haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2008

….

14 komentarzy

Słabo śpię ostatnio, po tym pieprzonym październiku.

Października nienawidzimy.

Każda z nas trzech. Wy też?

Ale wychodzę z tego. Po trochu. Np. już nie muszę spać z zapalonym światłem. Bo musiałam. Jakoś tak, wewnętrznie imperatywnie, nie i każcie mi tłumaczyć czemu. Nawet gach nie pytał, to i wy nie pytajcie. Już się budzę tylko dwa razy a nie co dwie godziny. Albo trzy, ale zasypiam. Albo dwa dni nie mam koszmarów. Albo już nie lecę w dół i nie dusze się. Nie siada na mnie czarne. Brawo dla tej pani.

Chociaż i tak moją ulubioną akcją było, kiedy obudziłam się mamrocząc raz po raz „Zdrowaś Mario”, w te i na zad. A ja bynajmniej nie jestem z tych różańcowych, w modlitwach jestem dość słaba. I obudziło mnie bo zaczęłam na głos. Brawo, brawo, Baśka by mnie już po takiej akcji pewnie wysłała na egzorcyzmy.

No ale mi się zawsze dużo sniło. I zawsze wszystko wyłaziło ze mnie w snach. Albo właziło. Kiedyś wlazło mi do głosy rozwiązanie zadania z matmy nawet.

A dzisiaj, dla odmiany, chociaż znów pół nocy żegnałam się z kimś, już nie pamiętam z kim, chyba nawet ten ktoś wyglądał jak cytryna, nie pytajcie czemu, niemniej  wyłam przez sen jak zwierze zarzynane, bo śniło mi się ze mdlałam z rozpaczy i żalu, a też żal był taki realnie realny, namacalnie namacalny, okrągły i szary, to potem, potem mi sie przyśniło o 5 rano, że…..

że

że

że

….ŻE JESTEM NAJPIEKNIEJSZA NA ŚWIECIE.

Tak DZAST LAJK DET, po prostu. Siedziałam sobie gdzieś , na jakiejś ławcem czesałam włosy, ubrana w byle tam co, wcale nie w jakieś kreacje, i ktoś szedł i mówił JEZUS MARIA JESTES NAJPIEKNIEJSZA NA SWIECIE!! JAKA TWARZ!

A ja – NO WIEM, WIEM – znudzonym głosem.

A on – ile ty masz lat?

A ja że – 22.

A oni – O MATKO NIE WYGLADASZ!!!!


I byłam nawet dość tłusta. Pamiętam to. Ale najpiękniejsza. Piękna, tłusta i miałam loki do pasa. Wielkie, kudłate loki, opadające fale, kaskady włosów. Dość tłuste plecy, ale takie miękkie i ciepłe. I skórę taką błyszczącą. Bo byłam najpiękniejsza na świecie. PO PROSTU.

Fajne to było dość.
Bo zwyczajne. Takie oczywiste. No jestem najpiekniejsza – ziew – no co zrobić.


..co prawda długo nie byłam, bo za chwilę kocice postanowiły odegrać parę scenek z drugiej Wojny Światowej z lądowaniem aliantów i obroną wału atlantyckiego. Ja grać miałam wał atlantycki. To się obudziłam.

no normalnie…..

11 komentarzy

… mam taki wniosek, iż najbardziej upierdliwą z upierdliwych rzeczy na świecie jest katar (choć mówią że sraczka, i że „zesrało się” to miernik upierdliwości i beznadzieji). Czy mam katar? ha! Zgaduj zgadula. Podejrzewam też, że przedstawiam sobą widok dość rozpaczliwy, albowiem stary powiedział zdecydowanie WŁĄCZ SE PIEC DZIECKO I NAWET ODKRĘĆ NA FUL. A zazwyczaj przykręca. Bo wiecie. Piec to zło. Zło i sromota. A rachunki za piec – to zgrzyt i płacz.

