haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2008

..miałyśmy pisać dzielnie scenariusz, zrzucając wszystkie domowe sprawy na naszych mężczyzn, więc zrobiłysmy z ewą weki. Mianowicie: grzyby w occie, grzyby zasmażane, grzyby suszone, cukinię w zalewie, cikinie blanszowaną, pierogi z grzybami i kasza gryczaną, kurpniki na świeżych grzybach, zupy z warzyw z warzywniaka….. i tak o.

Baśka zrobiła kolejnego „andrzeja” na szydełku.

- To co robicie dziewczęta? – Zapytała ewy mama.- Ah tak. Pierożki. Cudownie. I grzybki, tak? No świetnie. To ile Hania zrobiła tych pierogów? No świetnie, świetnie. A ty kicia? A cukinię upychałaś w słoiki? No cudownie. Tak, tak. No macie rację. No wiecie. Może się producent nie skapuje, że nie macie scenariusza, jak mu to wszystko zaniesiecie. No tak. No macie rację, po co scenariusz, jeśli spiżarkę będzie miał pełną. Prawda?

Aha – i pokonałyśy chłopaków puszczy boreckiej w zbórce grzyba. W czasie naszej indywidualnej wyprawy. Z Bogdanem. Bo Bogdan puszczę zna („tu mokra górka, tu nie wjeżdzaj tu jest bagno, o tu poznaję po brzozie to będzie teraz na lewo, tam mieszka dyrektor żubrów, a to lis, tu kupa żubrowa”). Oczywiście oni tego nie potwierdzą. Nigdy nie przyznają się to przegranej. Skisli by. W prędkości obrobienia runa też ich pokonałyśmy („….ty myszka, ty nie gadaj, wy miałyście mniej roboty, wy nie musiałyście wypić do tego 3 butelek wódki. Więc, jakby nie masz prawa mi mówić, ILE TO ROBOTY JEST”). Niemniej przyznać trzeba, że trudno nie było. Obrodziło tak, że zbierać trzeba było wg zasady: JEŚLI POCHYLISZ SIE ŚCIAĆ GRZYBA, NIGDY, PRZENIGDY NIE ODWRACAJ SIĘ ZA SIEBIE.

Ponieważ jak sie obrócisz nie wstaniesz pół godziny.
Masakra. 
Żadne wyzwanie.
Takie grzybobranie.

(dialog zasłyszany z lasu, gdzieś z odmętow zagajnika: „jeszcze mi kurwa tak nie było, żebym w pół godziny całe wiadro najebał”). 

Oraz mieliśmy dwa gniazda szerszeni, ktore chłopaki planowali zlikwidować. A że to nie taka prosta sprawa, grubo zastanawiali się jaką wezwać straż pożarną, skąd, i jak zabezpieczyć, na czas likwidacji, rodzinę (znaczy nas). W tym czasie szerszenie atakowały dom. Gniazda były wielkości 3 wiader. Potem przyszedł Bogdan, na bosaka, z gołym torsem i poprosił o szlauch.

- Po co ci Bogdan szlauch? Padało. Nie ma sensu podlewać ogródka.
- A nie, nie ogródek. Nie miałem co robić, to żem rozpierdolił szerszenie.

I już.
I po szerszeniach.
Bogdan spłukał się w jeziorze.

A w zieloną noc przyszła zielona żaba.
I siedziała na ścianie.
I chodziła po niej.
I udawła gekona. 


tak o. Wracać się nie chce. Jestesteśmy z ewą na mazurach – grube i szcześliwe. Chcemy zostać. W duecie – karlica i starucha – bo już sobie wymyśliłyśmy imidż. W chaupie w środku lasu. Susząc grzyby. Bo w mieście? W mieście nikt nie nosi kreszowego dresu z 16 letniem stażem, ani swetra srzed dekady, nie ma much, budynki jakieś wysokie, i trzeba się malować. Jakie to dziwne…..

