haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2008

..oglądalismy serial „SOPRANO” licząc ile razy, w ilu scenach, w jakich ilościach, występuje żarcie. Dużo tego było. Skończyło sie hasłem TERESA GOTUJ MAKARON BO ZARAZ ZEMDLEJE Z GŁODU. Ot siła ekranu, i X muzy. Oraz chłop miał imieniny a pogoda miała sraczkę. Przyszły też złe, bardzo złe wiadomości o małej Karoli. Ja tego  nie rozumiem. Ja już nie jestem w stanie tego pojąć nawet. Jedyne, co zaczyna mieć sens, to sprzątanie. Tylko to ma JAKIŚ TAM wpływ na rzeczywistość, która dzieki niemu, czasem jest uprzadkowana,  a czasem nie jest. I czasem mozemy być decydentem, jaka ma być. A tak reszta? Reszta nie ma sensu. Na resztę nie mamy wpływu. Chyba. Nie zgadzam się. And? And nic z tego i tak nie wyniknie.

A potem patrze na ludzi, którzy mają takie problemy, takie problemy że…… ludzie, nie macie problemów naprawdę. Patrzę na facetów,  kobiety i myślę sobie – weźcie się w garść, jesteście śmieszni mali i żałośni, i jak się nie pozbieracie to, co będzie, kiedy dosięgnie was COŚ takiego. A żeby nie dosięgło. Nie życze niekomu. Ale jeśli? Ja też myslałam, że TO, to się nie zdarzy w mojej rodzinie. Nigdy. To się zdarza zawsze INNYM.

Patrze na takiego faceta obok, w okolicy bliskiej, co rozpierdala sobie wszystko w imie kretyńskiej idei ROZWIJANIA SIĘ i WOLNOŚCI. Dziecko żona, dom. Na to, jak niektórzy patrza tylko na siebie – ja, ja i jeszcze raz ja. Mnie i moje. Mi. Nie dobrze mi. Nie mozesz robić tego mi. Co myślę JA. Ja ja i ja. Pomijając czy sie dogadują ze swoją kobietą, czy nie, pomijając czy ona nie popełnia tysiąca innych błedów, mierząc rzeczy też mała miarką. Policzalną na jednostki. I jak to robią. Sposób jaki. Ile generują problemów. Wokół. Myślę sobie – o matko ludzie, ludzie…..

A potem myślę- bez sensu. Dla tych ludzi, tamto COŚ jest tym wielkim COŚ. A nasze wielkie COŚ, jest naszym wielkim COŚ. Każdy ma swoje. W różnych kalibrach. Rozmiarach. Bez sensu. Tylko nie mówicie mi nic o cierpieniu na Ziemi, jakie musimy ponosić, za jeszcze inne COŚ. W jakieś inne IMIĘ. I że to ma jakiś tam SENS. W to nie chcę wierzyć, i nie chcę słuchać o tym.

Musze się rzucić do roboty.
Dużo roboty to czasem dobre jest.

Trochę oczarował mnie libański film KARMEL.
I to to w sumie tyle na dziś.

…. o dziwne ty stworzenie. Zagadko ty nieodgadniona.

- JESSSSS!!!!TTTTT!!
- ale to przecież…..
- JEST!! TURCJA TURCJA!!!
- ..ale to przecież nie nasi grają….
- NO I CO Z TEGO!!???
- ..ale ty jesteś za…
- TAK! BO TURCJA NIGDY NIE UZNAŁA ZABORÓW POLSKI!

Ech kibicu. Ty labiryncie Minotaura. Ty enigmo tajemnicza.

Jeśli napisze, że w weekend głownie jadłam, to jakby będę wtórna prawda? Bo już Baska o tym napisała. Jakbym napisała, że w weekend leżałam głównie na kanapie, to Baśka też już o tym napisała.

A jak napiszę, że dostałam amoku w piątek wieczór i umyłam podłogi, okna, szafki, nogi swoje, kotów i stołu, lampy i ściany i wyprałam zasłony, oraz zdjęłam pajęczyny z karniszy, to jakby będę pierwsza prawda? I jedyna? No chyba, że na sali znajdzie się ktoś inny chory psychicznie i stanie ze mną w konkursie. 

No nic.

Tłumaczy mnie tylko fakt, iż potem faktycznie dwa dni się snułam. I leżałam. I jadłam. A może to mnie wcale nie tłumaczy? Może to świadczy o tym, że mam w sobie dwie skrajne osobowości, i one kiedyś wstaną, wyjdą, staną na przeciwko i stoczą walkę o pokój na ziemi i niezabijanie małych foczek. 