To grzeje ten piec i obserwuję życie zwierząt. Tak, w domu. Tak. Tak, bo w pracy w dwa dni po złożeniu wypowiedzenia zaczęto obserwować taką opinię obiegową – „jesuuu widzieliście jak ona już lekceważy pracę? tu? matko nooo…”.

Ha.

Co ciekawsze złożyłam w piątek, zaobserowano w poniedziełk. Już. Że niby co? W weekend, nie? Lekceważyłam. A to by się nawet zgadzało…… No i też no się okazało, że to, co kiedyś było premiowane, tym razem już być nie może, w tym oto okresie, bo się okazuje, iż teraz to jakby zmieniło definicję i teraz to było w zakresie obowiązków. Tym razem. (w tle hi hi hi hi). No ciekawe. Jak to się zmienia co do okolicznosci, nie? No nic, mówią miej to gdzieś, mam to gdzieś, niemniej śmieszne to jest. Co nie.

No to siedzę w domu i obserwuję życie zwierząt. Mam katar to mi wolno. Życie zwierząt skupia się głównie wokół misek, wokół lodówki, wokół miski, wokół puszki z żarciem, wokół lodówki z puszką z żarciem. Oraz młode, czarne życie zwierząt skupia się na „wlezę starej na jej poduszkę zanim ona zdąży ha ha ha, i ciekawe jaka zrobi minę”. Oraz na biegach. Bardzo dystyngowanych biegach zwierząt, co są ponoć kwintesensją gracji. Właśnie jedna kwint-esensja nie wyrobiła na zakręcie i przypieprzyła z bańki w szafkę w przedpokoju, dokumentnie łamiąc drzwiczki. Tak. Łbem w drewno. Centalnie. Piękno i wdzięk. Poczym lekko pijanym krokiem „piękno i wdzięk” poszło do sypialni i walneło sie na wyrze, i udaje ze te zniszczenia to nie ona. Bynajmniej. A „ona” to od wczoraj ma na sumieniu jeden termometr, stłuczoną szklankę i zakitrane baterie z pilota, które jakims cudem wydłubała i schowała cholera wie gdzie, co zdenerwowało pana, który ją kocha jak mało kogo, ale nie dane mu było obejrzeć 07 zgłoś się.

To własnie ta młoda ona – piekno i wdzięk.

Druga ona jest spokojna, swoje lata ma, troche jej sie juz futro sfilcowało i zajmuje głownie trasą LODOWKA MISKA MISKA LODOWKA I MISKA. Trochę ją rozumiem. I czuję z nią więź.

I tak o. To tyle. Chciałąm wam powiedzieć. Że mam katar. Wyglądam żałośnie. Lekceważę pracę. I w sumienie mam nic to powiedzenia. To co? Idę obserwować dalej życie zwierząt. Bo przecież nie dziecka. Duże dziecko jest mniej ciekawe chyba, czy co……

Puchate mniej – to na bank.

jakbyście…

29 komentarzy

…się np nudzili. To możecie zagłosować na kaczkę dla LEJDIS. Bo co? Testosteron ma wygrać?

NIEDOCZEKANIE.

A w kategori scenariusz to nawet można głosowac na niejaką haniutę, barbarellę i sosko (oraz jakiegoś andrzeja s., ktorego chyba mało kto zna). Znacie je? :-))) Dajcie na dziewczyny z jeden głos. No wam szkodzi. A może je gdzieś potem zaproszą a one POZNAJĄ CHYLIŃSKĄ i potem POZNAJĄ WAS z CHYLIŃSKĄ? Opyla się nie?

no dobra wiem – prywata.
i co z tego.

