No. W nowym roku nastąpiły zmiany. Bo na przykłąd na ryj wyszły mi pryszcze, smaruje się maścią na grzyby, pewnie to przez tą ciążę Baśki, którą to jej zdiagnozował świat blogowy (obstawiam, że Baska będzie nasza drugą Brodzik Internetu, i ponosi tę ciąże najmarniej 5 lat, a jak nie ponosi, to doprawdy jakaż jest ta jej popularność, pff, mizerna!!).

 

No. To o zmianach.

 

Po pierwsze pożegnałam pracę. Dostałam film i wielki plakat do filmu na odchodne. I pokazałabym wam ten plakat, ale tam są ludzkie twarze, te twarze musiały by się zgodzić na publikację. Oraz pokazanie. A jest co pokazać, bo na plakacie jest napisane wyraźnie KTO JEST KRÓLOWĄ. I że nie Doda. Wyglądam na nim, bynajmniej, nie jak debiutantka świata filmu, a jego domina. Domina z pejczem. Lejdi gaga X muzy.

 

Oraz po drugie zmieniła się jakość mojego życia. Cały grudzień nie mogłam spać, zasnąć, tłukłam się po nocy, jak jaki tłuczek, galopady myśli urzadzały w moim łbie wyścigi. A od końca grudnia, dla odmiany, nie mogę WSTAĆ. Nie da rady. Śpię po 10 godzin, a potem chodzę pół dnia ze śpiochami w oczach. Nie wiem kurna od czego, bo przecież, na boga, ja już nie pracuje. Nie mecze się, nie tyram, nie wiem…… Ale to pewnie ta ciążą Baśki!

 

Ta ciąża poza tym strasznie mnie bojowo nastraja, w odniesieniu. I jeszcze się angażuję emocjonalnie. W temacie ciąż oczywiście (bo ta ciąża Baśki). Podsłuchuje w rożnych miejscach komentarze, jak to inne kobiety w ciąży, nie Baśkę, kompletnie ich ciąże, nie Baśki, nie ograniczają. Nie sprowadzają ich do kategorii „kobiety w ciąży”, ani „mateki z fasolką”,  bynajmniej nie ograniczają. A stan ciąży przechodzą z dużym dystansem. Do siebie, do brzucha, do świata. Bez poddawania się zbędnym i tandetnie durnowatym emocjom.

Oraz babcie. Babcie niektore to już odrębny temat. Przede wszystkim te babcie. Nastrajaja mnie bojowo.

Ja już myślałam że to jest passe, ta wersja, że przeminęła z wiadrem, jak watowane ramiona swetrów w neonowe romby, jak podwijanie rękawów w marynarkach. Myślałam, że wróciliśmy do starszej wersji, jak do legginsów z lateksu, w której matka jest matką, a dziecko ją ogranicza, a bynajmniej nie unieszczęśliwia. I że zmienia. Życie zmienia. Kot życie zmienia, a co dopiero dziecko! I tak ma być. I do budyniu w mózgu każda matka ma prawo. Oraz rozczulania nad śpioszkami. Płakania na reklamach whiskas. Już chciałam Baśkę uspakajać, że jak za te 5 lat jej ciąża medialna zakończy się powiciem (kto kurna wymyślił słowo „powić”??, pewnie jakiś kurna franciszek z kurna asyżu, esteta jeden, żadna bab nie nazwłą by tak potu, flaków, krwi, i parcia), będzie mogła leżeć w trawie z dzieckiem, wąchać je i zachwycać się stópkami, i robić to godzinami. Oraz robić, co chce, bynajmniej nie prowadzić dalej tak fascynującego życia jak przed, nie musieć „poszwędać się po awangardowych lokalach”, oraz być niezależną. A dzieciulka na spoko będzie jej centrum wszechświata.

 

Co to jest za piramidalna bzdura nie?

 

Dziecko jest centrum wszechświata i ma nim być i będzie. Nawet takie 16 letnie z wąsami, jest nim. I akurat tam nie będziesz się poświęcać. Jak będzie miało gorączkę, to będziesz chodzić na rzęsach, żeby jej nie miało, albo będzie je bolało, to zrobisz kurna wszytko, ale to wszystko, nawet jaskółkę zrobisz, żeby tylko mu ulżyć. I guzik tam będziesz myśleć o sobie. Będziesz szczęśliwa. Właśnie tak. Uwierz mi. Usmarowana jajecznicą, obsmarkana i opluta. Natura tak robi, że będziesz. Takie twoje prawo.

 

A jeśli jednak NIE ZROBISZ to przyjdzie ciocia Hania i grzmotnie w łeb, bo tak ma być i już.

 
(a jak będziesz pic kawę z porcelany i odsuwać od siebie 2 latka nogą, to poleje cię napalmem)  

(czy ja trochę fiksuje? albo nie wiem, jakbym miała mieć okres? Jestem przed? Nie no, przecież właśnie skończyłam, albo wiem, fiksuje od NIEPRACOWANIA wiedziałam, że to się stanie) 


Oraz to wszystko przez ciążę Baśki, kolejny rok tej ciązy, i przez Franka Ewy, który jest dzieckiem, które ma właśnie taką matkę, jaka powinno mieć każde. (ale zaraz pojadę do warszawy i jej go zabiorę ha ha ha ha ha ha ha ha ha.). Mądrą. (chociaż małą hi hi hi). Poświęcającą się. (choć nie poświęconą, hłe hłe). I to tak o, bez sensu w sumie, ale nie mam co napisać, a plakatu nie mogę pokazać

– BO TAM SA TWARZE.
Twarze musiałby się zgodzić.
A pokazałabym.
To se tematy zastępcze znajduję.

 

PS

A jeśli chodzi o pogodę, to uważajcie jeszcze mróz potrzyma bo kot z kaloryfera nie schodzi. 

Photobucket

Jak zejdzie dam znać, bo znaczyć będzie, że  pójdzie na odwilż.

ps.
ponieważ niktórzy juz odrazu myślą, że to o nich, spieszę donieść, że nie o nich. że przyklady sa w życiu mi obecnym pokoleżeńsko realnym, bezblogowym. no. nie wszystko dotyczy bloga. CO DZIWNE.