Oglądałam też PITBULLA.

Fajny jest, choć ciężki jak schabowy z kapustą zasmażaną. Ale kocham ich, kocham ich za to, że czołowe polskie, piękne aktorki wyglądają u nich jak bura ściera w kolorze mchu. Dodatkowo PITBULL to dowód na to, że jak komuś wychodzi dobrze mroczny, brudny, szarobury klimat, to niech się kurna potem nie bierze za produkcję romantyczną. (no bo jak nazwać inaczej ten psudo kryminał z drewnianym piotrem z Magdaleny M) 

I tak o. W tym tygodniu zaś dla odmiany latam po szkołach. Albowiem do 26 trzeba złożyć papiery. Czy ja wygrałam nogi na loterii ja się pytam? Ae trzeba. Teraz jeszcze nie daj bóg trzeba będzie wybrac, bo jedna już wzięła a może wziąśc i druga. I wtedy co? Tu 3 języki, a tu 2 i może to lepiej. Tu co pół roku egzamin żeby się przyzwyczaili, a tu pracowania ceramiki (misiek chcesz geja wychować???), tu profilowanie od razu, tu po 2 latach, tu niby fajnie bo doradca uczelniany od razu, a tu pracownie chemiczne w terenie, tu nastawienie na konkursy i olimpiady (gdzie mój gamoń gdzie? On tam?? Ha ha), a tu akcje i inicjatywym, tu basen a tu judo, tu………….
 

Aaaaaaaaaaaaa czy ja wygrałam system decyzyjny na loterii ja się pytam?

Niemniej nie jestem sama w tym wszystkim. Bynajmniej. 

- Hmmmm. Teresa czy wiesz? Ciężko zdecydować coś.
 


Ta. Mi to mówisz? Mi? Toking tu mi?  Ja. ja już mam żylaki mózgu od myślenia (i odbytu chyba już też) oraz krwawe wybroczyny w oku. W dodatku AM OFICJAL FAT. Tak właśnie. Tak się czuję. Puchnę już od zanieczyszczeń w powietrzu. Mam ciężkie kultury bakterii w ciele. Oraz chyba kości.


Oraz nienawidzę młodzieży, co ma wakacje. W DUPACH IM SIĘ CHYBA POPRZEWRACAŁO. O! DO ROBOTY! BURAKI DZIABAĆ. Czy coś. SADZIĆ LAS! Ale raz!

Baśka:

HANKA A PAMIETASZ czasy, kiedy „INFORMATYK” oznaczało młodego, pięknego, choć troche szalonego młodzieńca, zwykle wyrwanego z wirtualnej kawiarenki i ZAKOCHANEGO W NAS?
Hanka:
A teraz ….BYNAJMNIEJ.
Baśka:
Moj Boże, co to się porobiło.

(to chyba jakiś cytat, ten w tytule, z filmu polskiego, podobno film – straszny syf, ale dialogi ….O DIALOGI SA FAJNE, podobno)

Nigdy nie łaczcie NA RAZ leków na alergię z tymi na nadciśnienie. Zapisaliście? No. Ja połączyłam. A ponieważ wczoraj zapomniałam tego na alergię, i pół tego na nadciśnienie, wziełam dziś rano wszystko na RAZ.  Oraz w związku z tym płynę….. Świat wokół mnie, jakby mnie nie dotyczył, widze nitki czasu, widze myśl jak leci, leci, powoli, jak nitka babiego lata, wolno….. leci i cumuje. Dziwne doświadczenie. Płynę. A za chwilę żeby było weselejj mam zebranie z głownym strategiem WP. Baśka pyta czy główny strateg chodzi w mundurze. Bo powinien. Najlepiej czarnym ze złotmi guzikami. Albo  chociaż w płaszczu Vadera. I powinien mówić DŻOJN MIII LUKSKAJŁOKER.

No więc – nie  chodzi. a ja obiwam się, że w trakcie spotkania zwinę się na stole konferencyjnym w kulkę i poobserwuję jak lecą myśli. Lecą, lecą, krąża, tańczą na wietrze i cumują… cumują… cumują.

Chociaz moze dobrze że wziełam dziś dawkę podwójna, albowiem:

- Zakończenie roku mam w  czwartek.
- Gdzie?
- w teatrze.
- Aha. W jakim?
- Gdyńskim!
- Ale gdzie pytam.
- No mówie W TE ATRZE !!!!
- No wiem. Pytam – gdzie??!
- W GDYNI!!!!