….

94 komentarzy

Robię taką mała przerwę. Niech będzie, że wakacyjną. Bez dramatów. Nic nie kasuje, nic nie chowam, nie uciekam i nie udaję kogoś, kim nie jestem. Lubię to miejsce i będę tu jeszcze, daj boże, pisać głupoty nie raz i nie dwa. Bo tak już mam, że dzielę się i reguje „pisemnie”. Na różne rzeczy. Na wydarzenia. Taki model.

Ale nie dziś. Dziś, niech będzie, że pojechałam odpoczywać. Dziś, niech będzie, że wakacyjny „Remanent”. Niech będzie. Bo tak naprawdę jak jest?

 

Jest strasznie. Jest tak, że nie wiem jak napisać, że jest. I chociaż zaraz pewne ktoś powie, że po co ten ekshibicjonizm, to jednak. Po to samo, po co było tu wesoło tyle razy. I po to, po co tyle razy dzieliłam się śmiesznymi czy wzruszającymi momentami. Oczywiście w formie kontrolowanej. Ale jednak. Czułabym się nie fer, udając na siłę. W tej chwili nie mogę. Bo chociaż jest zwykły dzień, i trzeba zrobić obiad, pójść do pracy, zająć się pisaniem, zażartować, napisać smsa do dziewczyn, wywrócić oczami na Baśki wiadomość, że jest tłusta (jeszcze ktoś w to uwierzę, dajcie spokój…), czy zapytać Ewkę czy wyszła z kartonów, to ……

….to jest strasznie.

 

Nie radzę sobie z tym. Nikt sobie nie radzi. Nikt sobie by nie poradził. Nikt.

 

Chodzę do kibla ryczeć po cichu, i po chwili wracam do „normalnego” dnia. I wstyd mi. To głupie, czuję się winna. Bo wracam. Bo przecież w pracy znów będzie śmiesznie, bo przecież zaraz ktoś coś powie, z kimś trzeba będzie coś załatwić, dzień minie, drugi będzie inny. Albo taki sam.… I wstyd mi, wstyd i żal, tak strasznie żal, że ktoś kogo kocham, ktoś kto jest mi tak bliski, ten ktoś nie wraca do normalnego dnia. Nie może wrócić z tego kibla, w którym się „wyryczał”, do dnia który jest „normalny”…

 

Ja wracam.
Tak mi wstyd……

 

Ludzie wierzący mówią, że każde cierpienie ma sens, że wierząc jest lżej, że może mała przyszła na ten świat, żebyśmy uwierzyli mocniej, nawrócili się. Zrozumieli. Spokornieli? Dobrze, to my. Ale dlaczego ona. Dlaczego jej ksoztem. Co ona zawiniła. Nie rozumie. To okrutne. A kiedy widzę jak ta mała dziewczynka, ta mała dzielna komandoska, tak walczy i tak bardzo nie równa ta walka…. I tak cierpi. Fizycznie. Prawdziwie. Tak  strasznie…. To straszne. Nie wiem nie mam innego słowa. To jest straszne. Ta wiara, taka religia, takie zasady – to najokrutniejsze tłumaczenie świata.

Tu nie ma tłuamczenia. Nie ma logiki. 
Nie ma ”stało się tak bo…”. Nie ma. Nie wiemc zy było by lżej jakby było. Ale może, może można było by to zrozumieć?
 

Nie wiem jak to powiedzieć, nie wiem jak to ogarnąć. Jeszcze dwa? Trzy? Tak jakoś. Tygodnie temu szukałyśmy trolli w krzakach, a ślimaki karmiłyśmy patykami, było źle było smutno, ale było inaczej. Było. Dziś ta mała dzielna komandoska nie ma siły. Leży jak taka biedna mała skulona roślinka. Nie ma siły się bawić. Leży taka mała, słaba, mi serce pęka, a ona stara się uśmiechnąć do mnie, trzymając za bolącą główkę. Tak boli: „A wiesz ciocia moj kotek jest z rodziny krów wiedziałaś o tym?”

