haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2008

takie tam

7 komentarzy

fajne zabawki:

zawsze mowilam ze photoshop i programy do modelowania twarzy NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM KOBIETY.

- to botoks?
- nie! to starość!

:-)


.. a dla odmiany dziś: nie robie nic, szypie mnie oko więc jem, jem, jem, oraz wyglądam brzydko. Palec do budki kto też?

ps
oraz – recenzje srenzje – obejrzalam „Sex w wielkim mieście”, i obejrze jeszcze z 8 razy. Najmarniej. Kocham je, kocham Carry, kocham to ze ma 40 lat, odrosty, krzywe nogi, wylazi je stanik zza sukienki  i jak ryczy to wygląda na 8 lat starszą. I Samantę! fifty and fabulous. o!

Magda mówi:

17 komentarzy

  - Jest tak faza snu, którą jak śnimy, to śnimy przyszłość. I to się sprawdza. 

Po prostu świetnie. Bo ja zazwyczaj śnię Armagedony. Bardzo lubię te sny. Jakoś tak zdecydowanie masochistycznie, albowiem wraz z ludzkością zginąć mam i ja. Nie wiem też czemu ale Armagedon często zaczyna się w dzielnicy Gdańska – Gdańsk Zaspa. Bikerful der. Trochę otwiera się niebo, trochę robi się sino, potem zazwyczaj zalewa nas wielka woda. Zła, brudna, wzburzona woda. Albo piękna, czysta, 600 metrowa fala. Dodatkowo wraz z wzrostem mojego dziecka rodzonego, punkt histerycznego ratowania rodziny, przesuwać zaczął się na koty. Teraz muszę uratować czarną wariatkę, młodą. Wcześniej ratowałam puchatego synka. W sumie na jedno wychodzi. I to, i to puchate. Oczywiście ratowanie nie ma sensu. Giniemy wszyscy.

Kula ziemska wdycha z nieukrywaną ulgą.  
No.
W końcu.
Udało się. 

Odłamem takich snów są też sny o małych „niedokońcazkatastrofizowanych” katastrofach. Ot takich mikro Armagedonkach (jak mikro-horsy). Uwielbiam je. Szczególnie te, w których otwiera się , pęka, rozłupuje, albo spada niebo. Nigdy nie zapomnę, kiedy wyciągając rękę przez okno, mogłam dotknąć tornada. W sensie – normalnie. Dotknąć. Pogłaskać. Jak znajomego. Złapać w garść. Powąchać.
 Tornada mnie elektryzują. I fascynują. Okropnie. Co najmniej, jak burze.

O burze, burze to jeszcze lepszy temat …… 

A dziś dla odmiany, proszę państwa, wpierdzieliła nas bakteria. Mała wkurwiona na maksa, bakteria. Niby nic a zrobiło się ciemno, ciemno czarno, a my – w sensie ludzkość – rozpadliśmy się na takie osmalone paproszki. Wiecie, jak te, co lecą z ogniska, do którego znienacka dorzuci się gazetę. Proch i pył.

I chyba już nikt nie został, tylko ja, i było tak czarno smutno, smutno czarno. Siedziałam skulona gdzieś w bramie, nie wiedzieć czemu nie spaproszkowana, tylko taka sama, kota oczywiście nie uratowałam. Obok paproszki z innych ludzi. Wszędzie. I nagle zrobiło się bardziej szaro. I wyszło ze 3 ludzi. Trzech ludzi przeżyło, pochyliło się i powiedziało: 

- nic się nie martw, nie ta, to następna bakteria.
 


W tle przejechał szaro-czarno-smutny samochód. Przekicała szara żaba.

 I tak o.

Poprzedniej nocy smażyłam befsztyki dla Inżyniera Walczaka.
Wycinane z wielkich, jak prześcieradła, płatów mięsa.
Nożyczkami. 