Poza tym wiem, wiem, to słaby film, masowy i nic smiesznego w nim nie ma :-)

lubie chylińską

40 komentarzy

..no dobra nie jestem orginalna. no nie. ale lubię chylińską. (chylińska czytasz to może? lubię cię). dla mnie to prawdziwa lejdis, taka lejdis, co może powiedzieć i „kurwa” i „kurwa”, jeśli tylko zechce, i nadal jest lejdis. 

i mołek przy niej ostanio wypadła jak blada wypławka biała.
w wywiadzie.  

chylińska ma dodatkowo dystans. do siebie. a to nie czesto. nie czesto.
spotykane.

i umie, ta chylińska, się przyznać do błędu, jak człowiek. spojrzeć wstecz, na przód, i nie gadać bzdur pod publikę. ani nie udaje nie wiadomo czego. oraz faktycznie COŚ zrobiła. COŚ. jest w tym szołbiznesie miejsce dla niej bardziej, niż dla 567 osób, którym wydaje się, że to miejsce jest ich. I tak o. ja ją lubię. bardzo. „hej chylińska, choć się zapoznamy” – se koszulke zrobię chyba.

ale nie o tym. oglądam ten konkurs co to mają talenty. a to jeden fiknął kozła, zatańczył z przytupem, a to  se córka wajdy konia przyprowadziła. zawsze lubiłam oglądać ludzi, którym się wydaje. Ewka sosoko ma z tym problem, bo się za nich wstydzi. zbiorowo. ja nie. lubię że wierza w siebie, i choćby skały ……. to ja tu jestem gwiazda wieczoru – wysyłaja w kosmos komunikat. dostają, w odpowiedzi, odpowiednią ripostę. ale żyją. otrzepują się i idą dalej.

zazdroszczę, bo takim lżej jest.

no np mistrzem był koleś z gwoździem w nosie:

- człowieku ale co to jest? talent? 
- no tak. no nie jest. ale ja na jutubie będę jutro. dziekuje. wystarczy.

nie rozumiem za to jednego. o ile przychodzi pan karol i gra na liściu, albo zenobiusz i skacze jak żaba na rękach, to spoko. niemniej po kiego ci rodzice pchają te dzieci na kopach na scene. ja rozumiem, co ja się dziwię durna ja, w sumie, zawsze były konkursy „MISS pomalowanej szminką mamy”. bede sie upierać jednak, że do takich rodziców powinno się strzelać. zaraz po tych, co ubierają kotki i pieski w koronkowe fatałaszki i robią im kokarde z tiulu na łbie. ta sama kategoria czlowieka. 

i nie powiecie mi że ma mnie wzruszac przerażona klaudia kulawik śpiewajaca „dziwny jest ten świat”, której zaraz pikawa stanie na tej scenie z tremy. czy przerażenia. czy mnie wrusza? nie. nie i jeszcze raz nie. bo mam skórę krokodyla? nie. tylko dlatego, że taka 11 letnia klaudia, nawet jeśli ma piękny głos, nawet jak przepiekny, niech idzi śpiewać do fasolek i tańczyć w gawędzie (oooo chociaż w gawędzie to podobno był dopiero wyścig szczurów, podobno). niech śpiewa „puszek okruszek” a nie kurde „MAMOOO PISZE LIST DO CIEBIEEEEE”.

i nie mówicie mi ze dobór repertuaru nie jest pod publikę. no nie mówcie. 

nie wiem. może idę za daleko, ale mi się BOŻENKA grajaca na skrzypkach przed Kurasiem w ”polskich drogach” kojarzy. madam maryla tańczyć.

albo ten mały co go odwalili bo terminator.

matko. odliłam sie zeby go odwalili. jeśli teraz mu prawie wszystko ze stresu popękało, to co by było dalej? powinni powinni – 67 razy powinni – zrobić jednak jakąś barierę wieku. nie wiem. nie sięgasz barierek widowni – idź się bawić i grać w gumę na podówrku, a nie na scenę. dobra no. nie muszą być pełnoletni. niech se przyjdą zwyrodniałe 16-latki. ale nie dzieci. nie dzieci. i nie ich rodzice.

mówię wam, jak mnie to rozwaliło.

to starszne bylo.

co najmniej jakby przyszedł taki z talentem do krojenia małych futerkowych zwierzatek na żywca  i zaprezentował go (o Zebra! Zebra jakby pokazała swój talent). mniej więcej.

