haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2009

…nie wiem, nie wiem. Mam problem. A ONI mi wcale nie pomagają. Nic a nic. To jest poważne wyzwanie zdecydować. Ocenić, opowiedzieć się po stronie, zadeklarować. Trzeba mieć przecież jasno określone stanowisko. Człowiek nie może się ślizgać całe życie. Troche tu, troche tam, troche tego lubi, a troche tego. Taki się robi NIJAKI od tego, nie? No ale sami powiedźcie, to nie jest takie łatwe. To jest mega trudne.

JAK WYBRAĆ POMIĘDZY: EJDŻ NAJF, MULTI MEGA ROBO, CZY ROBO CZIF, ALBO DUALETTO WYJATKOWY SYSTEM??

Macie też tak? Ja nie mogę. Miotam się. Są jeszcze PLASTRY AJKIDO, co wyciągają z człowieka metale ciężkie. Albo ŁONDER BRA. To są poważne wybory. Takie mam wrażenie. Oni mi każa zdecydować, ja to czuję, za każdym razem jak przypadkiem przełaczajac tv zahacze o telezakupy. Zawsze wtedy dzieje się ze mną coś dziwnego, i jak za dawnych lat na widok kaszpirowskiego ADIN DWA TRI caly naród, tak ja teraz zmieram z pilotem w ręku. To gorsze jak Teletubisie. To robi coś z mózgiem. To wymyślili, i pracują nad tym najważniejsi i najlepsi psychologówie świata. Oczy się widzowi szklą, zaczyna powoli się ruszać, tak ślimaczo, i nijak przełaczyć. Nijak. Trzeba bardzo mocno ze sobą walczyć, jak przez mgłę, jak w horrorach, kiedy sie powraca STAMTĄD na wezwanie bliskich.

Boję się, bo mam sklep na ulicy. Jeszcze go omijam, jeszcze udaje mi się tam nie wejść, ale czuję ze pewnego dnia zupełnie przypadkowo, machinalnie, w lekkim zamroczeniu otworzę drzwi a potem…. potem bedzie jak z tymi co wchodzi do świątyni zagłady w filam s-f.

Baśka ma to samo. Ma też to samo z Marysią Sadowską. Obu nam się wydaje, ze Marysia jest trochę z kosmosu. Spójrzcie w jej oczy. Za każdym razem mam wrażenie, że ona na chwilę tylko przybiera postać ludzką, a cała noc spędza w akwarium. Fosforyzując. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że po ściśnięciu jej ręki zawsze wycieka odrobina wody. A kiedy idzie zostawia za sobą małe, ale jednak, mokre ślady.

Czy ktoś ją zna i mógłby to dla mnie sprawdzić?

To co?
PLASTRY AJKIDO CZY MULTI CZEF?

Poradzcie. Ja idę zszyć spódnicę, co mi pękła na dupie. Choć w sumie nie wiem po co, jadę dziś do Baśki. A ta już szykuje półtora tony wędzonej pasztetowej na pocieszenie, i osłodę, dylematów ludzkich, na które człowiek narażony codziennie….


…bo na moje oko, to za oknem, to już jest regularna wojna wypowiedziana ludzkości przez NATURĘ (i bynajmniej nie chodzi o sieć drogerii). Jak w tych wszystkich amerykańskich filmam katastroficznych, co je kocham. To dzieje się naprawdę.
LUDZIE OBUDŹCIE SIĘ!


Był weekend nie? No był i co z tego. W sumie.  No może to, że było dziecko.  W związku z tym zawlekliśmy dziecko do muzeum powstania.

Dziecko jak dziecko, ale chłop?

Chłop mi odjechał kompletnie. W życiu go takiego nie widziałam. No może raz jedyny,  podczas pierwszego stosunku seksualnego udanego, i to też z chyba nie aż tak. Jakby mu Pamela Anderson na kolanach usiadła w latach 80, jakby mu cały Real Madryt usiadł na tych kolanach. Odjazd dokumentny. Odjazd na dokumenty, w sumie. Podczas gdy ja i dziecko zrobiliśmy obiekt 4 razy, 2 razy byliśmy w kiblu, raz w kawiarence,  oraz obejrzeliśmy dwa wyświetlane filmy, on nie wyszedł z parteru.  No ale jeśli ktoś czyta wszystkie, dostępne eksponaty, analizuje i porównuje, to trudno  żeby wyszedł z tego muzeum w ciągu tygodnia.

