haniuta blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Droga Małgosiu….

8 komentarzy

Aha i chciałam Wam powiedzieć POKI NIE ZAPOMNE, ze oficjalnie jestem pierdolnieta chyba.
Albo będę.
W każdym bądź razie zbliżam sie do dziwnych zachowań na ulicy w środku miasta.
Nie zdziwcie się jakby co.
Żeby nie było, że nie ostrzegałam.
TO OSTRZEGAM!
No.
Albowiem, bo, wiec śpię ostatnio może do 1 w nocy, potem sie budzę, potem nie mogę spać do 5.
 (kot bardzo zadowolony, wyraźnie jest Litwinem, jak reszta rodziny, i opcja podkurku o godzinie 2.30 w formie saszetki to jest to co koty Liwtwiny lubią)
No to nakarmię kota. Obejrzę serial. No. Do tej 5 tak.
Potem może uda mi się zasnąć na godzinę, albo dwie, no góra trzy niecałe,  i wsatję o tej 8 nie?
Potem w ciągu dnia chce mi się spać, ale nie mogę, bo jak się położe to mnie ciśnie.
No a potem padam o 20, ale nie idę spać, bo się boje ze znów obudzę o 1, i nie idę, snuję się. Aczkolwiek potem idę, ale się potem tłukę, i mnie gniecie, a w efekcie i tak się budzę o 1 albo i góra 2.
I dla odmiany tłukę po domu. (oraz karmię kota)
HEJ!

- Droga Małgosiu kiedy zacznę biegać po ulicach z siekiera? 

Kochanie, to już mnie wykańcza.
Wiem.
To pewnie jakaś choroba.
Pewnie.
Ciekawe jaka.
Ciekawe, ciekawe, to jasne. Doskonale wiem jaka. Glizdy w mózgu. Mówiłem ci nie trzymaj słuchawki w uchu przy komputerze. Mówiłem? A trzymasz. I masz – glizdy w mózgu.

jest..

9 komentarzy

Jest naprawdę na swoim.
Znaczy cudzym, wynajętym, w obcym mieście, zdany na siebie.
Nie, wcale nie jest mamisynkiem. Kto to powiedział? Bo zaraz sprawdzę!
I wyciągnę konsekwencje.
Tylko dlatego, że gadamy codziennie?
Nie, no co wy. Anka, z którą tam jest, też podobno gada.
I co? Może jest mamicórką? Tak?
Ha ha ha! Pobite gary, zyg zyg! NIE MA TAKIEGO SŁOWA! ZROBIŁAM WAS!

Ale nie o tym miało być.

Tylko o tym, że tam jest, że musi sam sobie wszystko.
(mój malutki synek kudłaty smierdzący)
Nawet podobno podłogę umył z własnej woli.
Ech życie studenta.
No i dzwoni i mówi, że ma też w tym Toruniu kumpla z liceum, co na ten sam wydział, na to samo uemka.
W dodtaku w tym samym Toruniu.
(dla odróżnienia, że na przykład mógłby w innym)
I ten kumpel zaprosił ich DO KAWIARNI MATKO.
O matko.
A, że rodziców ma takich co mają, a nie jak mój, matkę co się ją poprostu ma.
Więc stawiał.
I że zaszaleli. Bo nie było limitu. Rodzice, co mają, dali.
Się jest w Toruniu, się żyje.
Można? Można.

No to mówię - o ho ho stary, witamy w świecie konsumpcji.
I bardzo dobrze – mówię, bo wspieram, nie?.
Idź, żyj!
Żyje się raz.
Daj ognia.
Dałem, mówi…. najpierw bita smietana z malinami, a potem podwójna bita śmietana z czekoladą, a Anka też dwie bite śmietany. BYŁO GRUBO.

no doprawdy, szalone życie studenta…..

I tu proszę państwa refleksja taka oto wychowawcza, a nawet metoda opatentowana, którą podzielić chciałby się autor z czytelnikiem:
jeśli dziecko wasze (nasze) chcecie wychować na jakiś określony model, to reprezentujcie określony model odwrotny. albowiem dziecko zawsze będzie chciało być inne niż rodzic. (NIGDY NIE BĘDE TAKI JAK ONA/ON).

No bo dla przykładu – ja, of limit w kawiarni, i bita śmietana?
Podwójna?

- ha ha ha ha – zaśmiała się po francusku. Trzeba mieć fantazję!!

ps.
zjadłabym pączka, takiego małego z lukrem i skórką pomarańczową i różaną konfiturą.
nie wiecie gdzie w tym mieście można kupić pączka o 5 rano? BO MUSZĘ!
Ale dobrego! i żeby był chrupki!
No, jak nie ma pączka to może byc gofer. Gofra bym zjadła.


Czy ja mam syndrom opuszczonego gniazda? Nie, skądże. Nie, nie, nie.
Syn student? Na stancji? Mój? Nie, skądże. Nie, nie, nie.
Mam za to syndrom kota. W zamian.