i aż się zawstydziłam, bo w chwili, kiedy mówiłam piotrkowi – „patrz jak ta mała śpiewa, jaki ma głos o matko” – już wiedziałam że coś tu ewidentnie nie gra. i że wydymali nas. wydymali nas biednym przestraszonym dzieckiem, w białych podkolanówkach, któremu kazali, pięknie czy nie pieknie, wyć jak viletta villas. do matki. że „matkooooo przepraszammm pisze list do ciebie”…. wtle spadaja złote liście. no szkoda - że nie groby. i jak idzie w tym strumieniu światła. nie wiem. jakaś chora perwersja jest w tym. może się mylę.  

chwyt na matkę zawsze działa. oraz obstawiam, że w finale zaśpiewa to o mewie stana borysa. no bardzo DZIECIĘCY repertuar.

i ona wygra. mówie wam. i to, to dopiero bedzie straszne!

oby przegrała. oby.

ps.
chylińska a jakbyś tu wiesz była, albo wpadła przelotem, z tragarzami, to ten, ja z tym zaprzyjaźnieniem nie żartowałam! odznake „TRU LEJDIS” masz u mnie jak w banku.

29 komentarzy


No doprawdy, doprawdy nie wiem co napisać. 
 

Że podpisałam papiery i nie wygląda to źle.  I jakoś już jestem bardziej tam, niż tu – w sensie przejmowania się pracą. 
 Że dziecku szkoła pasuje?

dzieki dzieki dzieki bogu

… choć 3 razy gna na 7.30 do budy, i doprawdy, doprawdy te pół godziny rano, to jednak jest DUŻE półgodziny różnicy. 

Że zaczynam się martwić, jak ja go wychowałam, bo po co ja mu robię kanapki rano? Śniadanie? Pilnuje zjedzenia ciepłej zupy mlecznej .  I zbieram za nim ubrania? Poprawiam, przesuwam, zamiatam. Nienawidzę tego w sobie, i martwię się – czy on aby nie zniszczy mojej matce życia, jak zostanie tu, a ja tam.  Nie doprowadzi do skraju nerwicy rzucając skarpetki? Czy nie bedzie rzucał skarpetek?  

..więc mówię, mówię, 800 razy mówię: ”nie rzucaj skarpet!!!”
podnosze, i noszę, i wytykam, i podtykam, pokazuję i wymachuję.
i on tym rzyga
ja tym rzygam,
po co ja to robię?

Czy on na pewno nie zapomni myć zębów? O tym myślę. Oraz myślę o tym, jak bardzo nienawidzę tego, kiedy odruchowo pytam wieczorem: „- Zęby umyłeś?”

(on wywraca oczami: „mamooooo!!!”,
ja wywracam oczami: „boże, po co ja o to pytam?!”,
piotrek wywraca oczami: „po co ty o to pytasz?!”)
 

Że może, jakby dało radę, cofnijmy, cofnijmy się w czasie, to ja to poprawię.
 A potem myślę, ze może trochę panikuję, bo w sumie daje i on, i ja, i moja mama jakoś dotychczas, radę z tym wszystkim. A on nie dziecko już. Takie dziecko – nie dziecko. I że będzie dobrze. 

Dotychczas.

A może że Ewka Soso schudła, wygląda jak pół Ewki Soso, a ja bynajmniej? I że Ewka jest w tym taka konsekwentna, taka bardzo bardzo mądrze postępująca, taka skupiona i zaciekła.

Że chciało by się taką być.

Więc może napisze, że chcę brać przykład, dlatego codziennie podejmuję decyzję – jak to się w tym tygodniu za siebie wezmę. Przestanę pić kawę, zacznę pić dużo zdrowej herbaty. Brać witaminy. Błonnik. Pić wodę. Definitywnie przestanę palić i popalać, oraz jeść nieregularnie, i kompulsywnie. A potem przesuwam decyzję o dzień.  Ale tylko jeden. Przysięgam. Regularnie. Nie żebym to odkładała na niewiadomo tam kiedy….

Nie o tym pisać nie będę, bo wstyd.

To może o tym ze nowy King nienajgorszy.
Gaiman też.
A film jakiś widziałam?
Chyba nie…….