Nie, no wcale nie żyję w stresie.
No co wy.
Ani się nie denerwuję J)))))))))))

Rozmawiają dwie kobiety. Światłe, po 30, pracujące z dużego miasta, oczytane, wykształcone: 

- Żeby ci uświadomić jak bardzo jestem nienormalna to ci powiem, że po obejrzeniu tego filmu nawet kupiłam tę książkę, ale nigdy, never jej nie otworzyłam. Czułam że coś się może złego z niej wydostać.

- Noo… rozumiem, bo ja po obejrzeniu filmu, jak dostałam linki do dokumentu o tym, to wykasowałam historie wstecz w przeglądarce. Trzy tygodnie wstecz. Żeby nigdy tych linków nie było na moim komputerze.

- tak? A ja, ja nigdy nie powiedziałam 3 razy pod rząd….

- CANDYMAN! Wiem! Ja też. Never. I ani razu nie czytam…

- ..zaklęć w książkach!!! Tak! Ja też! Omiatam wzrokiem i nigdy, nigdy, never!

-  Nawet w durnym Mastertonie.

- …oraz po obejrzeniu filmu wczoraj nie mogłam iść do ubikacji cała noc. Rozumiesz nie?

- No…….

- bo nie możesz się odwrócić w łóżku w drugą stronę bo tam, na bank, tej nocy, w tej chwili MOŻESZ COŚ ZOBACZYĆ co nie?
 

Rozmawiają dwie kobiety. Światłe, po 30, pracujące, z dużego miasta, oczytane, wykształcone. Wciągają do rozmowy trzecią kobietę, jeszcze świetlszą, na bardzo wysokim stanowisku:
 


- Oszalałaś????????? Gdybym ja się dowiedziała że mieszkam w domu, w którym ktoś kiedyś potencjalnie umarł to……. Albo błagam cie! Podnieść nagle wzrok i spojrzeć w lsutro. Nagle! To głupota jest!

 
Kto powiedział że kobiety gadają tylko o modzie?

Palec do budki!

rajzefiber

7 komentarzy

..mam.

Położyłam.

To, co ostatnio dali mi sami. Teraz ja sama. Dałam im. Powiedzcie, że będzie dobrze!

(a wewnątrz mały rumunek robi hi hi hi, pewnie ci sie nie uda, hi hi hi)

No ale jak nie teraz, to kiedy? Nie?

A na uspokojenie mam, dla Pań i Panów, panów w piosence miłej.

Mówiłam, że kocham sie trochę w Tony Soprano?

Trochę się kocham, no. Jako TFURCA i nie TFURCA.

Ot tak.

:-)

ps z wieczora.

a w domu z wieczora odpalilismy z młodym …. SPORE!  aa aaa aaa aaaa aaaaaaaa aaaaa!!!!

dzieki ida.
dzieki pavelo.
na bank mam menopauze – wruszaja mnie popiskujace potworki wyhodowane od komórki.
MOJE DZIECI!!!
a a a a a a a


.. że jednak co jak co ale kciuki trzymać potraficie. Co najmniej jak te dodo-fanki, które ostatnio zadeklarowały w tv, iż zaklejają kciuki super glu za Dodę. Co by nie puścić. Kto zakleił? Przyznać się.

No bo wychodzi na to, że:

- że jednak coś czasem czeka kobiety po 35 roku życia, a nie jak ostanio postulują PEWNE BLOGERECZKI tylko grób i mogiła.

- że jednak Baśka będzie mogła powiedzieć: „Kochanie idę z Hanką na lanczyk, wracam za dwa tygodnie”

- …a Ewka kupić szczypiorek, podczas gdy ja będę rozpuszczać Franka jak dziadowski bicz (bycie ciocią to jest fajna fucha, podobno tak samą jest bycie babcia, TFU TFU TFU WYPLUJ TO, pod kątem że juz zaprawdę nie musi sie myśleć o pedagocznym podejściu i zasadach. Ciotki nie są od zasad)

- że nie będę już wpisywać do kajecika, w kategorii MOJE ULUBIONE: „Otóż mamy dwie wiadomości dla ciebie. Dobrą i zła. Zła jest, że jednak nie dostaniesz awansu, choć fakt w sumie i tak to robisz, co robiłoby się na tym etacie, niemniej DOBRA WIADOMOŚĆ JEST TAKA ŻE NIKT GO NIE DOSTANIE, TEGO ETATA, żebys miała komfort psychiczny”

- że czeka mnie dość duża rewolucja

- że świat zatacza koło, bo zaledwie parę metrów od miejsca, gdzie wszystko kiedyś tam się zaczeło, zaczęło się znów.

