haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2009

5 komentarzy

To już jest chyba normalne, że jak moje dziecko przyjeżdza, to atmosfera robi OPAD. Dość intensywanie. Powinno się, to moje dziecko, zapraszać w rejony dotknięte suszą. Może by na tym jeszcze zarobil. Niemniej. Eksperyment naciągania peepowiny po 17 latach na odległość 350 kilometrów nie wychodzi chyba najgorzej. Dziecko uśmiechnięte, opalone, a w niedziele samo z siebie wyleciało z domu, i wóciło z bukitem róż dla matki. Matka powiedziała – ke? Widzieli państwo, człowiek rośnie.

A może człowieka z faceta są na chwile w stanie zrobić dziewczyny. Jak się w okolicy pojawiają. Przynajmniej z takiego 17 letniego, bo potem chyba trudniej.

No nic. Dziecko się już buntuje, że wraca, bo mówi - jest lato, czas się spędza NAD MORZEM, a nie w stolicy (w czasie deszczu? jakby żadna rożnica co?). Adijos matko. No to jeszcze szybko chwyciłam to dziecko za kark i zawlekłam liznąć sztuki. Ja wam powiem, nie mówicie nikomu, ja na tej współczesnej sztuce, to sie znam słabo. Szczególnie jak mi ktoś robi kreske i pisze – KREW KAPIĄCA CZERWONA. I jeszcze ją robi krzywo. A potem robi dwie kreski i trójkąt i pisze WSZECHŚWIAT. To się znam słabo, bo przede wszystkim wydaje mi się iż: a) nie umie malować, ja lepiej to robiłam na plastyce, i jakos stara się to zamaskować; b) robi se jaja z widza; c) generlanie mu się nie chcialo, kończył mu się temin oddania roboty, zapomniał, coś mu tam się maznęło jak mył kubki od wody po malowaniu (pamiętacie jak trzeba było mieć wodę do pędzla w kubku od mycia zebów?), i se pomyślał „achuj, nic innego nie wymyślę, walnę tylko jakiś tytuł dziwny”.

No ale to o obrazach.

Ze sztuk multimedialnych też jestem słaba, ale jakby bardziej uderzają w moje małe, skulone, wewnętrzne dziecko. Choć kiedy jak facet jeździ na motorze dookoła ciężarówki na parkingu, i to nagrywa, to dla mnie jest to: „odgłos motoru dookoła ciężarówki na parkingu”. Była też pani co śpiewała o orle, oraz kwartet smyczkowy w namiocie  

. Śmieszne (a może to miało być PO RA ŻA JĄ CE. No nie wiem… nie wiem…). Oraz co na mnie zrobiło wrażenie największe, to fakt że w niektórych salach było ciemno jak w dupie za przeproszeniem wiadomokogo. Ja mam kurzą ślepotę, prawie wygrzmociłam się na ryj wchodząc z jednej do drugiej. Śmiało mogę powiedzieć – przed sztuką padam na twarz. Dosłownie. Oraz te takie wiszące w drzwiach tych sal gumy, kojarzyły mi się z rzeźnią (skad ja znam rzeźnię, skąd to skojarzenie czyżnbym w porpzednim życiu ….aaaaa). Oraz dziecko w jednej sali powiedziało – Matko czy ja naprawdę musze patrzeć na scenę ludzkiej kastracji, sluchając arii operowych, jesteś pewna?

Ale żeby nie być kompletnym ignorantem powiem, że fajne były mazaje, o te

 . Podobało nam się po równo. Udało nam sie tam być samym, usiedliśmy na podłodze i siedzieliśmy, siedzieliśmy, siedzieliśmy……. aż zrobił się strasznie

 , a sztuka do nas trafiała, trafiała, trafiała….

A potem zjedliśmy gofry.
Tacy pełni sztuki, że hej.
I tak o.
Idę go zapakowac do pociągu.

(oraz oddać się rozpaczy „gdzie mój synek gdzieee gdzieeee”)

no co tak? no jestem i żyje. to tak jakby w skrócie wszystko, co mam do powiedzenia. oraz co za cudowna pogoda, nie? kocham chodzić mokra od potu, jak pracownik huty szkła, i zwisac z mebli cały dzien jak sciera. a w sobote to nawet poszlam na spacer. No bardzo piekny macie tu w tej warszawie park arkadia, bardzo, a spacer  pracowal na tytuł KOLEJNA OFIARA UPALOW ZESZŁA NA PRZYSTANKU NA ZAWAŁ.

naprawde, cudowną porę wybraliśmy sobie na przebieżkę drobną, bo tak w południe, w temperaturze około 300 stopni celcjusza. wydaje mi sie. a potem w niedziele walneło 17 w dół. bynajmniej nie lat w mojej metryce, wiec zwisałam nadal na meblach, albowiem nie wiem co się działoz  moim organizmem.

moj organizm jest bardzo dziwny, np potrafie wywolac atak astmy samym CIEKAWE DAWNO NIE MIALAM ASTMY hmm, noo, oo oo ….CHYBA JUZ MAM. to sie nazywa wiedźma? albo katar. dawno nie mialam kataru, hmmm, noo, oooo JUŻ MAM. albo gardło. czy to się nazywa głupota? albo to sie nazywa: „nie wiem co robić, nie mogę spać jak jest 40 stopni o 4 rano.” 

a tak poza tym pisze. wspolpiszacych wzruszam, albowiem ponoc jestem niespotykanym przypadkiem, ktory jak napisze, wysle przyjdzie na spotkanie scenariuszowe i zanim cos ktoś powie zaczyna samokrytyke, i to jak beznadziejnie pisze, i jakie to slabe, KIL MI. kiedy podobno nie takie slabe, tylko glupio powiedziec, ze dobre, kiedy autor zaczyna spotkanie od zjechania samego siebie.  no nie wiem. wg mnie to normalne, brakuje mi tylko kateczek zoltych zeby sie nimi okleic. moze byłam japonczykiem? oni pieknie podobno potrafia krytykowac samych siebie.

no ale pisze. jak na razie. nie zapeszac nawet na dwa fronty. dosc ROZNE. nawet bardzo mega hiper zroznicowane. od tego mam juz glisdy w mozgu i rozdwojenie osobowosci. jak zaczne platac bohaterow i lokacje oraz mowic glosem narratora to dopiero bede mogla walnac samokrytyke nie?