No ale dobra.

Zgodził się wyjść, pod warunkiem, że nie powiem nic, ani słowa komentarza, jeśli weźmie tydzien urlopu, paczkę kanapek i bidon wody, i nie wyjdzie stamtąd, póki nie przeczyta wszystkiego. Cudem, tylko cudem nie zuważył, bo nie dotarł na górę, czytelni – obawiam się, że stamtąd nie wygrzebie się rok. (Będę mu tylko cebule dosyłac i pisac listy: „Piotrze mamy już wnuki.  Mała Stefcia poszła do przedszkola. Adam robi karierę zawodową. A ja cóż, ja zestarzałam się i przeszłam na emeryturę. Proszę wróć już”. Oraz syłać fotografie pt: „Tak wygląda teraz świat na zewnątrz”). No będąc uczciwa, musze przyznać, muzeum robi wrażenie. Spore. Uderza w ucho, uderza w oko, robi w głowie. Jeśli mi i młodemu zrobiło, to faktycznie Piotrkowi musiało usmażyć mózg.

 

I tak o. Potem poszliśmy na cmentarz żydowski. W szabas. HA ha ha ha ha ha. No to wróciliśmy do domu. Kupiliśmy Monopol – ALBOWIEM W TEJ WERSJI BYLO MIASTO GDYNIA. No. To przegralam z kretesem 4 razy pod rząd. Nienawidzę tej gry. Nienawidzę. Obojętnie czy mam taktykę, czy jej nie mam, czy mam kasę czy nie, czy kupuję domy czy stawiam na środki transportu - wynik osiągam zawsze ten sam. Zawsze ja. Nawet jeśli ktoś kupuje GDYNIĘ, od każdego kto ja ma, za 5 albo 6 mln złotych. Obojętnie – ten ktoś zawsze wygrywa. Ten ktoś kiedyś jednak dostanie karcer na gary i wyro! Za te wygrywanie bezczelne.

(no ale Ewa mnie pociesza bo mi napisała mi: HANKA NIC SIE NIE MARTW ZE MNĄ NIE WYGRA. ZE MNA NIKT NIGDY NIE WYGRAŁ!! ORAZ NIE BOJ SIE, WYGRASZ Z MOIM P. ZAWSZE, WIEKSZEJ LAMY  JAK ON W MONOPOL NIE WIDZIALAM. To czekam teraz, na nowe rozgrywki)
 

No to się sfrustrowałam i zepsułam komputer. Świetnie. On już i tak, od czasu jakiegoś, śmierdział troche przypaloną grzanką. No ale CZY TO JEST POWOD ŻEBY SIĘ WYŁACZYĆ I PRZESTAĆ WŁĄCZAĆ? Popłakałam się, bo wiadomo nie ma jak rozryczeć się z bezsilności (…że teraz komputer, że wcześniej łożko, że dziecko odjeżdza jutro, ze JAKA JA Z TYM WSZYSTKIM SAMA JESTEM – pamiętacie Łucje, nie? Zgadnijcie kto jej ten dialog napisał, no zgaduj zgadula), z nerw nażreć na wieczór, przewracać w łóżku potem całą noc, wstać o 5 rano, wziąć śrubokręty no i…. naprawić.

Bo co robić nie?

A jak gnój zaczął działać, policzyłam PITY, wyszło mi, że mam zwrot za wychowywanie kudłatego, to poszłam i kupiłam nowy komputer. Za ten zwrot. Bo co mi jakaś potrzebna wybitna maszyna do liczenia ? Nie. Blog działa, kalkulator działa, monitor jest z oczek foczek, to i filmy ładnie wyglądają. I git. A stary przysmażony gnojek niech się wstydzi. Stawiam go koło tego młodego, niech się czuje skompromitowany.

 

Aaaa i mam pytanie, te nowe monitory błyszczące jak..wiecie co…. To się też czyści jak w tym starym PŁYNEM DO MYCIA OKIEN I PAPIEREM TOALETOWYM?

Czy raczej nie?

no….

6 komentarzy

…. Rog mnie zabije ale pożyczam.

… i ja ci tygodnia nie daje!
szybciej!

…mam wrażenie, że już nigdy nie będzie wiosny. Never. Odwołali. Nic już zielonego nie wyrośnie. Nie będzie listków na brzozowych gałązkach, nie będzie baziowych kotków, ani krokusów. Nic nie będzie.
 
