haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2010

7 komentarzy
Myśle, że nie wiecie jednak wszystkiego
A TO
powinno wam parę spraw wyjaśnić
i naświetlić, tak?

…jak człowiek ma coś powiedzieć, jak mu w taką pogodę, ryj w trakcie mówienia zamarza?

to nie mówie.

oraz uważajcie – jutro śnieg. oraz dziś jak jechałam na zakład, tak mamy zakład, to wyjątkowo nie zamarzały mi oczy. wiec chyba ocieplenie. natomiast reszta ciała, nie chce was martwić, pokrywa mi sie czymś takim suchym. chyba ochronnym pancerzem przed zimnym (zawsze to lepiej jak futrem nie?). nogi. ręce. usta to już w ogóle (może to klimakterium idzie i mnie wysusza, od góry). dziwne. ale okzauje się, nie tylko mnie to dotyczy.

- teresa co to jest? czemu to jest takie szorstkie? i ja mam to rękach?
- też to mam. pewnie od zimna.
- ale ja nie miałem nigdy czegoś takiego?!!
- trzeba natrzeć balsamem. skóra wysycha na zimnie.
- ale mi nie marzną ramiona! To nie od tego!
- no to może od starości. może zaczynamy zmieniać się w wielkie, stare, szorpate krokodyle. na starość
- myślisz? w takim razie dlaczego ja też to mam??? JA JESTEM OD CIEBIE MŁODSZY

świnia.

skończcie juz gadac o tym avatarze.
poszaleliści?
pogadajmy o czymś miły.
na przykład o tym, jak jest fajnie zimno.
nie?

ha!

34 komentarzy

Byłam na AVATARZE.

Podobno są pierwsze grupy wsparcia dla tych, co wpadli w depresję po filmie, i maja dysonans  z rzeczywistością teraz. To chyba ja. NIE MÓWICIE MI ŻE TAK NAPRAWDĘ TEGO LASU NIE MA! A tym, co marudzą na scenarzystów Avatara, że to taka prosta historia, że komputer, że… powiem tylko – a weź pan wymyśl takiego słoniu z mordą nosorożca, albo jak atakuje ikebana (czy jak sie nazywał ten ptak w zygzaki). No zapraszam!! Bardzo nawet zapraszam.

Oraz mam jedną refleksję, jesteśmy w stanie zaakceptować wielkie niebieskie ludy, mogły by nawet mieć 7 par oczu. Spoko. Mogłą mieć ogon, mogą mieć warkocz z czółkami, mogą łaczyć się nim ze słoniu z mordą nosorożca. Mogą. Ale nie jesteśmy w stanie wymyślić ŻE NIE MAJĄ PĘPKA. Zauważyliście? PĘPEK zawsze musi być. No ale nawet z nim, ten film? w 3D? No mocna rzecz, mocna. Chce znów. I NIE MÓWCIE MI ŻE…..

… w nocy mi się sniło że byłam na BĘKARTACH w 3D. Że puszczaja w kinach, ale dla wtajemniczonych, o 2.30 w nocy. I mi się udało. Jaaaaacieee, wam powiem tylko – bękarty wojny w 3d – CZAD!!! Musicie iść.

24 komentarzy



WIĘC UWAGA ODKRYŁAM COŚ
(czas najwyższy, w moim wieku naprawdę wypada już coś odkryć,
a to lek na raka, a to nową kulturę bakterii, tudzież plemie w Amazonii,
pałeczki cheopsa, czy ewentualnie jakieś nudne twierdzenie fizyczne)


Tymczasem ja miałm dziś klasyczny moment ”acóżto!!!”, czyli olśnienie. Odkryłam lukę w diecie dr Dukana, zwanej popularnie PROTALEM. Mianowicie dieta ta nabiera o wiele lepszego wymiaru, jeśli wprowadzimy w nią owoc jabłko, tudzież mandarynka na przykład, a także kubek czekolady w nocy, OCZYWIŚCIE DIETETYCZNEJ ROBIONEJ z WODY - dieta staje się znośna, a nawet bardzo przyjazna.


(te wszystkie diety bez SUROWEGO owoca czy warzywa!!
błagam was! To nie jest dla ludzi!)


Zaprawdę tylko Baśka umie NIE JEŚĆ JABŁKA, i zapewaniem was,  nikt inny na kuli ziemskiej nie ma do niej startu. Ale jak wiemy, Baśka jest z kosmosu. (chociaż zaraz, to chyba MAJKA była z kosmosu? Miała takie świecące oczy. Ktoś pamięta?) Także zapraszam, przekazuje patent ludzkości, bierzcie i czerpcie (cierpcie), stosujcie i  nadal pozostawajcie na diecie. Po zastosowaniu odkrycia i patentu, możemy się zgrywać z tymi wszystkimi kółkami wsparcia, robić miny cierpiętnicze i zbierać JAKA TY DZIELNA JESTEŚ JAKA MASZ SILNĄ WOLĘ. SKAD TY BIERZESZ SIŁĘ. PODZIWIAM CIĘ.