Całe szczeście sprawdziłam w którym. Albowiem moje dziecko wychodzi z założenia, że w tym PRZY MORZU, albowiem TEN ZNA. Inne się nie liczą. A to nie w tym. Bynajmniej. Pytam więc: jak znajdzie? No? a on: Spoookoooooooo. JAKOŚ.

Chyba też brał i TE i TE NA RAZ.


…..naprawdę, przyznam się, nie rozumiem co się ci mężczyzni tak podniecją tym Euro? Przecież to raptem niecałe 4 złote……

w domu

3 komentarzy

kocham pkp
kocham zepsute kible w pociagach
kocham mieć wagon zaraz obok tych kibli
kocham jeździć tak ponad 5 godzin bitym longiem
kocham warszawę
kocham tłuszcz, który po podróżach do niej, obrasta mnie jak mech
kocham słabe filmy klasy B o kanibalach
kocham moje lejdis przy których, nic nie poradze, zawsze czuje sie duża i tłusta
kocham franciszka karola który, o dziecko naiwne niczego nie winne, namawia mnie żebym weszła z nim do wanny
( „ciocia tu tu!” – ciekawe czy za lat 15 też bedzie mnie tak zaciągał do łazienki)
kocham wracać wieczorem do domu, i mieć jeszcze chwilę krótką, te durną nadzieję, i ułudne poczucie pewności,
że OD JUTRA BĘDĘ NA DIECIE
kocham oszukiwać się tak

……nie kocham tylko jutro iść do pracy.

DROGA PRZYJACIÓŁKO DLACZEGO?

dobra

6 komentarzy



Popilnujcie mi tu Internetu bo jadę przewinąć Ewkę.
Znaczy tfu.
Przwinąć Franka i powbawić z Ewką.
Znaczy tfu.
Pobawić z Frankiem i przewinąć Franka i nakarmić Ewkę.
No.


Dobra, dobra, będę nudzić – o kotach.

 

To miał być spokojny weekend. Spokojny. Pozwólcie powtórzę SPO KOJ NY. Zaczęło się nienajgorzej, albowierm udało mi się wbić w pierwszy wolny termin u starego. Upchnął mnie gdzieś pomiędzy  mecz z kumplami i świętowanie awansu  do A klasy w pierwszym zespole, mecz ligowy w drugim zespole, rozgrywki Euro Polska Szwaby, w jeszcze nie wiadomo czy zespole („wie sz kochanie, kumple tam coś mówią, ale wiesz ja to najchętniej w domu oglądałbym” taaaaa jaaa sass neeee). Paniom i pannom na wydaniu jednak proponuję się zastanowić nad wersją CHŁOP Z PASJĄ, ja wiem że CHŁOP BEZ PASJI to jest generalnie słaby model ale……  Czasem mam dość. Znaczy nie, nie mam dość, mam dość NIEBYCIA pasją. Albo cześcią PASJI. Inny model PASJI poprosze. Np , nie wiem – podróże z ukochaną. Sa takie pasje? Czy tylko dorośli faci wyjący debilne pieśni utytłani w kurzu? Non stop. No nic. Mężczyźni. No nic, dam rade. Rzucę złośliwy komenatrz, a co! Skomentuje cynicznie, a co! STAC MNIE. Potem i tak kupie se czapkę w kształcie piłki, i nasutniki w kształcie rękawic bramkarskich. Dam radę.

( oooooo , albo za terminarz się przebiorę. To może załapię się na planowanie naprzód, oraz wpis w tabelkę, tudzież strategię)
 

Niemniej…..

 

To miał być spokojny weekend. W piątek korzystając z wakatu, dostałam kino i kolację. Indiana Dżins nadal ten sam, ja nie narzekam, ja kocham Indianę. Oraz Archiwum X też kocham, więc jakby mariaż idealny. Dziecko z balu odebraliśmy przy okazji, trzeźwe spocone bez wilczego biletu ze szkoły. Poinformowało mnie że z pracy z Informatyki pan wystawił mi 2, i pojechaliśmy do domu. Rano wstałam pełna sił, rzuciłam sprzątać (nienawidzę tego u siebie, ale tak już mam, nic ekskluzywnego, muszę zamieść, umyć, poprzekładać, poukładać, pojazgotać jak tego nienawidzę, i przetrzeć szmatą, inaczej nie usiądę spokojnie), a gdy ku ukończeniu miałam już ostani szklanek w zlewie, i perspektywę kawy i ciszy w domu (dziecko szło się szlajać), wmaszerował młody:

 

- Psota jest na balkonie u sąsiadów piętro niżej. Nie wiem jak tam spadła. I się drze.