Albowiem dnia pewnego, nie tak dawno, po otrzymaniu radosnych informacji o tym jak to jedna rzecz nie wyszła, i jak to rolu rolu człowieka z niej wyrolowali, i zastanowieniu kwo wadis człowieku hanko, jak można tak robić, czemuż to czemuż, kot mój postanowił odwrócić uwagę moją od problemów.
W tym celu wylazł gnojek na parapet niewychodzalny, zakazany i niedostępny, sprężył się i udało mu się, po czym odwracając się jebnał z 4 piętra w dół.
 
(bo to kocia łajza jest, nie wiem, inne może są zwierzętami zwinnymi, moja jest zwinna inaczej)

Doskonale w ten sposób odwrócił moja uwagę od problemów dnia codziennego.  
No naprawdę.
 
Jak jechałam na dół winda to miałam atak serca, ryczałam jak bóbr, nie mogłam nacisnąć przycisku, chciałam umrzeć zanim zobaczę, to co miałam zobaczyć na dole. Życie mi się skończyło. Przez jednego kota.
(dobra, no dobra mówię do niej czasem że jestem jej mamusią ale NAPRAWDE TAK NIE MYŚLĘ, nie nie nie, no co wy)
No. To zjechałam w końcu windą na dół w stanie krytycznym.
Po czym biegałam dookoła bloku.
Po czym właziłam na plot ogródków, a są tu takie fajne, takie dwumetrowe, obsadzone kolczastymi krzakami żeby nikt na nie nie właził.
Ja właziłam.
Oraz jest tu ochrona co monitoruje, przede wszystkim ogródki i te płoty, wiec od razu wpadła na pomysł ze to włam.
A ja nie miałam czasu tłumaczyć, że nie włam, bo tam przecież w którymś ogródku moja strzaskana psotka leżała!
Moja córeczka!
(znaczy WRÓĆ – mój kot, sierściuch jebany)
No, to mnie ta ochrona, nie dogoniła.
Powiem wam, nie dziwie się, bo bardzo wyjątkowo szybko biegałam, rycząc i krzycząc PSOTKA PSOTKA.  Z rozwianym włosem, w spadających zielonych kroksach, rozdzierając kolczaste krzaki. Wspinając na kolejny płot i wisząc z łbem na dół lustrując kolejny ogródek.
(no to może w sumie dlatego mnie nie gonili. Musiało to być dość malownicze. Chyba sama bym się nie goniła. Oglądam horrory, nie goni się takich zjawisk)
Po czym jednak wpadłam na pomysł,  że przecież można pójść do sąsiada, co ten ogródek ma.
Normalnie, jak człowiek.
(genialne, nie?)
Zamiast włamywać mu się na ogródek.
I poprosić żeby mnie wpuścił.
Sąsiad okazał się sąsiadka, wpuścił oczywiście, otworzył ogródek.
Sam na zakładzie miał dwa koty, jeden czarny jeden kudłaty, które właśnie przez balkonowe drzwi obserwowały co to im spadło do ogródka.
A w ogródku siedziała PSOTA, spokojnie, lustrując teren.
Oraz chłopaków za balkonowymi drzwiami.
Czy rzuciłam się rycząc na nią?
Nie, no co wy…..
W każdym bądź razie, po porwaniu w ramiona, kot spojrzał na mnie jak na debila, przeciągnął i beknął.  
Strasznie zirytowany co go tak macam.
Po przyniesieniu do domu, poszedł się najeść, wysrał się i poszedł spać do mojego łóżka.
Oczywiście na poduszkę.
A ja dwie noce nie spalam sprawdzając czy oddycha i czy łapka nie boli.
Nie boli.
 
Aczkolwiek staje sobie czasem pod  drzwiami wejściowymi  i patrząc mi w oczy mówi :
SŁUCHAJ OTWRÓRZ, BO IDE DO TEJ SASIADKI Z DOŁU, MA FAJNY OGRÓDEK, i CHŁOPAKÓW, JESTEM UMÓWIONA. JAK NIE OTWORZYSZ TO WIESZ ZE ZNAM INNA DROGĘ? NO? OTWIERAJ.
Nic jej nie jest.

Czarnej kurwie jednej.

To o czym to ja tam miałam? A, że jeden projekt nie wyszedł i było nie miło?
 Nie, chyba nie…
Idę dać Psocie śniadanie, bo patrzy pt DAWAJ ZRYC JAK NIE< TO SKOCZE!

czyli co?