To może napiszę o tym, że sobie chodzę po tym internecie, jak zawsze zresztą, i sobie czytam, zawsze dużo czytałam. Wlażę na tego blipa, bo nuda, bo wszedzie wlaze, a to taki blog nie? (no trochę dla tych co nie lubią pisać, się zdaje)  I co?  Jednego nie rozumiem. Taki trend znalazłam pt: „dziś na mojej stronie był JAKIS ANONIM poszedł won!”. I akcja wsparcia: „anonimy precz! wstydzcie się!”. Że niby nie z imienia nazwiska? Że czytam? Przeprosić mam? 

To jest ta sama fajno-smieszna kategoria ludzi, którzy oficjalnie mówią – telefonów KTÓRE SIĘ NIE IDENTYFIKUJĄ NIE ODBIERAM. Głośno mówią. Że tych zastrzeżonych. A ja nie rozumiem. Bo to dziwne. Bo co? Jak mam zastrzeżony, bo na ten przykład jestem Doda, albo Jola R, to już nie wolno mi dzwonić? To też wstyd?

Panie kochany interent to kiedyś było chyba tak że….
A na stacjonarnym to zwyczajnie – jak dzwonił to się odbierało.

Poprostu. Nie rozumiem. To chciałam napisać w sumie. Chodź to nuda. Przecież. To jak równie popularny casus: ”czytasz mnie, a nie komentujesz?? Wstydź się!  Zgiń przepadnij.” To chyba powinno być: „piszesz, publikujesz w necie? - to milcz, nie wymagaj cudów na kiju, ani wybitnej kurtuazji czytających”. co nie? czy nie?

W sumie to co ja miałam napisać?Notkę chyba….

takie tam…

Brak komentarzy

No doprawdy, doprawdy nie wiem co napisać.  Że podpisałam papiery i już jestem bardziej tam, niż tu – w sensie przejmowania się pracą?  Że dziecku szkoła pasuje, choć 3 razy gna na 7.30 do budy, i doprawdy, doprawdy te pół godziny rano, to jednak jest DUŻE półgodziny różnicy?  Że zaczynam się martwić, jak ja go wychowałam, bo po co ja mu robie kanapki rano? I zbieram za nim ubrania? Poprawiam, przesuwam, zamiatam. Nienawidzę tego w sobie, i martwię się – czy on aby nie zniszczy mojej matce życia, jak zostanie tu, a ja tam. Nie zapomni myć zębów? Oraz myślę o tym, jak bardzo nienawidzę tego, kiedy odruchowo pytam wieczorem.  - Zęby umyłeś? (on wywraca oczami: „mamooooo!!!”, ja wywracam oczami: „boże, po co ja o to pytam?!”, piotrek wywraca oczami: „po co ty o to pytasz?!”) Że może, jakby dało radę, cofnijmy, cofnijmy się w czasie, to ja to poprawię.  A potem myślę, ze może trochę panikuję, bo w sumie daje i on, i ja, i moja mama radę z tym wszystkim. Dotychczas. I że będzie dobrze. A może że Ewka Soso schudła, wygląda jak pół Ewki Soso, a ja bynajmniej? I że Ewka jest w tym taka konsekwentna, taka bardzo bardzo mądrze postępująca, taka skupiona i zaciekła. Że chciało by się taką być. Więc może napisze, że chcę brac przykład, dlatego codziennie podejmuję decyzję – jak to się w tym tygodniu za siebie wezmę. Przestanę pić kawę, definitywnie przestanę palić i popalać oraz jeść nieregularnie, i kompulsywnie. A potem przesuwam decyzję o dzień.  Ale tylko jeden! Przysięgam! Regularnie. Nie żebym to odkładała na niewiadomo tam kiedy. Nie o tym pisać nie będę, bo wstyd. To może o tym ze nowy King nienajgorszy, a Gaiman też. A film jakiś widziałam? Chyba nie…….

bolą mnie nogi

24 komentarzy

Dziwne nie?

