Dobra dziewczyny. Ja tu muszę podłączać różne takie Internety i zamieść podłogę przed wyjazdem, ale wy mi tu tak bezczynnie nie siedźcie. No. Nie ma laby. Zostawię Was z zdaniem domowym, bo czas żebyśmy sobie odpowiedziały na pytanie……

 

…..wem, wiem też nie lubię pytań. Szczególnie takich Pt „jaka jest pani ulubiona książka, film”. W momencie zadawania tego pytania  moim mózgu w tajemniczy, aczkolwiek ekspresowy sposób, robi się mega hiper gigantyczna czarna dziura. I dupa. Za cholerę nie przypomnę sobie nic, co nadawało by się na ciekawą, intrygująca, dość inteligentną, i porywającą odpowiedź. Eee noooo boooo aaaaaa. Mam myślo-pęd i nie wiem, no nie wiem, co mam powiedzieć? Że: „….bardziej kino skandynawskie, niż francuskie choć partner życiowy preferuje francuskie to ja jednak, oraz rosyjski film w stylu nooo tym noooo…. Eee nopooo booo nooooo.” Że literatura „…..owszem traktująca o problemach …eee nooo….booo nooo”. A tytuł, może pani poda jakiś tytuł – „Eeeeee noooo booo nooo…..”

Oczywiście w 16 minut po odpowiedzi, przypomina mi się cała masa ukochanych filmów, książek życia, wyjątkowych produkcji, za które oddałabym nerkę. O HY DO ZA. Takie pytanie.

Prawda też jest taka, mało popularna i reprezentacyjna, iż ja ponad wszystko, ponad wszelkie obrazy wartościowe, kocham dobre kino katastroficzne. I już.

 

KOCHAM JE.

UWIELBIAM.

Jestem wychowana na wielkiej tajemnicy nie objawionej UFO, a „Bliskie spotkania 3 stopnia” to mój czarny koń, jeśli chodzi o artystyczne kino egzystencjonalne.

 

Oraz Alieny.

I już.

 

Jestem w stanie obronić przez każdym „Wojnę światów”, klęcząc na kolanach z zachwytu jak idą maszyny kroczące. (no dobra „Dnia w którym stanęła ziemia” nie jestem w stanie obronić, nawet ja, nawet eka Sosko która też kocha te klimaty, nie da rady, nawet Kijanka nie jestem w stanie uratować tego gówna, a spartolenie takiego tematu wkurza mnie, i doprowadza do szału, bardziej niż film o małych krzywdzonych przez siostry Magdalenki dziewczynkach).

 

…no dobra, ale rzecz w tym że na pytanie macie teraz odpowiedzieć Wy, dziewczyny, i bez obdzyndzalania mi się tu!!
 
Albowiem. Czas odpowiedzieć sobie, moje drogie na pytanie Z KIM TRZYMAMY. Bo naprawdę już nie można tak dłużej. Się ślizgać. Bo np. trzymamy z Diana Keaton, chodź zagrała w mega gównie „Becouse so”, i naszą Meg Ryan, chodź mój stary się w niej kocha od 30 lat. Trzymamy z Gwen Stefani, ale już z tą biczą Rihaną, ooooo  nie, nie, nie. Trzymamy z Chylińską, nie wiem może nawet bardziej  z Mandaryną, bo się zestarzała, niż z Edzią Górniak. Kochamy Emme Thompson,  ale w życiu nie zaprzyjaźnimy się z tą puszczalską zdzirą Penelopą Cruz. Ja to nawet trzymam z Jennifer Lopez, tak nie wstyd mi, mam do niej sentyment, większy jak do pięknej Scarlet Niedorozwój Johanson. Choć bynajmniej mam świadomość, że ZAWODOWO I POD WZGLĘDEM TALENTU , to to nie ta liga. Trudno. Ja trzymam z Jennifer z bloku. Nie trzymamy też z dziewczynami, co nam macają Bono, ani z tymi, co odbijają mężów babkom po 30, albowiem znalazły z nimi niebywałą nić porozumienia, nie? Oraz z tymi, którymi się „wydaje”.

 


NO WŁAŚNIE DZIEWCZYNY. Z KIM TRZYMAMY????


 

(ide pakować płaszcze, oraz kosmetyki, i zamiatać, a wy mi tu do roboty!!!)