 

Wszyscy pytają co u wróżki, a ja nie wiem, nie wiem jak powiedzieć, co powiedzieć, a co mają powiedzieć dopiero oni. Moja Magda. Filip. Czy wolno powiedzieć innym? Zepsuć im dzień? Nie wiem? Nastrój? Czy mi wolno?

 

A za oknem normalny dzień nie?
Niedziela.
Pada deszcz.
Jutro do pracy.
Spakowałam się do Ewy.

I tak mi wstyd. I czuję się winna.

Dlaczego ja mam prawo jechać na urlop. Dlaczego oni nie moga. Dlaczego? Tak bardzo chciałabym uratować ich. Uratować ją. Uratować Magdę. Uratować ich. Nie wiedziałam, że do człowieka to jak się kogoś kocha , dopiero wtedy, a może po prostu tak silnie wtedy, kiedy dotyka go tragedia. To jest tragedia. Nie dopuszczałam do siebie tego. I tak nagle uderzyło. To jest tragedia. W mojej rodzinie wydarzyła się tragedia…..

 

I nie wiem co robić… nie wiem……

Jestem zła.

Jestem bezsilna.

Jestem winna.
Jest mi wstyd.
Jestem……

 

..nie wiem komu to powiedzieć….

 

Wiecie? Nie można tego „wypłakać”, tak zwyczajnie, że się płaczę, płacze, a potem ulga.

 

Nie można.

 

Wiem, że czekacie na wieści o małej, to powiem, należy się wam wszystkim, trzymacie kciuki, pomogliście nam w operacji, jesteście z nami, Magda na pewni nie będzie miała za złe, że mówię ja nie ona: Karolina jest w domu, pod opieką hospicjum, lekarze są u niej codziennie,  jest na lekach przeciwbólowych i morfinie, i plastrach z opium, jest słabiutka i boli ją głowa. Boli też brzuszek. Mdli ją bardzo, więc słabiutko je i pije. Większość czasu przesypia. Lub przysypia. Najlepiej jej na rękach u taty, który dzielnie ją nosi, całe dnie. Są w domu. Kiedy dorośnie, powiedziała Magdzie, chciałaby być aktorką.
 

… pooglądajmy sobie kotki.

Które, jak widać, są bardzo dynamicznymi zwierzetami.


Bo pisać to mi się jakoś…

trochę…

6 komentarzy

… trochę nie piszę, bo trochę staram sobie pilnie zasłużyć na urlop. Należy mi się. Albowiem mózg mi się, JESZCZE MINUTKA, a spali robiąc „ssssss”. Dodatkowo, w ramach iż nie nadaję się na kierownika, zastepuję kierownika. Znaczy TFU, wice dyrektora. Szczególnie wielu ofiar w ludziach, w związku z tym, nie widzę. Ludzie uśmiechnięte, pokój wesoły, no bo ojtam, tylko takie kłótnie co lepsze: SNIKERS czy MARS (i prawie wojna na na noże o to) się nie liczą, nie? Praktyki płynne, nowy na pokładzie przyjęty, niedawny nowy – wdrożony w zespole już jak stary. Robota idzie na przód. Czy będę szczególnie wredna, jeśli powiem, że idzie JAK NIGDY NA PRZÓD, pod ta moją zastęczą koordynacją. No dobra, prawda, będę. Ha. I nie zamierzam nie być!

W tle lecą Lejdis 2 i dziury w scenariuszu.
Tymczasem chłopcy od „Najlepszego chłopaka dla mojej…” nie próżnują i obrażają całą Jasną Górę. Filuty.

I tak o. 
JEszcze chwila i będę leżeć na tarasie z Ewką i Totonanio, a baśka rozleje wino.
I taaaaakkkkk warto żyć.
(czy jak to tam w hicie jednym leciało)

… w którym stanełam przed lustrem w przymierzalni, odróciłam się i…. OMATKO.