Człowiek ma takie uczucia przyziemne. Mnie bola nogi. Dlaczego? Nachodziła się, czy co? W sumie nie. Może spływa. Może spływa i siedzi człowiekowi to wszystko w nogach. Ciągnie w dół, tak. Chodzę, jak w tych snach, w których jeden krok boli i trwa pół godziny (i nie moge wsiąść do tramwaju, ucieć, ani nic, przestawiam nogi używajac do tego rąk, wleke je jak kłody, a i tak to nie działa). Jak ślimak.

Poczekam, aż spłynie do butów. Będa boleć mnie buty. Obstawiam.

Psuje też wszystko. Popsułam dziś kolejki skm. Cztery pod rzad. Wczoraj komputer w domu. A w miedzyczasie rzuciłam sobie odkurzaczem w twarz. Pięknie. Nowa karierę zacznę z nosem jak bokser. Rano rozwaliłam też okulary. Podeptałam kota.

A kolejki dziś niefortunnie. Bo dziecko przenosilam do szkoły. Tak tak, jeszcze nie zaczął, a już przenosi się. 

Okazuje, że dziecko niepijące, to równie duży problem jak dziecko pijące. Nie odnajduje się w grupie. Nie szwęda się. Nie pasuje. Bo nie chce się nagiąć, i nie będzie. Taki to, myślę, znak czasu. Buntu chyba. Kiedyś rokendrol i używki były buntem. Dziś bunt widać, „nie nie nie będę jak wszycy”.

I nie chciał być. To co, miałam płacić za to, że źle się czuje? Że w grupie nie odnajduje, bo grupa mówi „nie izoluj sie, weź, zintegruj z nami, chodź idziemy pić na plażę”, a dziecko, że nie. Bo on nie, i nie ma zamiaru mówić że „tak” to dobry pomysł. Trzeba było coś postawnowić. I to w ten czas. Same trudne chwile.

… a w szkole powiedzieli – „ależ ależ, jeszcze miesąc, i dostosuje się”.
znaczy co?
zACZNIE PIĆ?

No i lekcje. W życiu bym nie przypuszczała, że ten leń patentowany bedzie marudził, kiedy nauczyciele odwołują lekcje. Że nie przyszedł, a czekali. Nikt nie powiedział, i nie było zajęć. Że tak nie powinno być. Bunt! Nie bylibyście zachwyceni, jak wolne? A może to nie tak działa, może to jak nam sie uda urwać, samym, to fajnie, a jak nam z góry mówia – wolne – to ten bunt. Te bunty są dziwne. No ale 16 lat ogólnie jest dziwne. Co nie?

To poszliśmy. I dziś, pierwszy dzień, jesteśmy Collegium Gedanense. Mam nadzieję, naprawdę mam, kciuki trzymam nawet, że tym razem będzie ok. Napisał – „jest cool”. Chodź bał się, nie ukrywał. Nawet pytał – mamo (znaczy „matko” bo mówi do mnie „matko”) – czy ja dobrze wyglądam? No mili moi, czy to jest męskie pytanie? Taki on, jakiś, bojący.

Oby było dobrze. Oby. Bo trzeci raz nie dam rady tego przerabiać, nie teraz, nawet jesli się okaże, że tym razem trafił na seryjnych psychopatów. Może psycholem nie musi NIEBYĆ, jak NIEPIJĄCYM.  Prawda? Ale chyba nie. Tam miałam dobre opinie o szkole, ludzi. Jakieś, ktoś coś powiedział, coś znalazłam w necie.  Tu poczułam wchodząc do szkoły, że jest dobra, jakaś taka energia. Zielono, i światło było. Przestrzennie w środku. Lekko jakoś. A może się tylko zasugerowałam?… No nie wiem …. zobaczymy.

I tak jakoś o. A koty, ooo, koty są dziwne. Ostanio. Zazwyczaj ganijące się w domu, jedna przy drugiej nie poleży, ostanie noce spały ze mną. Dziwne zwierzęta. Jedna na głowie wręcz. Druga pilnuje nóg. O – to może to. Leży mnie na nogach, a potem bolą. Chyba przestanę karmić, za ciężkie czy co……

A życie ma w dupie nasze doły, i troski, toczy się dalej. Komputer się naprawia, okulary skręciłam, nos wcale nie taki duży siniak, a kolejki skm chyba naprawią się same.