Dla niepoznaki wszędzie postawią te sztuczne palmy, i będą tak furkotały na deszczo-śniegu, i tak już zostanie. Gdzieee jeeeesssttttt pani wiosna DOKURWYNĘDZY??? Że tak nieśmiale zapytam po francusku…


ps
a z wieczora przyszli panowie naprawili łózko – „pani weźmie tu numer o, jak sie złamią znów to przyjedziemy,oczywiście.” budujące, doprawdy. pogode sprawdziłam i mam dobre wiadomości – w czwartek śnieg. hip hiphura. oraz mam wieczorem takie tam przemyślenia, różne. Na przykład – czy ogólnoświatowy kryzys dotyka też odczuwalnie pussy cat dolls? ciekawe. 


…ja już nie mam do tego ryja siły. Znowu placek kostropaty na półtwarzy. Przecież ja nigdy, nigdy, nigdy z tą cerą. Jakaś nowość. Mama taką teorię, iż jak zawsze reagowałam na stres gardłem, czopy na migdałach łelkam,  i ustaliłam KONIEC TEGO, to teraz mnie natura matka trochę – A NIE BEDZIESZ MI TU WARUNKÓW STAWIAĆ, i wywaliłą inną stroną. Ale to już chyba mówiłam.
 


No nic. Do kompletu zdiagnozowałam, w ramach nudy, wiotczejącą skórę na szyji. Trudno. Wchodzę w apaszki w tym moim 38 roku życia.

- KOCHANIE CZY WIESZ ŻE – zagaiłą Ewunia moja słodka – ŻE TO 37 URODZINY, ALE TO ZNACZY ŻE WCHODZISZ W NIE 37 ROK, ALE JUŻ W 38 ROK SWOJEGO ŻYCIA. JUŻ. 

I wręczyła mi prezent, ta słodycz moja chodząca mała. Cudowana przyjaciółka ona jest, prawda? Baśka to mi przynajmniej cała środę mówiła jak źle, rachitycznie, słabo, i dośc wiotko wyglądam. Jak anorektyczka. A ta nie. Nie odpuści. Kiedyś ją zabije. Na razie czule tłumaczę jej, że wiek wiekiem, ale w świecie zwierząt jakbyśmy były, to ona była by konikiem garbuskiem. Niby  pięknym, i wszyscy go kochaja ale GARBUSKIEM MOJA PANNO!!!!!! Takim śmiesznym, wiesz? Bynajmniej nie czystej krwi arabem. Czy bynajmniej białym jednorożcem. Jak Baśka. Pijącym z czytego żródła w środku lasu. Płochym. 

I tako. 

Po wyznaniu sobie tych wyrafinowanych komplementów, wziełyśmy się za rękę i poszłyśmy z dzieckiem do kina. Taki mamy ostanio styl na dwie lesby z dzieckiem. Dzieckonie protestuje. Na razie. Ja mało sie nie osmarkałąm ze strachu, choć wiedziałam co mnie czeka, ale jednak, Ewka w ciśnięta w fotel. 
Dziecko? 

- Hanko! To hajne! nie boj się! To baja! o pacz! Duchiii dzieci!! ALE HAJNE!!!

Po masakrującej akcji finalnej, gdzie ja spływałam z emocji z fotela, dziecko wstało, odwróciło do publiczości i zdecydowało na głos:

- KONIEC! Cesc! To koniec. Hajny film. Kolalina. Widzialem go. Jest popkorn jesce?

Po czym wymaszerowało raźno w swojej arafatce i bluzie spajdermena (zwanego sieziezienem). Nie wiem z czego robią tych chłoców 2 letnich teraz. 

I taki to był dzień. Hajny. 

A teraz siedzę w czerwonym prezencie z satyny i zastanawiam jaką dobrać do tego apaszkę, bo wiecie, wiotczejąca szyja. O, w tv tańczy Antonio z murzynami? No naprawde? Nie ma co robić? Idę, posmaruję placek maścią (chodź kolorystycznie bardzo mi do prezentu pasuje). A crocksy w ramach urodzin dostały znaczek ze świnką piggy. Ciekawe czy pokolenie, co to „duchi sa dla nich HAJNE”, wie kto to był swinka piggy.  