11 komentarzy

wrzesień tak?
a we wrześniu mamy w menu tak:
 
zdaliśmy maturę (w sensie poprawka matmy)

dostalismy sie na studia (w sensie strasznie fajny kierunek, sam wybrał
uparł się nawet – to i nic innego
ale chyba będzie musiał zostać po nim scenarzystą
bo zawodu to nie sądze żeby jakiś miał
oraz umiał coś z sensem
sam czarujacy bezsens
jestem z niego dumna  MOJA KREW:-))))

oraz przeprowadzilismy dziecko do Torunia (w sensie JAK MOJ MALY SYNEK DA SOBIE RADĘ
MATKO PRZESTAŃ NIE BĄDŹ SMIESZNA)

ufff
VALIUM DWA RAZY PROSZE :-)

No kurde. I jak człowiek ma pisać, jak ledwo się zbierze w sobie, napisze ŻE LIPIEC,
to kurna już SIERPIEŃ.

Lubie SIERPIEŃ ale w sumie to „lubienie” jakieś takie już bez sensu.
Czy lipiec, czy sierpień, na te starość to tak sie porobiło,
że w sumie wszystko jedno.

I głównie jakbym miała pisać to powinnam pojęczeć.
A nie chce.
Bo nie dość, że stara, to jęczybuła.
I ile można.
Oraz sama sobie to biere na łeb, to co mam jęczeć.

No to może powiem tylko, że śmieszne jest to, że grzebię teraz w takim temacie przyrodniczym.
Ryby, oceany, wyspy. 
Generalnie wakacje.
Z tym, że przy komputerze.
Ale można pisząc popatrzeć, co inni widzieli.
Albo się wzruszyć.
Takim Georgem żółwiem na przykład, co go chcą rozmnożyć na Galapagos, a on nic.
Przyjeżdzają studentki, masują mu mosznę, namawiaja, podsuwaja kolejną żółwicę, a on nic.
SAMOTNY GEORGE.
Zamiast o nim pisać napiszę mu chyba list.

„TRZYMAJ SIE GEORGE NIE JESTEŚ SAM, NAPRAWDĘ SEX TO NIE WSZYSTKO.
ps. są jeszcze pieniądze”

Jak matce mojej własnej powiedziałam, co piszę, to się tylko przeżegnała:
DZIECKO ŻEBY  ONI SIE TYLKO NIE SKAPOWALI, ŻE JESZCZE NIE DAWNO SZCZECINA SZUKAŁAŚ W GÓRACH.
Oj, mamo.
Dawno, dawno.
W liceum.
Czyli gdzieś przed dinozaurami.

I tak o.
Jak nie o oceanach, to mam o górach i ratownikach.
W dodatku nie zamiennie tylko przemiennie.
I jedziemy: podwoda i Tatry, podwoda i Tatry.
No zerzygać się można, nie?
Nigdy nie lubiłam karuzeli.
Zbytnio.

Od tego zasuwania w górę w dół to nawet nie zauważyłam, że była Werita w mieście.
Głupio mi. Miałam zadzwonić, ale się zrobiło GÓRA DÓŁ DOŁ GÓRA (jak kreacja Madzi Karwoskiej, ktoś pamięta?), i bach piętnasty.

A jak skończę pisać tę notkę, to pewnie będzie nadal piętnasty,
ale WRZESIEN! 

Jak ten czas nie przestanie zapierdalać to ja nie wiem. Ja nigdy nie specjalnie lubiłam biegać.
Zmienie się w żółwia Georga chyba, pojadę do stacji Darwina na Galapagos, dam sobie pomasowac jądra
a potem powiem – sorry, ale nie chce mi się.  

ps.
wiecie, że na wyprawach generlanie towarem najbardziej chodliwym wśród tubylców są serki topione, coca cola, oraz zużyte baterie? Ja na wyprawie nie byłam, ale już wiem. Rozumiem cola, rozumiem serek topiony, też lubię, ale zużyte baterie? Doszliśmy do wniosku, że może się okazać, naprawdę może, że po połaczeniu tych trzech elementów, można w środku w dżungli zbudować jebitną elektrownie i jebitną rakietę i JAK KIEDYŚ NAM CI TUBYLCY JEBNĄ, to sie wszycy zdziwimy.  I dopiero będzie – „ha ha baterie, matko jakie to bez sensu.”

10 komentarzy

o!
to juz lipiec?
o matko


And the łyner is w  kategorii odwlekania roboty pt: ” co zrobić, żeby nie pisać, a wynajdować sobie zajęci zastępcze.” Nie pisałam bo….

…musiałam umyć ręcznie zmywarkę.
od  środka.
dokładnie.
pucując wietalota na dole na błysk.

NAJS.

ps.
mycie okien kiedy minus 6 za oknem nie notuje, bo to nuda, to już robiłam.
jest fajne bo trzeba robic to długo bo zamarza. ale jakby prozaiczne.

dobra dobra

14 komentarzy

wiem, nie odezwalam się w tym roku
ale o czym tu gadać?

macie serial
kocham go

aktualnie
chcecie pokochac go też? o to tu
http://iitv.info/shameless-us/

no co wy

9 komentarzy


królik wam sie nie podoba?
bo co?
bo mało swiateczny?
A IDŹCIE

to macie tu o
bez królika

rosołek z króliczka polecam


  • RSS