No kurde. I jak człowiek ma pisać, jak ledwo się zbierze w sobie, napisze ŻE LIPIEC,
to kurna już SIERPIEŃ.

Lubie SIERPIEŃ ale w sumie to „lubienie” jakieś takie już bez sensu.
Czy lipiec, czy sierpień, na te starość to tak sie porobiło,
że w sumie wszystko jedno.

I głównie jakbym miała pisać to powinnam pojęczeć.
A nie chce.
Bo nie dość, że stara, to jęczybuła.
I ile można.
Oraz sama sobie to biere na łeb, to co mam jęczeć.

No to może powiem tylko, że śmieszne jest to, że grzebię teraz w takim temacie przyrodniczym.
Ryby, oceany, wyspy. 
Generalnie wakacje.
Z tym, że przy komputerze.
Ale można pisząc popatrzeć, co inni widzieli.
Albo się wzruszyć.
Takim Georgem żółwiem na przykład, co go chcą rozmnożyć na Galapagos, a on nic.
Przyjeżdzają studentki, masują mu mosznę, namawiaja, podsuwaja kolejną żółwicę, a on nic.
SAMOTNY GEORGE.
Zamiast o nim pisać napiszę mu chyba list.

„TRZYMAJ SIE GEORGE NIE JESTEŚ SAM, NAPRAWDĘ SEX TO NIE WSZYSTKO.
ps. są jeszcze pieniądze”

Jak matce mojej własnej powiedziałam, co piszę, to się tylko przeżegnała:
DZIECKO ŻEBY  ONI SIE TYLKO NIE SKAPOWALI, ŻE JESZCZE NIE DAWNO SZCZECINA SZUKAŁAŚ W GÓRACH.
Oj, mamo.
Dawno, dawno.
W liceum.
Czyli gdzieś przed dinozaurami.

I tak o.
Jak nie o oceanach, to mam o górach i ratownikach.
W dodatku nie zamiennie tylko przemiennie.
I jedziemy: podwoda i Tatry, podwoda i Tatry.
No zerzygać się można, nie?
Nigdy nie lubiłam karuzeli.
Zbytnio.

Od tego zasuwania w górę w dół to nawet nie zauważyłam, że była Werita w mieście.
Głupio mi. Miałam zadzwonić, ale się zrobiło GÓRA DÓŁ DOŁ GÓRA (jak kreacja Madzi Karwoskiej, ktoś pamięta?), i bach piętnasty.

A jak skończę pisać tę notkę, to pewnie będzie nadal piętnasty,
ale WRZESIEN! 

Jak ten czas nie przestanie zapierdalać to ja nie wiem. Ja nigdy nie specjalnie lubiłam biegać.
Zmienie się w żółwia Georga chyba, pojadę do stacji Darwina na Galapagos, dam sobie pomasowac jądra
a potem powiem – sorry, ale nie chce mi się.  

ps.
wiecie, że na wyprawach generlanie towarem najbardziej chodliwym wśród tubylców są serki topione, coca cola, oraz zużyte baterie? Ja na wyprawie nie byłam, ale już wiem. Rozumiem cola, rozumiem serek topiony, też lubię, ale zużyte baterie? Doszliśmy do wniosku, że może się okazać, naprawdę może, że po połaczeniu tych trzech elementów, można w środku w dżungli zbudować jebitną elektrownie i jebitną rakietę i JAK KIEDYŚ NAM CI TUBYLCY JEBNĄ, to sie wszycy zdziwimy.  I dopiero będzie – „ha ha baterie, matko jakie to bez sensu.”