.. no. Miałam gości. Fajnie było, fajne urodziny, dawno takie fajne nie były.

W rangingu ciotek naprawdę nie macie do mnie startu. Ha. Macie ciotkę Kryśkę? Macie ciotkę Tatianę? Nie macie. Uwierzcie mi. Nawet moje dziewczyny po wizycie obu ciotek przyznały, że już się nie boją sześćdziesiątki. Ba. Nawet ją chcą. Już teraz nał. Było ciasto, było wino, było wesoło. Wszycy chwalili, że się im podoba, nawet łożko z kotem dostało fotografię. Po czym…..

……rozpadło się dziś.

Tak się przejęło swoją urodą. Poprostu cudnie. Oczywiście nie znalałam rachunku, oczywiście się zryczałam, załamałam, że rozpadają mi się meble ŻEBY CHOCIAŻ OD DZIKIEGO SEKSU, to nie nie nie, kara że postanowiłam sama poprzesuwać i kurze wyrzeć.

Wycieranie kurzy to zło. Mówie wam. Meble się buntują.

Na koniec umazana smarkami, z telefonem w ręku:

- PIOTREKKK AJ JUż MAM DOŚC CO SIE JESZCZE ROZWALI NO COOOO COOO?? JA WSZYSTKO PSUJĘ! ( czy wspominałam że stłukłam tydzień temu pólkę w lodówce? ) UŚPIJ MNIE!!!!

Powlekłam się do kuchni zeżreć z rozpaczy wczorajszy sernik, i znalazłam rachunek. Pani w IKEI bynajmniej wcale nie zdziwiona:

- ASPELUND? TAK? PEWNIE PĘKLA NOGA I ZAGŁOWEK?? TAK? NO NIE ZASKOCZYLA MNIE PANI …

I bez gadania wysłała mi pana z nowym łożkiem. Ma przyjechać. Więc jakby wcale nie dlatego, że ważę 400 kilo chyba ta katastrofa. Nie wiem. No chyba, że pan najpierw mnie zważy i wyśmieje, zanim da łożko nowe ZE STALOWYM WZMOCNIENIEM.

No. To siedzę dziś w ramach prostestu w piżamie, i się mażę. Taki mam styl. A w ramach dobrych njusów BO JAKIEŚ MUSZA BYĆ przecież, pozwolcie że pochwalę się matką własną. Tak, tą co to zadzwonili i na kolanach ją namawiali do powrótu do pracy. I co? i wróciła. I co robi? Robi nietoperze, oraz szkileciki dzieci i orkiestre myszy. We fraczkach. Z tubami. (Zebra!! Czy twoje myszy w nowym jorku potrafią grać na tubach i mają fraczki? tak? mogłabyś pomóc jakie ostanio trendy preferują??). Taką mam zdolną matkę.  A komu robi zapytacie? (no zapytajcie! zapytajcie!!) A Gaimanowi samemu!!!! Wystawiać będą Koralinę. Ja wiedziałam, wiedziałam, że ten Gaiman jest mi sądzony. Macie jakieś wątpliwości? Bo ja już nie. Chłopak stara się do mnie dotrzeć przez własną rodzicielkę. Także ten. Kocham cie Piotrek i takie tam, niemniej AJM SORY chyba jednak wyjdę za Gaimana. Tyle lat chłopak gdzieś zawsze obok jest, jak nic przeznaczenie. Trudno. Na pewno się polubicie. Co nie?

I tak o. Nie opłąca się myć i zdjemować piżamy o 19 nie? Szczególnie jak się już ma połamane łożko. Co nie?

… no jesteście kochani. 


możecie dostać w nagrode sernik limonkowy, ale nie gwarantuje czym to się skończy, bo robilam pierwszy raz. Oraz tartę. Z warzywami. Teżnie wiem co z tego wyjdzie bo trochę się okazło w trakcie, że coś NIE TEN TEGES i improwizowaliśmy. Oraz ciotka Kryśka kaming tałn za 20 minut. Jakoś mnie to zmobilizowało do ruszenia dupą, albowiem gdyby nie to, to raczej siedziałabym pod kołdrą i udawała, że ten dzień się raczej nie wydarza. Nie nie nie nie nie. Mogłabym to zwalić na osteroporoze mózgu. Z powodu wieku mi się taka przypadłość należy. A tak? założyłam biała koszulę nawet. Nawet już trzecią, bo pierwsza wylądowała w serniku, drugą opizgłam śmietaną i rozplaśkałam na niej pomidora. Malowniczo. No. To mam trzecią ALE JUZ NAPRAWDĘ NIE MAM SILY JEJE WYPRASOWAĆ. Trudno. 