Moja dupa, za przeproszeniem, starsznie sie posunęła. Ja chyba AŻ TAK TO NIE. A moja dupa owszem. Nie miałam pojęcia, że moja dupa ma się tak źle. Moja dupa chyba ma depresję, w związku z czym. Wygląda nader smutno. Jak dupa w depresji. Możliwe że moja dupa cierpi na takie schorzenie genetyczne, powodujące przyśpieszone starzenie. W dodatku jeden profil dupy jest chory bardziej, ma już 40 lat. Podczas gdy drugi nadal 36. Muszę zacząć ustawiać się do zdjęć tym DOBRYM profilem.

Matko, wczoraj jeszcze była MOJĄ DUPĄ, a dziś, dziś pod względem faktury, jest powierzchnią Księżyca.

Moja przyjaciółka Ewa soso mówi, że jest w życiu kobiety taka chwila, od ktorej powinna się pokazywac nago tylko i wyłącznie w świetle świec. Oddalonych 300 metrów.

Ech. Poza ty co?  Obejrzałam film. Drugi raz się zryczałam, choć to w sumie komedia. Bardzo nawet śmieszna. Z czystym sumieniem polecam – idźcie i bierzcie, jak macie skąd, natychmiast i zaraz, bezpretensjonalna, ciepła i dobra komedia - „BE KIND REWIND”
http://www.bekindmovie.com/
 .

I mówcie zaraz, jak wam się podobało. To film, którym człowiek odrazu chce sie podzielić z kimś innym… a Mos Def na mnie działa jak stado świeżo osieroconych foczek, jak mały panda przewracajaca się na pelcki, jak pingwinek biegnący do matki, jak ….

Zatrzymajcie się!!!!

Ta ostania notka to jakiś koszmar! Jeszcze chwila, a popełnimy zbiorowe samobójstwo kromką ciepłego chleba z masłem, ogórkiem i solą! Społeczeństwo oszalało.

Drogie społeczeństwo zatrzymajmy się!! Bo ja tu widze jakiś skraj przepaści, do którego dążymy. A za dwa tygodnie jadę ku moim przyjaciółkom, i bynajmniej nie chciałabym wystąpić w roli „KOBIETA PONTON SUPERHIROŁ”. A czytając te komentarze, obawiam się, jestem w stanie się do tego doprowadzić. W dwa tygodnie. Spoczko.  

Otworzyłam jakąś puszkę pandory, czy coś (puszkę mleka skondensowanego słodzonego). Nawet upał zelżał z wrażenia. W każdym bądź razie OD WO ŁU JE. Lets tok ebałt diety. O szalechetnym smaku sałaty spryskanej cytryną, i cudzie detoksów. No.

Oraz oficjalne otwieram sezon. Zaczęło się. Będę kraść. Zawłaszczać. Przypisywać sobie, oraz wydzierać wam z gardeł. Teksty i tekściki. Frazy, powiedzonka, zlepki okazjonalne, gupie błędy językowe, co nam na dobre wychodzą, i inne takie. Zaczynam chodzić z notatnikiem – albowiem, its oficjal, prasa podała -  Lejdis 2 w toku (co ha ha ha, jakby wszyscy już wiedzieliście, dawno, nie? albowiem regularne przecieki u scenarzystek, tych zdzir, ŁOT E SZEJM, miejsce miały).

No to czuj duch.
I ŻADNYCH MI TU TAKICH PONIŻEJ – O LEMONIADZIE I LANDRYNKACH POSKLEJANYCH CZY CIEPŁYCH BUŁKACH.
dobra?

….a jak się ciotka Kryśka dowie, ze do zespołu Saramonowicz Konecki, dołączył ostatnio Dorociński Marcin, to ja nie wiem, to jakaś masakra będzie…..


  • RSS