haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2008

w temacie

10 komentarzy

... z serii stare ale jare:

- Jak pani spędziła Sylwestra?
- a tak jakoś…. SAM ZSZEDŁ!!

Najlepszego dzieciaki. Bądźcie dobrzy dla siebie i innych. Bo jak nie będziecie, przyjdzie ciocia Soso i wam wpierdzieli. No. To ja dodam jeszcze tylko – niech Wam się wiedzie, i niech omijaja was ludzie pąkle (pąkiel – takie coś, co rośnie pod łodką, i nikt wie co to jest, takie „chujwieco”). No. To lecę. Bo wieczór z Heńkiem VIII mam. Dotarł do mie w serii drugiej, to siedzę z nim i czekam, aż urżnął łeb tej małpie Lady Ann.

Mam nadzieję, że do przyszłego roku dadzą radę.

Aha i ustalmy fakty tak? Sylwester to jest 15 sierpnia, toteż mega obciachem jest 31 grudnia stroić koafiurę i wychodzić gdzieś! Na mróz??? Piżama rulez. Oraz własna kanapa. Z goła dupą po mrozie latać nie będę, sie swoje lata mam nie? Zjadłam tłuszcz na obiad, rozpiełam guzik dresa, i tak o. Jeszcze może tylko koty przeszkolę w kwestii podawania drinków. Nieroby jedne.

Nno… to se pogotowałam trochę.

 

Najsampierw w Wigilie, posiłek razy 10, potem w pierwszy dzień świąt – posiłek razy 6, potem dla gości z Belgii („Z Belgradu??? Masz gości z Belgradu??? Uchodźcy??”) – posiłek razy 8.

 

Kuchnia wydała, kuchnia zebrała. W między czasieKuchnia się zapoznała z fajnymi babami blogowymi, naszymi takimi, co przyjechały (tak tak aż z samego Belgradu).

 

Kuchnia nawet w ramach atrakcji przy pełnym stole gości, pierwszy raz widzianych, chcąc zrobić jak najlepsze wrażenie, wykonała piękny piruet na krześle, waląc dupskiem o podłogę PLASK. Z sałatą i sztućcami w drugim ręku. Akrobatyka, moi mili, światowej klasy. Kuchnia ma guza na pośladku, w związku powyższym. A dokładnie jakoś tak W pośladku. Gulę taką. Ha. Umiecie tak? No nic, kuchnia uznała, że program artystyczny w jej wykonaniu został powyższym wyczynem wyczerpany i zaprosiła na wieczór 8 innych bab. Chłopaki zostały wyrzucone na mróz i sromotę z zakazem powrotu, a w domu odbyła się impreza pt: „wszystko co stare musi zostać wyjedzone”

(misiek? Ze co? Ze pt: „wyjedzone”? a nie przypadkiem „wypite”?? to niby co robi ta kolejka 890 butelek pod ścianą kuchni JAK WYCHODZIŁEM JEJ NIE BYŁ! – Jezus tam, mikołaj może przyniósł, nie takie rzeczy podrzuca pod choinkę).

Biletem wstępu było ukończone 30 lat i opcja – …i chodźbyście mi garnitur solili, i tak mam to w dupie!

 

Oraz okazało się, że nawet    występ Kuchni w telewizorze   (Kuchnia żałuje że wycieli spontaniczne sceny pt: „pani się przejdzie tu bulwarem, o tak, siądzie na ławeczce, o tu, i wyjmie laptopa i poudaje, że doaje notkę. Że co? Że deszcz i grudzień? No jak to? To przeszkadza? Nie pisze Pani notek w rękawiczkach, po ciemku, na ławce, na bulwarze W GRUDNIU???), nie był w stanie przebić koleżanki Doroty, która oficjalne została gwiazdą wieczoru. (nie wiem czy nie miała na to wpływu jej dość agresywna taktyka, polegająca na przerywaniu każdemu, i głośnym : „TA HISTORIA MNIE JUŻ NUDZI, TO MOŻE TERAZ JA OPOWIEM O SOBIE”. Co nie przeszkadzało, że dziewczyny ja pokochały okropnie i na forewer). Cudny to był wieczór, wieczór matek staczających się, wieczór dzięki któremu Kuchnia zdewastowała ostanie resztki pieczołowicie (i z ogromnym poświęceniem ) przeprowadzanego planu dietetycznego.

Druga połowa grudnia okazała się masakrą. Kaloryczną. Taka prawda.

 

No nic. Zaraz mamy styczeń, to będę mogę podjąć jakieś postanowienia, nie? Mądre. No ale chyba nie dziś. Dziś mamy jeszcze grudzień……

..szukamy z Anką jednej wielkiej, brudnej, starej dziewicy. Zamiarem spalenia jej na dobrą wróżbę przyszłego roku.