Mogę też specjalnie dla was dodać jeszcze jeden wynalazek: DIETA DUNKAN z PRZERWĄ NA LUNCZ. Pasi? Hmm…. może też np DIETA DUNKAN Z WĘGLOWODANAMI I CUKREM? ALBO CZEKOLADOWA DIETA DUNKAN Z TLUSZCZEM DO POPIJANIA? Jest przede mną jeszcze tyle lądów do odkrycia. Doprawdy. To moje odkrycie to jest, zadaje się, mówię wam, kopalnia. Muszę to rozpracować dokałdnie.

Oraz mam jeszcze jedną refleksję, po zapisaniu sie na facebooku do grupy MAM W DUPIE zyskałam jakąś taką cywilną odwagę, i mogę sie teraz oficjalnie, w przededniu mojej 40, przyznać iż nigdy nie kręciła mnie ALICJA W KRAINIE CZARÓW. Serio. To wstyd, nie? Bo to dzieło jest.  Nigdy też nie lubiłam Muminków. Przerażały mnie i fascynowały, ale nie wzbudzały sympatii. Zero, null. Nic. Raczej - „Muminki Cię widzą, muminki Cię śledzą, muminki Cię znajdą, zabiją i zjedzą”. A także, jak już idziemy po całości, wkurwiał mnie zawsze MAŁY KSIĄŻE. O matko jak. Do dziś. A także KRÓL MACIUŚ PIERWSZY. Pan Kleks doprowadział mnie do szału. Nie rozumiem Pana Kleksa. Również – do dziś.

Hmm….. Wychodzi mi na to, że byłam totalnym ignoratem, dzieckiem matołem, wstrętnym bachorem. No dobra. No może. Ktoś musi, dla utrzymania równowagi na świecie. Ale żeby nie było tak, że całkiem byłam do kitu, i totalnie się rodzicom nie udałam, było też coś, co lubiłam. Kochałam. U WIEL BIA ŁAM.  PIĘCIORO DZIECI I COŚ oraz MARY POPPINS. Za MERY POPPINS oddałabym życie. Do dziś. Kochałam piaskowego ludka. To znaczy kocham. Do dziś. Liczę, że go znajdę. (a kiedyś cię znajdęeee znajdęęee cięęęę).

I to w sumie mam tyle do powiedzenia dziś, tak jakoś odżyło we mnie życie, po zmodyfikowaniu tego dukana – czekoladę komuś?? Bo idę zrobić repetę. Bardzo niskokaloryczną na wodzie! (LINDTA, ktoś mówił że ejst WEDLA?)

ps.
a baśka odryła dla nas dyscyplinę sportową do uprawiania. Siatkówka na siedząco. O PROSZĘ  . Zastanawiamy się tylko nad drobną modyfikacją na - ”siatkówkę na leżąco bez siatki i piłki”. Wydaje się, ze w takiej wersji, mogła by być wymarzonym sportem dla mnie. Naprawdę - czas już zacząć coś uprawiać.

…. snila mi sie MUCHA. ANNA MUCHA. Nie MUCHA OWAD.

(oficjalnie mówie że niecierpię ANNY MUCHY, trudno, organicznie nie lubię, jak ktoś lubi, musi z tym żyć, albo wyzwać mnie na pojedynek).

No więc ANNA MUCHA (nienawidze) chciala kupić ode mnie DRESY, takie leginsy czarne, wygladala w nich świetnie (i ciągle mi to pokazywała JAK świetnie, nienawidzę jej) i mowila: PRZECIEZ WIESZ ŻE TAKA FIGURA, TA FIGURA, MOJA FIGURA, TO WYNIK CIEŻKIEJ PRACY NAD SOBĄ, TO TRZEBA MIEĆ WOLE SILNĄ I TRZEBA BYĆ SILNYM, TRZEBA COŚ ROBIĆ, A NIE NIC NIE ROBIĆ.

Nienawidze jej. Naprawdę. Jak mogła mi tak powiedzieć?
 
(wczoraj wyrzuciłam jedne dżinsy, bo już sie nie BEDE ŁUDZIĆ, że beda dobre „JAK SCHUDNE”)

tak mnie wkurzyła, że pierdolę, idę na protal.
od dziś. serio.

(ciekawe na jak długo buuaahahaha
- bo to trzeba „CIEŻKĄ PRACĄ” a nie „PIERODLĘ IDĘ” – no co za suka nie?)

Oraz wczoraj klepneli. Panowie z dystrybutorni.
A jak panowie z dystrybutorni klepną to znaczy, że będę miałą dla was film na jesień.
Zdjecia zaczynają się już już, zaraz.
Napisałam wam ten film, wiecie? Cieszycie się?
Tymi raczkami (tłustymi).
Sama samiutka, a wilki wszedzie.
(i tłuszcz)
Pójdziecie?
Chodźcie, że pójdziecie i będzie się wam podobać, co?
A jak nie, to najwyżej zwalimy to na reżyserię, czy coś.