  

I zaczęło się. Ja nie wiem, własne dziecko mi tyle kłopotu nie sprawia, co ta czarna córeczka. Owszem spadła, owszem nie wiem jak, owszem sąsiedzi na działce od tygodnia, kluczy nikt nie ma, ja na 2 piętrze, oni na pierwszym, ale nic mylnego ich pierwsze jest jak drugie, moje drugie jak trzecie, miedzy nami mur.

Kot się drze i boi, widzi mnie, ja mu koszyk, on na widok koszyka atak histerii i strachu, sru po murze na parapet okna sąsiadów. Z oknem jeszcze gorzej, parapet szerokość 4 cm, ni chuja w  żadną stronę, centralnie słońce w kota, kot płącze, język mu wisi, szuka gdzie sie wcisnąć w kąt. Łapie pazurami ścianę, patrzy na mnie, patrzy w dół, drze się rozpaczliwie: „weź mnie stą weż mnie stąd!!!”.

Stary, szary kot siedzi na oknie w domu, spogląda w dół i mówi spokojnie: „Proszę, o proszę, mówiła? Było brać tego debila? Proszę bardzo! DO I GRA LIŚ CIE SIĘ”. Po czym  kładzie na poduszce. W domu.

Nie pytajcie mnie co było dalej, bo zacznę się drzeć jak ten kot na parapecie. Najpierw namawiałam żeby zeskoczył, trudno połamie łapy (to jest na prawdę wysoko, na dole beton chodniczka), będę nastawiać, mamy zaprzyjaźnionego weterynarza trzy klatki dalej, potem uspakajałam z dołu, stoja godzine na słońcu i przemawiąjąc, sąsiad latał szukać drabiny, owszem takie wysoki drabiny ma, ale staż pożarna. Potem wymyśliliśmy, że namówię kota z góry (powieszę trochę za balkonem i przemówię mu do rozsądku), żeby zeskoczył a sąsiad złapie go na dole w koc. Przemawianie do kociego rozsądku skończyło się sklejonym kijem z karnisza plus dwa od miotły, na końcu szmata i akrobatyką za balkonem celem strącenia kota, sąsiad z sąsiadką na dole latał z kocem jak w filmie.

 

Strącaliście kota, co się trzyma kurczowo pazurami ściany, balansując takim sprzętem (to nie jest lekkie gwarantuje) pod skosem, starając ni zbić szyby w oknie sąsiada, oraz nie spoerdolić sie z balkonu (ja w razie czego mam 2 łapy jak połamię jedną to jakby 50%, kot ma 4 jak połamie jedną to…) i nie zabić kota walnąc go wyżej wymienionym kijem po karku, a tylko ZSUNĄĆ? To trwa. 

Ha!

 

Jakbyście mieli do wyboru jakąś inna czynność to raczej wybierzcie inną. Ta nie jest fajna. W jednak efekcie kot został złapany fachowo w koc, przyniesiony do domu, w którym cały dzień udawał NIC SIĘ NIE STAŁO, NI SIĘ NIE STAŁO!  A potem cały dzień spał, po południu spał, a w cała noc dla odmiany spał – ze mną, pod kołdrą, co jest dziwne, mrucząc i łasząc się (zazwyczaj lata jak gupek cala noc, z okrzykiem BAWIMY BAWIMY, na głaskanie reaguje OKEJ WIDZE – BAWIMY SIĘ W ATAK! TRZY CZTERYYYYY ATAK!)

 

Nie powiem, że mnie dziś nie napieprzają ręce, od tego balansowania, że mnie oko nie lata, że trochę mnie zdenerwowała, oraz że trochę z sąsiadem mamy zadzierzgnięty kontakt bliższy. Oraz że kocham to, iż takie rzeczy wydarzają się jak jestem sama. Ja wiem, wiem wie, to zwierzątko tylko, nie dziecko małe, jakby dziecko małe wisiało na ścianie to by …… i wielki mi co.

No wiem.

  

A tak BTW, nie wiecie, staż pożarna to na ściągnie kota nie? I robi to odpłatnie? Dużo to kosztuje? Bo może założę jakiś fundusz na cel, czy coś? Bo ta małą czarna to ona jest kompletnie inna, niż ta szara stara.
 

Jedna hrabina dystyngowana, druga raczej jeszcze wykręci numer
ala: „cześć mamo nie chce cię denerowac ale…”.

o

5 komentarzy

  • RSS