30 komentarzy

Dziekuję.

Bardzo by chciała też żebyście wszyscy, bo było to do Was wszystkich, usłyszeli, kiedy Filip mówił:

- jesteśmy z was bardzo dumni. Z was wszystkich.

Słyszeliście? Nie? No to posłuchajcie…..

Ja też, jeśli moge się dołączyć, z Was wszystkich, jestem dumna.
Dziekuję.

125 komentarzy

Dziś chwile po czternastej mala wrozka odeszla od nas.
spi.
juz nie cierpi.
spotyka sie z pradziadkami.
pomodlcie sie.
za nia.
za rodzicow.

ps

Wróżkę żegnamy w poniedzałek o godz. 16.00 na cmentarzu w Małym Kacku 
ul. Spokojna (boczna od ul. Wielkopolskiej)
W miarę możliwości prosimy o nieprzynoszenie wieńców.
Karolinka kochała kolorowe, zwykłe kwiatki.
Nie lubiła czarnego koloru.

Prosimy o nieskładanie kondolencji. Pożegnajmy Naszego Aniołka cicho i pamietajmy,
że na pewno jest jej bardzo dobrze, tam gdzie sie obecnie znajduje jej dusza, a jestesmy
przekonani, że tam musi być pięknie…  

z fasolą groch

32 komentarzy


Pomyślałam sobie, że napisze jakaś notkę czy coś……


Wdziałam czekoladę LINDT z sola. Dziwne nie? Musze przesunąć dietę na godzinę później – bo co? Nie spróbuje? Ja kocham sól. Na bank w poprzednim życiu byłam sarenką i lizałam sól (albo niedźwiedziem. Czy niedźwiedzie liżą sól?). Oraz nie wolno mi soli. Ale ja ją kocham. I łamię zakazy. A poza tym co? Przyjdzie koniec świata i będę żałować, że nie spróbowałam, a mogłam. To kupie jednak tą czekoladę.

(i sól, sól dodatkowo, sól maj lajf) 

Potem sobie pomyślałam o takich tam, np. impoterabiliach, ale mi się znudziło. 
 

O i Ewa się mnie boi. Albo o mnie boi. Nie pamiętam. Mówi, że nie jestem ta sama i takie tam. A potem mówi, że mnie kocha, i że damy sobie rade zawsze, bo ona jest mała i WSZĘDZIE WLEZIE a ja jestem silna i odkręcę wszystkie słoiki. (no bo jak jest słowik to nie wiem czemu zawsze jest „HAAANKAAAA!!!”). To niech się ona zdecyduje czy się boi, czy kocha.

A także złożyłam wypowiedzenie. W pracy. I kultywuję rajzefiber. W związku z powyższym. No ale co? Miałam skończyć jako: ja i pani Toja najstarsze skamienieliny WP? Przeszeregowuję więc życie tak jakby, i trzęsę dupą. A Ewka dzwoni (chyba w chwilach jak się o mnie, czy tam mnie, nie boi) i pyta czy już jestem spakowana. Albowiem postawiła dodatkowy żel w łazience. A a a a a ja panikuję – kto wyszyje mi woreczki w których musze potopić moje koteczki w zatoce gdańskiej! Albowiem jak jak z koteckami?

Potem przychodzi z roboty Władek, zwany Piotrkiem, czyli konkubentem-gachem i mówi: BĘDZIE TAK I TAK I JUŻ.  I wszystko jakoś okazuje się być proste i do załatwienia (nie, nie koty nie idą do zatoki. Odwołać hafciarki!)  

No to zaczynam panikować – co z moim Dzieciątkiem  ?? Dzieciątko   czochra brodę, w stylu ala koza, i puka mnie w glacę placem, który zakańcza owłosioną, pod pachą, rękę. Po czym informuje, że on prawdopodobnie i tak opuszcza ten kraj, co prawda za lat kilka lub kilkanaście, ale jednak mam się przygotować. Zamierza pomieszkać w Japonii. Tak wymyślił. Oraz zapisuje się na japoński.

