haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2009

..prawda? mój organizm niedzwiedzia jednak nie wczytuje żadnej wiadomości o ociepleniu i zapada w sen. To znaczy albo ZAPADA na amen, albo WCALE. Taki kierunek obrała władza. Także albo nie śpię wcale, albo jak już, to 12 godzin. Bynajmniej nie polega to na słodkim leniuchowaniu do 14, śniadaniu w satynowej biliźnie, spożywanym w czasie, kiedy plebs je obiad. Tylko raczej na zasypianiu o 21.03, jak stary człowiek i morze. Tudzież zaangażowany hodowca drobiu. Może to też oznaczać, iż zmieniam się w mojego starego szarego kota, któremu trochę już wali z ucha, a jego podstawowe zajęcie to leżenie na poduszce. Ewentulanie może sie PRZEŁOŻYĆ z raz dziennie. W ramach wysiłku fizycznego. Zdecydowanie nie jestem jednak moim młodym czarnym kotem, który niepocieszony tym marazmem domowników, zaprzyjaźnił się z drukarką. Drukarka to jest to, co koty kochają najbardziej. Drukarka świetnie bawi się w TY WYRZUCASZ TEN PAPIER JA CI GO WPYCHAM Z POWROTEM. Co to jest za fantastyczna zabawa mówię wam. W dodatku drukarka mówi, warczy, i można na niej leżeć. Tak…. ja chyba jednak zakonczę ten zwiazek, albowiem czarna gnojów nauczyła sie właczać swoją przyjaciółkę łapą. I tobi to z 15 razy na dobę. Z czego 10 razy pomiędzy 1 a 4 rano, co wymyśliła, iż jest najfajniesze, bo wzywa do pokoju domownika. Tego, co się zupełnie nie zna i śpi w nocy. A w nocy najfajniesza zabawa, nie?

I tak o. W sumie nic nowego.
Powiedziała poprawiajac kołdrę i laptoka, albowiem jeśli mamy 21.22 to oznacza iż……


Są dwie laski z Ameryki, które lubię i cenię bardzo sobie (plus dwie kolejne z Europy Wschodniej, ale to jakby już zupełnie inna sprawa). Bardzo fajne kobity. Dziewczyny, które najpierw robiły coś innego (to tak jak te z tego kraju gdzie w listopadzie słońce zachodzi o 14, to chyba Laponia jest…), a potem zrobiły z tego coś zupełnie innego. Sztuczkę taką zrobiły. Myk, który naprawdę udaje się zrobić fajnie dość rzadko. No bo doprawdy nie mówimy tu o książce pt O MIŁOSCI CO ZRODZIŁA SIĘ NA NASZEJ KLASIE (a byłam w empiku i widziałam), czy Leonku Bezogonku.

Mówimy o dwóch babach, którym dano szansę.

Dwóch na które ktoś postawił, a one się nie bały, a potem ktoś inny się nie bał pokazać ich światu (plus moglibyśmy mówić o tych trzech z Europy, ale to jak podpisano kiedyś na fotce, zaledwie „piezdy” takie, czy ja tu uprawiam aby prywatę? Chyba nie).  No dobra, do rzeczy węsierska. Mianowicie chodzi mi o DIABLO CODY i JULIE POWELL. Strasznie fajne to są laski nie sadzicie? I zupełnie inne.

Julie się kocha, chce ją czesać jak konika pony, chce z nią gadać, spać w jednym łóżku, iść na kawę, siedzieć w dresie trzy dni nie wychodząc z domu. I  ona robi to świadomie moim zdaniem. Taki ma pomysł i myk na pisanie. Taki żebyśmy już po 3 zdaniach poczuli z nią więź, jak z najbliższą przyjaciółką. Jakbyśmy znali tą Julie od lat, i od lat siedziała na naszej kanapie, z winem w ręku, mówiąc, że ma ten dzień w którym „człowiek pachnie dość dziwnie, niby wszystko ok, niby włosy czyste, pod pachą wszytko gra, a jednak roztacza dziwny smród i odór wokół siebie”. Julie się uwielbia, i Julie o to bardzo dba. Trochę z nią  jest tak, jak tą koleżankę, na której tle wcale nie jesteśmy stare, szare, sflaczałe i mało ekstra-atrakcyjne. Książka Julie to przyjaciel na najczarniejszą dupę życiową i chandrę. Banalnie brzmi nie? Ale tak jest. Julie to cwaniara. Ale sympatyczna. Niegłupia laska no. Za to ją lubię.

I tylko szlag mnie trafia jak ktoś pisze w recenzji filmu, że to pierwszy dobrze sfilmowany blog. No bo mamy Cody, nie?

Z Diablo Cody jest inaczej. Diablo ma  w dupie, czy ją lubimy, czy nie. Trochę jej to lata i powiewa. Diablo jeńców nie bierze, pisze inaczej, letnia nie bywa. Jest trochę taka jak ten tytuł filmu z dobrego 72 rocznika – „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać”. Ona nie czeka aż zapytamy, tylko „jedzie z tym koksem”. Zaczęłam wczoraj czytać  jej „Cukiereczka”, i chyba ją kocham. Za to, że ma w dupie, za dystans, za cięty język, za bezkompromisowość. Za to że nie boi się „zapytać”, tylko jedzie jak radziecki czołg. Za to że zamówiła sobie striptizerkę, i za to co jej powiedziała jak ta… za to że lubi porno, jest sztywniarą (jak sama o sobie mówi), i za jej niewyparzony język. No i za to że poszła na rozdanie Oskarów w sukience ze szmateksu. Tak mi się jakoś wydaje, że w szkole Diablo nigdy nie była królową popularności. A mimo to chciałabym siedzieć z nią w ławce i pluć na korytarzu  pestkami. No a teraz podobno sam Stefek Spielberg z nią tymi pestkami pluje.