A telewizja mi na urodziny daje michała pistoleta w mięscie kobiet. Moimmiescie kobiet (chociaż w sumie to już nie jest MOJE miasto kobiet). Zaraz mnie nortmalnie trafi. Albo dostaną tartą w ekran!!! Kurna no!!! Żeby zapraszać do programu faceta, który jawnie i oficjalnie gardzi kobietami, jest durny, brzydki, i CHYBA JESZCZE DOSĆ NISKI. Jak jego pomyśł na życie i na popularność. Też DOŚĆ niski pomysł. Jak ja kocham takich, co to na siłę dorabiają teorię do swej małości. I wogóle. Nie ma przypadkiem takiego przepisu, że jak się ma urodziny, to dozwolone jest zamordowanie jednaj ALE TYLKO JEDNEJ NAPRAWDE JEDNEJ osoby? W ramach prezentu? Szczególniejak to 37 urodziny i trochę się ma reflekcję życiowe i robi podsumowanie i trochę nie wychodza niektore rzeczy i trochę się jest smutną baba? A ta osoba mi właśnie tłumaczy z ekranu, że są PRZYKAZNAIA W MAŁŻENSTWIE DO WYPEŁNIENIA MIEDZYINNYMI DOTYCZĄCE WYPINANIA ODPOWIENIO TYŁKA, noooo trzymacie mnie ręce….

……..Ooooooooo matkoooooo moja tartaaaaaaa!!!
(ipoleciałamalowniczorobiącjebutnakorytarzu)

34 komentarzy

Postanowiłyśmy z Ewa podreperować trochę budżety domowe. Z okazji kryzysu. Ponieważ mamy mądrą koleżankę Agę, objawiła nam ona dość cenną inicjatywę ekonomiczną. W efekcie dyskusji udałyśmy sie we trzy do sklepu, ZAOSZCZEDZIĆ. Tak żeśmy się wzieły za te ekonomie, że panie nas nawet wpuściły do magazynu tajna windą. Oszczędzałyśmy poświęcając na to wiele godzin, wiele liczenia było (w życiu nie spodziewałam sie ze mozna TAK obliczać 70 % upustu, jak moje koleżanki, ktore dzieliły na 6 po czym dodawały do 3, mnożyły razy 0,8 a na koniec dzieliły SAMA JUZ KURNA NIE WIEM RPZEZ ILE), natachałysmy się masę, spocone jak konie, obwieszone, oblepione, złachane nie oszczędzałysmy się w przymierzalniach. I to nie żeby w jeden dzień  zamknełyśmy temat, o nie, umówiłysmy dalszą cześc mediacji i negocjacji na dzień nastepny przywlekając kolejną ekonomistke w postaci koleżanki Agi numer dwa. Też wybitnej ekonomistki. W końcu, w efekcie, przywlekłysmy trzy siatki OSZCZĘDNOŚCI:

-CO TO JEST??? TO MIAŁ BYC JEDEN PŁASZCZ I PASEK!!!!
- No ale….
- JESZCZE WCZORAJ TO BYŁA TYLKO KOSZULA!!
- No ale misiu….
- Co ale co ale???
- Ale rozumeisz? ile oszczędziłysmy? I teraz w sumie jakbyśmy poszły jutro kupić coś, za to co OSZCZEDZIŁYSMY DZIŚ, to w sumie OSZCZĘDZIŁYBYŚMY W EFEKCIE JESZCZE WIĘCEJ!!! To sie nazywa inwestycja oszczedzonego kapitału!
- Nie myszka… to się nazywa KATASTROFA. Chodź Władek po piwo bo na trzeźwo to…….

Nie wiem o co im chodzi. Oszczedziłam NAPRAWDĘ  nie mało. I Ewka też. I Aga. I druga Aga. Nie wiem czy nie powinni nam jakiejś nagrody ekonomicznej dać. Balcerowicz mógłby nam wręczac. Order, czy coś. W końcu kryzys jest. Powinni nagradzać inicjatywy ratowania gospodarstwa domowego poprzez spontaniczne oszczedności. I poświecenie. Szczególnie poświęcenie KOBIET. Nie no doprawdy, najłatwiej to krytykować, zamiast brać w ręce swój los i los rodziny.