No i faktycznie się zapisał. 

No to mam przypływ miłości. Do Magdy mojej. Do Karoli. Do Ewy. Do Franka. Do Anki. Do kotów. 
 

(czarny kot w tym czasie wydaje się uparcie starać NIEZASŁUGIWAĆ na uczucie, albowiem kradnie staremu kotu parówki, które to kot stary uwielbia, i dostaje raz na jakiś czas kawałeczek, a młody kot nimi gardzi, bo kocha się w drożdżówkach, i kradnie z miski starego kota parówkę, niesie w łapie i chowa w szafce chichocząc złośliwie. I kochaj tu taką małpę). 
 

Pławię się w tej miłości, aż przychodzi stary i mnie szczela nerw. Albo idę do reala na zakupy, albowiem nic już nic, totalne nic w lodówce, i mam przypływ nienawiści do świata całego. Dzizus. Jak ja nienawidze tego. Tego tłoku i tego rachunku w kasie. Tego targania siatek, po których mam muskuły i odkręcam wszystkie słoiki Ewie. Wleke to wszystko. Wychodzę z szynką, oczywiście suszoną soloną. Sól, sól, mega dużo soli. Zżeram ją rozrywając jeszcze w  sklepie opakowanie zębami i….. mam przypływ miłości. 
 

Boże jak ja was kocham. Koty kocham. Świat kocham… albo nie KOCHAM SÓL! O. Może to, to.
 Potem gadam z ciotką Kryśką, ona mądra jest. Coś w tym jest. Mówi że trzeba marzyć, i głośno mówić i marzyć. I wizualizować, że się jest w tym miejscu gdzie się chce być. I ona powiedziała: kiedyś „Hanka ty masz być…”, a ja mówiłam: „no weź, weź, bez sensu, ja nie mogłabym, ja się nie nadaję, co ty? Nie ja…”  I chyba jednak miała rację.  A Ewa mówiła : „daję ci czas do jesieni i ani kurna chwili dłużej czekać nie mam zamiaru”. i Co? 

No i ja nie wiem. Kiedyś to się mówiło – NIE MÓW GŁOŚNO BO ZAPESZYSZ. Albo żeby się NIE NASTAWIAĆ.
 To ja już nie wiem. No ale jeszcze to by miało sens? Bo np. czarny kot to mi drogę w domu zabiega z 4500 razy na dzień. 

Więc co? (nie zaczynaj od więc) To coś powinno znaczyć? To wierzyć w kota, czy Ciotce Kryśce? Czy w tego rumunka w środku antyasertwynego dziada, co natrzasa się że: „WĘSIERSKA JUZ CI SIE UDA HŁE HŁE PLEH! ” No nie wiem. Mam mikro-asertywność wewnętrzną, więc zewnętrznie mam jej mega dużo. Świat mnie denerwuje postawianam to wyrazić. Wyrażam. Oraz mówię co mnie bodzie. Ale jakieś takie pituty nie ważne. Co za paradoks. Jestem asertywna w kwestiach mało ważnych, oraz nie-moich. Ewa się boi. Albo o mnie boi. Jak to widzi.

Chyba z tych nerw zjem sól. I zagryzę winogronem. Bo sól z cukrem to już w ogóle kocham. To co ja chciałam? Aha notkę napisać. No więc nie dalej jak wczoraj…..

ps.
z nerw wczoraj wykonałam curry z ryba. wyszlo w wersji mistrzoskiej. po czym wyżarłam gorące z garnka i wypaliłam sobie cały ryj. nic dzis nie czuje. zadnego smaku. smak mam papieru toaletowego w pysku. i poparzony ozor. a dla was mam zabawke na wekend – o
http://www.mono-1.com/monoface/main.html
 . se poklikajcie oko-ucho-nos. i aptrzcie co od kogo. i tak o. niech moc bedzie z wami na wekend.


  • RSS