Musi być duża, bo wszelkie małe odczyniania uroku, zawiodły.
Macie pod ręką jakieś OGROMNE HIPER GIGANTYCZNE dziewice?
Tak?
To bierzemy w ciemno.
Nawet przyjedziemy po towar.

Co się polepszy to się popieprzy. Taką oto mam refleksje, oraz motto.

 

(Anna Boleyn miała też takie motto na kokardzie, w sensie nie to a inne, wetknęła se je pod kiece, i kazała Heńkowi VIII szukać, wstrętna brunetka, nie lubię jej, ale o tym potem).

 

Poza tym co? Piekę. Piekę pierniki w ilościach hurtowych. Co prawda piekę nosorożce i słonie, bo takie mam formy, ale piekę. Będą takie święta trochę bardziej Hollywood. Wkurza mnie, że już nikogo to nie kręci, ten nastrój, dziecko wąsy goli i spotyka się z narzeczoną, stary siedzi w robocie po nocach. Trochę brakuje mi świątecznego hoł oł hoł. To dowalam gałązkami. Przywlekłam pól świerku po 5 zeta, pociętego. Teraz wtykam te chaszcze gdzie się da, a nie bardzo jest już gdzie. Trudno, wetknę se za gacie (jak ta zdzira Anna Boleyn) w ramach pióropuszu. Ciotka Kryśka miała, jak robiła u Rosiewicza, będę miała i ja! Będę girlaska świąteczna z mulę róż. Taki mam nastrój.

 

Dodatkowo zaczynam zachowywać się jak stara wariatka, albowiem przemawiam do kotów (za chwilę skoczę zjedzona przez wilczury, mówię wam). A wszytko dlatego, że tylko koty chcą ze mną piec. Koty kradną mi pierniczki, i brudzą się lukrem. Tak, tak. Adoptuję koty. Potem skontaktuję się z Bogiem za pomocą żaluzji, i sfiksuje do końca. Taki mam plan.

 

Ponieważ siedzę w domu i nie bardzo mam się do kogo przypierdzielić, to przypierdzielam się do produkcji amerykańskich. Nowa pasja. Namiętnie i z błyskiem oka oglądam „Tudorów” (tak tak, to właśnie będzie o tej rozwiązłej ślicznej brunetce, pies ją trącał, sześciopalczasta maupa) w tle mam otwarte google i sprawdzam fakty.

„Aha! Tu mam was! Henryk Fitz Roy umarł w wieku nie takim jak pokazujecie, dopadłam was, oszuści!!”

Albo tu mi się nie zgadza i tu! Aaaaaa i ciekawe, ciekawe że Heniek niby taka przystojniacha? Tak? To bardzo mnie interesuje, jak pokażecie maszynę, która go swego czasu musieli targać, tak się chłopak na tych kochankach i żonach upasł! Czekam. Proszę bardzo – ZAS KOCZ CIE MNIE. A jak nie to dopadnę was znów na oszustwie. Będzie rzeź.

 

Przemysł amerykański się jednak jakoś mało przejmuje, jeszcze nie odebrałam przeprosin na czerpanym papierze, a liczę na nie. No nic. Może poczta się opóźnia ze względu na święta.

 

No i ta Anna. Ajm sory. Nie lubię zdziry. Dobra wiem, potem dostała za swoje, ale na razie jej nie lubię. Katarzyna Aragońska  prowadzi. Trzymam z nią. Ma swoje lata, klasę, a na dodatek ją rolują różne takie świskie dzioby i namiętne brunetki zdziry (szesciopalczaste maupy). Może i ona jakaś taka mocno religijna, może i swoje ma za kołnierzem, niemniej trzymam z nią wytrwale. Jakby kto pytał. A Heńka to za to szukanie motta pod kiecą małpy rozwiązłej, zdzieliłabym drewniana łyżką przez łeb. Ot tak. Na wszelki wypadek.

 

I tak o. Idę śledzić ich dalej.

 

PS

Baśka mówi, że jak nie wywieszę fotki pierników, to się kompletnie przestane liczyć w światku blogerow. No nie wiem. Zaryzykuję. Najwyżej wywieszę łosia co stoi w gałęziach (choć w zeszłym roku wywieszeniem tego bydlaka wywołałam dyskusję, że to jednak RENIFER, a nawet jeleń z rogami), oraz słomiane anioły, którym kot zdarł właśnie słomiane włosy anielskie. I teraz takie jakieś są – słomiane łyse anioły. Bardzo oryginalne. Co u was?

A chodźcie dobijemy Baskę i zapytamy wszyscy głośno: BAŚKA MASZ JUŻ CAŁA LISTĘ PREZENTÓW?????



ps. a tu piekny kawałek literatury (do zeszycika z kategorią „kiełbasy-wędliny-thiller”) zaraz obok „zbił matkę kiełbasą krakowską”  . Piękny artykuł. Kawał życia ludzkiego. Cudowny reportaż.