Dopiero zaczęłam tego „Cukiereczka”, ale już go kocham. Diablo kocha się inaczej niż Julie, ale kocha.

No dobra, to było w ramach buntu i strajku, który ogłosiłam wczoraj wchodząc do łóżka już o 19.03 z książkami, komputerem i śledziem w occie wersja z oliwkami. Nie, nie będe już pracować. Nie. Czułam się doprawdy bardzo. Zerwana z łańcucha i dzika. Zbuntowana anarchistka. Aż do samego rana. No a teraz wracam do roboty, zapierdalać jak jebana pszczółka. I pisać, pisać, pisać, choć nigdy nie będę ani Diablo. Może trochę bardziej Julie, ale tylko ciut (no w tej wersji śmierdzącego człowieka). 

………….tylko może najpierw ugotuje sobie jajko?

Strasznie fajnie, że tym dziewczynom się udało, nie?
I  nikt nie bal sie zrobić atutu z tego, że to im sie udało.
Z tego że są, jakie sa.

(na te samą nutę) ….. a za miesiąc święeeetaaaaaa!!!!

Czyli same dobre wiadomości. Po prostu pierwiosnki radości. Jaskółki szczęścia. Czy tam inne owady zabawy.

Zabawa miała też niezła być w weekend nie? Ten. Chłopaki w ramach niej  wsiedli w auta terenowe i popruli na Mazury. A my, w ramach zabawy ofkors, miałyśmy we trzy dokładać do ogniska domowego, czekajac na nich w lokalu EWY, dzień i noc, noc i dzień, aż oni zdecydują się powrócić śmierdzący gorzałką i dzikim zwierzęciem. Brudni, i oczywiście zmęczeni (to nie jeste zadna zabawa misiek my tam do roboty jedziemy) jak psy. My we trzy miałyśmy im wspólnie podać gorącą strawę i oświetlać świeczką drogę powrotną do domu.

Hał najs.

No.

To ja oświetlam w domu bo mam, mówiąc po francusku,  zapierdol ze scenariuszem. Jak siadam o 6 rano pisać kolejną wersję, tak wstaję o 23 z zupełnie czym innym, tylko po to żeby po konsultacji wrócić, zaczac pisać kompletnie coś innego. I tak w koło. Anka jest w ten weekend znów herosem, dźwiga nie pytajcie co, nie chcielibyście tego dźwigać, Ewa jak zwykle pławi sie sama w obowiązakch macierzyńskich, razy dwa, w tym jedno wiszące na cycku – ale to już doprawy czysta przyjemnosc i SPA w domu.

Ja chyba dodatkowo zwariowałam. JA kocham pisać. Serio. Wiem że to chcę robić, to podobno ważne, wiedzieć co chce się robić. Tak mi mówi towarzysz życia, partner, ten co wróci z Mazur śmierdzący. Bo można nie wiedzieć, nawet jak się tego nie robi, nie ma szansy, to warto wiedzieć. To ja wiem. I robie, i naprawde nie narzekam. No może czasem. Bo niby to praca lekka i przyjemna TY MISIEK TY ZYJESZ Z WYMYŚLANIA NIE?  niemniej dziś mi się śnił mój bohater główny, a dokładnie aktor, co ma go grać. Miałam z nim romans, ale NIE NIE NIE NIC SPEKTAKULARNEGO, żadne marzenia kobiety po 37 roku życia zdeprecjonowanej przez żywych. Nie. On był wielki, ciągle spocony, jak sie go naciskało palcem, przypadkiem nawet, to troche podciekał wodą. Gonił mnie ten aktor bohater po szkołach jakiś pustych (ja uciekałam oczywiście na bosaka w koszuli nocnej super po prostu) magazynach i jak dorwał to kazał dotykać swojego wielkiego brzucha. W tym brzuchu, w środku, ale wyczuwalna na zwnątrz jak obcy jakiś,  pływała i dawała sie dotknąć przez powłoki wielka kupa w jelitach. I kopałą przez brzuch. I on z dumą kazał mi jej dotykać. To taki był romans. Nie wiem tylko czy chłopiec czy dziewczynka to była….

…..nawet nie macie pojęcia jak wiałam w tym śnie, po tych szkołąch, magazynach, po polach przez śnieg i zawieruchę. Nogi mnie teraz bolą od rana, i mam chyba mięsnie biegowe jakieś nowe na nich.

No.

To taka to jest praca.

I jak ja mam sie z nim teraz spotkać na żywo, normalnie już, w celu omawiania roli? I spojrzeć na jego brzuch I NIE WRZASNĄĆ I NIE ZWIAĆ OKNEM??

Mówie wam kocham pisanie, chce to robić. To jest moja droga życiowa. To jest mój wybór. Kiedyś od niego spali mi się mózg i zwarjuje. Serio.

4 komentarzy


Nie mogłam być tam, wiec jestem tu. Powązki są piękne. Niesamowite.
I piękne nazwiska tam są: Róża Maciejko, Aniela Wianek, Jasia, Dzizia, Lucia
…. ludzie się kiedyś nazywali tak jakoś inaczej.


„Ewa z Hrabiów
Chreptowiczów Brzostowska
Marszałkówna Guberny Wileńskiej Starościna
Mińska. urodziła się 15 września 1771
zeszła z tego świata d. 8 lutego 1813

Którzy za życia doznali
Troskliwej zawsze opieki
Matki pamiątkę ustali
Smutek ich dzieci na wieki”


  • RSS