No chyba, że trzymaliście te kciuki słabo i wszystko jebnie, zanim ruszy się.

O jaka piekna to by była katastrofa.

Co najmniej jak w Zorbie.

A poza tym co? No nic, siedzę, mam dwie pary skarpet, mam kaszel, a Gach mnie puka w głowę, kiedy mówię, że nic mi nie jest. Oraz, że nie wie jak ja mam cokowiek zrobić w wielkim świecie, jak byle stres, a ja udaję gruźlika. I czy to mam wpisane w wizerunek?  Tak?

Oraz byłam na festiwalu. Dotknęłam Dorocińskiego Marcina, którego oficjalnie kocha Ciocia Krysia, i kazała zarzucić temat, pocałowałam aktorki (nieawidzę ich, its oficjal. Magdalena Boczarska jest nie wiem z czego zrobiona. Z tego samego chyba, z czego sa monitory Apple. Z oczek małych foczek. Cała jest jakaś taka ….nieziemsko sparkling.) ścisnęłam chłopaków. Zderzyłam się z Dorotą Stalińską w furkoczącym leopardzie do ziemi. Na konferencji byłam. Konferencja mnie wzruszyła. Szczególnie wzruszył mnie grad pytań w liczbie JEDNO:

- a przepraszam mam pytanie.
- cudownie. w końcu pytanie, bardzo chętnie odpowiemy
- czy będą inne modele koszulek promocyjnych?

Straszne. Ja nie wiem. Można tego filmu lubić, nie lubić itp. Cenić Andrzeja, nie cenić. Mieć w nosie, nie mieć. Uważać co się chce o aktorach czy reżyserze. Nie mówiąc o scenarzystach. Ale tam widać wyraźnie, jak bardzo powinniśmy się wstydzić, że to zrobiliśmy to tak, a nie siak. Bez narodowego motywu moralnego. (i ubitego partyzanta w grobie). Cisza. Grobowa. Jakby to nie było śmieszne, to było by to starszne. Czujecie, siedzisz za stołem przed tobą sala pena dziennikarzy, fotki trzask trzask, i cisza. Pan prowadzący gimnastykuje się, żeby to jakoś-siakoś poprowadzić.

Potem co? 
Potem wziełam różę od Orłosia i poszłam wstawić żurek staremu na obiad.

I tak o.
Mam pietra.
I kaszel.
I chyba założę trzecią parę skarpetek.

ps.a jeśli na sali mamy kogoś kto pisze, albo szuka temat do napisania, to proszę bardzo mam bardzo fajny. Przekażę namiary na moich dzielnych, co musza walczyć, albowiem jedyny producent morfiny dla dzieci przestał produkować. Nie ma. I nie wiadomo co zrobić. Szpitale jadą, bo mają rezerwy. Ale powiedzcie to rodzicom. Że trudno. Nie ma. Wyszła z aptek. Może jest jeszcze w ….. lumpiku jakimś? Fajnie nie?

Kurwa ja nie wiem….. jak to jest możliwe!????????? W cywilizowanym kraju.

ha!

18 komentarzy

Nie ma to jak se wstać o 4 rano i wrzucić noteczkę na blogaska.

Oraz sprawdzić kto on line.

Okazuje sie MAŁOKTO.