O JA! TO BY BYLO FAJNE.

to tyle
wasz wuj matt z podrozy

ps.
aaa i jeszcze – co robi kobieta w wieku średnim, na zakręcie swego życia?
Idzie po puszke żarcia dla kotów, i wchodzi do fryzjera: – po ile ścinanie? – po 30. – to super, to obetnijcie mi tak… a walnie mi pani z pól metra, co mi tam.

no nie wiem do konca, czy to był taki świetny pomysł.
Niemniej wiadomo, włosy nie noga, odrosną.

…choć czasem nie dzieje się nic.

Podobno młody wracajac ode mnie do babci wchodzi do domu z okrzykiem NO KURNA NARESZCIE W DOMU. Cudownie. Co prawda po tym, jak nasze koleje fundują podróżnemu 6 godzin z „opóźnienie może ulec zmianie”, w upale 40 stopni, a współpasażerowie fundują „cudownie naturalny zapach człowieka soute bukiet własny”, jestem wstanie mu to wybaczyć. To stwierdzenie. Podobno autor zna swojego bohatera do końca. Gorzej jak autorów jest 4 sztuki. Co prawda, kiedy każda z tych sztuk jest dla mnie trochę guru, jestem w stanie im to wybaczyć. Te piękną różnorodność. Podobno trupa nie wolno, co prawda można go wynegocjować wymieniając na inne ustępstwo, np na kozę w tle. Byle ta koza miała jakiś malowniczy konflikt. Co prawda padam na pysk, i przepisuję to samo po raz 6, na co innego, by wrócić do tego samego. Niemniej jest wesoło. Co prawda nie śpię w nocy, bo do mnie mówią postacie. Powoli coraz więcej. Niejmniej jestem w stanie im to wybaczyć, bo zaczynam je lubić. Co prawda, moga się zmienić. Za chwilę. Na przykałd na kozę w tle.

I tak o.

Chwilo trwaj.
(co prawda)

….

4 komentarzy

13 komentarzy

..z tym deszczem to jest tragedia, ja wiem. I głupio mówić, że fajnie błyska, kiedy tam ludzie. Ale fajnie błyska. Przed wczoraj tak fajnie, że chłop się na balkon na fajkę bał wyjść. A potem kot łapał grad i bardzo go to bawiło. Wczoraj równie fajnie, bo totalnie bez hałasu. Bezdźwięcznie. Jakby ktoś wielką latarką oświetlał niebo od „tamtej strony”. I gasił. Ciemno ciemno, i bach.

- Piekne to Teresa nie?
- No piękne, piękne, w wojnie światów też tak pięknie było a potem wyszły maszyny kroczące…..

Mówiłam wam, że kocham wojnę światów? Ja wiem, że to słaby film, ja wiem, że Tomek Kruz nie gra już nic fajnego, i ma zdrowo namieszane w głowie. Ale jak widze maszyny, jak tą burze na początku filmu, albo jak w tej piwnicy, i wszystko porasta na czerwono – naprawdę jest to dla mnie wręcz seksualne uczucie. To jest jedyny film, kóry mogę oglądać 8 razy pod rząd. Zróbcie mi jeszcze z jeden taki panowie holiłud, proszę! wybaczam wam nawet te dziecko biegnace w objęcia matki, i ten koniec słaby, i wszystko wam wybaczam. Romans w życiu prywatnym z małymi puchatymi chłopacami też wam wybaczam, albowiem ponad wszystko kocham maszyny kroczące (choć to baśka zazwyczaj zakochuje sie w maszynach). Zrobię dla nich wszystko.

Kocham je seksualnie, i spokojnie możecie mi to jakoś nazwać MASZYNOSEKSOHOLIZMEM. No ale nie wyszły. Wczoraj. Szkoda naprawdę, chociaz może i dobrze, bo taka nie umalowana byłam i spocono. Było by mi głupio.

I dobra wiem, rok wg Polaka wygląda tak: „kurwa zimno japierdole jaki ziąb zima kiedy to minie, o matko jak nienawidzę wiosny jest obrzydliwa mokra wieje cotowogolezapogoda, jezuuu lato upały człowiek sie poci matko boska noooo kiedy to sie skończy, jak ja nie lubie jesieni wszystko umiera mam dość mam depresje do tego ta plucha deszcze zdechłe liście błoto ciemno sie robi juz o 18 mam doooość….. kurwa zimno japierdole jaki ziąb…. ” itd. Ja wiem, kochamy anrzekać. Ale doprawdy, czy ktoś zapomnial na gorze o temperaturze 23 stopnie? Zepsuło sie pokrętło? Bo ja mam wrażenie, zę mamy albo 10 stopni albo 35 i nic pośrodku. A ja kocham pośrodku. Pośrodku w ktorym nie pocisz sie jak świnia, i nie musisz zastanawiać, w co ubrac sadło, żeby go nie ubrać. No.

To se ponarzekałam. 
Ja.
 


  • RSS