 

….

7 komentarzy

w moim zwiazku jest tak,
iż jest on pełen dobrych rad.
Na dobre rady zawsze mogę liczyć.

Wyjezdżając:
- Teresa pamiętaj w podróży nie pobieraj napojów od obcych. szczególnie nieoznakowanych. (nieoznakowany OBCY? w sensie – nie widać, że krewetka?)

Wychodząc z domu:
- Teresa czy nie zostawiłaś zaprószonego ognia?

Na stricie:
- Teresa pamiętaj przechodzimy na zielonym świetle, nie czerwony, ani żółtym, to miasto pełne jest wariatów.

Udajac się na zakupy:
- Teresa bardzo proszę uważaj na SOPLE. SOPLE są groźne.

Ostani hit:
- Teresa nie mówimy PORUCZNIK JASZCZUR, na miły bóg, tylko GEBBELS dziecko. GEBBELS. I wcale nie miał dziwnej twarzy (JAK TO NIE MIAŁ? – ależ proszę bardzo
http://www.skreccos.pl/4fun/715
). Nie zakłamujemy historii Teresa.

Myślicie, że on się o mnie zwyczajnie troszczy?
Czy jednak zwyczajnie uważa, iż jestem lekkim niedorozwojem?
Albo może nawet ciężkim?

hmm……..

nie da się ukryć, jest nowy i parzysty.
I mam nadzieję lepszy. Łaski nie robi.
Ten poprzedni był dziwny.
I nerwowy.
I nie zamierzam go podsumowywać.
O nie. Nie należy mu się.
Mam dość już dziwnego roku.

A tak poza tym co? Nic nowego. Były święta, były w domu. Było wesoło i był kudłaty, za którym zdążyłam się już trochę stęsknić. On upierał się, że on też, ale jakoś z mało nachalnie. Dziwne. Dziwne, że kudłaty w tym nowym roku, parzystym, już będzie pełnoletni. Jak to? Dziwne. Potem było smutno i żal. Serce się kroiło jak widziałam Ankę. Serce się kroiło jak widziałam jej N. Serce się kroi, kiedy dzieje się to najbliższym. To powinno zawsze dziać się gdzieś daleko. A nie dzieje się. Dziwne.

Ale będą żyć, wiem to, życie potoczy się dalej.
To jest najbardziej w tym dziwne.
Że świat nie staje.

Potem był sylwester. Za szybko był. Sylwestry nie powinny być tak szybko, po takich wydarzeniach, powinny się umieć zachować. Ale nie umieją. Sylwestry z reguły są jakieś takie źle wychowane i bez wyczucia. Całe szczeście nasz był zupełnie normalny, czyli spokojny, prawie w dresie, z przyjaciółmi, najedzony tak, ze kiszki troche zastrajkowały. Ale sylwester jest po to. Żeby posiedzieć z kimś na kim ci zależy, żeby się nie napinać, a najeść. Szczególnie kiedy gotują ci z sercem (co nie znaczy że z podrobów). Za stara już chyba jestem żeby się przebierac w firanę i udawać, że się świetnie bawię, dziko i szalenie, i łamiąc wszelkie reguły W TĘ NOC. Całe szczescie moja młodsza przyjaciólka, piękna i szalona, też jest za stara. Już jakiś czas temu, bardzo grzecznie mentalnie dostosowała się do mojego zramolenia. No to przewinełyśmy parę razy dziecko, wiecznie uśmiechniętą córkę szmurkę, pozytywną i radosną panienkę, przed którą jeszcze wszystko, ALE TO WSZYSTKO, i tak o. I minął ten sylwester. I już.

A potem odrazu miałam dużo pracy, więc zaraz po wstałam rano, wróciłam do domu i … poszłam spać. Wstałam po 12 godzinach, wypiłam kawę i… poszłam spać. Przetarłam oko, wypiłam drugą kawę i …. zasnęłam. Strasznie dużo śpię w tym roku parzystym. Może to dlatego, że organizm rok starszy. A moze dzięki temu zmienię się w Torbicką – piękną i gładką? Oby. No ale już wstałam, klawiature wziełam w ręce i nawet wczoraj OBUDZIŁAM SIĘ – co dziwne, tym bardziej że o 2.30 rano. Zrobiłam czekoladę na gorąco, bo w nocy kalorie sie nie liczą, bo niby jak co?- jako śniadanie? podwieczorek? Nie ma takiego posiłku „W NOCY”, to zrobiłam, wypiłam  i do 5.06 machnełam, co miałam. I już. I poszłam spać.

A co u was?

A no i życzę wam na ten NOWY PARZYSTY żeby i dla was był taki, że się go będzie chciało potem podsumować.
Że tym razem, ten, zasłuży.

ROZKAZUJE MU!


  • RSS