A mejle o tej godzinie przychodzą głównie od „aziz adib”, oraz „kasper eustacha”, którzy a to każą mi dotknąć mojej „lady soul”, albo powiekszyć pewną cześć. Bynajmniej nie soul. Tą cześć, której jako ”lady”, mieć nie powinnam. Raczej. Świat jest widać pełen sprzecznych informacji. O mnie. I tak o. No i mam katar, to może pewnie dlatego mnie o 4 rano bierze na wpisywanie notek, i sprawdzanie kto on line. Albo też, zwyczajnie, oszalałam na starość.

- Dzwonie bo ty jesteś czuję chyba jakaś smutna – zadzwoniła ewa.
- Nie. Nie smutna. Tylko zmęczona i denerwuję się no…
- No wiem. No faktycznie. A to jak sie denerwujesz to zaraz będziesz chora. Dzwonie powiedzieć, że będziesz chora.

Dzięki Ewa. No i jestem. Ale spokojnie, nic wielkiego. Stres mi zawsze wylata nosem.

I tak o. A za oknem dudni, wiecie? Dudni wiatr, i deszcz, i jakby chłodno. Dorota z sekretariatu kupiła kozaki. I zrobiła późną jesień, żeby je założyć. Bo wiecie, Pavelo mi tłumaczył, zrobili badania. Fizycy. Tacy, co skończyli szkoły. Znający się. Podobno umiemy zakłocić umysłem rachunek prawdopodobieństwa. Oraz orła i reszkę, żeby wypadała. Dorota zakłóciła kozakiem jesień. Dzięki Dorota. Bardzo.

I tak o. Odbieram se też identyfikator – TWÓRCA. Na festiwalu w Gdyni. Niby nic, nie. Ale fajnie. Co roku na wycyganionych z działu film od Moniki zaproszeniach, a teraz TWÓRCA. Że nieładnie się chwalić? Ojtam. O 4 rano chyba nikt mi nie zabroni. Cieszę się. I robi to na mnie wrażenie, inie będę ściemniać, że nie. 35 lat se czekałam na to. Oraz stresuję się. Do kompletu. Co prawda czym innym, ale denerwuję. Równa się – mam katar. Chyba se go zakłócę umysłem, czy coś. Albo nie. Włacze serial jakiś. O pani prawnik Glen Close kold bicz.

Notopa.


 

bleee

15 komentarzy

.. stara jestem chyba już, a starzy ludzie wcześnie wstaja. No toi wstałam dziś o 5 rano i nie mogłam spać. Zmęczona jestem jak pies, a starzy ludzie męczą się w sumie niczym nie? No to jestem zmęczona niczym. Ale na maksa.

No ale ale. Mam dla was njusa. Dla tych, co czekają, na te zderzące się HARDONY. Boją się, drąża i nasłuchują. Czy to już? No więc, mam dowód że to JUŻ. Już się zderzyły. Po ptakach. No bo wstaję o tej 5 rano, włączam tv, a tam…
W LABIRYNCIE!!!

Odcinek 72 i 73.

Czas sie cofnął.
Pewnie od tego zderzenia.
Zegar poleciał w tył.

Na tapecie wypychane poduszkami marynarki. Oraz dżins dekatyz. I Mariola Anna Wojton. Oraz Danuta Lato (Barbara, narzeczona Białka). Karol Strasburger w błyszczącej, tureckiej koszuli. A także Darek Kordek w spodniach z kontrafałdką, naciągniętych po pachy. I koszulku LETS GET PARTY 1986 NJU JORK.

ps.
a że zmeczona przesieleniem, niech wam bedzie. jak już macie sie przyczepić do mojej ulubionej jesieni. proszę uprzejmię. ale przesileniem przesileniem, ale też MOŻE się dokłada to COŚ, co bede miała do opowiedzenia. wnukom. z tego września. no.

no co tam?

17 komentarzy

No nic. Jem winogrona. Jem szynkę. Jem jabłka. Jem gruszki. Jem śliwki.
Jesień, nie?