… stosuję dietę Ewy (pojęcia nie macie jaka ona chuda) i muszę zjeść obiad o 15.00. No dobra może być 15.03. Z tegoż powodu zaprzestałam chodzenia do pracy (dobra nooo sami na to wpadli bo brak miejsc). To i tak była już końcówka. I co? I oczywiście jestem przerażona. Dupa ze mnie nie rewolucjonista. Mam sieroctwo, wytrącenie z rytmu, poczycie ze „japeirdole co ja robię”. Oraz wszystko mam.

O i bajzel mam.
Znaczy miałam. 

Co zauważył kot i ostentacyjnie rzygnął na stół w kuchni.
Wczoraj.
Pewnie dlatego, że nie umiał go posolić.
Jakby umiał to by posolił ten stół.

Po czym przeszedł sie do pokoju i puścił pawia wzdłuż.
Wzdłuż bajzlu.

Dobra. Zrozumiałam. Dziś stoji już na kominku łoś, lampki świecą w każdym możliwym kącie. W oknie wiszą bombki, a na podłodze z czystym sumieniem, można przeprowadzić operacje na otwartym sercu. Kłęby miękkiego, sującego się leniwie,  (i swoją drogą w slicznym odcieniu szarości, a szarości ponoć znów modne) kurzu usunięte. Kot wszedł, wyraził cichą aprobate i zwalił na pysk z kominka łosia plus aniołki. Sztuk dwie. I odmaszerował dumny z siebie. W ogóle mam jakiegoś pogańskeigo kota, np potwornie, ale koszmarnie boi się Mikołaja. Małego Mikołaja z czekolady. Dużego Mikołaja z czekolady to już wręcz panicznie. Włosy mu stoją (kotu,nie Mikołaju) dęba, wchodzi tyłem pod łożko i syczy. Oczy świeca mu się zimnym złem. Baska mówi, że ma racje, że koty wiedzą, my nie pamiętamy DLACZEGO MIKOŁAJ JEST CZERWONY, OD CZEGO JEST TAKI CZERWONY, I ZAKRADA SIĘ NOCĄ DO NASZYCH SYPILANI.

I tak o. Wiecie co? Nie wiem co to jest, ale korporacje robią nam coś takiego, jakiegoś takiego globalnego Orwella, że jak przestajemy tam chodzić codziennie rano TEN SZARP 8 RANO KOLEJKA SKM W DESZCZ GRAD ZAWIERUCHE, to w człowieku otwiera się taki PANIC ROOM. Wydaje się, że skończył się świat. Totalny panic rooom mam. Mam nadziej, że nie osiągne apogeum na Wigilie, kiedy zamiast karpia podam gotowany świński łeb na tacy, sama ubrana cała w gumowy fartuch, z wiszącą świniśką nóżką u ust.

Znudziło mi się. To kłucie w żyłę. Żeby mi jeszcze potem nie wiem, walneli jaki artykuł na pudelku, po takim kłociu, jak Amy Winehouse.

A to nic.

Kłują, gonią do domu, wzywają, kłują….. BEZ SEN SU.

Znudziło mi się. I czuję bunt. W ramach buntu okrecilam
lampkami z choinek, takimi malymi akwarium żółwia. Kot
jest zachwycony. Chodzi wokół światelek i śpiewa żółlwiowi, który światełka, kota i cały świat ma nostalgicznie w dupie. Różnicy mu nie robi. Kotu natomiast sie wydaje, że żółw to zrobil sam na dowod miłości (zawieście czerwone latarnie). Siedzę i leję (oraz czuję bunt w przerwach), a ta tańczy, nru-czy, wdzięczy się, jak zacznie śpiewac kolędy to sprzedaje ten zestaw do każdego hipermarketu. Pójdzie jak woda.

Oraz co ja tu widzę? Ewa zdradziła sekret na blogu. Sekret ryja. Oczywiście. Teraz te wszystkie co mają piękne ryje, będą jeszcze piękniejsze miały, a miało być tak pięknie.

- No cośty z sobą zrobiła Hanka? A ty Ewa? Co to co to! Czemu tak pięknie wyglądacie?
- My? Eeee nieeeee… NO COŚTY! Nic kompletnie, nic. No wiesz to pewnie czysta woda i herbata czerwona. Albo nie wiem. Wyspałyśmy się? No widzisz TAK JUŻ MAMY NATURALNIE.

A teraz wyjdzie. Szydło z worka. Nici i dupa. Dupa ogólnie, a nici z oszustwa.

podpisano:
Wasza cukrowa panienka.


  • RSS