Hmmmmm… może jeszcze zaoszczedziłabym na torebce np?
Dla dobra rodziny to wszystko, wszystko.


… ale kompletnie nam nie po drodze. Wszędzie te ciąże i ciąże i ciąże, niemowlaki i oseski, parki, samczyki i samiczki. Oraz dylematy, że oto w tej chwili już kończy mi się życie, nic już dla siebie nie zrobię. No więc jakby tu wam powiedzieć, choć naprawdę nam nie po drodze, jest też i druga strona medalu, tego oto, i ja ją oglądam właśnie, i nie śmiać mi się tu ze starszej koleżanki, ale sydrom opuszczonego gniazda (jaka durna nazwa to jest, kojarzy mi się z latem, usmarowanymi łapami, gorącym słońcem, zapachem bzu i z pawłem grotem oraz dankiem czerwińskim, kiedy to znajdowaliśmy pisklaki, w trawie, na podwórku, co spadały z dachu domu na dzielnej, noniewiem, kompletnie nie kojarzy mi się z dzieckiem) to też nie jest nic fajnego.

WSZYSTKO PRZED WAMI.

Ja to mam. Ja starsza koleżanka, której syn kończy dziś 17 lat, która to kiedy odstawia dziecko na dworzec (jak wraca do babci), to idzie dworcem pośród zapachu drożdzówek na gorąco (i kanapek zapiekanych OSKAR), łykajac łzy. I wiem to głupie, wiem, nie musicie mi tego mówić, ale TAK MAM I JUZ i KROPKA! I nie śmiać mi się tu. Mam poczucie, że coś zawalam, mam wrażenie, że zawodzę, że coś robię nie tak, że nie tu moje miejsce, że ….. Dziecko w tym czasie wywraca oczami. Oj no dobra ja wiem, to głupie. Ale ja tak mam i już.

W ogóle jakoś fajnie mam. Przestawiłam się na odbiornik. Jestem giga odbiornikiem. Wszystkie fale łapię, transmisja on line, cb radio – szerokości i bajo. Wszystko biorę do siebie. Znajomy dzwoni i mówi że NIE ŁATWO NO – a ja to biorę odrazu do siebie. Stary idzie do pracy i COŚ TAM COŚTAM, a ja już mam głaz na plecach i człapię. Młody dzowni, że MAM IŚĆ NA WF W URODZINY? TAK? TAK? TO PODŁE BEZ SENSU I JESTEM ZAŁAMANY – a ja to biorę do siebie i już nie człapię, a pełznę. Dobrze, że jeszcze (chwilowo chyba) nie biorę do siebie njusów z tv, bo doprawdę zaczłabym się czołgać. Tym razem to Ewka soso wywraca gałami, i mówi, że daleko to ja tak nie zajadę. Ona tak miała, ale kategorycznie z tym skończyła.
Ot tak.
Szast prast.

A ja jakoś wiem, nie umiem i tak mam.

Chociaż są i tacy, co jednak, gdzieśtam się martwią i mną.
Bo dziś ta moja Ewa szast prast zadzwoniła i mówi:

- WIEM! TROCHĘ SIĘ TOBĄ MARTWIĘ ALE JUŻ WIEM W CZYM RZECZ. IDZ ZJEDZ MAKARON! NATYCHMAIST. DIETA PORTAL NIE DLA CIEBIE. TRZEBA MIEC DO NIEJ JAJA. BO CZŁOWIEK MA SIĘ NA NIEJ WŚCIEKAĆ, JE MIESO KREW, ZLOŚĆ, INSTYNK, WALKA. A TO TOTALNIE NIE W TWOJEJ NATURZE LEZY. Zapomniałam.  Sie szarpiesz! I kiwasz i ślinisz, nie wiesz co robić, a powinans pojsc kogos pobic, a ty jestes galareta. zapomniałam. no już. wracamy do weglowodanów, dla dup wołowych, i bedzie ok. Proteiny moja droga panno to nie dla takich mieczaków są. Są dla mnie HA HA HA HA!

No. To zjadłammakaron i mi lepiej.
Oraz co by tu jeszcze?
A nooo – np pasuje mi to całe INDYGO na lato.
Akceptuję.


  • RSS