Lubie jesień. Chyba najbardziej. Za pomidory i za grzyby. I w ogóle co to za gadanie, jesień – coś się kończy, jesień – lato odchodzi, jesień -sresień.  Jeszcze nie widziałam żeby coś sie jesienią skończyło. No. I pogodę mamy pierwsza klasa. I pachnie ziemią. I w ogóle. Zapach liści. Owoce sa fajniejsze niż w lipcu. No i że po raz kolejny wspomne - ORAZ PO MI DO RY.

A tymczasem.
Dziecko poszło do nowej szkoły:

- jedyne co mnie denerwuje w mojej klasie to to, że tylko ja nie pije.
- i co? masz zamiar zaczac pić?
- oszalałas? Przypominam ci: mam zasady, nie chce cie zawieść, oraz przede wszystkim zamierzam wygrać od meża sosko te 5 złotych, co sie założyliśmy, ze zacznę, przed 18.

Dziwne to dziecko. Się wychowało. Jak chce z nim gadać o seksie, zabezpieczeniach, zmartwieniach matki prawie 17-latka, staram się mądrze rozsądnie i spokojnie,  to wywraca oczami znudzony i mówi, że mam obsesję. „Matko masz obsesję seksu”. On nie ma czasu na głupoty. Takie to dziecko. Dziwne. Omawiać chce sylwestra: „Bo wiesz mamo, lubię mieć zaplanowane. Rozumiem. Chciałbym żebyś zdąrzyłą się oswoić z myślą że poszedłbym do kina na maraton. Proponuję dla spokoju – ciągły nazdór telefoniczny.” Dziwne dziecko. Się wychowało. Ot tak. Mówi do mie: „matko”, wczoraj miał blond loki i mówił „cieeem tooo ciemmmmtoooo ciem to”. Dziwne to wszystko.

W pracy? Pierwsze dwa dni po urlopie – i wypełzłam. Ledwo. Słaniając się. Coś mi się stało w dwa tygodnie? Dysfunkcja jakaś, jakiś proces starzenia szybszy. Niedostosowania do pracowania. Ja sie już chyba na urlopy nie nadaję. Strasznie cieżko wrocić. To ja mam wstać o 7 rano i malować się? Ubierać gacie i iść? Gdzieś? A jeszcze wczoraj wstawałam, w piżamie szłam czytać na taras, a nooo – po drodze włączałam ekspres z kawą, żeby ewka, jak za chwile zejdzie z góry, miała. Mycie? Kto by się mył. Mycie – po kawie. Koło południa.

W domu? Czekam. Czekam na dobre wiadomości w przyszłym tygodniu. Nie nie te dobre, które by się chciało usłyszeć. Nie :-( Ale inne. 

W sumie…

Mało ważne takie, ale dla odmiany coś mogło by póść „TAK”.

No i praca się zaczyna. Wiec wiecie. Ja jak zwykle: mam siąść pisać? OCZYWIŚCIE! tylko jeszcze…..

Itak koniec dnia zastał mnie z nożem walącą w góre lodu w lodówce, bo oczywiście trzeba to najpierw. Najpierw umyć podłogi. Najpierw pójść do sklepu. Najpierw posegregować ubrania. Najpierw zdjąć pranie. Najpierw sprawdzić stary karton z dokumentami. Najpierw sprzatnąć w szafce z kocim żarciem. Najpierw za kuchennymi szafkami może ukrył się kurz. Albo nie. Czy nie schować już letnich ubrań?

Stres zajadam (fenks gad ze jesień i pomidory). I „zasprzątam”. Muszę się zmordować. Sama. Takie małe battle – hanka kontra hanka.

- Wiesz – dzwoni Ewa – zastanawialam sie nad zostaniem bulimiczką. Bo co robić. Kochamy żarcie, nie? Trzeba mieć jednak jakiś plan B. Z tym, że zrobiłabym drobne ustępstwo na rzecz NIERZYGANIA. Co ty na to?

A ja na to 2 tabletki na sranie.
I kilo winogron. I śliwek półtora.
I gruszki. I camembert.
I brie.
I tak o.
Pomidor śliwkowy.
Mało romantycznie?
No cóż.

Zaraz będa malinówki.


 


  • RSS