  powiem wam, to nie jest lekka robota. Głownie,oczywiście – p
isałyśmy. Leżałyśmy i pisałyśmy. 

Potem leżałyśmy, oraz pisałyśmy
(i jadłyśmy).
W różnych konfiguracjach kanapowych.

 

Aczkolwiek, raz nawet poszłyśmy na spacer. O mało nas tlen nie zabił, po tych przesiedzianych 3 dniach. Taki szok. Ale jak dotarłyśmy do wsi, dzieci wyganiali to sołtys, to stolarz. W najlepsze kurtki ubrane,  żeby nas witały. Jeden taki obiecywal mi, że bedzie dla mnie chodził na rękach „JAK ŻABA” (oni tam musza mieć, jednak, dziwne żaby, na tych Mazurach). Oraz rozłupać chciał stalowy pręt zębami. („sześć skrzynek orzechów robię w godzinę! jak wiewiórka!”). Ząb pękł, co mnie trochę przeraziło, ale nie ma się ponoć co bać, po cebuli i czosnku mu odrastają. Serio! Ale to tylko dlatego, że nigdy ich nie mył!

No a w drodze powrotnej, wokół nas, chłopaki  popylali na motorynkach. Że niby nic. Tak se na rpzejażdzkę wyszli. W minus 10. Ojtam. Ewa mi to potem wyjaśniła:

 

– Wiesz – powiedziała Ewa – Bo my tu jesteśmy taką ich Dodą. Oni wiedzą, że trochę robimy w filmie. No cóż, jaka Doda taka wieś. 

 

No to nasza wieś miała 4 chatynki i nie ma jej na mapie. Ale jest! I wielbiciele som! Najbardziej, jednakowoż, podobało mi się kiedy radośnie hasając po lesie, całe w brokacie, trochę już spietrane bo zapadł zmierz tak, JAKOS NIESPODZIEWANIE, podzieliłam się z koleżankami spostrzeżeniem, że niby wieś mała, a jednak rozrywkowa! O np. cały czas już strzelają ze sztucznych ogni, a sylwester dopiero pojutrze!

 

- Panie uważają!!!– przerwał mi wyłaniający się z lasu drwal – bo tu polują! Przecież! Nie słyszą panie?

O tu:

Photobucket

 

O jakiego my speeda dostałyśmy w drodze do domu. Pojęcia nie macie. Nie wiedziałam np. że Baśka umie tak szybko chodzić. I widziałysmy ufo. Po drodze.

Photobucket

 

I tak o. Potem był kulig, na którym koń cały czas na mnie, za przeproszeniem, pierdział. Jak się dowiedziałam, że jest w ciąży, to chciałam za  niego iść w zaprzęgu. Z Ewą! Jak to matki solidarnie. Baska nie chciała, bo zamarzła już. Chyba. Na kamień. (nie było ciepło oj nie! bynajmniej).  A pan woźnica, dla rozrywki, rzucał od czasu do czasu:

 

- o tu na tym odludziu, na przykład….
 - Gdzie? Tu nic nie ma!
- Tu tu, tam w tej chatynce w środku lasu, to hodują konie. Wynalazki!

- Takie ładne, tak? Kundelki?

- NIE. TAKIE POKRZYWIONE. KLONOWANE. ŹLE ROZMNAŻANE. DZIWNE!!!! WŚCIEKŁE!

 

A potem po tej informacji zawiózł nas do bunkru. O.

Photobucket

 

Dobra. Wlazlam tam. Było jak w horrorze! Bąska nie wlazla, speniala. No nie wiem czemu.

Potem wróciliśmy, i pokonaliśmy jedną wieś na fajerwerki. Całą. Tylko nasza chałupa! A potem drugą wieś. A potem trzecią. Dziewczyny śpiewały, a ja z oddali usłyszałam rozmowę chłopaków:

 

- Zjedz Piotrek kiełbasę, co? 

- Nie, nie mogę już….

- Ale weź ja zjadłem,  zjedz ty też, do końca,  tam leży….

- Nie ..no…

- ZJEDZ MOWIE CI, BO JAK MY JEJ NIE ZJEMY, TO JĄ TEŻ ONE ZEŻRĄ!!!!!

 

Jezu no. Czepiają się. W ogóle doszłyśmy do wniosku że faceci maja coś z transformersów, wytwarzają takie pole, co wszystko uderza, przewraca, stuka, szura, chrząka, i robi hałas. Ja nie wiem jak oni to robią, ale we trzech, w 4 minuty, roznosili cała chaupe. Jakby przemarsz wojsk. Toteż ich wywalałyśmy rano na wycieczkę, i w tym czasie, same, w błogiej ciszy… ZARŁYSMY ZARŁYSMY ZARŁYSMY…..

 

PS

W przyszłym tygodniu, kupcie lutowy Twój Styl. No.
Niespodzianka. Bedzie.

a tu
http://film.wp.pl/cid,1679,id,26477,film_clip.html

bonusik (kurna jak sie wstawia linki w tym nowy panelu?)

i dwa
http://film.onet.pl/zwiastuny/0,3002755,267,1,filmy.html